Teatr grany wciąż od nowa

Stanisław Kargul (ur. 1969 w Opatowie) urzędnik administracji publicznej. W 1998 r. rozpoczął pracę w służbie dyplomatyczno-konsularnej w Ambasadzie RP w Moskwie, później pracował w placówkach w Wilnie i Ankarze. W 2012 r. otrzymał tytuł Konsula Roku. Od kwietnia 2019 r. konsul RP w Bratysławie
| Fot. Stano Stehlik

Cały czas śledzę, co się dzieje w Wilnie, mam kontakt z wieloma osobami, które mieszkają na Litwie. Sentyment pozostał, siedem lat to był kawałek życia – mówi Stanisław Kargul, konsul RP w Bratysławie, który w 2012 r. za całokształt pracy w placówce w Wilnie otrzymał tytuł Konsula Roku.

Dostrzega Pan z perspektywy Bratysławy poprawę relacji polsko-litewskich? Jak wpływa to na sytuację Polaków na Litwie?

Aż tak głęboko nie analizuję obecnej sytuacji, bo Litwa to dla mnie już zamknięty rozdział, więc nie chciałbym wydawać głębszych opinii. Współpraca polityczna jest jednak jak sinusoida, czasami lepsza, czasami bardzo dobra, czasami kiepska, ale nie zawsze przekłada się, a nawet zwykle nie ma aż takiego przełożenia na sprawy, które od lat są niezałatwione dla mniejszości polskiej na Litwie. Często bywa tak, że w litewskim Sejmie procedowane są ustawy o pisowni nazwisk czy o nazewnictwie miejscowości i ulic, już wszystko jest tuż-tuż, po czym przychodzi koniec sejmowej kadencji i okazuje się, że wszyscy byli chętni, tylko nikt niczego nie uchwalił. Wybiera się nowy Sejm i cały ten teatr zaczyna się od nowa. 

Ile lat spędził Pan w placówce konsularnej w Wilnie?

Łącznie siedem. Od czerwca 2005 do końca 2008 r. byłem konsulem w Konsulacie Generalnym RP. Konsulat został wtedy przekształcony w wydział konsularny Ambasady RP w Wilnie, dwie placówki zostały połączone i w wyniku tego zostałem konsulem RP, kierownikiem wydziału konsularnego. Funkcję tę pełniłem od stycznia 2009 do sierpnia 2012 r., czyli ponad 3,5 roku.

Czyli awansował Pan na Litwie?

Tak. Konsul RP to najwyższe stanowisko w urzędzie konsularnym. Może on podzielić się swoimi obowiązkami i uprawnieniami z innymi, podległymi mu urzędnikami, ale są obowiązki, których zwykle nie może przekazać nikomu innemu, np. udzielanie ślubu dwojgu obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej.

Wielu ślubów Pan udzielił w Wilnie?

Trzech. To były pary, w których jedno z małżonków miało wileńskie korzenie i wymarzyło sobie ślub właśnie w miejscu pochodzenia przodków.

Po zakończeniu misji dyplomatycznej na Litwie otrzymał Pan tytuł Konsula Roku.

Pracował na to cały urząd. Było to bardzo przyjemne, że dostrzeżono naszą pracę. Otrzymałem ten zaszczytny tytuł za całokształt dokonań na Litwie, gdzie udało się zrobić parę rzeczy i dla środowiska polskiego, i dla miejsc pamięci narodowej.

Co konkretnie?

Udało się przeprowadzić remont cmentarza Na Rossie, choć jego zakończenie nastąpiło już po moim wyjeździe. Odrestaurowano mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego oraz nagrobki wielu Polaków, którzy są tam pochowani. Remonty, renowacje i modernizacje nagrobków przeprowadziliśmy także w Święcianach, Nowych Święcianach i jeszcze w wielu innych miejscach, których nazw nie chcę przywoływać, żeby któregoś nie pominąć. Renowacja miejsc pamięci narodowej to była jedna z głównych części mojej pracy na Litwie. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, instytucja ówcześnie odpowiadająca za ochronę polskich miejsc pamięci za granicą, również doceniła te prace – podkreślę nie tylko moje, ale całego zespołu – honorując mnie złotym medalem „Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej”.

Czytaj więcej: Polacy w Naddniestrzu: wyruszyła pierwsza ekspedycja badawcza w 2021 roku

A jakie były pańskie dokonania dla środowiska polskiego?

Stanisław Kargul wręczający upominki podczas spotkania Polaków mieszkających na Słowacji
| Fot. Stano Stehlik

Do otrzymania tytułu Konsula Roku przyczyniły się niewątpliwie działania na rzecz utrzymania na odpowiednim poziomie polskiego szkolnictwa. W okresie rozkwitu mieliśmy ponad 120 szkół z polskim językiem nauczania. Potem przyszedł niż demograficzny, a także świadome działanie litewskich władz, które próbowały wdrożyć do programu nauczania jak najwięcej języka litewskiego. Uchwalono też ustawę, która poprzez swoje zapisy stopniowo doprowadziła do zmniejszenia liczby szkół z wykładowym językiem mniejszości narodowych, a więc i polskim. Walczyliśmy też o zachowanie dwujęzycznych nazw ulic tam, gdzie mniejszość polska stanowi ponad 20 proc. Pracowaliśmy nad nowymi projektami w innych, ważnych dla polskiej mniejszości sprawach, takich jak prawo do pisowni nazwiska w paszporcie w języku ojczystym czy posługiwania się językiem polskim w lokalnych urzędach na terenach, gdzie mieszkało wielu Polaków, a przecież w niektórych rejonach jest ich nawet 80 proc. Prace trwały latami, a – o czym już wspomniałem – kiedy były już prawie gotowe, przychodziły kolejne wybory, zmieniał się skład parlamentu i wszystkie starania zaczynano od początku. Skoro jesteśmy przy temacie wyborów, to w owym czasie po raz pierwszy udało się polskiej partii przekroczyć próg wyborczy, który na Litwie, jeśli chodzi o mniejszości narodowe, jest bardzo wysoki i tak jak dla innych organizacji politycznych wynosi 5 proc. Co prawda udało się to przy udziale mniejszości rosyjskiej, co nie wszystkim się podobało i podoba (oceniać bym tego nie chciał), ale polskie środowisko na Litwie było mocne politycznie, kibicowaliśmy mu i podtrzymywaliśmy duchowo.

Tytuł Konsula Roku to olbrzymie wyróżnienie i nobilitacja. W jaki sposób jest przyznawany?

Co roku Departament Konsularny MSZ RP, czyli jednostka nadzorująca działalność konsulów za granicą, podsumowuje pracę wszystkich konsulów i wybiera trójkę takich, którzy jej zdaniem zasłużyli w danym roku na wyróżnienie. Później ocenia ich kapituła, która spośród nominowanych wskazuje zwycięzcę. W jej skład wchodzą przedstawiciele Departamentu Konsularnego i Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz wdowa po ministrze Andrzeju Kremerze, który też był konsulem – zginął w katastrofie smoleńskiej – a który jako wiceminister nadzorował sprawy konsularne. Trzeba dodać, że nagroda Konsula Roku nosi imię właśnie śp. Andrzeja Kremera.

Czytaj więcej: Polacy w Belgii: Doświadczyliśmy kataklizmu, ale także ogromnej solidarności Polonii

Konsul Stanisław Kargul w towarzystwie żony Jolanty (z lewej) oraz Małgorzaty Wojcieszyńskiej (wiceprezes Klubu Polskiego w Bratysławie) i jej siostry
| Fot. Stano Stehlik

Jak by Pan porównał sytuację Polaków mieszkających na Słowacji, gdzie obecnie pełni Pan urząd konsula RP, z sytuacją Polaków na Litwie?

Na Słowacji jest dużo mniejsze środowisko polskie, acz bardzo aktywne, nie ma jednak elementu politycznego. Nie ma tak szerokiego spektrum tematyki działalności polonijnej jak na Litwie. Do głowy przychodzi mi dobry przykład różnicy podejścia do problemu przez dwa państwa, w których nasza mniejszość funkcjonuje. Dwa lata temu gościliśmy na Słowacji przedstawicieli Polskiego Teatru „Studio” z Wilna, którzy brali udział w międzynarodowym festiwalu „Trans/Misje”. Jechaliśmy z Bratysławy do Koszyc przez miejscowości zamieszkane przez mniejszość węgierską. Wilnianie nie mogli się nadziwić, robili zdjęcia tabliczek z podwójnymi nazwami miejscowości i ulic. Myślę, że więcej nie trzeba mówić. To jest ten jeden, niewielki punkcik w umowie dwustronnej, układzie o przyjaźni i dobrosąsiedztwie z Litwą, którego przez tyle lat się nie udało zrealizować. Litwini zawsze podkreślali, że praktycznie wszystkie inne, oprócz tego jednego, zrealizowano, ale dla nas to jest właśnie punkt bardzo znaczący, jeżeli chodzi o prawa mniejszości narodowej. Różnica między Słowacją a Litwą jest też taka, że na Słowacji wszystkie mniejszości mają dużą możliwość uzyskania w miarę przyzwoitych dofinansowań ze strony państwa słowackiego. Jak na rozmiary środowiska polskiego są to bardzo przyzwoite pieniądze. Nie wiem, jak w tej chwili jest na Litwie, ale za moich czasów to było raczej wyjątkiem. Dwa pełnoprawnie działające teatry polskie zawsze miały problem, żeby uzyskać dofinansowanie, choćby minipensji dla kierownika zespołu, który musiał szukać jakichś dodatkowych zajęć, żeby normalnie egzystować. 

Najprzyjemniejsze wspomnienie z czasów wileńskich to…

Wiele było takich chwil, spotkań, trudno wybrać jedno. Chociaż może… Wspomogliśmy kiedyś w kilku aspektach grupę Kasztanowy Chór, w którym główną rolę odgrywała Katarzyna Niemyćko, obecnie po mężu Zvonkuvienė, piosenkarka, której udało się zrobić karierę na litewskim rynku muzycznym. Wówczas zorganizowała chór z udziałem Polaków, Litwinów i Rosjan. Chór brał udział z sukcesami w bardzo w tym czasie popularnym na Litwie konkursie telewizyjnym. Na moim pożegnaniu w Domu Kultury Polskiej w Wilnie ten chór się zjawił i wystąpił dla mnie. To była bardzo przyjemna i miła niespodzianka.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 39(112) 25/09/-01/10/2021