Loda Halama, pierwsze nogi II Rzeczypospolitej

Loda Halama w operetce „Bal w Savoyu” Paula Abrahama w teatrze Wielka Operetka w Warszawie, styczeń 1934 r.
| Fot. NAC

W dwudziestoleciu międzywojennym była jedną z najbardziej rozpoznawalnych celebrytek, odnosiła sukcesy w kraju i za granicą. Była bohaterką kronik towarzyskich i plotek. Dzięki Annie Lisieckiej, redaktorce Programu II Polskiego Radia i autorce książki o tej artystce, możemy pożyć atmosferą tamtych czasów i poznać bliżej Lodę Halamę.


Wielka aktorka rewii i kabaretu. Była tancerką dorównującą Zuli Pogorzelskiej i Poli Negrze. Dziś niewiele osób ją pamięta…

Dziś możemy powiedzieć, że była celebrytką tamtych czasów, chociaż to słowo w swojej wymowie nie jest odbierane dzisiaj pozytywnie. Ja sama jednak użyłam go w książce, pisząc, że kiedy Loda startuje w konkursie na najpiękniej udekorowane kwiatami samochody w Warszawie w 1927 r., to wtedy już stawała się celebrytką. Ale Loda to przede wszystkim artystka wielce utalentowana, naznaczona sztuką. Wszystkie cztery córki państwa Halamów tańczyły: Zizi, Loda, Punia i Ena, czyli Józefa, Leokadia, Alicja i Helenka.

Wróćmy do początków, Loda uwielbiała opowiadać o tym, jak jej rodzice poznali się w Baku. Ona zresztą urodziła się na terenie Cesarstwa Rosyjskiego.

Mama pochodziła z rodziny Cegielskich, ojciec był Ślązakiem, multiinstrumentalistą i należał do Sokoła, pionierskiego klubu wychowania fizycznego i sportu. Ta organizacja pod zaborami funkcjonowała w warunkach represji wszystkich władz zaborczych, szykan oraz aresztowań członków, była organizacją patriotyczną. Rodzice rzeczywiście poznali się w Baku. Ta opowieść o ich poznaniu to jest odyseja. W tamtych czasach Baku porównywane było do San Francisco. To były dwa miasta na nafcie, to były miasta, które rozwijały się najszybciej w świecie. W Baku ulokowane były fortuny finansowe i tam, można powiedzieć, spełniał się amerykański sen, tam można było z szewca stać się milionerem. I tak się działo w wielu przypadkach. A tam gdzie rozwija się przemysł, gdzie kwitnie bogactwo, gdzie kręcą się interesy, jest ogromne zapotrzebowanie na zorganizowanie czasu wolnego. Dlatego, jak grzyby po deszczu, powstawały tam teatry rewiowe, operowe, zaczęło rozkwitać życie kulturalno-rozrywkowe. Tak było w Baku. To była metropolia przemysłowa i kulturalna. Zatem rodzice Lody poznali się tam, wzięli ślub na Trzech Króli w 1904 r. i niedługo potem wybuchła wojna rosyjsko-japońska. Historia będzie towarzyszyć tej rodzinie cały czas.

XVI Zjazd Międzynarodowej Federacji Prasy Filmowej FIPRESCI w Warszawie, październik 1938 r. Bankiet w salach Adrii, Loda Halama siedzi przy stoliku z artystami niemieckimi
| Fot. NAC

Historia i nam będzie towarzyszyć, podążając losami tej rodziny. Czytając Pani książkę, poznajemy historię Polski i Europy, udamy się razem z Lodą Halamą i jej siostrami do Ameryki, Japonii. Te cztery dziewczynki nie mogły wyrosnąć na takie zwykłe panny, gdyż dorastały wśród elity, tej całej bohemy artystycznej, w której obracali się rodzice, głównie ojciec.

Tak, jej ojciec występował w słynnym, jednym z najstarszych rosyjskich cyrków z Saratowa, czyli Cyrku Braci Nikitinów. To był pierwszy cyrk stacjonarny. Oni budowali ich sieć po całym imperium.

A zaznaczyć warto, że to nie był taki cyrk, jaki mamy dzisiaj, ukierunkowany na dzieci, aby zobaczyły klaunów i wytresowane zwierzątka. Cyrk to było wydarzenie, to była prawdziwa sztuka, na którą wybierały się całe rodziny, które było na to stać.

Córki mogły też odziedziczyć talent po rodzinie mamy wywodzącej się z Cegielskich, bogatej rodzinie przemysłowców poznańskich. Tam były też talenty aktorsko-taneczne, bo ciotka, siostra mamy, była znaną tancerką.

Jak przypominam sobie z Pani książki, senior rodu zabronił jej wstępów, szczególnie, że zamierzała tańczyć w Poznaniu. A to byłby skandal i wstyd dla rodziny.

I chcąc odciągnąć ją od tego pomysłu, aby nie występowała na scenie jak „zwykła” tancerka, zapłacił jej wielkie pieniądze, aby tylko się wycofała. Ród Cegielskich to była szacowna rodzina mieszczańska, a dochodziły wieści o tych wszystkich skandalach, jak choćby ze słynną aktorką i tancerką polskiego pochodzenia, Matyldą Krzesińską, która miała romans z przyszłym carem Rosji Mikołajem II. Takich skojarzeń bogobojna rodzina uchodząca za wzór, nie chciała.
Trudnym okresem było przesiedlenie się rodziny do Bielska. Ale dziewczyny, jak je tam nazwano – Halamki, przystosowały się szybko do nowego miejsca, rozwijając swoją karierę. Założyły biznes rodzinny a ich menadżerem stała się ich matka, też bardzo utalentowana tanecznie, Marta Halama. Wyglądała bardzo młodo i podobno nieraz zastępowała którąś z córek na scenie.
Od początku wybuchu I wojny światowej rodzina usiłowała wydostać się z Imperium Rosyjskiego. Ojciec został aresztowany na przełomie 1915 i 1916 r. Wówczas rodzinie groziło deportowanie w głąb Azji. Walczyli dzielnie, ale wydostali się dopiero w 1920 r. właściwie ostatnim rzutem na taśmę. Wtedy urodziła się Helenka. Kiedy rodzi się Helenka, trwa największa bitwa bolszewicka. Marta musiała być dzielną kobietą, że nie zwariowała, że trzymała tą rodzinę razem, bo one mogły wyjechać wcześniej, zostawiając ojca, ale Marta była jak ta Gaja, mówiła: „Nigdy oddzielnie, nie pozwolę się rodzinie rozłączyć”. Tego uczyła też dziewczynki. Kiedy było okropnie, dawała im różaniec do ręki i kazała się modlić. Tak więc zanim Halamom udało się powrócić do Polski, musieli się zmierzyć z tragedią pierwszej wojny światowej, rewolucją bolszewicką i wojną 1920 r. W tych trudnych czasach rodzina wraz z trupą cyrkową przenosiła się z miejsca na miejsce. Halamówny nie chodziły do szkół, ale matka dbała o ich edukację. Ich kapitałem będzie znajomość kilku języków. Czas wolny spędzały na szyciu, gotowaniu i modlitwie (Loda, choć później będzie miała pięciu mężów, to do końca pozostała bardzo religijna). Po podpisaniu traktatu ryskiego Halamowie uciekli z Rosji. W 1921 r. udało im się wydostać z Imperium Rosyjskiego. Trzeba też powiedzieć, że stracili cały majątek, wyjechali „goli”, a trzeba było jakoś żyć, zarabiać. Najpierw trafili do Bielska. Dziewczyny zaczęły występować w prowincjonalnych rewiach, zyskały tam sławę, niemniej prowincja nie satysfakcjonowała Marty Halamy.

Loda Halama i Jan Ciepliński (1900–1972), w sezonie 1934/1935 naczelny baletmistrz i choreograf Teatru Wielkiego w Warszawie. To on zorganizował i skompletował balet warszawski od nowa, angażując do niego młode talenty, także spoza stolicy. Loda Halama była jego gwiazdą i primabaleriną przez dwa sezony (1934–1936).
| Fot. NATIONAAL ARCHIEF NEDERLANDS/WIKIPEDIA

I w następstwie tego matka zadecydowała, że czas przenieść się do Warszawy. Matka czuła, że świat stoi przed nimi otworem. Sama też wzięła sprawy w swoje ręce. Została menedżerem zespołu.

Tak, była taka słynna akcja, jak właśnie w Warszawie walczyła o gaże, o jak najwyższe stawki dla swoich córek. I nie chciała się zgodzić na zaproponowaną przez ówczesnego dyrektora teatru Morskie Oko. Zaczęła od 150 zł, a skończyła na 9 tys. zł. Mama zatem ceniła sobie artyzm Halamek i chciała, aby były prawdziwymi gwiazdami i zarabiały ogromne pieniądze.

Negocjacje przybrały zabawną formę, bo odjechały tramwajem, zatrzaskując drzwi dyrektorowi, a dyrektor wsiadł w samochód i na każdym przystanku tramwajowym krzyczał do nich, aby wysiadały i stawka za każdym przystankiem szła w górę.

Tak było. To był intensywny czas dla rozwoju kultury. To właśnie dwudziestolecie międzywojenne, które było okresem rozwoju sztuki, teatru, filmu i to właśnie rewia i film zrobiły z Lody Halamy wielką gwiazdę i dały jej finansową niezależność. Oprócz tego, że była utalentowaną tancerką, to upomniał się o nią film. Na początku 1927 r. dziewczyny zaczynają występować w rewii Morskie Oko – to było w miesiącu lipcu. W styczniu tego samego roku Morskie Oko wystawia „Szopkę nad szopkami”. Halamki dały tam popis tańca, czystego tańca. Loda i Zizi mają ustawione choreografie a la Doli Sisters. To były takie bliźniaczki węgierskiego pochodzenia, które robiły niesamowitą karierę w Folies Bergère i nazywane były „one milion sisters”, dlatego że pobierały ogromne honoraria za swoje występy. Otóż na premierę tej „Szopki nad szopkami” przychodzi dwóch wybitnych filmowców, mianowicie Aleksander Hertz, ówczesny potentat filmowy i Ryszard Ordyński. A Ryszard Ordyński był wtedy gwiazdą na miarę światową (to dzięki niemu rozkwitła Pola Negri), był jednym z najbardziej wpływowych ludzi filmu i teatru. Uchodził za prawdziwego salonowca, wiele podróżował, odnosił ogromne sukcesy jako reżyser w Metropolitan Opera, najlepszej i najbogatszej scenie świata. Później wyjechał do Hollywood. Po powrocie do Polski robił filmy w kraju i na jubileusz Sfinksa przygotował „Uśmiech losu”. Chciał, aby w tym filmie były też piękne obrazy, a więc wprowadził polskie Doli Sisters. I to był właściwie debiut w filmie Lody Halamy. W tym samym roku do filmu zaprosił ją sam Aleksander Hertz, który na swój jubileusz przenosił na ekran „Ziemię obiecaną” i tam Loda wykazała swój mistrzowski kunszt tańca, wykonując taniec czarnego łabędzia.
Filmów z jej udziałem było wiele. Taki niezapomniany to film z 1933 r., oparty na powieści Dołęgi Mostowicza pt. „Prokurator Alicja Horn” czy koprodukcja z Hollywood „Kocha, lubi, szanuje”. Michał Waszyński, kolejna legenda polskiego filmu, miał głowę do interesów, doprowadził do koprodukcji z Universalem hollywoodzkim, gdzie Loda zagrała wspólnie z Eugeniuszem Bodo. Filmów z udziałem Lody powstało 11, z czego zachowało się tylko siedem.

Najbardziej znanym, zapamiętanym obrazem jest „Kłamstwo Krystyny”, film z 1937 r., gdzie zaśpiewała stojąc na kieliszku szampana, po czym zatańczyła energetyczny taniec, kończąc go osunięciem się w ramiona panów.

Była wymarzona do tej roli. Ta scena na kieliszku szampana podsumowuje taką, można powiedzieć, szampańską epokę, która zaraz miała się skończyć.

Jej kariera trwała zaledwie 13 lat, od 1926 r. do wybuchu wojny w 1939 r. Pani miała okazję poznać osobiście Lodę Halamę. Jak Pani odebrała to spotkanie?

To urocza kobieta. Silna po matce i niosąca dzielnie swoje życie na barkach. Chętnie wspominała z dużym sentymentem lata świetności. Kiedy rozmawiałyśmy chwaliła mi się swoim wielkim, prawie półrocznym, tournée po Japonii. Jej występy w Kraju Kwitnącej Wiśni okazały się wielkim sukcesem, to właśnie tam nazwano ją „demonem ruchu”. Tańczyła dla publiczności w Tokio, Kobe, Nagasaki, Osace i Kioto. Czas tournée wykorzystała do nauki tradycyjnego tańca japońskiego. Następne to ponad półroczne tournée po Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. Podsumowaniem kariery był dwuletni etat primabaleriny w Operze Warszawskiej. Podróżowała wiele, wszędzie przyjmowana była owacjami, miała bujne życie, pięciu mężów. Wychodząc za mąż za Andrzeja hr. Dembińskiego, została hrabiną. Jednak kochała tylko raz – ukochanym był jej drugi mąż, Szwajcar, z którym miała syna. Pozostałe małżeństwa właściwie były zawierane, aby uzyskać obywatelstwo, najpierw w Ameryce, później w Anglii, to były małżeństwa dla interesu. Miała bardzo bujne artystyczne życie. Była damą, ale damą pracującą. Będąc w Stanach Zjednoczonych, sprzedawała ubezpieczenia i pereelowska prasa drwiła z niej, że osiedliła się tam, marząc o wielkiej karierze, a skończyła jako zwykła sprzedawczyni. Złośliwych nie brakowało. Ale trzeba też zaznaczyć, że nie trwoniła zarobionych w rewii i filmach pieniędzy, i pod koniec życia umiała inwestować swój majątek, kupując kamienice czy inwestując pieniądze w jachty.
Była kobietą wielką, również zdając egzamin z człowieczeństwa. Podczas wojny mogła zostać w Szwajcarii ze swoim drugim mężem, ale wróciła do Polski i uratowała wiele czerniakowskich dzieci, pracowała też na rzecz szpitala wojskowego. W ten sposób też zapisała się w historii Polski.


Za czasów jej świetności wszyscy o niej pisali. Pisał Boy-Żeleński, wielu znawców sztuki. Loda odwiedziła również Wilno. Ten jej pobyt opisał ówczesny współzałożyciel Reduty Mieczysław Limanowski, polski geolog, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego i Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, reżyser teatralny, kierownik literacki Reduty, który w 1925 r. przeniósł się do Wilna. Recenzja ta została napisana dla wileńskiego „Słowa” (4 marca 1934 r., nr 61).

Lada Halama w Wilnie

W sali Konserwatorium zapanowała na chwilę ciemność, reflektor jął smugą światła księżycowego szukać jakąś postać. Halama stała przy ścianie. Nagle zaczęła w błękitnych płomieniach pulsować. Jak te meduzy w morzu zaczęła oddychać, aż urodziły się powoli tajemnicze ruchy, które zaczęły ją magnetycznie wodzić z kąta do kąta. Mięliśmy zjawę. Błysły gdzieś perły, gdzieś diamenty. Przez myśl moją przeszło wyraźnie jak niesłychanie musi Halama siebie widzieć. Jak umie od siebie uciec. Halama miała ruchy elastyczne, napięte, cudownie rytmiczne. Zaklęła swój temperament cały w jakieś kołowanie. Byliśmy upici jej ruchami (…).

Ten znakomity opis Osterwa nazwał „tchnieniem Redutowości”. To jeden z piękniejszych opisów występów Lody. Taka była Loda Halama.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 28/08/-03/09/2021