Malinauskas: Pamiętajcie, dziś możemy sami o siebie zadbać

116
Na kiermasz kaziukowy też przybyły tłumy ludzi. Na to wszystko patrzono przez palce

Skirmantas Malinauskas, były doradca premiera, który był odpowiedzialny za informowanie społeczeństwa w sytuacji ekstremalnej, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” opowiedział o kulisach gotowości Litwy na wypadek sytuacji kryzysowych, gdzie popełniono największe błędy i o tym, że wkrótce w szpitalach może zabraknąć łóżek do intensywnej terapii i respiratorów. Lekarze będą musieli posługiwać się wytycznymi, na podstawie których zdecydują, których pacjentów ratować.

– Już jest źle, a będzie jeszcze gorzej, chociaż nikt o tym nie mówi. Prawdopodobnie już wkrótce będziemy mieli więcej pacjentów niż medyków. Zabraknie także łóżek i nie będzie możliwości wszystkich potrzebujących podłączyć do potrzebnych przyrządów medycznych. Należy także być gotowym na to, że ludzie, którzy zachorują nie tylko na koronawirusa, ale na przykład będą mieli zawał, cukrzycę czy inne choroby, mogą usłyszeć, że lekarze do nich po prostu nie mogą przyjechać. Być może będzie taka sytuacja jak we Włoszech, kiedy medycy będą musieli wybierać, kogo ratować. Mam nadzieję, że aż tak źle u nas nie będzie. Pamiętajcie, dzisiaj możemy sami o siebie zadbać, po prostu siedząc w domu – tłumaczy były doradca premiera.

Na początku myślano, że ryzyko zarażenia koronawirusem z Chin jest „bliskie zeru”. Mówiono, że znacznie większym problemem jest epidemia grypowa, która co roku dociera do kraju.

– Wirus jest w Chinach, a my mamy daleko do Chin. Wiemy, jak wirus się zachowuje. Mamy wiedzę, jak pacjenci są leczeni, że zdrowieją, mamy lepszą medycynę – tak na początku myśleli politycy. Nikt nie przypuszczał, że ten wirus jest aż tak niebezpieczny. W Chinach śmiertelność była olbrzymia, ale tłumaczono to tym, że państwo nie ma dobrej medycyny. Zakażonych kładziono do szpitala z ludźmi chorymi na inne choroby i tak się zarażali. Władze Chin na początku nawet nie chciały przyznać, że to jest koronawirus i bardzo szybko się rozprzestrzenia. A więc wszyscy myśleli, że to tylko wariant dla Chin i jeżeli już wirus dotrze do Europy, to państwa z rozwiniętą medycyną szybko zatrzymają go. I nikt też nie myślał, że ten wirus jest tak bardzo niebezpieczny – opowiada o początku pandemii Malinauskas.

Gdy jednak wirus zaczął rozprzestrzeniać się po całym świecie, władze Litwy i innych państw zmieniły zdanie. Zaczęto myśleć, co zrobić, aby choroba nie dotarła na Litwę. Wszystko kardynalnie się zmieniło, gdy wirus dotarł do Włoch i śmiertelność wzrastała z każdym dniem. W celu opanowania zagrożenia, jakie niesie koronawirus, 26 lutego litewski rząd ogłosił w kraju sytuację ekstremalną. Zdecydowano także o założeniu Państwowego Centrum Sytuacji Ekstremalnych, które koordynuje działania. Jego kierownictwo objął minister zdrowia Aurelijus Veryga.
Sytuacja ekstremalna stwarza możliwość wykorzystywania środków z rezerwy państwa, jeśli zajdzie taka potrzeba, nabywania potrzebnych środków bez ogłaszania przetargów, a także zezwala na wydawanie rozporządzeń dotyczących migracji z poszczególnych państw do Litwy i odwrotnie.

Skirmantas Malinauskas

– Ogłoszenie sytuacji ekstremalnej w kraju było pierwszym krokiem. Następnie zaczęto wprowadzać ograniczenia, chociaż moim zdaniem od razu trzeba było zamknąć granice, nie pozwalać obywatelom podróżować i w miarę możliwości szybko zawrócić swoich obywateli do kraju. Ale to wszystko robiono stopniowo. Na początku odradzano, ale nie zabraniano podróży do Chin, następnie do innych państw. Aż wreszcie zupełnie zabroniono opuszczać kraj. Co się tyczy masowych imprez – na pewno wszyscy pamiętają, jak w czasie, gdy sytuacja już była bardzo napięta, gdy imprezy były odradzane, w Kownie odbył się mecz Žalgiris-AX Armani. Przecież tysiące kibiców przybyło wtedy z Włoch. Na kiermasz kaziukowy też przybyły tłumy ludzi. Na to wszystko patrzono przez palce. Ale gdy we Włoszech umierało od koronawirusa więcej ludzi niż w Chinach, Litwa wreszcie zobaczyła, że to nie są żarty. I znów posypały się błędy. Skoro już ogłoszono sytuację ekstremalną w kraju, przewodniczący powinien szybko podejmować decyzje, a tu pan Veryga zwlekał. Wszystkie pytania związane z zakupem wyposażenia ochronnego, uzupełnieniem rezerw państwowych powinny być rozwiązywane błyskawicznie – wylicza błędy Skirmantas Malinauskas.

Minister ochrony zdrowia Aurelijus Veryga zapewniał, że wszystko mamy, niczego nie brakuje, Litwa jest gotowa.
– Gdy sytuacja pogorszyła się, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej niż Veryga zapewniał. Błąd był także w tym, że zapewniano środki ochronne tylko tym lekarzom, którzy bezpośrednio obcują z osobami podejrzanymi o to, że są chore na COVID-19. Dzisiaj widzimy, ilu mamy chorych medyków, którzy jakoby nie mieli styczności z zakażonymi, a zarazili się od pacjentów i innych medyków. Są przypadki, gdy do lekarza zwracają się z inną dolegliwością, nie podejrzewając, że już są nosicielami wirusa. Następny błąd, to liczba przeprowadzanych testów. Na początku dziennie wykonywano zaledwie kilka testów, politycy cieszyli się, że Litwa jest dobrze przygotowana, ale gdy zaczęto wykonywać więcej testów, liczba chorych drastycznie wzrosła – tłumaczy Malinauskas.
Ministerstwo ochrony zdrowia zapewniało, że na Litwie istnieje firma, która w razie potrzeby wyprodukuje wystarczającą ilość sprzętu ochronnego. Gdy zaczęło go brakować, okazało się, że firma, o której mówili urzędnicy, produkowała sprzęt stacjonarny dla szpitali i nie jest w stanie wyprodukować sprzętu ochronnego.

– Pamiętamy, jak to było z maskami medycznymi. Gdy wszystkie maski zostały wykupione, przecież mówiono, że są zupełnie niepotrzebne, nie chronią. Natomiast już dzisiaj te maseczki są obowiązkowe. A gdzie je można kupić? – pyta retorycznie były doradca premiera.

Wprowadzono przymusową izolację. Wszyscy powracający na Litwę natychmiast byli poddawani kwarantannie w wyznaczonych przez samorządy pomieszczeniach.
– Co się tyczy przymusowej kwarantanny w wyznaczonych przez samorządy pomieszczeniach – tu popełniono błąd, ale na szczęście naprawiono to. Państwo nie ma możliwości, żeby izolować tyle osób. Już pierwszego dnia było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Nie jest tajemnicą, że ludzie, którzy muszą być odizolowani, wychodzili z pomieszczenia i spokojnie spacerowali po sklepach. Nie wszyscy, którzy zostali przymusowo odizolowani, są chorzy, ale przecież oni między sobą kontaktują i tak się zarażają. Moim zdaniem ci, którzy mają rozum i po powrocie z zagranicy chcą się odizolować, muszą mieć taką możliwość w domu, a w wypadku gdy nie mają takiej możliwości, to wtedy takiemu człowiekowi należy zapewnić pomieszczenie. Oczywiście, trzeba sprawdzać, czy rzeczywiście zachowuje kwarantannę. Można poprosić o pomoc sąsiadów, informując ich, że obok jest osoba, która powinna być odizolowana i jeżeli wyjdzie na zewnątrz, mają poinformować policję. Jeżeli człowiek nie przestrzega tych zasad, to wtedy należy wypisywać ogromne mandaty i przymusowo izolować – radzi Malinauskas.
Skirmantas Malinauskas, były doradca premiera, który był odpowiedzialny za informowanie społeczeństwa w sytuacji ekstremalnej powiedział, że z premierem ciągle jest w kontakcie. Obecnie nie zajmuje żadnego stanowiska, ale zaproponował swoją pomoc w razie potrzeby bezpłatnie. Malinauskas zapewnił, że teraz, gdy Saulius Skvernelis jest koordynatorem Państwowego Centrum Sytuacji Ekstremalnych, sytuacja zostanie opanowana. Rozmówca podkreślił, że Skvernelis jest politykiem, który rzeczywiście działa, a nie tylko ładnie mówi przed kamerami.


Fot. Marian Paluszkiewicz