Przyjeżdżali niepewni, wyjechali zainspirowani

Uczestnicy Letniej Szkoły Dziennikarzy podczas wizyty w Trokach.

To, co zobaczyliśmy w Wilnie, oceniamy jednym słowem: super! – tak Letnią Szkołę Dziennikarzy podsumował Piotr Jezierski z Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, która finansowała projekt ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP. Zajęcia dla dziennikarzy mediów polonijnych odbywały się w Domu Kultury Polskiej w pierwszym tygodniu sierpnia. Magazyn „Kuriera Wileńskiego” był jednym z ich organizatorów.

Bardzo się martwiłam, że nie uda mi się wjechać na Litwę, bo na Ukrainie niełatwo się zaszczepić. Musiałam zrobić testy, spełnić dużo wymogów, nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale bardzo się cieszę, że pierwszy raz w życiu dotarłam do Wilna – mówi Wiktoria Bednarska, która na zajęcia Letniej Szkoły Dziennikarzy przyjechała spod Winnicy. – Piszę dla miesięcznika „Słowo Polskie”, który ukazuje się dla Polaków mieszkających na Podolu, w rejonie Winnicy, Żytomierza i Chmielnickiego. Na szkoleniach poznałam wspaniałych ludzi, prawdziwych profesjonalistów, wzbogaciłam wiedzę. Wracam zainspirowana, chcę pisać.

– Fajnie, że polski rząd znajduje środki na tego typu działania, bo to tak naprawdę prezent dla Polaków, którzy żyją na co dzień poza granicami kraju – ocenia Robert Kietliński, dziennikarz grupy Polsat, jeden z prelegentów Letniej Szkoły. – To jest dla nich sygnał, że nie są sami, że ktoś się nimi interesuje, że są istotni, że są częścią polskiej społeczności. To, co robią dziennikarze mediów polonijnych, jest ważne, bo to promocja polskiej tożsamości za granicą, dawanie poczucia wspólnoty społeczności polskojęzycznej i dobrze, żeby to było robione w sposób maksymalnie profesjonalny, czyli w dobrym języku polskim z zasadami warsztatowymi i etycznymi. To jest cel, do którego zmierzamy.

Coś dla każdego

W zajęciach Letniej Szkoły uczestniczyło 20 dziennikarzy polskich mediów z: Węgier, Słowacji, Ukrainy, Czech, Łotwy oraz, oczywiście, Litwy i Polski. Zarówno tych z dużym doświadczeniem i sporym dorobkiem, jak i zupełnie początkujących, stawiających pierwsze kroki na dziennikarskiej drodze i wciąż szukających odpowiedzi na pytanie, czy to właściwy kierunek w ich życiu. Przez siedem dni mieli okazję zdobywania nowych umiejętności, a także dzielenia się doświadczeniem, co było jednym z zamysłów organizatorów.

–Dzisiejsze media muszą być bardzo uniwersalne, pandemia nas tego nauczyła – komentuje Małgorzata Wojcieszyńska, która do Wilna przyjechała z Bratysławy. – My, robiąc na Słowacji miesięcznik dla Polaków, musimy obsługiwać nie tylko sieci medialne, społecznościowe, ale także umieć nagrać filmik, podcast, bo tego wymagają obecne czasy. I na tych warsztatach każdy mógł znaleźć coś dla siebie. One były i dla tych, co piszą, i tych, co mówią, i tych, co stają przed kamerą.

Letnia Szkoła Dziennikarzy była wspólną inicjatywą „Kuriera Wileńskiego” oraz Polskiego Instytutu Badawczego i Muzeum w Budapeszcie, która została zrealizowana we współpracy z Fundacją „Pomoc Polakom na Wschodzie” ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP w ramach konkursu „Polonia i Polacy za Granicą 2021”.

– Polski Instytut Badawczy i Muzeum w Budapeszcie od kilku lat prowadzi działania medialne, jak kanał na YouTubie, własny podcast, angażuje się także w wydawanie gazety „Polonia Węgierska”. Poprzez Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie” nawiązaliśmy kontakty z redakcjami z tego regionu. Właśnie dlatego, razem z wydaniem magazynowym „Kuriera Wileńskiego”, postanowiliśmy pokazać dobrą stronę dziennikarstwa polskim żurnalistom z różnych krajów – mówił podczas uroczystej inauguracji zajęć Piotr Piętka, dyrektor Polskiego Instytutu Badawczego i Muzeum w Budapeszcie.

Ejżbieta Monkiewicz pokazywała, jak przygotowywać teksty kulinarne

Burza mózgów

W inauguracji w imieniu ambasador RP na Litwie Urszuli Doroszewskiej wziął udział sekretarz polskiej ambasady w Wilnie Paweł Purski. – Takie wydarzenia to okazja do budowania sieci kontaktów i doskonalenia warsztatu, aby jeszcze lepiej prezentować odbiorcom wysokiej jakości informacje – podkreślił w swoim wystąpieniu.

Wykład inauguracyjny na temat teorii komunikowania wygłosił dr hab. Robert Rajczyk z Uniwersytetu Śląskiego. Wśród prowadzących  zajęcia znaleźli się znani i cenieni dziennikarze, nagradzani za swoją pracę w Polsce i Europie, ale – co podkreślali organizatorzy – także mający doświadczenie w pracy w mediach polonijnych i znający ich specyfikę. Ewa Wołkanowska-Kołodziej, stała felietonistka „Kuriera Wileńskiego”, znana również na Litwie jako współprowadząca program „Litwa nieoczywista” w TVP Wilno i autorka książki „Wilno. Rodzinna historia smaków”, pokazywała słuchaczom, jak pisać, by uwodzić czytelnika, czego unikać. Tłumaczyła, na czym polega sztuka zrobienia dobrego wywiadu i napisania dobrego reportażu. Tomasz Wolff, redaktor naczelny gazety Polaków w Republice Czeskiej „Głos”, mówił o sztuce redagowania gazety w czasach pandemii. Podkreślał, jak ważna jest graficzna strona mediów. Radosław Kietliński, dziennikarz radiowy i telewizyjny, zdobywca nagrody Grand Press w kategorii reportaż telewizyjny, oraz Izabela Alfredson, producentka telewizyjna, uczyli zachowania przed kamerą. Uczestnicy szkolenia wzięli też udział w zajęciach łączących warsztat dziennikarski z kuchnią, które poprowadziła Elżbieta Monkiewicz, autorka działu Kuchnia w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego”.

– Dla mnie najbardziej przydatne były zajęcia z Piotrem Piętką dotyczące dźwięku i emisji głosu – oceniła Olga Szerszniowa, która do Wilna przyjechała z łotewskiego Dyneburga. – Przygotowuję wraz z kilkoma innymi osobami audycje w lokalnym radiu Alise Plus, gdzie co poniedziałek o godz. 21 mamy godzinny polski program „Polskofalówka”. Dostałam w Wilnie dużą dawkę nowej informacji, nad którą muszę się zastanowić, bardziej pomyśleć o tym, kim jest nasz słuchacz, może coś zmienić w naszej audycji.

– Ewa Wołkanowska-Kołodziej zrobiła nam prawdziwą burzę mózgów, uświadomiła, że wciąż można lepiej, inaczej. Pokazała, gdzie szukać niekonwencjonalnych tematów i jak niekonwencjonalnie o nich pisać – dodała Małgorzata Wojcieszyńska.

Inspiratorka burzy mózgów też dzieliła się wrażeniami. – Jak wieczorem poprzedzającym moje zajęcia zobaczyłam, że uczestnicy są tak bardzo różni w zakresie doświadczenia, wieku i branż, w których się specjalizują, to zasnęłam o czwartej nad ranem, martwiąc się: „Boże, jak to będzie?”. A było ekstra. Duża aktywność na zajęciach, chęci, dlatego mam wręcz niedosyt. Cały czas myślę, że jeszcze można było to i to, i to zrobić, że tego jeszcze nie powiedziałam. W następnym projekcie bardzo bym chciała mieć co najmniej godzinę sam na sam z każdym z uczestników do pracy nad jego tekstem, by móc zdanie po zdaniu go obgadać, bo to na tym polega nauka pisania – relacjonowała Ewa Wołkanowska-Kołodziej. 

Czytaj więcej: Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” działa na Wileńszczyźnie na wielu płaszczyznach

Uczestnicy Letniej Szkoły w trakcie zajęć

Praktyka nie teoria

Mimo że program zajęć był niezwykle bogaty, a szkolenia uzupełniło jeszcze spotkanie otwarte z przedstawicielami Instytutu Pamięci Narodowej z Warszawy, znalazł się także czas na atrakcje w postaci spaceru po mieście ze snującym fantastyczne wileńskie opowieści Rajmundem Klonowskim, a także na wycieczkę do Trok. Choć nie dopisała pogoda, uczestnicy byli zachwyceni deszczową przejażdżką statkiem, na którym skosztowali specjałów kuchni karaimskiej. Dzięki uprzejmości dyrekcji mogli także bezpłatnie zwiedzić Zamek w Trokach.

– Zdecydowanie warto było przyjechać z Budapesztu, bo oprócz tego, że poznałam Wilno – które trochę jest podobne do węgierskiej stolicy, bo po jednej stronie rzeki jest stara część, a po drugiej nowoczesna – to nauczyłam się wielu rzeczy – cieszyła się Zosia Bedynski. – Na pewno warto myśleć o tym, że pisze się dla ludzi i że oni lubią słuchać prostych historii, nie trzeba silić się na kwiecisty język, bo w prostocie jest siła.

Wśród uczestników zajęć najwięcej było młodych adeptów dziennikarstwa z Wileńszczyzny. – Jestem tuż po maturze, wybieram się na studia – mówi Paulina Pieszko z Jaszun. – Do końca jeszcze nie wiem, co mnie czeka w przyszłości, ale pisać lubię i sądzę, że to jest fascynujące zajęcie. Szkolenia mnie rozwinęły, najbardziej zainteresowałam się formą reportażową, tym, co dotyczy ludzi, rozmów, wywiadów z nimi, spisywaniem tego w formie historii.

Elżbieta Bielska z Wilna ukończyła w tym roku studia licencjackie na filologii polskiej oraz hiszpańskiej. – To były bardzo użyteczne dla mnie zajęcia – ocenia. – Dostrzegłam błędy, które popełniałam. Będę teraz zwracać uwagę na rzeczy, których kiedyś nie zauważałam. Mieliśmy możliwość stanąć przed kamerą, usiąść przed mikrofonem, poznać różne programy, korzystać i analizować w grupach profesjonalne artykuły. To były zajęcia praktyczne, moim zdaniem bardzo dobre.

– Wierzę w sens tego szkolenia, wierzę w to, że zajęcia praktyczne rzeczywiście pozwalają poznać człowiekowi nowe obszary, w których może funkcjonować – reasumuje Radosław Kietliński. – Nie wierzę w naukę dziennikarstwa w teorii. Sam się przekonałem, że tylko nauka praktyczna, doświadczenie starszych kolegów dziennikarzy, jeśli chcą je przekazać, są cenne i dają możliwość rozwoju. Ta grupa w Winie ma potencjał, przede wszystkim chciała współpracować. Mam doświadczenie pracy z Polakami mieszkającymi na Ukrainie, Białorusi, Litwie, czy w ogóle spoza granic kraju. Bardzo lubię z nimi pracować, dlatego że oni chcą. Budując Polsat News i pracując w mediach krajowych, wiele razy trafiałem na ludzi, którzy przychodzili do środków masowego przekazu, chcieli robić karierę, a po dwóch, trzech tygodniach pracy byli totalnie znudzeni i praca z nimi była drogą przez mękę. Tutaj tego absolutnie nie było.

Czytaj więcej: Troki pozostały łakomym kąskiem dla turystów i spragnionych kultury

KAŻDY Z UCZESTNIKÓW warsztatów mógł sprawdzić się w roli reportera telewizyjnego

Potencjał jest

– To, co zobaczyliśmy w Wilnie, oceniamy jednym słowem: super! – mówi Piotr Jezierski z Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. – Nas nie trzeba było specjalnie przekonywać do tego projektu, ale to od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP zależy, czy inicjatywa uzyska dofinansowanie. Na szczęście ten projekt przeszedł i miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze większe wsparcie, bo organizatorzy nie tylko nie zawiedli, ale zasłużyli na pochwały. Bardzo fajne warsztaty, program napięty i nasycony, a oprócz tego kilka atrakcji, które też pomagają budować grupę, rozwijać współpracę.

– Marzyło nam się szkolenie dwuetapowe, powrót po pierwszym etapie do pracy w redakcji i drugi zjazd, by podsumować to, czego się nauczyliśmy. Tym razem się nie udało, ale może w przyszłym roku tak się stanie – ma nadzieję Ilona Lewandowska, organizatorka z ramienia magazynu „Kuriera Wileńskiego”. 

Tomasz Wolff, redaktor naczelny ukazującego się na czeskim Zaolziu dziennika „Głos”, tak podsumował wileński projekt: – To jest dla mnie fascynujące, że poza Polską działa tyle różnych gazet. Mamy ogromny potencjał. Z mojej perspektywy najważniejsze jest pisanie prostym językiem, żeby dotrzeć do tego zwykłego czytelnika, nie zawsze tego najlepiej wykształconego, żeby on nas zrozumiał, bo jak nie zrozumie, to odrzuci i powie, że takiej gazety nie chce. Odpowiedzialność za słowo jest niezwykle ważna, bo jesteśmy tak naprawdę na pierwszej linii walki o zachowanie polskości poza krajem. Jak nie będzie poprawnego języka polskiego w gazetach, stacjach, rozgłośniach, to polskość wyginie.

W jakim kierunku powinny się rozwijać media polonijne? O odpowiedź na to pytanie pokusił się Robert Kietliński: – Chyba nie ma jednej drogi dla wszystkich, bo funkcjonują często w skrajnie różnych społecznie i politycznie państwach. W jednych społeczność polska jest większa i w jakiś sposób zorganizowana, w innych mniej. Na pewno istotne jest pielęgnowanie języka. Z pewnością informowanie o ważnych wydarzeniach społecznych i kulturalnych w kraju. To ważniejsze niż angażowanie się w politykę polską. Wojny polsko-polskiej jest wystarczająco dużo w mediach polskich. Istotne jest też chyba, żeby media polonijne były takim miejscem, do którego można się zwrócić z problemem dotyczącym spraw prawnych, formalnych, organizacyjnych czy obywatelstwa. Zdaję sobie sprawę z tego, że to może oznaczać szturm na polskie media, ale prędzej czy później one takim wyzwaniom też będą musiały sprostać.


Fot. Stano Stehlik, Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 34(97) 21-27/08/2021