Dziewieniszki mówią STOP! osiedlaniu migrantów


Przyjeżdżających do miasteczka witają transparentami
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Sytuacja w Dziewieniszkach jest poważna. Ludzie są zdeterminowani do obrony swego miejsca zamieszkania, swego zwykłego codziennego życia. Od 23 sierpnia mieszkańcy obok budynku byłej szkoły rolniczej, w którym ma powstać ośrodek dla uchodźców, dyżurują przez całą dobę. Rozbili namioty i zabarykadowali traktorami dojazd do budynku byłej szkoły rolniczej. Przyjeżdżających do miasteczka witają transparentami w językach polskim i litewskim.

– Dyżurujemy tutaj przez całą dobę. W dzień jest więcej ludzi, w nocy mniej. Otrzymaliśmy pozwolenie na pobyt tutaj przez całą dobę. Ludzie nas wspierają z całej Litwy, przyjeżdżają do nas, żeby nas podtrzymać na duchu. Miejscowa ludność kategorycznie powiedziała „nie“ i nie zmienimy swego zdania – mówi zrozpaczona Irena, mieszkanka Dziewieniszek.

Mieszkańcy oburzają się, że władza nie mówi o tym, że Dziewieniszki ze względu na unikalność i bogactwo etnokulturowe zostały ogłoszone historycznym parkiem regionalnym. Jest to jedyny z 30 parków regionalnych Litwy posiadających taki status. Dziewieniski Historyczny Park Regionalny znajduje się we wschodniej części rejonu solecznickiego, w najwęższej części przylądku dziewieniskiego, otoczony terytorium Białorusi. Park został założony w 1992 r. Jego powierzchnia wynosi 8 794 ha. Na terenie parku znajduje się 36 wsi. Na niedługim odcinku od ujścia rzeki Gauja, między Dziewieniszkami i Poszkami, spotkamy trzynaście wsi ulicznych (zagonowych), stanowiące trzy niedaleko siebie znajdujące się tego rodzaju grupy wsi.

– O tym, że jest to unikalne i historyczne miejsce, władza milczy. Nigdzie o tym nawet nie wspominają. Tutaj zawsze mieszkało się bardzo spokojnie, wszyscy się znają. A dzisiaj już nie możemy spać spokojnie. Boimy się za rodziców, dzieci i siebie samych. My nie wiemy, co to za ludzie. Nic nie mamy przeciwko ludziom innej wiary, współczujemy im i nie mówimy, że oni wszyscy są źli. Tak jak i wszędzie, ludzie są rożni. Ale słyszeliśmy, jacy są. Prawdopodobnie jeżeli na przykład dziecko pokaże palcem lub coś powie, oni mogą to przyjąć jako niebezpieczeństwo dla siebie. Moje dzieci już teraz się boją. Starsza córka ma 8 lat i pyta mnie: Czy zaczęła się wojna? – opowiada rozmówczyni.

Czytaj więcej: Bilotaitė: „Niektórzy migranci zgadzają się na powrót, procesy muszą być przyspieszone”

Mieszkańcy obok budynku byłej szkoły rolniczej
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Mieszkańcy Dziewieniszek nie wierzą w zapewnienia władz o bezpieczeństwie.

– Jak oni nas ochronią, jeżeli na granicy nie mogą ich zatrzymać? Nam tu ich chcą „wsadzić“, a może Landsbergis (lider partii konserwatystów, minister spraw zagranicznych) czy Bilotaite (minister spraw wewnętrznych) zmieściliby ich nieopodal swojego miejsca zamieszkania? Nie chcą i my nie chcemy. Nie wierzymy w ich obietnice, że nas ochronią. Widzieliśmy płot, którym chcą ogrodzić ich miejsce zamieszkania, to wywołuje tylko śmiech – oburza się Władysław.

Młodzi mężczyźni dyżurujący przy byłej szkole, mówią, że nie chcą używać żadnej przemocy. Chcą ten problem rozwiązać po przyjacielsku.

– Protestujemy spokojnie, ładnie. Jeżeli władza nas usłyszy, to dobrze. Jeśli nie, to cały świat zobaczy, że ich pomoc humanitarna jest używana przeciwko mieszkańcom Litwy. Polska także przysyła pomoc, a władza litewska wykorzystuje ją przeciwko tutejszym Polakom. Przecież są samorządy, które mogą przyjąć po kilkanaście migrantów. Z mniejszą liczbą i my dalibyśmy radę, ale nie z 500–1 000 ludźmi. Właśnie mamy urlopy i zamiast tego, żeby być z rodziną gdzieś na wakacjach, siedzimy tutaj – jeden po drugim mówili mężczyźni.

Przedstawiciele litewskiego resortu spraw wewnętrznych zapewniają, że rodziny uchodźców w dziećmi, około 150 osób, będą mieszkały tu tylko do września. 

Czytaj więcej: Nielegalni imigranci na granicy z Białorusią. „Widzimy oznaki, nie możemy tolerować”

Zabarykadowali traktorami dojazd do budynku byłej szkoły rolniczej
| Fot. Marian Paluszkiewicz

– Skoro tylko do września, to niech dzieci umieszczą w budynku, a dorośli niech przebędą ten okres w namiotach. Przecież uciekali przed wojną, a nie szukali miejsca zamieszkania w pięciogwiazdkowych hotelach. Zobaczcie, jak oni się zachowują, jak agresywnie są nastawieni. Jedzenie nie smakuje, to termos oddadzą z fekaliami, zimno albo gorąco – no to zaraz bójka. A choroby? Boimy się koronawirusa, a oni przywiozą wiele innych chorób – oburzają się dziewieniszczanie.

Migrantka z dwojgiem dzieci

Nikt z mieszkańców Dziewieniszek nie wie, kiedy i jak zamieszkała w ich miejscowości migrantka w ciąży z dwojgiem dziećmi.

– Rozmawiałam z nią przez okno, bo nie wychodzą. Bardzo źle mówi po angielsku. Udało się dowiedzieć tylko, że chyba ma na imię Ala, jest w ciąży i jest z Kurdystanu. Bardzo często przyjeżdża do niej karetka pogotowia, bo jest w ciąży i szybko ma rodzić, a może już rodziła? – informuje jedna z mieszkanek Dziewieniszek.

Władze Litwy planują zbudować jeden z największych ośrodków dla uchodźców w Dziewieniszkach. W miasteczku liczącym niecałe 500 osób miałoby pojawić się około tysiąca migrantów. Zdeterminowani mieszkańcy Dziewieniszek zorganizowali kolejną pikietę, wyrażając swój protest przeciwko zamiarom władz powołania ośrodka dla migrantów, którzy nielegalnie przekroczyli granicę Litwy, w tej niedużej przygranicznej miejscowości rejonu solecznickiego. Jak sami się upewniliśmy, dzisiaj miasteczko jest prawie puste. W ciągu kilku godzin pobytu udało się spotkać tylko kilka osób.

– Organizujemy pikiety przeciwko osadzeniu migrantów w naszym miasteczku. Boimy się ich, przecież nie wiemy, co to za ludzie. Mamy dzieci, które chodzą do szkoły, przecież nie możemy ich ciągle odprowadzać i zabierać po lekcjach. Ja do pracy dojeżdżam rowerem, a nikt nie wie, skąd oni mogą wyjść i co zrobić. Oni są przyzwyczajeni do różnych rzeczy, bo u nich ciągle wojna. – mówi „Kurierowi Wileńskiemu“ kolejna nasza rozmówczyni, Walentyna.

Mieszkańcy od 23 sierpnia obok budynku, w którym ma powstać ośrodek dla uchodźców, dyżurują przez całą dobę
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Żygaryna Leonarda zapewniła, że za swoje miasteczko gotowa jest nawet oddać własne życie.

– Mieszkam przy samym budynku, gdzie chcą umieścić migrantów. Nie wiem, co sobie myśli władza. Co oni myślą, że ich tutaj zatrzymają? Nie wyobrażamy sobie, co tutaj będzie się działo, jeżeli ich tu umieszczą. Nic nie będziemy mieli, ani swoich ogrodów, ani swoim wnukom nie będziemy mogli pozwolić bawić się na podwórku. To my będziemy tu żyć jak w więzieniu, a oni będą gospodarzyć. Bardzo się boimy. U nich jest zupełnie inna mentalność. Ilu tu tych mieszkańców w tych Dziewieniszkach? Teraz latem przyjechało więcej młodzieży, a zimą tutaj „garść“ ludzi. I tak nam tu ciężko jest żyć. Na przykład, jeżeli jest potrzebna karetka pogotowia, to długo trzeba na nią czekać. Nie mamy też żadnego posterunku policji, dojeżdżają do nas z miasta. To o jakim bezpieczeństwie dzisiaj mówi władza? Nie poddamy się, będziemy walczyć do końca. Ludzie nas wspierają z całej Litwy. Przyjeżdżają do nas z Kowna, Żmudzi. Pójdziemy do końca, będziemy leżeć tutaj, ale nie poddamy się. Ci w sejmie i rządzie pewnie myślą, że tutaj koniec Litwy, że tu już ludzie nie mieszkają, ale my ludzie tacy sami jak wy, którzy nami rządzicie – komentuje emocjonalnie.

Mieszkańcy obok budynku byłej szkoły rolniczej
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem minister spraw wewnętrznych, Agnė Bilotaitė, apeluje do mieszkańców Dziewieniszek, aby się nie poddawali strachowi i gniewowi, żeby zgodzili się na tymczasowe zakwaterowanie migrantów w budynku byłej szkoły rolniczej.

„To, że ludzie protestują, to jest normalnie w społeczeństwie demokratycznym. Ale porządek publiczny i prawo muszą być przestrzegane przez wszystkich. Słyszymy ludzi, staramy się wytłumaczyć motywy swoich decyzji, odpowiedzieć na wynikające pytania, swojej decyzji jednak nie zmienimy, nie mamy bowiem obecnie innego wyboru” – ucina minister.

Raz jeszcze zapewniła, że rodziny migrantów nielegalnie przybyłych na Litwę w Dziewieniszkach zostaną zakwaterowane jedynie do 1 września, tj. do czasu, gdy zostanie urządzone tymczasowe miasteczko namiotowe w rejonie święciańskim oraz miasteczko domków modułowych w Miednikach w rejonie wileńskim. Jak dodała, w strażnicach nie ma już możliwości do przetrzymywania migrantów, utrudnia to bowiem pracę funkcjonariuszy.

W kwestii rozlokowania nielegalnie przybyłych na Litwę migrantów w Dziewieniszkach, wobec czego aktywnie protestują mieszkańcy miasteczka, Agnė Bilotaitė powiedziała, że dostrzega w tym działanie pewnych grup politycznych i nie zamierza zmieniać podjętej w tej sprawie decyzji. Dodała, że teren wokół budynku byłej Szkoły Technologii i Biznesu w Dziewieniszkach w dzień, i w nocy będą strzegli zarówno funkcjonariusze policji, jak też Służby Bezpieczeństwa Publicznego.

„Skierujemy tylu funkcjonariuszy, ilu będzie trzeba, by mieszkańcy Dziewieniszek mogli się czuć bezpieczni” – obiecała minister.

Co więcej ministerstwo spraw wewnętrznych wytypowało jeszcze jedną miejscowość w rejonie solecznickim do ulokowania tam migrantów. Na nieczynnym już poligonie w Rudnikach ma być rozlokowanych kolejnych 1 500 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę Litwy.

Już teraz wiadomo, że tam również lokalna społeczność miała obawy.

Czytaj więcej: Nie chcą migrantów na poligonie w Rudnikach. Doszło do zamieszek