Polak dla Węgra nie jest tylko obcokrajowcem

Wychowujemy dzieci tak, jak ja zostałam wychowana, czyli w dwóch językach i dwóch kulturach – mówi Weronika Piętka
| Fot. archiwum prywatne

Rozmowa z Weroniką Piętką, pół Polką, pół Węgierką o polsko-węgierskiej sympatii i sytuacji Polaków na Węgrzech.  


Mówi się: „Polak, Węgier – dwa bratanki”. Czy to prawda?

Tak, rzeczywiście jest jakaś niewytłumaczalna więź, która przejawia się w bardzo różnych dziedzinach życia. Nie tylko w historii, ale także dzisiaj można zauważyć pewną wrodzoną sympatię. Węgrzy, gdy dowiadują się, że ktoś jest obcokrajowcem, reagują na początku raczej chłodno. Zupełnie inaczej jest, gdy ten cudzoziemiec okazuje się Polakiem. Tak, jakby były trzy kategorie ludzi: Węgrzy, cudzoziemcy i Polacy.

Przez kilka lat mieszkałaś w Polsce. Czy tam również odczuwałaś podobne nastawienie?

Na pewno odczuwałam pozytywne nastawienie, choć może nie są to tak bardzo jednoznaczne emocje, jakie wywołują Polacy na Węgrzech. Ogólnie moje doświadczenie mówi, że Polacy również lubią Węgrów, na pewno są bardzo świadomi historycznych związków, jakie łączą oba narody.

Na Węgrzech mieszka obecnie ok. 10 tys. Pola
| Fot. FB

Budapeszt to wyjątkowe miejsce również dla Litwinów. To właśnie tam znajduje się pomnik Jadwigi i Jagiełły, który powstał ze środków litewskiego środowiska. Czy Węgrzy pamiętają o tym, że związki polsko-węgierskie to także związki z Litwą?

Jeśli chodzi o pomnik, jest on rzeczywiście znany, jednak już inaczej jest ze świadomością historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W ogólnej świadomości raczej nie ma, że Litwa była jej częścią. Jeśli ktoś pamięta i przekazuje te tradycje, to przede wszystkim mieszkający tu Polacy.

Jaka jest sytuacja Polaków, którzy na Węgrzech mieszkają na stałe? Ilu ich jest i czy podtrzymują kontakt ze sobą nawzajem?

Na Węgrzech mieszka obecnie ok. 10 tys. Polaków. Nie jest to bardzo dużo, ale mamy całkiem spore możliwości działania. Jest niemało polskich stowarzyszeń, a także samorządów, bo państwo daje możliwość każdej osobie działania właśnie w ramach samorządów lokalnych, które mają swój budżet finansowany przez państwo na pielęgnowanie swojej kultury i języka, ale mogą również ubiegać się o środki w ramach różnorodnych projektów czy konkursów. Oprócz tego jest bardzo wiele nieformalnych grup, które działają np. w ramach mediów społecznościowych. Bardzo wiele zależy od konkretnej osoby, na ile jest zainteresowana utrzymywaniem kontaktów z Polonią, angażowaniem się w te środowisko, ale możliwości mamy naprawdę duże.

Czytaj więcej: Polacy na Litwie nie boją się szczepień

Odpust derencki, podczas którego można było obejrzeć m.in. wystawę „Twarze Derenku” autorstwa Michała Adamskiego
| Fot. FB

Mówisz przede wszystkim o osobach, które są pierwszym lub – tak jak ty – drugim pokoleniem Polaków na Węgrzech, ale przecież Polacy zamieszkują ten kraj znacznie dłużej. Czy można spotkać jeszcze rodziny, które znacznie dłużej pielęgnują polską tradycję?

Taką historyczną, polską osadą na Węgrzech był Derenk. Polacy zamieszkiwali tę wieś przez około 200 lat, do okresu I wojny światowej. To miejscowość położona w górach, która opustoszała po epidemii dżumy na początku XVIII w. i sprowadzono do niej nowych osadników: górali ze Spisza i Podhala. Obecnie ta wieś już nie istnieje, ale odgrywa ważną rolę w naszej tradycji, co roku odwiedzamy ją w czasie odpustów i organizujemy tam nasze spotkania. Jeśli chodzi o współczesnych Polaków – urodziłam się na Węgrzech, ale muszę przyznać, że nigdy nie spotkałam osoby, która mieszkałaby tu od pokoleń i mówiła nadal po polsku. Najczęściej na Węgry przyjeżdżają Polki, które wyszły za mąż za Węgrów. Właśnie moja mama jest Polką, która przyjechała do Budapesztu za sercem.

W Twoim przypadku jest trochę inaczej. To mąż wyjechał za Tobą na Węgry. Czy łatwo osobie z innego kraju zacząć tam wszystko od nowa?

Tak, nasz przypadek jest specyficzny. Ja jestem pół Polką, pół Węgierką, ale zawsze chciałam mieć męża Polaka i moje marzenie się spełniło. Poznaliśmy się, kiedy mieszkałam w Warszawie. Przypadek sprawił, że dostałam bardzo dobrą ofertę pracy na Węgrzech i zdecydowaliśmy, że zaryzykujemy i spróbujemy zamieszkać w Budapeszcie. Doskonale rozumiem, że to było ogromne poświęcenie ze strony mojego męża. Na Węgrzech nie jest łatwo zaczynać od nowa, zwłaszcza nie znając języka. Oczywiście można żyć także bez węgierskiego, ale nie oszukujmy się, bardzo ogranicza to możliwości, dlatego mój mąż od razu zaczął się uczyć. Myślę, że bez przekroczenia tej bariery nie mógłby znaleźć satysfakcjonującej pracy, a jest bardzo ambitnym człowiekiem, więc po prostu nie czułby się dobrze.

Jak wychowujecie swoje dzieci? Wyrosną na Polaków czy na Węgrów?

Wychowujemy je tak, jak ja zostałam wychowana, czyli w dwóch językach i dwóch kulturach. Nie wiem jednak, jakie efekty to przyniesie. Każdy człowiek jest bardzo indywidualny i wiele zależy po prostu od tego, kim się czuje. Mieszkając w danym kraju, wchodząc w system edukacyjny danego kraju, dziecko jest wychowywane przede wszystkim w patriotyzmie tego kraju, a drugą kulturę i język przekazują mu rodzice. Bardzo wiele zależy jednak od samych dzieci. Moja 4-letnia córka w tej chwili mówi, że jest Węgierką, chociaż w ¾ jest Polką, prawdopodobnie ze względu na wychowanie w przedszkolu. Niekoniecznie tak jednak pozostanie, staramy się, by nasze dzieci rosły w obu kulturach.

Czytaj więcej: Litewska bandera w Szczecinie

Obecnie Derenk, polska osada na Węgrzech, już nie istnieje, ale odgrywa ważną rolę w naszej tradycji, co roku odwiedzamy ją w czasie odpustów i organizujemy tam nasze spotkania – podkreśla Weronika Piętka
| Fot. FB