Bezrobocie będzie rosło przez co najmniej kilka miesięcy

131
Wszystko wskazuje na to, że społeczeństwo nadal należy chronić przed wirusem – ale nie za pomocą kwarantanny Fot. Marian Paluszkiewicz

Według rejestru Służby Zatrudnienia przy Ministerstwie Ochrony Socjalnej i Pracy RL w kraju zarejestrowanych jest obecnie ok. 185 tys. bezrobotnych (dane z dn. 15 kwietnia). W pierwszym dniu kwarantanny, 16 marca br., liczba bezrobotnych wynosiła 160 tys. osób. Jak widać, w ciągu miesiąca liczba osób bez pracy wzrosła o ok. 25 tys. Według rejestru Służby Zatrudnienia na skutek ogłoszonej w kraju kwarantanny pracę na Litwie traci codziennie ok. 2 tys. osób.

– Sytuacja na rynku pracy jest bardzo napięta, ale nie jest dramatyczna. Bezrobocie wzrasta, to prawda. Należy jednak porównywać dane nie tylko ze Służby Zatrudnienia, ale też dane SoDry. Według tych danych, od 16 marca do 15 kwietnia o 10 tys. więcej osób zostało bezrobotnych niż znalazło pracę. Natomiast dane Służby Zatrudnienia wskazują, że od 16 marca do 15 kwietnia mamy o 25 tys. więcej bezrobotnych – mówi dla „Kuriera Wileńskiego” minister opieki socjalnej i pracy Linas Kukuraitis.
Minister zaznaczył, że wśród 25 tys. bezrobotnych nie wszyscy stracili pracę na skutek i w okresie pandemii koronawirusa.
– Należy też zaznaczyć, że wśród tych 25 tys. bezrobotnych są też osoby, które bez pracy zostały nie tylko z powodu kwarantanny. Do tej liczby są zaliczane osoby, które wróciły z zagranicy i zarejestrowały się w okresie kwarantanny, a także te, które być może już dawno nie pracują, a teraz, gdy sytuacja się zmieniła, postanowili zarejestrować się w Służbie Zatrudnienia. Wśród 25 tys. osób bezrobotnych, ok. 8 tys. są to osoby, które prowadziły indywidualną działalność gospodarczą, a w czasie kwarantanny tego robić nie mogą – a żeby otrzymać zapomogę od państwa, musieli zarejestrować się w Służbie Zatrudnienia. Gdy skończy się kwarantanna, powrócą na swoje miejsca pracy. A więc, jeżeli to wszystko uwzględnimy, to średnio, dziennie bez pracy zostaje ok. 500 osób w całym kraju, a nie 2 tys. I dzisiaj, gdy liczne firmy zamykają swoją działalność, to liczba bezrobotnych w kraju nie jest jeszcze aż tak duża, mogłoby być gorzej. Państwo robi wszystko, żeby jak najmniej ludzi było bezrobotnych – zapewnia Linas Kukuraitis.

28 tys. osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą otrzymało już jednorazowe świadczenia w ramach pomocy tarczy antykryzysowej. Jednorazowe świadczenie wynosi 257 euro. Dotąd o wsparcie wystąpiło 45 tys. osób.
35 tys. firm ogłosiło wstrzymanie działalności, co bezpośrednio dotknęło ponad 240 tys. pracowników. Wyłącznie ci pracodawcy, którzy w przypadku przestoju zachowają miejsca pracy, mogą liczyć na subsydia państwowe w wysokości 70 proc. pensji pracowników, maksymalnie w wysokości 1,5 minimalnej płacy – czyli 656 euro netto.

– Epidemia koronawirusa i wynikające z niej obostrzenia na pewno spowodują wzrost liczby osób bezrobotnych w kraju, ale czy to będzie tragiczny wzrost, jeszcze zbyt wcześnie o tym mówić. Trudno dziś dokładnie powiedzieć, co nas czeka. Jak będzie wyglądała sytuacja w przyszłości, zależy bowiem nie tylko od nas, ale od całej Unii Europejskiej. A więc kryzys w Europie bezpośrednio może uderzyć w nasz kraj poprzez eksport, a to wszystko może spowodować jeszcze większe bezrobocie. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do tragedii. Widzimy, że świat powoli zaczyna wstawać z kolan. Widzimy, że powoli państwa decydują się na powolne odmrażanie gospodarki pod warunkiem przestrzegania norm bezpieczeństwa – podkreśla minister Kukuraitis.

Państwo decyduje się na powolne odmrażanie gospodarki pod warunkiem przestrzegania norm bezpieczeństwa Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem główny ekonomista banku Swedbank Nerijus Mačiulis w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zaznaczył, że bezrobocie będzie rosło jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy.
– Widzimy, że już zachodzi stopniowe złagodzenie ograniczeń w niektórych sektorach biznesowych, ale to wcale nie oznacza, że bezrobocie od razu zacznie spadać. Jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy będzie ono rosło. Nawet wtedy, gdy wszystko zacznie działać, nie tak szybko powrócimy do tej samej liczby bezrobotnych, co przed kwarantanną. Po zakończeniu kwarantanny większość firm odczuje mniejszy popyt na towary, tak samo na rynku wewnętrznym, jak i zagranicznym. Dlatego prawdopodobnie firmy na początku będą zatrudniały mniej osób. A więc, po kilku miesiącach wzrost bezrobocia zatrzyma się i do końca roku będzie stał w miejscu – komentuje ekonomista.
Zdaniem eksperta, państwo skutecznie pomaga przedsiębiorcom, którzy ucierpieli z powodu koronawirusa.
– Państwowe wsparcie dla firm na pewno pomoże przetrwać ten kryzys. Ale jeżeli kwarantanna potrwa jeszcze w maju, to myślę, że nawet wsparcie finansowe państwa nie pomoże firmom i będą zmuszone zwalniać swoich pracowników. Tutaj rząd ma bardzo trudny wybór, jak długo jeszcze chronić społeczeństwo przed rozprzestrzenieniem się wirusa, poświęcając miejsca pracy i powodując ogromne straty finansowe. To naprawdę bardzo ciężki wybór. Widzimy, że wiele państw, w których wirus jest o wiele bardziej rozprzestrzeniony niż u nas, już zaczyna mówić o powrocie do normalnego życia. Wszystko wskazuje na to, że społeczeństwo nadal należy chronić przed wirusem – tylko już nie za pomocą kwarantanny, ale za pomocą innych środków – tłumaczy ekonomista.
Dodaje, że jeszcze zbyt wcześnie jest na mówienie, że szkody wyrządzone przez pandemię koronawirusa przeważą szkody spowodowane globalnym kryzysem finansowym, jaki był w 2008 r.

– Tegoroczny kryzys będzie głębszy, ale krótszy niż ten z 2008 r. Nie ma powodów, żeby od razu po zakończeniu pandemii gospodarka się nie rozwijała. Nie sądzę, że aby powstać z tego kryzysu, będziemy potrzebowali pięciu lat, ale skutki na pewno większość z nas odczuje. Bądźmy jednak dobrej myśli – kończy wypowiedź Nerijus Mačiulis.