Zanik krytycznego myślenia rodzi teorie spiskowe

| Fot. adobe stock

Teorie spiskowe towarzyszyły ludzkości od zawsze. O ile w czasach względnego spokoju są na marginesie, o tyle w czasach kryzysu, jakim z pewnością jest obecna pandemia, mogą mieć bezpośredni wpływ na rzeczywistość.

Na początku marca br. była prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė skrytykowała rząd za to, że nie przeprowadził odpowiedniej kampanii informacyjnej dotyczącej szczepień. – Komunikacji w przestrzeni publicznej, przynajmniej na poziomie narodowym, ze strony państwa praktycznie nie ma. Dlatego pojawiają się nisze i możliwości dla wszystkich innych do stwarzania różnego rodzaju dyskusji. Dyskusje są czymś dobrym, ale zrozumienia na szczeblu państwowym, że komunikacja ma być jasna i precyzyjna, nie ma. Szkoda, bo to odzwierciedla się w całym procesie szczepień, który stał się chaotyczny – zaznaczyła polityk.

Demokracje i autokracje


Były dyrektor Centrum Chorób Zakaźnych i AIDS Saulius Čaplinskas zgadza się, że brak odpowiedniej strategii komunikacyjnej na szczeblu państwowym przyczynia się do braku zaufania wobec szczepionek przeciw covid-19.

– Brak zaufania jest spowodowany tym, że ludzie nie otrzymują na czas informacji. Podam taki przykład: gdy byłem w Londynie, miałem roboczą kolację. W pewnym momencie zobaczyłem, że brakuje chleba, i chciałem się zwrócić do kelnera z prośbą o przyniesienie. W chwili, gdy o tym pomyślałem, zorientowałem się, że chleb już jest na stole. To samo jest z informacją, ona powinna być podana nie wówczas, kiedy odczuwamy jej brak i kiedy zaczynamy o tym mówić, tylko wcześniej – komentuje sytuację w kwestii szczepionek w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Socjolog Algirdas Davidavičius z Uniwersytetu Witolda Wielkiego przyznaje, że w czasach kryzysowych ludzie są bardziej skłonni ufać teoriom spiskowym oraz alternatywnym źródłom informacji. – Ten problem, że ludzie zaczynają korzystać z informacji z niesprawdzonych źródeł, dotyczy zarówno krajów bogatych, z długą tradycją demokratyczną, jak i państw biednych i rządzonych autorytarnie. W ten sposób ludzie próbują wyrażać swoje obawy i strachy. To jest stary dramat psychologiczny ludzkości. Teraz strach się potęguje, bo nie wiemy, jak długo potrwa kwarantanna, i nie wiemy, kiedy i jak może zaatakować wirus. Może zaatakować nas, może dotknąć naszych bliskich i znajomych. Gdy przebywa się długo w takiej sytuacji niewiedzy, społeczeństwo ogarnia kolektywne zmęczenie. Wtedy zaczynamy mniej krytycznie oceniać informacje, bo emocje są w przypadku naszego gatunku natychmiastową reakcją na zagrożenie. Kiedy dzieje się coś niebezpiecznego, to człowiek zaczyna uciekać lub próbuje się schować – podkreśla socjolog.

Czytaj więcej: Szczepionki Johnson & Johnson dotrą w kwietniu

Demonizowanie niewidocznego wroga


W przypadku obecnej sytuacji problem staje się bardziej skomplikowany, ponieważ wirus jest niewidoczny, a przez to wydaje się czymś straszniejszym. – Jak można uciec przed wirusem? To jest niemożliwe. Kiedy kreuje się sytuacja dużego stresu społecznego, to bardzo często próbujemy udawać, że ten stres nie istnieje, a jednak on się akumuluje. Próbujemy więc jakoś się z tym uporać – nadać zdarzeniom jakiś sens i znaleźć jakieś proste wytłumaczenie. Kiedy wyłącza się krytyczne myślenie, to wówczas odsuwamy od siebie wszelkie autorytety. Ponadto funkcjonujemy w systemie demokratycznym, a w nim zawsze jest jakaś opozycja. W przypadku jakiegokolwiek kryzysu zaczynamy wizualizować przeciwnika. Na przykład w czasie kryzysu imigranckiego zaczął się proces demonizowania uchodźców. Ta konkretna grupa społeczna wyrażała nasz strach. To jest oczywiście głupie i nieludzkie. Demonizowanie imigrantów jest nie do pogodzenia z prawami człowieka. Jednak kiedy ciebie i twoje otoczenie ogarnął strach, to wówczas nie myślisz w takich kategoriach – argumentuje Davidavičius.
Tok rozumowania człowieka w sytuacji, kiedy niebezpieczeństwo jest niewidzialne, polega na tym, że instytucje, które mówią o zagrożeniu, automatycznie stają się podejrzane. Na takiej zasadzie, że… same te zagrożenia stwarzają.

– W pierwszej kolejności teorie spiskowe trafiają na podatny grunt tam, gdzie mieszkają grupy społeczne, które najbardziej przegrywają ekonomicznie. One próbują to sobie jakoś wytłumaczyć i dlatego władza staje się naturalnym celem ataku. Pojawiają się teorie, że władza przy pomocy wirusa chce nas zachipować lub po prostu zmniejszyć liczbę ludności – wyjaśnia socjolog.

Karolis Dambrauskas z Litewskiego Centrum Badań Społecznych zwraca uwagę na jeszcze inny element. Jego zdaniem wszelkiego rodzaju teorie spiskowe dają proste odpowiedzi na skomplikowane zagadnienia. – Skomplikowane pytania są uwarunkowane skomplikowaną sytuacją, w której jesteśmy. Jest też inny problem: władza (elita), która wie lepiej, podejmuje decyzje, nie tłumacząc ich. Tymczasem ludzie są tak skonstruowani, że chcą, aby z nimi rozmawiano. I wtedy przychodzi ktoś i tłumaczy im skomplikowane procesy i ich skutki, proste odpowiedzi. To ludziom się podoba – zaznacza Dambrauskas.

Czytaj więcej: Szczepienia przeciwko COVID-19 przebiegają sprawnie

Nie zakaz, ale edukacja


Ten problem w naszym kraju dostrzega też Davidavičius. – Z racji tego, że ta informacja trafia na podatny grunt do osób z zagrożonych grup społecznych, władza powinna uspokajać ludzi. Zwłaszcza to dotyczy krajów jak nasz, czyli państw z młodą demokracją. Władza powinna tłumaczyć zjawiska w przystępny sposób. Właściwa informacja powinna być przekazywana każdego dnia. Trzeba pamiętać, że osoby, które dzielą się spiskowymi teoriami, nie znikną pewnego dnia. Potrzebna jest ciągła praca ze społeczeństwem i tego właśnie teraz brakuje. Nie wystarczy zorganizować raz na tydzień konferencję, która zostanie wyemitowana w czasie, w którym nikt jej nie ogląda – podsumowuje socjolog.
Saulius Čaplinskas ze swojej strony dodaje, że braku zaufania społecznego wobec rządowych metod zwalczania koronawirusa nie można likwidować przez odgórne zakazy i nakazy. – Od kiedy Litwa stała się niepodległa, zaczął się proces kształtowania nowego społeczeństwa. W tym społeczeństwie nie ma czegoś takiego, jak przymus dotyczący diagnostyki lub przyjmowania określonych leków. To wszystko powinno odbywać się na zasadzie dobrowolności. Państwo powinno zadbać o informację i edukację obywatela tak, by rozumiał, co grozi jego zdrowiu i zdrowiu osób mieszkających wokół. Podobnie jest z kwarantanną. Pierwszy lockdown trwał 40 dni. Teraz mamy ponad 70. Ta metoda przestaje być efektywna i trzeba stosować inne środki – dodaje były dyrektor Centrum Chorób Zakaźnych i AIDS.

Ani wiek, ani płeć


W 2014 r. ukazała się książka dwóch amerykańskich naukowców, Josepha E. Uscinskiego i Josepha M. Parenta, pt. „Amerykańskie teorie spiskowe”, w której zaznaczono, że zwolennicy teorii spiskowych są w każdej grupie społecznej, niezależnie od wieku, płci, majątku. Z badań Amerykanów wynikało, że stronnicy „światowego spisku” są zarówno wśród osób wyznających poglądy lewicowe, jak i prawicowe. O ile osoby o lewicowych poglądach skłonne są wierzyć, że mediami i politykami kieruje szeroko pojęty kapitał, to na przeciwnym biegunie panuje przekonanie, że prasa i partie są kontrolowane przez ośrodki akademickie i wszelkiego rodzaju mniejszości.
Algirdas Davidavičius przypomina, że mniej podatni na tego typu idee są osoby z wyższym wykształceniem. – Z dostępnych badań wynika, że np. w większości radykalni zwolennicy brexitu to ludzie bez wyższego wykształcenia i przede wszystkim pochodzący z prowincji – dopowiada naukowiec.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 12(33) 20-26/03/2021