Lud jak kłosy pod kosą padał. O powietrzu morowym w Wilnie

112
Kościół św.św. Piotra i Pawła na Antokolu. Jego budowę ukończono niedługo przed straszliwą zarazą, która nawiedziła Wilno

Dziś o historii pewnego obrazu, który przenosi nas w czasy wojny północnej i epidemii dżumy z lat 1708–1710. Tłem jest Wilno powstające z kolan po kolejnym ciosie.

Koronawirus przyhamował tempo życia codziennego i osadził większość z nas w domach. Dla niemalże wszystkich to niespotykane doświadczenie. A przecież epidemie były wielokrotnie obecne w historii miasta i jego mieszkańców. Spośród wielu chorób zakaźnych, które nękały całą Europę, najniebezpieczniejszą była dżuma.

Padł ofiarą obowiązku, posługując zarażonym

Ani ospa, ani tyfus czy cholera nie pochłonęły tylu ofiar, ile epidemie dżumy. „Mors nigra”, czarna śmierć, zaraza morowa – atakowała nagle i pozostawiała po sobie liczne ofiary.
Ponad 300 lat temu morowa zaraza ogarnęła także Wilno. Podczas epidemii zmarła blisko połowa populacji miasta. Dziś przypomina o tym obraz Najświętszej Marii Panny Łaskawej umieszczony na ścianie kościoła św.św. Piotra i Pawła (lewa strona od portalu głównego). Przedstawia powietrze morowe, które nawiedziło Wilno w latach 1708–1710.
Ks. Tadeusz Rogala-Zawadzki, pleban antokolski, w swojej odręcznie pisanej w latach 1916–1917 „Kronice antokolskiej, przewodniku hagiograficznym” tak oto opisuje owe przerażające wydarzenia: „Głód wówczas i mór prawdziwe urządziły żniwo w Wilnie i jego okolicy. Lud jak kłosy pod kosą padał na drogach i ulicach. I tak trwało przez lat trzy – 1708, 1709, 1710. Zamożniejsze warstwy społeczeństwa pośpieszyły opuścić Wilno. Konwent Antokolski mężnie trwał na stanowisku, jak to powszechnie wspominają historycy Wilna, oddając posługi duchowne chorym i umierającym. Pomimo ciągłej pracy wśród chorych śmierć mijała ojców lateraneńskich. Jedno ksiądz Michał Balcewicz, kaznodzieja, padł ofiarą obowiązku, posługując zarażonym. Podczas tej to zarazy na Litwie się rozpowszechniło nabożeństwo do Matki Boskiej Łaskawej”.

Oby dobry Bóg nas zachował

„Każdego uwagę zwraca obraz przedstawiający straszne sceny, jakie się działy w Wilnie w latach 1708–1710. Głód i zaraza zmiotły ok. 30 tys. mieszkańców. Dostojniejsi mieszkańcy uciekli z Wilna. Kanonicy antokolscy oznaczyli się wielkim poświęceniem w oddawaniu posług duchownych zarażonym, którzy dziesiątkami i setkami zaściełali ulice Wilna. Obyż Dobry Bóg nas zachował, by Wilno więcej nie oglądało tak koszmarnych scen” – czytam dalej w „Kronice antokolskiej, przewodniku hagiograficznym” ks. Tadeusza Rogali-Zawadzkiego.
Obok obrazu znajduje się rzeźba „Modlitwa”. Ukazuje zmarłego w 1915 r. kapłana z tego kościoła Franciszka Zawadzkiego. Był on ostatnim zakonnikiem na Litwie z Kongregacji Kanoników Regularnych Laterańskich.

Mór przerażał ludzi od wieków

Obraz NMP Łaskawej przedstawia powietrze morowe, które nawiedziło Wilno w 1710 r.

O epidemii moru wspominają już źródła starożytne. Wielka epidemia, która wybuchła w VI w. i panowała do VIII w., pochłonęła ok. 100 mln ofiar.
Później dżuma wygasła na kilka stuleci. Ponownie uderzyła dopiero w XIV w. Czarna śmierć z lat 1347–1352 spustoszyła średniowieczną Europę, zabijając około jednej trzeciej ludności kontynentu. Niektóre miasta włoskie, jak Florencja czy Piza, straciły ponad 50 proc. mieszkańców.
Ostatnia wielka epidemia moru w Europie wybuchła we Francji, w Marsylii, w 1720 r. Pochłonęła ponad 80 proc. mieszkańców tego portowego miasta, czyli ok. 100 tys. osób. Od tego czasu dżuma w Europie Zachodniej się nie pojawiła.
Choć 1720 r. jest datą graniczną dla Europy Zachodniej, to jednak w Europie Środkowo-Wschodniej epidemie dżumy szalały nawet do początku XIX w. Ta choroba do tej pory nie wygasła na świecie. Pod koniec lat 90. epidemie moru wybuchały w Indiach i Bangladeszu.
Bakterie dżumy odkryto dopiero w 1893 r. Wiadomo, że są przenoszone przez pchły, które w wyniku pokąsania zarażonego szczura same uległy zakażeniu. W ciele ludzkim dochodzi do infekcji, która powoduje m.in. czarne owrzodzenia – stąd nazwa „czarna śmierć”.

Szczątki ofiar dżumy w podziemiach kościoła Ducha Świętego

Te same zalecenia sanitarne co dziś

Zaraza morowa, która nawiedziła Wilno w latach 1708–1710, była częścią wielkiej pandemii szalejącej w Europie Środkowej i Wschodniej, w pierwszym dziesięcioleciu XVIII w. Warto wspomnieć, że już wówczas uznano, iż najlepszym sposobem zatrzymania epidemii jest izolacja, czyli kwarantanna.
Sytuacja w Wilnie sprzed ponad 300 laty była podobna do tej, którą obserwujemy obecnie. Ludzie byli wystraszeni, bo też nie było dostępne lekarstwo na tę chorobę i mało o niej wiedziano. Dżuma wymusiła na mieszkańcach podobne do dzisiejszych zmiany w życiu społecznym. Władze wydały nakaz zamykania bram do miasta i obsadzenie ich strażnikami. Miało to zapewnić kontrolę nad przepływem ludności, podróżnych poddawano kwarantannie poza murami miasta.
W celu zapobieżenia pojawianiu się ognisk choroby wprowadzano ograniczenia w handlu miejskim, usiłowano rozwiązać problemy sanitarne miasta, nakazując sprzątanie domów i wyrzucanie odpadków we wskazane miejsca. Zamykano kościoły i szkoły.
Chorych, tych biedniejszych, leczono w szpitalach, bogaci mieszkańcy uciekali z objętego zarazą miasta albo leczyli się w domach. Okna i drzwi takich domów zabijano deskami tak, by uniemożliwić wydostawanie się na ulice chorych. Na drzwiach malowano krzyż.
Zmarłych grzebano w masowych grobach poza miastem, m.in. na terenie dzisiejszego parku w Zakrecie. Ciała zmarłych przenoszono też do podziemi kościelnych. Pod ołtarzem kościoła Ducha Świętego mieści się wejście do podziemi pełnych krypt grobowych. Dwu- lub kilkukondygnacyjne kryją, jak się przypuszcza, blisko 2000 zmumifikowanych zwłok z XVII–XVIII w. Są tu m.in. szczątki ofiar dżumy.


Fot. Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 16(45) 18-24/04/ 2020