Alicja Klimaszewska: Musieliśmy zadbać o tę cząstkę naszej ukochanej ziemi

Za swoją działalność na rzecz Rossy pani Alicja została uhonorowana Orderem Zasługi RP oraz Nagrodą św. Krzysztofa
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Każdy jubileusz to też okazja do podsumowania dokonań i do refleksji. Pani Alicja Klimaszewska wspomina, jak ratowano wileńską nekropolię przed zagładą.

23 stycznia jubileusz 85-lecia obchodziła Alicja Klimaszewska, wieloletnia prezes Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą, obecnie prezes honorowa. Pani Alicja opowiada naszym Czytelnikom o sprawach najbliższych jej sercu – o działalności, w którą jest zaangażowana od ponad 30 lat, o swoich przyjaciołach, z którymi postanowiła ratować nekropolię na Rossie, o Jerzym Waldorffie, który pozostaje dla niej wielkim autorytetem. Jest to opowieść z jej życia, opowieść, którą chce przekazać kolejnym pokoleniom.

Reklama

– Pomysł założenia Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą powstał z potrzeby serca, bo nas czworo – śp. Halina Jotkiałło, Jerzy Surwiło, Olgierd Korzeniewski i ja – pochodziło z rodzin, które mieszkały tutaj od wieków. Z domu wynieśliśmy wiedzę, czym jest wileńska nekropolia. A ponieważ ta nekropolia na naszych oczach znikała, postanowiliśmy pospieszyć jej na ratunek. W taki sposób powstał nasz komitet – opowiada pani Alicja.

Ojczyzna – to ziemia i groby

Celem było ratowanie wileńskiej nekropolii od całkowitego zaniku. – Cmentarz miał już sporo lat, ale nie miał swoich stałych opiekunów. Wiele okoliczności to sprawiło. Po wojnie przyczyniły się do tego wywózka naszych obywateli na wschód oraz repatriacja. Sądzę, że komuś zależało na tym, żeby w Wilnie było jak najmniej Polaków. Musieliśmy więc jakoś zadbać o tę cząstkę naszej ukochanej ziemi. Na naszej wileńskiej nekropolii są pochowani ludzie, którzy przyczynili się do rozwoju miasta, kultury. Są profesorowie Uniwersytetu Stefana Batorego i są zwykli mieszkańcy, którzy pracowali dla miasta – dzieli się wspomnieniami pani Alicja.

Przyznaje, że na początku założyciele komitetu byli trochę zdezorientowani. – Gdyby nie pomoc śp. Jerzego Waldorffa, który powołał do życia Społeczny Komitet Opieki nad Starymi Powązkami, nie wiem, jak by to się skończyło – mówi.

Tak oto wspomina pierwsze spotkanie z Jerzym Waldorffem. – U schyłku lat 80. gościł w Wilnie Teatr Wielki z Warszawy, a wraz z teatrem był w naszym mieście Jerzy Waldorff. Był on niezmiernie zafascynowany Wilnem, a zwłaszcza Rossą. Urzekła go nasza piękna nekropolia, ale zasmuciła wielka ruina cmentarza. Chyba było to przeznaczenie, że poznaliśmy go w teatrze, w czasie przerwy. Mistrz zaczął rozmowę od cmentarza i nagle rzekł: „Pamiętajcie, musicie coś z tym zrobić. I to natychmiast. Ojczyzna – to ziemia i groby. Zabierajcie się do pracy, póki nie jest za późno” – wspomina pani Alicja.
Niedługo po tym spotkaniu w Wilnie powstał Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą. Był to rok 1990.

Czytaj więcej: Moneta kolekcjonerska z okazji 30-lecia Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą

Życie podpowiadało, co musimy zrobić

Podczas pamiętnego spotkania ze strony Mistrza padł też pomysł inicjatywy „Warszawskie Powązki – Wileńskiej Rossie”. – Zaprosił nas do Warszawy, gdzie zapoznał z pracą komitetu, który obecnie nosi imię Jerzego Waldorffa. Mało tego, postanowił, że jedną z kwest jesiennych na Starych Powązkach poświęci naszej nekropolii na Rossie. Nieoczekiwanie rezultat tej kwesty był bardzo dobry. Stąd mieliśmy środki, żeby rozpocząć jakąś działalność. Odtąd warszawskie kwesty na rzecz Rossy stały się zaduszkową tradycją. W komitecie powązkowskim narodziła się też idea, żeby przysłać do Wilna warszawskich konserwatorów. Tutaj takich nie było – wileńska Akademia Sztuk Pięknych nie kształciła specjalistów, którzy zajmowaliby się restauracją nagrobków kamiennych, a w warszawskiej ASP taki wydział był. Prof. Adam Roman, który był kierownikiem działu konserwacji rzeźb kamiennych w akademii, przysłał nam swoich najzdolniejszych studentów. Tak pojawili się Jolanta Gasparska, śp. Zenon Sadecki, Piotrek Zambrzycki, którzy w ciągu 20 lat pracowali na naszym cmentarzu za pieniądze zebrane na kwestach w Warszawie. Szczególną pomoc otrzymaliśmy też od śp. prof. Eduardasa Budreiki z wileńskiej ASP – kontynuuje pani Alicja.

Potem powstało wiele różnych inicjatyw. – Życie podpowiadało, co musimy zrobić. Pomniki były już restaurowane, ale Rossa wciąż nie wyglądała dobrze. Doszliśmy do wniosku, że trzeba nam się zająć wycinką krzewów, które przez wiele lat narosły na grobach. Potem były kolejne inicjatywy: sprzątanie Rossy, najpierw jesienią, potem też na wiosnę, oraz „Światełko pamięci” – wspomina rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Alicja Klimaszewska cieszy się, że do akcji ratowania Rossy dołączył się stołeczny samorząd. – Dzięki naszym inicjatywom Samorząd Miasta Wilna uznał, że też powinien się zaopiekować Rossą, tym bardziej że jest to najczęściej odwiedzany przez zagranicznych turystów cmentarz w Wilnie. Z pieniędzy unijnych, przy wsparciu finansowym budżetu miasta, rozpoczęto planową konserwację Rossy. Co mogliśmy, to robiliśmy. Zawsze mówię, że my rozpoczęliśmy pracę, ale przyszłe pokolenia niech ją dokończą – mówi prezes honorowa SKOnSR.

Czytaj więcej: Rossa – jeden z najważniejszych cmentarzy poza granicami Polski

Przyszłe pokolenia dokończą naszą pracę

Pani Alicja Klimaszewska jest zadowolona z pracy komitetu w nowym składzie. – Obecny prezes to człowiek kulturalny, stanowczy. Przyszło też sporo młodzieży. Uważam, że praca w komitecie społecznym idzie w dobrym kierunku i że ja z ulgą na sercu mogę już odpocząć. Ale cała nasza czwórka, która zakładała komitet, zostawiła ślad w historii miasta Wilna. Kiedyś to zostanie docenione – dodaje.

– Bardzo się cieszę, że los sprawił, iż spotkałem panią Alicję Klimaszewską, osobę należącą do grona tej prawdziwej wileńskiej inteligencji, która ponad 30 lat dbała o cmentarz Na Rossie. Miała zawsze pełną głowę fantastycznych pomysłów, które służyły rozwojowi komitetu i zachowaniu cmentarza dla przyszłych pokoleń – mówi Dariusz Żybort, prezes SKOnSR.

Zaznacza, że pani Alicja potrafiła skupić wokół siebie grono odpowiednich ludzi, którzy wspólnie chcieli działać na rzecz cmentarza na Rossie. – Pani Alicja potrafiła zaangażować do działania ludzi młodych, nie bała się dać im szansy. Obecnie jest prezesem honorowym, ale nadal aktywnie uczestniczy w działalności komitetu, a członkowie komitetu są wdzięczni jej za pomoc – dodaje.

W ciągu minionych lat SKOnSR zdobył szerokie uznanie i poparcie społeczeństwa. Dzięki działaniom komitetu od całkowitej zagłady uratowano ponad 100 pomników na Starej Rossie. Za swoją działalność pani Alicja Klimaszewska została uhonorowana m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, przyznanym jej przez prezydenta RP Andrzeja Dudę. Twierdzi jednak, że najbardziej droga jej sercu jest Nagroda św. Krzysztofa od miasta Wilna. Statuetkę odebrała z rąk mera Remigijusa Šimašiusa.

Pani Alicja jest też autorką publikacji poświęconej 25-leciu działalności Społecznego Komitet Opieki nad Starą Rossą. – Planowaliśmy, że książkę napisze śp. Halina Jotkiałło… Materiału było sporo, zbierałam wszystkie informacje pisane, które pojawiały się o Rossie. Teraz jest wiele informacji w internecie, ale to, co na piśmie, pozostanie na zawsze w pamięci. Książka powstała, żeby została pamięć o nas, o tych ludziach, którzy pracowali z nami. Ta pamięć na pewno zostanie w historii miasta Wilna, wierzę w to z całego serca.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 5(13) 30/01-05/02/2021