Tatarzy nigdy nie zapomnieli, kim są

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Moją ojczyzną jest Litwa, jestem obywatelem Litwy, ale moja narodowość jest tatarska – zapewnia Aleksander Biegański, mufti tatarskich muzułmanów w Wilnie. O roli mężczyzny i kobiety w islamie, wychowaniu dzieci oraz stosunku Rosji sowieckiej i współczesnej Litwy do Tatarów opowiada „Kurierowi Wileńskiemu”.

Aleksander Biegański, mufti tatarskich muzułmanów w Wilnie, już na wstępie naszej rozmowy przypomina, że tatarscy muzułmanie byli odważnymi i lojalnymi żołnierzami, z których większość przybyła na Litwę, aby bronić kraj przed Krzyżakami w bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. Później Tatarzy osiedlili się na granicy, gdzie w tym czasie mieszkał książę Witold i jego rodzina, w Niemieżu. Chociaż korzenie społeczności tatarskiej na Litwie są naprawdę głębokie, wciąż istnieją mity o społeczności tatarskich muzułmanów.

Obywatele Litwy

Biegański zaznacza, że Tatarzy często bywają myleni z Karaimami. – Tatarzy byli strażnikami i żołnierzami Witolda, którzy brali udział w bitwie pod Grunwaldem. Przybyli na Litwę ze Złotej Ordy, której stolica znajdowała się wówczas w Tatarstanie, a nie na Krymie. Można powiedzieć, że większość tych, którzy przybyli ze Złotej Ordy, stanowili Tatarzy, ale wśród nich byli też inni, którzy wówczas podlegali Złotej Ordzie. W celu obrony Litwy przed Krzyżakami Witold nadał im tytuły szlacheckie – opowiada Biegański.

Mufti tatarskich muzułmanów w Wilnie mówi o swojej ojczyźnie. – Jestem Tatarem, urodziłem się na Litwie, we wsi Smalvos pod Jeziorosami. Moi rodzice to także Tatarzy. Ojciec urodził się na Litwie, mama na Białorusi. Na studia przyjechałem do Wilna, następnie wyjechałem za granicę, a potem wróciłem do kraju. Mam żonę z Niemieża, to także Tatarka, Marina. Moją ojczyzną jest Litwa, jestem obywatelem Litwy, ale moja narodowość jest tatarska – tłumaczy Aleksander.

Nasz rozmówca wspomina, że w czasach sowieckich dużo wycierpiał za to, że jest Tatarem. Kiedy był w szkole, mówiono o nim, że jako Tatar jest niedobry, gorszy od innych. Nawet obecnie, choć już rzadko, zdarza się, że ktoś powie podobnie.

– A więc sami ludzie nie pozwolili mi zapomnieć, kim jestem. Zauważyłem, że to starsze pokolenie jakoś negatywnie odnosi się do ludzi innej narodowości, innego wyznania. Na szczęście moje dzieci już tego nie zaznają. Młodzież jest bardziej tolerancyjna. Ani w przedszkolu, ani w szkole nikt im nie powiedział, że są gorsi, bo są Tatarami. Gdy dzieci uczęszczały do litewskiego przedszkola, wytłumaczyłem wychowawcom, że jesteśmy Tatarami, muzułmanami i że nasza religia zabrania nam spożywania wieprzowiny. Nie było żadnych problemów i moim dzieciom przygotowywano osobne dania – podkreśla.

Czytaj więcej: Tatarzy w niepodległej Litwie. Tair Kuzniecow: „nie było wątpliwości — za niepodległość”

AleksanderBiegański: Jeżeli dziecko wybiera inną religię, to tatarscy rodzice w żadnym wypadku się go nie wyrzekają
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Tatarskie imiona wracają

Jak mówi, młodsze pokolenie bardzo dobrze odnosi się do społeczności tatarskiej. Tatarskie dzieci uczęszczają do szkół sportowych, wyjeżdżają na kolonie i nie ma żadnych problemów, że są innej narodowości. Wyzwiska, dyskryminacja na tle narodowościowym zdarzały się w czasach sowieckich.

– Nawet dzisiaj Rosjanie próbują przerobić historię, jacy to oni byli odważni, waleczni, ale z drugiej strony ich opowieściom zaprzecza nasza historia. W Związku Sowieckim było tak, że gdy oni napadali na Tatarów krymskich, kazańskich czy innych, to mówili, że to zwykła ekspedycja. Natomiast jeśli Tatarzy robili „ekspedycję”, to twierdzono, że Tatarzy czynią najazdy barbarzyńskie. Chociaż imiona moich dziadków i rodziców są tatarskie, mnie nazwali Aleksander – żeby było mi lżej w czasach sowieckich. Z imieniem Ibrahim, Mustafa czy z innym byłoby o wiele trudniej. Natomiast dzisiaj mogę swoim dzieciom spokojnie nadać tatarskie imiona i tak zrobiłem. Córka ma na imię Amina, a syn – Eldar. Zgodnie z tradycją syn został obrzezany – opowiada mufti.

Czytaj więcej: We wsi Sorok Tatary żyje się w zgodzie

Tatar sam wybiera wyznanie

Rodzina Aleksandra obchodzi wspólnie wszystkie święta, które nie są sprzeczne z ich wiarą. Dwa najważniejsze to Ramadan Bajram, islamskie święto dziękczynienia, oraz Kurban Bajram, święto ofiarowania. Nie uznają chrześcijańskich Świąt Wielkanocnych, ale święta państwowe obchodzą wszystkie. – Swoim dzieciom opowiadam, że w walce o niepodległość Litwy, 13 stycznia 1991 r., pod gąsienicami czołgu zginęła m.in. Loreta Asanavičiūtė, która miała zaledwie 23 lata, a jej ojciec także był Tatarem. Swoim dzieciom stawiam ją za przykład, że musimy bronić Litwę, kochać ją – opowiada Biegański.

Według wyznania tatarskiego nie można zmuszać swoich dzieci do wiary muzułmańskiego. To ich wyborem jest, jaką wiarę będą wyznawały. W wieku 14–15 lat dzieci same decydują, jaką religię chcą wyznawać. Do tego czasu rodzice mogą dawać dzieciom przykład.

– Ja i żona modlimy się pięć razy dziennie. Dzieci to widzą, jeżeli chcą, to mogą modlić się z nami, ale nikt ich do tego nie zmusza. Swoje dzieci uczę języka tatarskiego i arabskiego, żeby mogły czytać Koran. Jeżeli dziecko wybiera inną religię, to w żadnym wypadku tatarscy rodzice się go nie wyrzekają. Allah nam nakazał, że musimy utrzymywać więzi pokrewieństwa w każdym przypadku, nawet jeżeli bliscy wyrzekli się swojej wiary i nie są muzułmanami. Z drugiej strony – islam zobowiązuje nas do zapewnienia naszym dzieciom dobrej edukacji religijnej – tłumaczy rozmówca „Kuriera Wileńskiego”.

Kobiety mają lepiej!

Wileński mufti podkreśla, że w rodzinach tatarskich dzieci są bardziej rozpieszczane niż w innych. Nigdy nie używa się przemocy wobec dzieci. Jeżeli zrobią coś źle, rodzice starają się z nimi o tym rozmawiać, wytłumaczyć, dlaczego tak nie można robić. Nie ma absolutnie kar cielesnych, co nie znaczy, że dzieciom nie stawia się wymagań i nie mają obowiązków.

– Według naszej wiary bardziej kochać i szanować trzeba matkę niż ojca, ponieważ u Tatarów matka jest święta. Dzieciom zawsze mówię, że jeżeli matka zawoła cztery razy i ojciec cztery, to trzy razy trzeba przyjść do matki i tylko raz do ojca. Pytam swoje dzieci, kogo kochają bardziej – mnie czy mamę? Odpowiadają zawsze, że mamę, i mówię im, że to odpowiedź prawidłowa. Wychowanie córki i syna różni się. Syna od małych lat uczę, że mężczyzna powinien być odpowiedzialny za swoją kobietę, rodzinę, że od mężczyznom wymagana jest większa odpowiedzialność niż od kobiet. Dzieci kocham jednakowo, ale córkę bardziej rozpieszczam, natomiast w wychowaniu syna jestem surowszy – nie ukrywa Aleksander Biegański.

– Według naszej religii za wszystko jest odpowiedzialny mężczyzna. Na przykład, jeżeli w domu bałagan, nie ma co jeść, to nie jest wina żony, ale męża. Przytoczę przypowieść, pewnego razu do proroka Mohammeda przyszedł przyjaciel i mówi: „Żona urodziła mi syna, ale nie chce go karmić piersią”. Na to prorok odpowiedział: „Żona urodziła ci syna, a opiekować się nim to już twój obowiązek”. Według naszej religii, gdy żenisz się, to bierzesz sobie partnerkę, ale nie opiekunkę czy gospodynię domową. Mężczyzna powinien zadbać o to, żeby rodzina miała gdzie żyć, co jeść. Jeżeli np. żona powie, że nie chce gotować, sprzątać, to wtedy te czynności powinien robić mężczyzna. Według naszej religii Bóg nie obciąża kobiety obowiązkami, nie można jej do niczego zmusić. Jeżeli kobieta coś robi, pomaga mężowi, on powinien być jej za to wdzięczny. Obowiązki kobiety to urodzić dziecko, być wierną mężowi i okazywać mu szacunek – zapewnia mufti.

Mufti Biegański obala też pewne mity narosłe wokół islamu. To nieprawda, że kobieta nie może wyjść bez mężczyzny do kawiarni czy na zakupy. Jest całkowicie wolna w tym, co chce uczynić.

– Chodzi jednak o bezpieczeństwo, które mężczyzna ma obowiązek zapewnić swojej żonie. Na przykład, jeżeli żona w nocy mi powie, że chce wyjść do lasu na spacer, to jej nie pozwolę, bo o takiej porze jest tam niebezpiecznie – wyjaśnia Aleksander Biegański.

Czytaj więcej: Rok Tatarów jest potrzebny, byśmy nie zawężali ich dorobku do kuchni i Grunwaldu

Litewscy muzułmanie są zorganizowani

12 grudnia 2018 r. decyzją członków dwóch głównych litewskich muzułmańskich wspólnot religijnych – Muzułmańskiej Wspólnoty Wyznaniowej w Wilnie (składającej się z około tysiąca muzułmanów mieszkających w Wilnie) i Muzułmańskiej Wspólnoty Wyznaniowej w Kownie (to 500 muzułmanów zamieszkujących miasto i okręg kowieński), na podstawie art. 43 Konstytucji RL oraz art. 10 Ustawy o wspólnotach i stowarzyszeniach wyznaniowych RL, utworzono Litewską Radę Muzułmańskich Wspólnot Wyznaniowych „Muftiat” (LMRBT-Muftiatas). 26 marca 2019 r. została ona wpisana do Rejestru Podmiotów Prawnych RL.

Działo się to w czasie, gdy litewska społeczność muzułmańska doświadczała wewnętrznych nieporozumień, problemów związanych z nieefektywnym zarządzaniem, przeciwstawiania sprawa narodowych lub politycznych religijnym potrzebom członków społeczności. Ten krok – utworzenie nowej wspólnoty – miał pomóc zjednoczyć muzułmańskich obywateli Litwy. Jednym z głównych celów rady Muftiat jest zapewnienie wszystkim jej członkom, muzułmanom zjednoczonym religią, swobody kultywowania sunnickich tradycji religijnych w swoich społecznościach, niezależnie od rasy lub pochodzenia etnicznego, obywatelstwa lub przynależność politycznej.

Inne zadania rady Muftiat to reprezentacja interesów publicznych wspólnot wyznaniowych należących do niej i ich reprezentacja na Litwie i za granicą, współpraca w kwestiach religijnych z instytucjami państwowymi ds. zagranicznych islamu lub międzynarodowymi organizacjami islamskimi.

Litewska Rada Muzułmańskich Wspólnot Wyznaniowych „Muftiat” jest zarządzana przez Zgromadzenie i Radę Gmin Wyznaniowych do niej należących, której przewodniczy mufti. Obecnie jest nim Aleksander Biegański. – Dla mnie to, że zostałem wybrany na muftiego, znaczy bardzo dużo. W islamie hierarchii jako takiej nie ma. Na muftiego wybiera się osobę, która jest bardziej obeznana z praktyką religijną i życiem społeczności. Będąc muftim, muszę więcej pracować, więcej wiedzieć, bardziej dbać o swoich rodaków. Jeżeli do mnie zadzwoni muzułmanin, nieważne, z jakiego miasta, o jakiej porze dnia lub nocy, i poprosi mnie o pomoc, muszę wszystko rzucić i jechać do niego, żeby mu pomóc – nie ma wątpliwości nasz rozmówca.


Publikacja z cyklu „Litewscy Tatarzy – 700 lat razem”. Projekt jest częściowo finansowany przez Departament Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 23(66) 05-11/06/2021