Świadectwo Michała Römera cz. VII

154
Gen. Povilas Plechavičius (Paweł Plechowicz; 1890–1973), przed II wojną m.in. szef litewskiego sztabu generalnego. W 1943 r. stanął na czele kolaboranckiego Litewskiego Korpusu Lokalnego (LVR), który walczył z partyzantką sowiecką i z polską AK. Aresztowany przez Niemców 15 maja 1944 r., resztę życia spędził na emigracji w USA Fot. wikipedia

Od marca 1943 r. litewski Uniwersytet Wileński, na którym pracował autor „Dzienników”, zaczął funkcjonować według formuły „zamknięty, ale nie rozwiązany”. Wstrzymano proces dydaktyczny, natomiast kadra naukowa nadal otrzymywała wynagrodzenie i mogła prowadzić prace badawcze. W tym czasie Michał Römer pomieszkiwał naprzemiennie w Wilnie oraz w swoim majątku rodzinnym Bohdaniszki w powiecie uciańskim. Taki stan rzeczy trwał aż do zajęcia Wilna przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 r.

O odwetowych pacyfikacjach wiosek na Litwie

14 października 1943 r.: „(…) A oto wczoraj przyjechał znowu silny oddział SS i spalił doszczętnie wszystkie zabudowania po wszystkich zaściankach Milunów i dwóch wiosek sąsiednich. Te wioski sąsiednie były też przeważnie przez Moskali zamieszkane, ale byli w nich i Litwini (…) Zaaresztowano też całą ludność tych wsi. Litwini się potem skarżyli Niemcom, że postąpiono z nimi tak samo, jak z Moskalami, mimo że wielu z nich ucierpiało od Sowietów, niektórzy służą teraz za ochotników w wojsku, z Moskalami nic wspólnego nie mają i nieraz sami Moskali Niemcom skarżyli. Niemcy przyznali, że osady litewskie były palone tylko przez nieporozumienie, zwolnili wszystkich aresztowanych Litwinów, zwrócili im bydło i podobno przyrzekli dać im zaścianki”.

O werbunku do oddziałów gen. Plechowicza (Plechavičiusa)

28 lutego 1944 r.: „Do oddziałów litewskich, tworzonych przez generała Plechowicza, werbunek idzie niezwykle pomyślnie. Młodzież zgłasza się masowo. Zapisy są dokonywane po miasteczkach przez oficerów litewskich. W Abelach w ciągu jednego dnia zgłosiło się przeszło 50, w Rakiszkach – przeszło 100; to jest tylko niewielka cząstka tych, co decydują się zgłaszać. Zapał młodzieży patriotycznej jest wielki (…) W odezwach i przemówieniach Plechowicz wypowiada się energicznie i rezolutnie. Ruch ten jest zdrowy i ma w sobie tężyznę przypominającą, a może nawet przekraczającą zgłaszanie się ochotników do tworzącej się litewskiej armii narodowej w roku 1919. Jest to ciekawe i charakterystyczne tym bardziej, że niebezpieczeństwo jest teraz groźniejsze, niż było w roku 1919, bo Sowiety jako siła wojskowa są teraz bez żadnego porównania groźniejsze niż bolszewicy w roku 1919 (…) Jakie będą rezultaty – niepodobna przewidzieć. Będzie to oczywiście zależało w pierwszym rzędzie od siły oporu Niemców. Ale gdyby nawet wysiłek Litwinów został złamany, jak łamane były powstania polskie w wieku XIX, to przecież kapitał moralny oporu pozostaje w narodzie. Skądinąd też, jeżeli na coś liczyć w spekulacjach politycznych, likwidujących wojnę, można będzie, to w żadnym razie nie wygrają nigdy i nic ci, którzy li tylko siedzą biernie i dają się, jak stado baranów gnać we wszelką niewolę. Kto wykazuje wolę czynną i stawia opór, z tym liczyć się zawsze będą więcej”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Winny — rozstrzelać! 70. rocznica śmierci biskupa Borisevičiusa

O zabójstwie działacza białoruskiego Franciszka Olechnowicza

8 marca 1944 r.: „Wieczorem otrzymałem z poczty depeszę, podpisaną przez lekarza pułkownika Usasa z Wilna, donoszącą mi o śmierci… Franka Olechnowicza (…) Wiadomość o śmierci Franka bardzo mnie poruszyła. Umarł w wieku lat 60. Ze śmiercią Franka znika z widowni jeden z ostatnich moich przyjaciół wileńskich i tych, z którymi w latach 1905–06 współpracowałem w »Gazecie Wileńskiej« (…) Obawiam się, czy nie został zamordowany przez dywersantów sowieckich, jak tylu innych wybitnych działaczy białoruskich (…) Jeżeli mają do nas jeszcze wrócić bolszewicy – na stałe lub choćby czasowo – to chwała Bogu, że Franek umarł zawczasu. Gdyby się dostał w ręce Sowietów, to miałby męczarnię i śmierć pewną, i to najgorszą. Był on bowiem wrogiem największym Sowietów, których rządy i metody doświadczył na sobie. Koło roku 1927 dał się on namówić wyemigrować z Polski, gdzie ruch białoruski był tępiony, do Białej Rusi sowieckiej, gdzie spodziewał się znaleźć wdzięczne pole dla pracy i twórczości narodowej białoruskiej. Wyjechał i zainstalował się w Mińsku pełny entuzjazmu. Aliści wkrótce został przez GPU aresztowany, włóczony po więzieniach sowieckich i wreszcie zesłany do obozu pracy przymusowej na Sołowkach na Morzu Białym, gdzie w warunkach nieludzkich przemęczył się przez lat siedem, aż za staraniem przyjaciół w Polsce został wymieniony przez Polskę na więźniów komunistycznych, zwróconych Sowietom. Po powrocie do Polski opisał swoją martyrologię i tryb obozów pracy sowieckich. Książka ta była przetłumaczona na wiele języków (…) W roku 1939 na jesieni uciekł z Wilna przed Sowietami do Kowna i siedział czas jakiś u mnie w Bohdaniszakach. W roku 1940–41, gdy Sowiety wkroczyły do Litwy, próbował na razie uciec do Niemiec, ale Niemcy go nie przyjęli. Wrócił i ukrywał się cały rok starannie. Na wiosnę 1941 dostał jakąś posadkę stróża mostu kolejowego i doczekał wkroczenia Niemców. Wtedy stał się jedną z postaci wybitnych ruchu białoruskiego w Wilnie, redaktorem gazety »Biełaruski Hołas«, działaczem teatralnym jako zasłużony dramaturg i literat na całą Białoruś, jeden z seniorów sprawy białoruskiej. (…) Żył on zresztą w ciągłym strachu śmiertelnym przed ewentualnością powrotu Sowietów. I pił straszliwie”.

21 marca 1944 r.: „Przyjechał z Wilna Andrzej Mieczkowski. Dowiedziałem się od niego o szczegółach śmierci Franka Olechnowicza. Franek, jak tylu innych działaczy narodowych białoruskich o kierunku antysowieckim za okupacji niemieckiej, zginął od kuli terrorysty (…) Dnia 3 marca o godzinie 8.00 wieczorem, kiedy Franek z żoną byli w domu – on w gabinecie swoim, ona w kuchni zajęta przyrządzaniem kolacji – ktoś zadzwonił do drzwi wejściowych. Pani Olechnowiczowi otworzyła drzwi. Wszedł jakiś młody człowiek, porządnie ubrany, mówiąc, że chce się widzieć z Frankiem. Na uwagę pani Olechnowiczowej, że jest późno i że Franek zajęty, nieznajomy oświadczył, że przyjechał z Mińska i przywozi dla Franka pozdrowienia od jego przyjaciela. Pani Olechnowiczowa wywołała Franka, sama zaś odeszła do kuchni, ale w tej chwili usłyszała dwa wystrzały. Wybiegła do przedpokoju i ujrzała Franka w kałuży krwi. Na krzyk Olechnowiczowej morderca potrząsnął rewolwerem, grożąc jej i nakazując milczenie, po czym wyszedł spokojnie za drzwi, które zamknął za sobą na zatrzask. Franek był nieżywy (…) Pogrzeb Franka Olechnowicza w Wilnie był bardzo uroczysty, z udziałem szkół i organizacji narodowych białoruskich, z licznymi wiankami i tłumem ludzi w orszaku żałobnym”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Powstanie 1944 — 1 sierpnia należy do Warszawy

O komunikacie niemieckim w sprawie oddziałów Plechowicza

28 czerwca 1944 r.: „W gazecie jest długi komunikat Hintzego, naczelnika niemieckich oddziałów SS w Litwie, usprawiedliwiający likwidację litewskich formacji wojennych Plechowicza. Tym formacjom czynione są w komunikacie ciężkie zarzuty – że rabowały i znęcały się nad ludnością cywilną w Wileńszczyźnie, że swoim zachowaniem się prowokowały bandy leśne brać na siebie obronę ludności i przez to zdobywać popularność, że natomiast same wobec tych band, z którymi musiały walczyć, okazywały się tchórzliwe, dawały się rozbrajać i rozbierać, przez co oręż, amunicja i ubranie, które im Niemcy dawali, przechodziły w ręce band, że dla braku pomocy lekarskiej w formacjach litewskich szerzyły one świerzb itd. Zarzutami obarczony jest i sam Plechowicz ze sztabem swoim. Ogłoszenie tego komunikatu jest w dużym stopniu wodą na młyn zarzutów, czynionych przez elementy polskie w Wileńszczyźnie oddziałom litewskim Plechowicza. Ile w tym prawdy – nie wiem, ale że Niemcom to na rękę, żeby jątrzyć waśń polsko-litewską – to pewne. Litwini (opinia litewska) uważają to za szkalowanie, natomiast Polacy będą z tego brali argumenty dla poparcia własnych rezultatów. Niestety – wszyscy ze wszystkimi pokłóceni”.

Opracował
Krzysztof Jeremi Sidorkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 10(28) 07-13/03/ 2020