Piotr Andrzejewski: Lubię YouTube’a i nowe możliwości

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Każdy nasz odcinek filmowy ma jakiś wątek, który odkryłem na nowo lub po raz pierwszy – mówi finalista konkursu „Polak Roku 2020” Piotr Andrzejewski.

Czy nominacja do tytułu „Polak Roku” była dla Ciebie zaskoczeniem?

Girl in a jacket

Nominacja była pełnym zaskoczeniem. Nawet nie wyobrażałem sobie, że mógłbym trafić na listę nominowanych, pomiędzy tak zasłużonymi osobami Wileńszczyzny, jakimi są tegoroczni kandydaci. Nie wiem, czym mogłem zasłużyć na takie wyróżnienie i czy w ogóle zasłużyłem na nominację. Chociaż, nie ukrywam, jest mi bardzo miło.

Do tytułu zostałeś nominowany jako „współtwórca serii filmów pt. „Wileńszczyzna w obiektywie”. Wydaje mi się jednak, że na Wileńszczyźnie jesteś bardziej znany jako wodzirej. Jak zostałeś wodzirejem?

Możliwe, ponieważ wodzirejem, czy też osobą powiązaną z organizowaniem imprez, jestem od 2012 r., a pierwszy film z serii „O Wilnie, Wileńszczyźnie i nie tylko” pod nieprzypadkowym tytułem „Nowa Wilejka”, został zaprezentowany na YouTube dopiero 21 stycznia 2019 r. Zawsze chciałem prowadzić własną działalność i mieć satysfakcję z tego, co robię, co w synergii z moim typem ekstrawertyka dało całkiem niezły wynik. Przed ośmiu laty rynek był zdominowany przez weselnych muzyków, których twórczość też jest piękna, ale absolutnie inna niż moja. Wymyśliłem, że warto spróbować wejść na ten rynek z czymś nowym,  czego ówcześnie nie było za wiele. Z przyjacielem na spółkę kupiliśmy sprzęt i wskoczyliśmy na głęboką wodę imprez bez wcześniejszego doświadczenia w tej dziedzinie. To nie był sukces na starcie, jednak po wielu metamorfozach jestem zadowolony z pracy, rezultatu i tego, co robię.

Panuje stereotyp, że wodzirej lub weselny muzyk to jest taki twórca niższej kategorii. Co sądzisz o tego typu szablonach? Czy twoja praca przynosi ci satysfakcję?

Nic bardziej mylnego… Może to jest stereotyp z czasów radzieckich. Samo polskie słowo „wodzirej” także, moim zdaniem, jest przestarzałe i nie odpowiada wymaganiom teraźniejszych imprez. Myślę, że litewski „renginių vedėjas” (prowadzący imprezy – przyp. red.) bardziej odzwierciedla rzeczywistość. Przy dzisiejszych możliwościach i konkurencji nie wystarcza „wodzić rej” – trzeba zorganizować i stworzyć dla ludzi święto nieszablonowe. Takie, o którym marzył przez „całe życie” winowajca okazji. Niezależnie od tego, czy to jest impreza jubileuszowa, bal weselny czy firmowy „team building”. My, wodzireje, uczestniczymy w corocznych szkoleniach krajowych oraz zagranicznych. W każdym sezonie musimy zadziwiać czymś nowym. Co więcej, niepowtarzalna impreza to nie tylko wodzirej, to także DJ, profesjonalny sprzęt nagłaśniający i oświetleniowy. Czasem też fachowiec od światła lub inny profesjonalista.  Nie jest tak, że każdą imprezę łatwo prowadzić niczym BMW. Są takie przypadki, że musisz napracować się jak dziki osioł. To jest wymagająca, twórcza i odpowiedzialna praca, której nie każdy może sprostać. Dobrze wykonywana praca zawsze przynosi satysfakcję. Też ją odczuwam.

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed rokiem wraz z kolegami zacząłeś tworzyć serię filmów pt. „Wileńszczyzna w obiektywie”. Jak do tego doszło? Jaki jest cel inicjatywy?

Lubię YouTube’a. Lubię teraźniejsze możliwości, kiedy każdy może mieć własny program i swoją widownię. Inspirując się polskimi youtuberami, takimi jak Radosław Kotarski czy Wojtek Drewniak, zacząłem zastanawiać się nad krótkimi, poznawczymi filmikami o tematyce naszego pięknego kraju, czyli Wileńszczyzny. Niestety, nie jestem ani historykiem, ani wielkim znawcą naszych terenów, chociaż bardzo je lubię. Bardzo się ucieszyłem, że mój pomysł poparli moi przyjaciele, którzy są prawdziwymi profesjonalistami w tej dziedzinie. Tomasz Bożerocki i Albert Wołk zgodzili się na wspólną podróż w przestworza nieskończonego YouTube’a. Każda inicjatywa ma cel – robić i odczuwać satysfakcję z tego, co robisz, w innym wypadku lepiej nie zawracać gitary.

W „Wileńszczyźnie w obiektywie” opowiadacie o historii poszczególnych miejscowości ziemi wileńskiej. Jaka historia zaskoczyła ciebie najbardziej?

Tych historii jest dużo. Lubię historię, lubię nasz kraj. Zawsze to mnie ciekawiło. Rzeczywistość okazała się druzgocąca. Moja wiedza nie była zbyt duża. Więc co można powiedzieć o takim Jasiu, który na historii w szkole średniej częściej patrzył przez okno zamiast w tablicę?
Każdy z naszych odcinków ma jakiś wątek, który poznałem na nowo lub po raz pierwszy. Dobrym przykładem był odcinek o Dowborczykach, czyli Rosjanach na służbie Rzeczpospolitej. W tym odcinku gram byłego oficera wojska carskiego Kudriawcewa, który po rewolucji 1917 r. przeszedł do nowo powstałego Pierwszego Polskiego Korpusu. Wielu Dowborczyków, czyli żołnierzy gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego, walczyło w szeregach Samoobrony Wileńskiej przeciw bolszewikom.  Służyli niepodległej Polsce.

Czytaj więcej: Wileńszczyzna warta poznania na YouTubie

Czy osobiście interesujesz się historią?

Jak już wspominałem, lubię historię i lubię historię naszego kraju. Jednak bez Tomka i Alberta nie byłbym w stanie odnaleźć takich ciekawostek, o których opowiadamy na naszym kanale. Przy okazji zapraszam serdecznie wszystkich czytelników do oglądania go.

Czy, twoim zdaniem, mieszkańcy Wileńszczyzny mają wystarczającą wiedzę o swych małych ojczyznach?

To zależy. Ci, którzy się interesują, z pewnością wiedzą wiele, ale w większości przypadków nam wszystkim wypadałoby przynajmniej przypomnieć własną historię, aby nie opowiedział nam jej ktoś inny i według swojego widzimisię. Naszym celem było stworzenie serii filmów, które byłyby dostępne wszystkim. Miały być krótkie, ciekawe, tak, aby informacja łatwo wpadała do ucha.

Jakie masz zainteresowania lub hobby oprócz prowadzenia imprez oraz tworzenia programów historycznych?

Lubię góry, rowery, sport, spacery. Lubię aktywnie spędzać czas wolny. Znaczków pocztowych nie kolekcjonuję.