Paniki nie ma, ale jest niepokój

Medycy znajdują się w grupie ryzyka. Nie tylko mogą sami zachorować, ale też ich rodziny są narażone na chorobę

Nie da się porównać pandemii koronawirusa z pandemią hiszpanki w latach 1918–1919, wówczas sytuacja była absolutnie inna – twierdzi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Zbigniew Siemienowicz, dyrektor szpitala w Solecznikach.

Pandemia wirusa, oczywiście, jest powszechną tragedią. Ale czy z punktu widzenia lekarza – nie jest to okres fascynujący? Nowe wyzwanie, nowe rozwiązania praktyczne i teoretyczne…

Co znaczy fascynujący? Jeśli porównamy pandemię do wojny, to czy kiedy lecą pociski i kule, to jest to czymś fascynującym? Nie sądzę. Podobną sytuację mamy dzisiaj. Jest to okres niebezpieczny. Medycy znajdują się w grupie ryzyka. Nie tylko mogą sami zachorować, ale mają też rodziny, które również są narażone na chorobę. Porównałbym lekarzy do świecy, która świeci dla innych, ale sama się spala.

Pan z pewnością czyta dużo literatury fachowej, również zagranicznej. Czy układa się Panu już obraz, jak będzie przebiegała pandemia?

Najlepiej pytać epidemiologów, ponieważ artykułów i przepuszczeń jest mnóstwo. Bardzo często wypowiadają się osoby niemające odpowiedniej wiedzy. Jeśli poczytamy stanowiska epidemiologów, to przypuszczają, że szczyt pandemii na Litwie będziemy mieli pod koniec kwietnia lub na początku maja. Jak będzie w rzeczywistości, to się okaże.

Jak wygląda sytuacja w Solecznikach? Czy rejon jest przygotowany na pandemię?

Wykonujemy wszystkie zalecenia, rozporządzenia i rekomendacje Ministerstwa Zdrowia. Szpital dostosowuje się też do poleceń samorządu, ponieważ jesteśmy instytucją samorządową. Od poniedziałku 6 kwietnia zaczęła działać klinika gorączkowa. Musimy zapewnić jej funkcjonowanie. Nie we wszystkich samorządach na razie udało się uruchomić tego typu kliniki. Jest spory opór ze strony szpitali. Też nie byłem do końca zachwycony tym pomysłem, ponieważ musieliśmy na nowo zorganizować naszą pracę. Musieliśmy zapewnić specjalny sprzęt, specjalne ubrania, przekształcić niektóre oddziały. Jednak jest to nasz obowiązek. Z tego, co wiem, w Kłajpedzie jest spore zamieszanie. Początkowo klinika miała powstać przy szpitalu dla gruźlików, później w psychiatrycznym, a czym się to skończy, nie wiadomo.

CZYTAJ WIĘCEJ: Koronawirus a szukanie pracy

Na całym świecie pandemii towarzyszy panika. Jak sytuacja wygląda w Solecznikach?

Paniki nie ma, ale jest niepokój i jest gotowość do walki z koronawirusem. My, jako szpital, jesteśmy gotowi do walki. W odróżnieniu od innych grup społecznych lekarze nie mogą się ukryć i przeczekać epidemii. Musimy być na pierwszej linii frontu.

Jakie nastroje panują wśród zwykłych ludzi?

Reakcja ludzi jest bardzo różna. Wszystko zależy od konkretnej osoby. Sporo zależy od charakteru. Gdybyśmy wzięli na przykład osoby z nowotworami, to również w każdym przypadku mielibyśmy do czynienia z innym podejściem. Tak samo jest w przypadku koronawirusa. Jedni bardziej się niepokoją, inni odbierają sytuację spokojniej. Nie można powiedzieć, że w Taurogach reakcja jest tak, a w Solecznikach inna. Wszystko zależy od osoby. Ktoś jest cholerykiem, ktoś sangwinikiem, a ktoś melancholikiem.

Jak Pana zdaniem Litwa wygląda na tle innych krajów? Czy u nas jest możliwa taka sytuacja jak we Włoszech?

Odwołując się do retoryki wojskowej, powiem, że nie można porównywać miejsca, gdzie lecą kule, z miejscem, w którym padają bomby, dlatego nie wolno porównywać nas z Włochami. Ale część ekspertów twierdzi, że tak duże rozmiary epidemii we Włoszech częściowo wynikają z ich trybu życia. Oczywiście, Włosi są narodem bardziej żywym, lubiącym życie towarzyskie. Tam często osoby średnio sobie znane obejmują się lub całują się w policzek. Na Litwie naród jest bardziej powściągliwy i w obecnej sytuacji ma to niewątpliwie pozytywne znaczenie. Warto pamiętać, że do nas wirus trafił później, więc mieliśmy czas, by się przygotować. Niestety, we Włoszech wirus rozpoczął się wcześniej i został przez ludzi oraz system opieki medycznej zlekceważony. Nikt się nie spodziewał, że możliwe są komplikacje na taką skalę. Podobną sytuację możemy zaobserwować na Białorusi, gdzie władze również lekceważą zagrożenie. Być może tam nie będzie tak dużej liczby zachorowań, ale niewykluczony jest scenariusz włoski. Wiele też zależy od sytuacji politycznej danego kraju, dlatego trudno porównywać pod tym względem różne kraje.

Część osób obecną pandemię koronawirusa porównuje z epidemią hiszpanki po I wojnie światowej. Czy takie porównania są uzasadnione?

Hiszpanka była cięższą chorobą. Przypuszcza się, że zmarło wówczas ponad 20 mln ludzi. Poza tym hiszpanka była odmianą grypy, a nie nowym koronawirusem. Nie da się porównać tych dwóch zjawisk, bo wówczas sytuacja była całkiem inna. Świat przeżył Wielką Wojnę, która wycieńczyła społeczeństwa. Szczyt hiszpanki przypada na początek roku 1919, kiedy nie wszędzie ustały walki. Mniej więcej w tym okresie, kiedy był szczyt hiszpanki, rozpoczęły się walki Polaków z bolszewikami. Poza tym powszechnie brakowało wszystkiego. Panowała awitaminoza, niedożywienie. System ochrony zdrowotnej nie funkcjonował najlepiej, a w niektórych miejscowościach nie było go wcale. I jak już mówiłem, tamten wirus był o wiele groźniejszy. Tak przynajmniej wydaje się dzisiaj. Jak będzie dalej, trudno powiedzieć, ale mam nadzieję, że na koronawirusa zostanie szybko wynaleziona szczepionka i opracujemy skuteczny system zwalczania.


Fot. Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 15(43) 11-17/04/ 2020