Dorota Skoczek z Mariampola: „Podróże uformowały osobowość”

| Fot. archiwum prywatne

To już stereotyp, że wyjazdy w świat czy wyruszenie na wyprawę to coś niezwykłego. Teraz myślimy: „Podróże to życie”. Tak chcemy spędzać czas, nie tylko urlop, ale większą część roku.

Odwiedzanie ciekawych miejsc, odkrywanie, poznawanie, smakowanie innych kultur oraz podziwianie dzikiej przyrody zafascynowało Dorotę Skoczek, pochodzącą Mariampola, podwileńskiej miejscowości. Dowiemy się, jak podróże idą w parze z ustatkowaniem się, kochającą rodziną i wychowaniem dzieci.


Wiele osób chce podróżować, ale twierdzi, że nie może sobie na to pozwolić, bo brak czasu, bo praca, bo rodzina. Czy da się z tym wszystkim pogodzić pasję podróżniczą?

Rzeczywiście, znacznie łatwiej jest podróżować, kiedy nie mamy wielkich zobowiązań na głowie. Ja najwięcej podróżowałam, kiedy jeszcze nie miałam dzieci ani męża. Można wtedy pojechać gdzieś z biletem w jedną stronę, pozwolić sobie na większy „spontan”, łatwiej zmienić kierunek podróży. Bez dzieci prościej jest rozbić namiot na dziko, jechać nocnym pociągiem w nieznane.

Zwiedzanie świata to była twoja prawdziwa pasja. Kiedy obudziła się w Tobie ta chęć poznawania innych miejsc? Czy było to związane ze studiami i poznaniem języka? Tak twierdzi najwięcej osób, które pierwszy raz udały się za granicę na dłużej i złapały bakcyla.

Na studia do Polski wybrałam się przypadkowo, bo pierwotnym pomysłem były studia antropologiczne w Wilnie. Od koleżanek dowiedziałam się, że można zakwalifikować się na studia w Polsce. Zdałam więc egzamin wstępny organizowany przez Ambasadę RP w Wilnie i postanowiłam spróbować. Chciałam się też w końcu „wyrwać ze wsi”, jakkolwiek to brzmi. Dorastałam w małej wsi Mariampol koło Wilna i choć uwielbiam przyrodę, trochę było mi ciężko odnaleźć się w wiejskiej społeczności. Chciałam zobaczyć kawałek świata, mieć łatwiejszy dostęp do kultury, koncertów, ludzi z całego świata.

Przyznam się też, że jak jechałam na studia do Poznania, to ciągle powtarzałam, że zaraz po studiach wracam, bo uwielbiam Litwę, w szczególności naszą niepowtarzalną przyrodę i wielokulturowe Wilno.

Jednak w czasie studiów zachłysnęłam się różnorodnością kulturową i nabrałam ciekawości świata. W czasie studiów dużo podróżowałam po Europie, przez rok mieszkałam w Hiszpanii, a po studiach pojechałam na kilka miesięcy do Indii, następnie na ponad pół roku do Ameryki Południowej. Zawsze łatwo odnajdywałam się w nowym otoczeniu i nowej kulturze. Na pewno zawdzięczam to temu, że uwielbiam uczyć się języków, ale też specyfice kulturowej Polaków na Litwie – tego, że na co dzień posługujemy się kilkoma językami. Oprócz polskiego, który wyniosłam z domu i polskiej szkoły (to Gimnazjum im. A. Mickiewicza), znam litewski i rosyjski. Dobrze posługuję się też angielskim, hiszpańskim i portugalskim.

Czego można się nauczyć w podróżach po innych krajach? Czy podróże zmieniają człowieka w jakiś sposób?

Powiedziałabym, że to nie same podróże zmieniają człowieka, tylko przebywanie i komunikacja z ludźmi odmiennych kultur albo po prostu z ludźmi, którzy mają inne poglądy na życie. Podróżując, uczymy się szacunku, zaczynamy doceniać małe rzeczy – bo widzimy, jak szybko wszystko się zmienia. Można też bardzo dużo nauczyć się o sobie. Widzimy np., jak tracimy cierpliwość, kiedy ktoś ma zwyczaj głośno mówić albo gdy wydaje nam się, że robi coś zbyt wolno.

Dowiadujemy się nowych rzeczy o sobie. Np. podróżując w Meksyku, odkryłam, że będąc daleko od domu, najbardziej tęsknię za litewską przyrodą i często śniłam las, w którym bawiłam się w dzieciństwie. Podróżując po Indiach, uświadomiłam sobie, że mam w sobie za mało spontaniczności i nawet w podróży próbuję wszystko zrobić według planu i jak najlepiej. A czasem warto „ściszyć” myślenie i zrobić coś, na co się akurat w tym momencie ma ochotę.

| Fot. archiwum prywatne

Czy jesteś planistką życia?

Lubię planować, snuć wizje bliskiej i dalekiej przyszłości i myślę, że jest to potrzebne. Gorzej jest, kiedy zaczynam się przywiązywać do swoich planów, a przecież nic się nie dzieje dokładnie tak, jak to sobie wymyślimy. Znacznie łatwiej jest podróżować, kiedy umiemy trochę sobie „odpuścić”, pogodzić się z tym, jak jest. Chyba dlatego często mówi się, że podróże to w pewnym sensie droga duchowa. Oczywiście, nie chodzi mi o podróżowanie, gdy mamy zarezerwowany hotel i wyżywienie na tydzień, a dni spędzamy na plaży czy na basenie. Chodzi bardziej o podróże, gdy poznajemy miejscowych ludzi oraz ich kulturę.

Obroniłaś pracę w Hiszpanii na kierunku komunikacja międzykulturowa. Różnice kulturowe to jest coś, czym się interesujesz i na czym się znasz, czyli nic nie jest w stanie Cię w podróży zaskoczyć?

Być może w którymś momencie, mieszkając w tej swojej małej wsi, czułam się „inna”, „obca” i chciałam robić w życiu coś ciekawszego niż moi rówieśnicy. Na studiach dużo zajmowaliśmy się tematami „obcego” w kulturze, problematyką migrantów, uchodźców, Cyganów, Żydów, ksenofobii, różnic kulturowych etc. Było to niezwykle ciekawe. Zawsze lubiłam i nadal uwielbiam być w towarzystwie wielokulturowym – jakoś tak czuję się tym wzbogacona. I jest to jakieś takie naturalne.

Nie jest tak, że w podróży już nic nie może zaskoczyć, podróż to zawsze przygoda i dużo niespodzianek. Ale tak, ze smutkiem powiedziałabym, że najczęściej zaskakuje mnie to, ile nienawiści ludzie potrafią mieć w stosunku do innych ludzi, np. do uchodźców, Cyganów, Żydów, Rosjan. Najczęściej są to ludzie, którzy nie znają nawet języków obcych i nie mają możliwości chociażby spróbować zrozumieć innego człowieka oraz tego, że nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Przykładem jest choćby sytuacja uchodźców na granicy białoruskiej.

Pracowałaś w Londynie, aby zarobić na podróże. Londyn to ciekawe miasto, londyńczycy to bardzo specyficzni ludzie, przekonani o swojej wyjątkowości. Przywiązują ogromną wagę do zasad i etykiety. Czy zgadzasz się z tą ogólną opinią?

Londyn akurat jest międzykulturowy i czasem trzeba dobrze się postarać, żeby spotkać tam rodowitego Anglika. Miałam okazję poznać wielu Anglików w pracy i muszę powiedzieć, że są to przesadnie uprzejmi ludzie, ale w pozytywnym znaczeniu. Czasem żartowaliśmy z innymi cudzoziemcami, że Anglicy co chwilę mówią „przepraszam”, najczęściej zupełnie bez powodu. Rzeczywiście, w ich kulturze uprzejmość i etykieta grają ogromną rolę, choć oni sami być może nie zdają z tego sprawy.

Zwiedziłaś też Amerykę Środkową. Które to były kraje i jak wspominasz tamtejszy folklor i kulturę?

Byłam w Meksyku, Gwatemali i Belize. Najwięcej czasu spędziłam w Gwatemali. Jest to niestety jedno z najbardziej zacofanych państw Ameryk, ale chyba też dlatego folklor tam nadal kwitnie. Byłam w szoku, kiedy np. zwiedzaliśmy miasteczka, gdzie nawet mężczyźni mieli na sobie ludowe stroje, nie wspominając o kobietach i dzieciach.

Zdziwiło mnie też to, że tylko w wielkich miastach Gwatemali wszyscy znają język hiszpański, natomiast w mniejszych miasteczkach i na wsi mówią w różnych dialektach Majów. Zapadło mi w pamięć, że zarówno w Meksyku, jak i Gwatemali jest bardzo popularna sztuka murali, czyli malunków na ścianach miasta. Jednak nie są to jakieś abstrakcyjne czy artystyczne graffiti, tylko ludowe malunki miejscowych artystów, zwykle nawiązujące do folkloru, kultury i historii regionu. Można było iść przez miasteczka i dosłownie czytać jego historię – coś niesamowitego.

Czytaj więcej: Protestantyzacja Ameryki Łacińskiej

Jak znosiłaś w Indiach ten hinduski chaos, biedę, nieporządek, nieład, a z drugiej strony te kolory, zapachy, bogactwo – skrajności?

Tak, chaos to najlepsze określenie tego ogromnego państwa. Panuje on wszędzie. Jadąc do Indii, warto mieć albo dobrego przewodnika, albo poradzić się innych podróżników, jak nie zepsuć sobie tej podróży. Ja zrobiłam to drugie. Dużo też czytałam, jakich miejsc unikać, a gdzie warto pojechać. Zwykle wolę zwiedzać małe miasteczka albo zabytki przyrody, co też zrobiliśmy, podróżując z przyjaciółmi po Indiach. Ta podróż bardzo mnie odmieniła, dopiero tam zrozumiałam, że jestem w pełni szczęśliwa. A do tego czasu czułam, że czegoś mi brakuje, miałam jakąś niewypełnioną pustkę w środku.

Teraz już wiem, skąd u Ciebie taki spokój, taka harmonia wewnętrzna. Odkąd Cię znam, to mnie w Tobie fascynowało. Przypominasz sobie jakieś sytuacje, które mimo przygotowania zaskoczyły Cię czy wręcz zaszokowały? Czy zdarzyło Ci się, mimo wiedzy i przygotowań, mieć problemy w komunikowaniu się?

Patrząc na nas, Polaków, z perspektywy innych kultur, wydaje mi się, że często niepotrzebnie komplikujemy sobie życie.

Indie zrobiły na mnie ogromne wrażenie właśnie swoją odmiennością kulturową. I choć po jakimś czasie można ich kulturę poznać i zrozumieć, jednak nie potrafiłabym przez dłuższy czas żyć w takim miejscu. W Indiach chyba najtrudniej było mi zrozumieć, że niektórzy ludzie nie mają umiejętności planowania przyszłości. Tu ważną rolę odgrywa klimat – nie mają zimy, więc nie mają we krwi, tak jak my, tradycji robienia zapasów czy przygotowania do zimy. Niby taki drobny szczegół, a okazuje się, że klimat w ogromnym stopniu formuje kulturę.

Czy ludzie, których poznałaś, z którymi się przyjaźniłaś, byli zaciekawieni twoim krajem?

Ludzie interesowali się, jak jest u nas, pytali o to, co jemy, jak żyjemy. W Gwatemali nieraz np. pytali, czy na Litwie jemy kukurydzę. Byli w szoku, że kukurydzę można znaleźć głównie w sałatkach. Dla nich kukurydza to podstawa prawie każdego posiłku, robi się z niej chleb, tortille, zupy, kluski, napoje, różne przekąski.

Co Cię najbardziej zadziwiło w tych innych kulturach? Co jest nie do przyjęcia przez Ciebie?

W Indiach ludzie często nie rozumieli, o co nam chodzi, kiedy mówiliśmy, że chcemy trochę „własnej przestrzeni”. Czasem miałam wrażenie, że Hindusi właściwie nie potrafią być sami, nie wiedzą, co wtedy ze sobą zrobić. To chyba taki clash kulturowy krajów północnych i południowych.

Co, na przykładzie życia w innych kulturach, wydaje się złe w Litwinach?

W naszej kulturze, a mam na myśli zarówno Litwę, jak i Polskę, jest głęboko zakorzenione cierpienie. A może nawet potrzeba cierpienia, wyzwań, przeszkód. Patrząc na nas z perspektywy innych kultur, wydaje mi się, że często wyolbrzymiamy problemy i niepotrzebnie komplikujemy sobie życie. Nieraz sama o tym zapominam.

Gros podróżników zostaje w jakimś kraju, tam zakłada swoje centrum życiowe. Ty jednak po wielu latach podróżowania po świecie wróciłaś na Litwę. Dlaczego?

Być może to jest dziwne, bo uwielbiam poznawanie innych kultur, ale zawsze chciałam założyć rodzinę i na stałe zamieszkać na Litwie. I tak właśnie się stało. Chyba mam gdzieś zakorzenione przekonanie, że mamy jakąś misję do wykonania właśnie w miejscu, gdzie się urodziliśmy. Nic nie jest przypadkowe.

Nie znaczy to wcale, że już nie chcę podróżować. Myślę, że każda podróż to wielki skarb. Żyjemy w niesamowitych czasach, mamy tyle możliwości podróżowania, ale też widzimy, jak kruchy jest ten świat. Mam na myśli ocieplenie klimatu oraz to, w jakim tempie człowiek niszczy dziką przyrodę.

Mieszkasz w Wilnie. Jak wygląda teraz twoje życie? Podobno zajmujesz się wyplataniem makram, prowadzisz warsztaty.

Lubię uczyć się nowych rzeczy. W Gwatemali miałam okazję nauczyć się wyplatania makram. Obecnie prowadzę regularne warsztaty makramy, czasem robię dekoracje na zamówienie. Szczerze, to jest spełnienie mojego marzenia, choć są to dopiero początki. W tym momencie większość czasu poświęcam dzieciom, ale czasem znajdzie się chwila na tworzenie.

Czytaj więcej: Dorota Skoczyk o wyplataniu makram. Kwarantannowy boom

Masz rodzinę, męża i dwójkę małych dzieci. Jaki jest twój dom?

Myślę, że te wszystkie podróże w wielkim stopniu uformowały moją osobowość. Mój mąż jest inżynierem i uwielbia wycieczki na łonie natury. Mam nadzieję, że uda nam się wybrać w jakąś dalszą długą podróż.

Mój starszy syn ma dopiero trzy lata, dopiero poznaje świat. W domu mówimy po polsku, ale zaczynam go uczyć angielskich i litewskich słówek. Chcę, żeby języki nigdy nie były barierą w poznawaniu świata.

| Fot. archiwum prywatne

Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 43(124) 23-29/10/2021