Zdalne nauczanie. Lepiej sobie radzą nauczyciele niż uczniowie

Szkoły wolą kontaktowe nauczanie, ale są przyszykowane również na zdalne
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Miniony rok szkolny, z małymi przerwami, uczniowie musieli spędzić przed monitorami komputerów a nie w klasie. Szkoły generalnie wolą tradycyjne nauczanie, ale większość nauczycieli i dyrektorów sądzi, że coraz lepiej radzą sobie w trybie zdalnym. Zdaniem dyrektora Adama Błaszkiewicza w obecnej sytuacji lepiej odnaleźli się nauczyciele niż uczniowie.

Na przełomie czerwca i lipca Ministerstwo Oświaty i Nauki zrobiło sondaż wśród administracji szkół. W badaniu wzięło udział 94 proc. wszystkich szkół. Z przeprowadzonych badań wynika, że 60 proc. placówek opowiada się za tradycyjnym nauczaniem kontaktowym, które uważają za optymalne. 75 proc. ankietowanych sądzi, że nauczanie kontaktowe jest optymalne dla klas początkowych, 66 proc. – dla szkół podstawowych.

Czytaj więcej: Lepsza jakość nauczania do roku 2030?

Analfabetyzm na poziomie średniej szkoły

Pomijając to, że przedstawiciele szkół nauczanie kontaktowe cenią bardziej niż zdalne, to generalnie większość uważa, że odnalazło się w nowym systemie edukacyjnym. Tylko 8 proc. szkół miało problem z nowymi technologiami używanymi w zdalnym nauczaniu.

Adam Błaszkiewicz, w rozmowie z naszym dziennikiem, oznajmił, że zapoznał się z wynikami badań. – Szkoły i nauczyciele odnajdują się w tej sytuacji, niestety gorzej jest z uczniami. Problem polega na tym, że bez kontroli to nawet dorośli nie bardzo lubią pracować. To możemy obserwować na co dzień. Niestety młodzież została pozostawiona sama sobie, szczególnie dotyczy to młodszych klas. W naszym systemie pierwszy poważny sprawdzian jest zarazem ostatnim, chodzi o egzamin dojrzałości. W klasie 10., jeśli uczeń napisał imię i nazwisko plus wskazał klasę, to uważa się, że brał udział w sprawdzaniu wiedzy. Do 12. klasy nie ma praktycznie żadnego sprawdziana i rozliczenia się z własnej wiedzy – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego” dyrektor wileńskiego Gimnazjum Jana Pawła II.

Taki system, zdaniem szefa placówki oświatowej, powoduje, że bardzo często maturzyści bez kalkulatora nie są w stanie policzyć w pamięci. Dyrektor gimnazjum sugeruje wprowadzenie sprawdzianu co roku.

– Gdyby co roku mielibyśmy sprawdziany wiedzy, z każdego przedmiotu albo z przedmiotu do wyboru. Czyli wiosną ustalamy, że w danym roku szkolnym w ósmej klasie sprawdzamy matematykę, a w dziewiątej historię. I wówczas z powodu niezdania sprawdzianu uczeń zostaje na drugi rok lub ma poprawkę na jesień. Musisz się rozliczyć i nadrobić. W takim układzie zdalne nauczanie mogłoby być. Inaczej to jest po prostu beznadziejnie. Uczeń może przejść do następnej klasy, a później się okazuje, że mamy analfabetów na poziomie szkoły średniej – podkreśla Błaszkiewicz.

Adam Błaszkiewicz sądzi, że w zdalnym nauczaniu bardziej odnaleźli się nauczyciele niż uczniowie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Rezygnują emeryci

Drugi problem polega na tym, że państwo nie do końca zdaje sobie sprawę, w jakich warunkach pracują pedagodzy.
– Nauczyciele, aby sukcesywnie pracować zdalnie, muszą mieć narzędzia. Nikt z „kuwałdą” nie zabiera się do remontu mercedesa. Tak samo jest z nauczycielem. Jemu przygotowanie się do lekcji zdalnej zajmuje kilka razy więcej czasu niż do lekcji zwykłej, dlatego wielu nauczycieli emerytów zrezygnowało z pracy ze względu na zdalny charakter zajęć – ocenia Błaszkiewicz, zdaniem którego taka sytuacja może jeszcze szybciej spowodować kryzys nauczycielski. Od kilku lat mówi się, że spora liczba nauczycieli na Litwie jest w wieku przedemerytalnym lub emerytalnym.

Specjalistów od pewnych przedmiotów brakuje już teraz i ten brak jest odczuwalny nie tylko na prowincji. Młodzi niezbyt chętnie wybierają pracę nauczyciela ze względu na niskie zarobki. Zwłaszcza tuż po studiach.

– Poza tym taka osoba jest pod ciągłą presją. W młodszych klasach przecież to rodzice wiedzą, jak najlepiej uczyć dziecko. Dlatego nie ma chętnych młodych – zauważa dyrektor wileńskiego gimnazjum.

Błaszkiewicz dodał, że wyniki z tegorocznej matury nie były złe. Jego zdaniem obecni maturzyści od kilku lat byli kształceni do egzaminu dojrzałości i poza minionym rokiem mieli do czynienia z nauczaniem kontaktowym. Natomiast ci, którzy teraz przyszli do pierwszej klasy gimnazjalnej, to ich poziom wiedzy jest bardzo ograniczony.

Czytaj więcej: Nauczanie zdalne: za czy przeciw?

Świat się zmienia

Ankietowani oświadczyli, że szkoły generalnie dobrze zaadaptowały wirtualne nauczania. 40 proc. szkół korzysta z programów Microsoft Office 365 For Education, 13 proc. – Google G-Suite For Education. Najczęściej do komunikowania się szkoły stosują platformy Microsoft Teams (45 proc.) albo Zoom (34 proc.). Zdaniem administracji ponad 40 proc. nauczycieli opanowało pracę z internetem i komputerem na poziomie „bardzo dobrze”, a 32 proc. – „dobrze”. Jedna czwarta szkół oświadczyła, że placówka zaopatruje w odpowiedni sprzęt nauczycieli oraz uczniów.

„To, że zdaniem szkół nauczycieli osiągnęli dobry poziom w obeznaniu świata cyfrowego, jest bardzo pozytywną tendencją. Świat się zmienia. Coraz lepiej opanowujemy technologie informacyjne, które mogą wzbogacić nauczanie nie tylko w czasach pandemii. Tym niemniej, zgadzam się z nauczycielami, że lepiej uczyć dzieci w klasie. Szkoła nie jest tylko miejscem do nauczania. Obcowanie i współpraca z rówieśnikami są bardzo ważne. Ministerstwo szykuje się we wrześniu do powrotu wszystkich dzieci do szkoły” – napisała w specjalnym oświadczeniu minister oświaty, nauki i sportu Jurgita Šiugždinienė.

W roku 2020 i obecnym placówki oświatowe otrzymały od państwa dodatkowe 14 mln euro, dzięki czemu szkoły mogły nabyć brakujący sprzęt albo przeznaczyć środki na dokształcanie się w dziedzinie technologii cyfrowych.