„Reitingai” – wnikliwa diagnoza czy przypinanie etykietek?

Największą trudnością na maturze pozostaje język państwowy
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czasopismo „Reitingai” opublikowało coroczny ranking szkół ogólnokształcących i uczelni wyższych. Co przeszło 200-stronicowe czasopismo mówi o stanie oświaty na Litwie? Jakie wnioski wypływają z tego dla polskich szkół?

Każde wydanie „Reitingai” dotyczące sytuacji oświaty budzi ogromne emocje w szkolnych środowiskach. Miejsce w rankingu dla niektórych szkół jest potwierdzeniem dobrze znanego stanu rzeczy, dla innych – niespodzianką. Niestety, ostatnie wydanie niewiele polskich szkół zaskoczyło pozytywnie. Na liście gimnazjów silną od lat pozycję ma tylko Gimnazjum im. św. Jana Pawła II w Wilnie, które znalazło się na 40. pozycji. Na 48. jest natomiast Gimnazjum w Pogirach, w którym są klasy uczące się w języku ojczystym oraz klasy, w których nauka prowadzona jest po litewsku. Reszta wypadła dużo słabiej. Czy to znaczy, że polskie szkoły nie są tak dobre, jak często powtarzamy?

Dzierżyńska: warto spojrzeć lokalnie

– Każdy ranking bierzemy bardzo poważnie, dokładnie analizujemy, żeby wyciągnąć wnioski. Po przeczytaniu tego opracowania wydaje mi się, że warto spojrzeć, porównując bardziej lokalnie, tylko wtedy mogą one coś powiedzieć. Jeśli spojrzymy konkretnie na Wilno, polskie gimnazja wyglądają nieźle. Oczywiście cieszy wysoka pozycja Gimnazjum św. Jana Pawła II w stolicy, ale również inne szkoły nie są na końcu. Z 42 szkół w Wilnie „Mickiewiczówka” jest na 21., „Konarski” na 22., „Lelewel” na 28., „Syrokomlówka” na 33. Dodatkowo warto zauważyć, że Gimnazjum Lelewela jest znacznie wyżej niż Gimnazjum Antokolskie, a np. renomowana szkoła – Gimnazjum Salomei Neris – wypadło słabiej niż Mickiewiczówka i Konarski, więc w tym świetle ranking wygląda nieco inaczej niż na pierwszy rzut oka – mówi Krystyna Dzierżyńska, wiceprezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”.

Rzeczywiście – lokalne rankingi pozwalają zobaczyć, jak wiele zależy od środowiska, w którym znajduje się szkoła. Polskie Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Solecznikach zajęło w rankingu miejsce 227., podczas gdy litewskie Gimnazjum Tysiąclecia, znajdujące się pod kuratelą litewskiego Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu, w tym samym mieście zajęło miejsce 275., w Jaszunach litewskie Gimnazjum „Aušros“ zajęło miejsce 241., a polskie Gimnazjum im. M. Balińskiego – 262. Trzeba przyznać, że nie są to duże różnice, a podobną sytuację można zauważyć również w innych miejscowościach. Oczywiście, czasem polska szkoła wypadnie słabiej od litewskiej (w tym rankingu jest tak np. w Trokach, Mejszagole czy Niemenczynie), na pewno jednak nie można mówić o prawidłowości „gorsze, bo polskie”. Podczas gdy polskie Gimnazjum im. Stefana Batorego w Ławaryszkach znajduje się na 295. miejscu, sąsiednie litewskie Gimnazjum w Ławaryszkach zajmuje dopiero miejsce 348.

Czytaj więcej: Szkoły będą mogły same testować. Ułatwienie ma usprawnić nauczanie stacjonarne

Nadal widoczne skutki reformy z 2011 r.

Rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego” nie ma wątpliwości, że na wyniki uczniów polskich szkół nadal ma wpływ reforma z 2011 r., która ujednoliciła poziom egzaminu z języka państwowego w szkołach mniejszości narodowych i z państwowym językiem nauczania, nie dając przy tym konkretnych pomocy do wyrównania poziomów w klasach młodszych.

– Kiedyś mieliśmy ok. 6 proc. niezdanych egzaminów z języka litewskiego, teraz zwiększył się on niemal 4 -krotnie, do 23 proc. W przypadku wiejskich gimnazjów jest to znacznie bardziej widoczne. Na wszelkiego rodzaju sprawdzianach odbija się również jakość tłumaczeń arkuszy sprawdzających wiedzę w klasach początkowych, co również stale sygnalizujemy. W czasie prezentacji rankingów wskazywano również na to, że uczniowie gimnazjów schodzą często na łatwiznę, wybierając łatwiejsze egzaminy na poziomie szkolnym, wskazywano przy tym język polski. My naprawdę robimy wiele, by mógł to być egzamin na poziomie państwowym, ale na razie nie udało się tego wyegzekwować. Bardzo wiele problemów wynika więc nie z wewnętrznej sytuacji polskich szkół, ale z tego, jak są one traktowane w systemie oświaty na Litwie – zauważa rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Dzierżyńska zauważa, że niesprawiedliwe jest również stygmatyzowanie samorządów, w których znajdują się polskie szkoły ze względu na wyniki nauczania, jak również – koszty, jakie ono pociąga.

 – To prawda, że rejon solecznicki czy wileński wypadają w rankingu słabo, jednak nie są na samym końcu. Po rejonie solecznickim są jeszcze 4 inne, w których nie ma polskich szkół. Jeśli chodzi o koszty nauczania – to oczywiste, że w samorządach, gdzie obok siebie są szkoły prowadzące naukę w różnych językach, nauczanie jest droższe, ale państwo jest od tego, żeby zapewnić równe prawa obywatelom różnej narodowości, nawet, jeśli wymaga to środków – podkreśla przedstawicielka „Macierzy Szkolnej”.  

Krystyna Dzierżyńska
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Najlepsi w rankingu, bez szans po planowanych zmianach

Ranking, jeśli chcieć się nim kierować, daje również pewne światło na planowaną reformę oświaty i związaną z nią optymalizację sieci szkół. Autorzy rankingu osobno pozycjonowali szkoły podstawowe mniejszości narodowych. Były one oceniane na podstawie wyników egzaminacyjnych uczniów 10 klas, więc nie znajdziemy w nim szkół początkowych. Na pierwszym miejscu znalazła się Szkoła Podstawowa im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach.

– Była to dla nas bardzo dobra wiadomość. Cieszymy się z osiągnięć naszych uczniów, ale także z tego, że nasz wspólny wysiłek przyniósł bardzo wymierne rezultaty. Nasza szkoła jest niewielka, ale właśnie dzięki temu mamy bardzo dobry kontakt z uczniami i rodzicami, każdy w takiej niewielkiej klasie może liczyć na wsparcie i uwagę nauczyciela i myślę, że właśnie to przynosi efekty – mówi Elwira Lavrukaitienė, wicedyrektorka szkoły w Starych Trokach.

Jak zauważa rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”, dobre wyniki szkoły są zaprzeczeniem tezy, coraz częściej pojawiającej się w związku z planowaną po raz kolejny optymalizacją oświaty, że nie można osiągnąć dobrych wyników w klasach łączonych.

– Uczniowie, którzy w ostatnich latach osiągnęli bardzo dobre rezultaty, uczyli się właśnie w klasach łączonych i im to nie przeszkodziło. W nowych regulacjach, które mają obowiązywać od 2023 r., takich klas ma już nie być, więc nasza szkoła miałaby spore trudności z funkcjonowaniem. Teraz mamy co prawda więcej uczniów, w przyszłym roku będziemy mieli wszystkie komplety i nie będzie łączonych klas, ale jestem przekonana, że to, czy klasy są łączone, czy nie, nie przesądza jeszcze o poziomie nauczania – mówi wicedyrektorka.

Czytaj więcej: Jakie miejsce język polski zajmie w nowym modelu szkoły średniej na Litwie?

Diagnoza czy przyklejanie etykietek?

Artur Markiewicz, nauczyciel zaangażowany w projekt „Renkuosi mokyti – mokyklų kaitai”, czyli „Wybieram nauczanie – dla zmian w szkole” i stały współpracownik „Kuriera Wileńskiego”, uważa, że rankingi szkół prowadzone w taki sposób, jak robi to czasopismo „Reitingai”, po prostu nie są dobrą praktyką.

– Według mnie sprowadzają się one w efekcie do przyklejania etykietek – „szkoła dobra”, „szkoła niedobra”. Nie mogą odzwierciedlać prawdziwego stanu rzeczy, bo nie biorą pod uwagę całego kontekstu, w którym znajduje się szkoła. Oczywiście warto również zauważyć, że nikt nie analizuje, jakimi danymi posługują się autorzy raportów. Jeśli jakaś szkoła nie podaje danych z jakiegoś obszaru, automatycznie spada w rankingu, więc wyniki nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego”.

– Całkowitym nieporozumieniem jest również mierzenie taką samą miarą szkół prywatnych i państwowych. Szkoły prywatne mają zupełnie innych klientów. Ich uczniowie to osoby z bardzo dobrym zapleczem materialnym, których rodzice chcą inwestować w wykształcenie swoich dzieci. Szkoły państwowe natomiast bardzo często muszą być nastawione nie tylko na osiągnięcia w nauczaniu, ale rozwiązywać problemy wynikające z kontekstu społecznego, kulturowego czy materialnego uczniów. Takie szkoły wyrównują szanse społeczne, podczas gdy szkoły prywatne jeszcze bardziej pogłębiają przepaść pomiędzy młodymi ludźmi – zauważa Markiewicz.

Niewątpliwie ranking zamieszczany systematycznie w czasopiśmie „Reitingai”, wbrew temu, co sugeruje aktualna okładka, nie da prostej odpowiedzi na pytanie, która szkoła jest najlepsza. Nie może jej dać przede wszystkim dlatego, że warunki, które dla jednego ucznia mogą być najbardziej odpowiednie do rozwoju, jak np. duża konkurencja, stawiane wysokie wymagania, dla innego mogą stać się przeszkodą nie do pokonania i sprawić, że wspomnienie o czasach szkolnych pozostanie na długie lata przykrym wspomnieniem.

Autorzy rankingu osobno pozycjonowali szkoły podstawowe mniejszości narodowych
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czytaj więcej: Polska Szkoła Wirtualna na Litwie opublikowała album z okazji 2 i 3 maja

Czerwone światło

Niezależnie jednak od tego, jakie uwagi można mieć do samego rankingu, duże natężenie gimnazjów z polskim językiem nauczania w ostatnich dziesiątkach rankingu może niepokoić.

 – Nie mówimy, że wszystko jest u nas dobrze, to bardzo ważny sygnał, którego nie wolno lekceważyć, jednak bardzo wiele zależy od wsparcia władz. Od lat borykamy się z problemami, o których mówimy w spotkaniach z kolejnymi przedstawicielami władz, ale nie są one rozwiązane. Jeśli rzeczywiście sytuacja w szkołach mniejszości narodowych ma być lepsza, potrzebne są konkretne działania, a nie stygmatyzowanie tych szkół czy rejonów.  Oczywiście, najprostszym wyjściem jest pozamykanie wiejskich szkół, wtedy poprawi się statystyki, bo te dzieci z trudnościami w nauce znikną w dużej grupie, ale na pewno nie będzie to z korzyścią dla nich – mówi wiceprezes Macierzy Szkolnej.

Artur Markiewicz, który od kilku lat prowadzi szkolenia kadry pedagogicznej i administracji szkół w ramach projektu „Wybieram Nauczanie” uważa natomiast, że dla poprawy stanu oświaty najbardziej potrzeba liderów, którzy wiedzą, w jakim kierunku mają być prowadzone zmiany.

– Brakuje liderów, brakuje dyrektorów, którzy mają wizję szkoły, często są to bardziej osoby doglądające gospodarstwa, którym taką misję zleca samorząd. Próbują więc ratować to gospodarstwo, ale nie są w stanie objąć rzeczywistego przywództwa, stworzyć wspólnoty, wyznaczyć celu, do którego ta wspólnota dąży – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”.

– Właśnie tu jest siła szkół prywatnych. To, przy całym szacunku do ich wysiłku w kierunku edukacji, również po prostu inwestycje biznesowe. Takie szkoły muszą dokładnie określić, jaki produkt sprzedają, by mieć klientów. Muszą mieć bardzo jasno określoną wizję, by ludzie chcieli im zapłacić. W szkołach państwowych tego brakuje. Misja szkoły pozostaje często na papierze, oczekują na wybawienie z góry, na to, że państwo załatwi tego rodzaju sprawy. A tak nie jest. Każda szkoła musi sama wziąć odpowiedzialność za to, jaką wspólnotę tworzy, jaką ma misję, bo nikt inny nie zna rodzin, z których pochodzą dzieci, nie może określić w pełni ich potrzeb. Nie zawsze najważniejsze będą w tej misji wyniki egzaminów. Świadomość tej misji jest nie mniej ważna niż pieniądze czy innego rodzaju uwarunkowania – zauważa Markiewicz.