Pandemia i zmiany planów w DKP w Wilnie Honorata Adamowicz

Zajęcia edukacyjne, warsztaty, wycieczki i wiele innych atrakcji – tak wyglądały półkolonie w Domu Kultury Polskiej w Wilnie

Minęło ponad pół roku, odkąd koronawirus pojawił się w kraju. Pandemia zmusiła do zmiany planów i wprowadzenia nowych zasad w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.

– Lato minęło w cieniu pandemii. Była wielka niewiadoma, co nas czeka. Wszyscy pamiętamy, jak w marcu nagle wszystko zostało zamknięte. Po pierwszym etapie pandemii otworzyliśmy się dopiero w końcu maja. Ale do działalności programowo-koncertowej nie wróciliśmy tak do końca nawet teraz, ponieważ nadal jest wiele ograniczeń. A więc musieliśmy zrezygnować z wielu imprez – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego” Artur Ludkowski, dyrektor Domu Kultury Polskiej w Wilnie, doradca premiera Litwy.

Pandemia pokrzyżowała plany organizatorów wielu imprez, ale na szczęście nie wszystkich.

– Nie da się tego ukryć, że to bardzo trudny okres dla organizatorów imprez masowych. Mieliśmy zaplanowany bardzo bogaty repertuar na sezon wiosenno-letni. Niestety, plany pokrzyżowała pandemia. Wiadomo, że wszystkie imprezy, które udało się zorganizować mimo pandemii, miały o wiele skromniejszy wymiar niż planowaliśmy. W tym roku z powodu koronawirusa nie mieliśmy 1 czerwca naszej tradycyjnej imprezy z okazji Dnia Dziecka. Obchodziliśmy go w ostatni dzień lata, czyli 30 sierpnia. Na szczęście, impreza była udana. Były trampoliny, bańki mydlane, malowanie twarzy, kino dla dzieci, loteria – wylicza dyrektor DKP.

Projekt został wspófinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach wsparcia Polonii i Polaków za granicą. Projekt dofinansowany był też przez Departament Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL.

Tegoroczna letnia oferta w związku z pandemią koronawirusa była ograniczona. Niemniej, zostały zorganizowane miesięczne warsztaty artystyczno-muzyczne oraz dwutygodniowe półkolonie.

Artur Ludkowski

– Udało się także zorganizować półkolonie dla dzieciaków. W tegorocznej edycji wzięło udział osiemdziesięcioro uczestników, w wieku od siedmiu do dwunastu lat. Zajęcia edukacyjne, muzyczne, sportowe, warsztaty, wycieczki i wiele innych atrakcji – tak wyglądały półkolonie w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. W związku z pandemią w tym roku wyglądały nieco inaczej, ale i tak chętnych, podobnie jak w poprzednich latach, nie brakowało – podkreśla rozmówca.

O mały włos plany półkolonii pokrzyżowałaby pandemia. Organizatorzy musieli odpowiednio się przygotować i zadbać o dodatkowe środki bezpieczeństwa. Zapotrzebowanie na taki letni wypoczynek dla dzieci zgłaszali rodzice, którzy w wakacje pracowali i nie mieli gdzie zostawić swoich pociech. Zajęcia w Domu Kultury Polskiej odbywają się od trzech lat. Organizatorzy już teraz zapowiadają, że półkolonie wrócą także za rok.

– A więc te dwie imprezy udało się nam zrealizować. Natomiast, co się tyczy naszej innej działalności komercyjno-kulturalnej, no to tutaj było bardzo smutno. Sala praktycznie przez cały czas była wolna. Restaurację „Pan Tadeusz” otworzyliśmy dopiero w końcu maja. W hotelu było jeszcze trudniej, ponieważ praktycznie przez cały czas granice są zamknięte i nie ma gości – mówi Ludkowski.

Dochody Domu Kultury Polskiej w Wilnie w czasie pandemii spadły o połowę, ponieważ najwięcej dochodów otrzymywano z działalności turystyczno-imprezowej.

– Utrzymujemy się praktycznie z restauracji i z wynajmu pomieszczeń. Po raz pierwszy od naszego istnienia, czyli od ponad 20 lat, zwróciliśmy się o pomoc i otrzymaliśmy dotację na utrzymanie od państwa polskiego. Wprowadzaliśmy nowości, żeby tylko całkowicie nie zaprzestać działalności. Serwowaliśmy dania na wynos oraz cateringi wyjazdowe. Żyjemy w takiej bańce mydlanej, która w każdym momencie może pęknąć – ocenia dyrektor DKP.

Dom Kultury Polskiej w czasie swojego istnienia wypracował bardzo dobre relacje z różnymi organizacjami i biurami podróży w Polsce.

DKP utrzymuje się praktycznie z restauracji i z wynajmu pomieszczeń

– Na przykład, od dwudziestu lat współpracowaliśmy z Liceum Staszica w Warszawie. Oni mają taki projekt – wyjazdowe lekcje historii. Każdego roku na pięć dni przywozili do nas do Wilna jeden pion liceum, żeby na żywo, nie z podręczników, zobaczyli miejsca, gdzie kiedyś chodził Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, gdzie mieszkał Moniuszko. W tym roku, niestety, ten program także nie został zrealizowany. Wszystko się zmieniło, ale mam nadzieję, że nie na zawsze, że wrócimy do dawnego życia. Dzisiaj trudno jest coś planować, ponieważ wszystko zależy od tego, jaka sytuacja w związku z koronawirusem zapanuje w kraju – podsumowuje Artur Ludkowski.


Fot. Marian Paluszkiewicz