Waldemar Szełkowski: Czasem warto przynieść szablę na lekcję

Narodowe Święto Niepodległości to dzień, w którym Polacy z Wileńszczyzny spotykają się na Rossie, a w polskich szkołach odbywają się uroczystości. O tym, jak patriotyczne tradycje przekazać kolejnym pokoleniom Polaków mieszkającym na Litwie, z Waldemarem Szełkowskim, nauczycielem historii w Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego w Wilnie, prezesem Klubu Rekonstrukcji Historycznej Garnizon „Nowa Wilejka” i laureatem nagrody Instytutu Pamięci Narodowej „Semper Fidelis” – rozmawia Ilona Lewandowska.

Czasem dobrze jest więc przynieść szablę na lekcję, żeby zwrócić większą uwagę, przygotować jakieś uroczystości – mówi Waldemar Szełkowski
| Fot. archiwum prywatne W. Szełkowskiego

Ilona Lewandowska: Zbliża się 11 listopada. Jak do jego świętowania wychowywać młode pokolenie Polaków tu, na Litwie?

Waldemar Szełkowski: Wszystko zależy od tego, jak przekazują znaczenie tego dnia te pokolenia nieco starsze. To nie jest takie proste, bo nie mamy święta państwowego, dnia wolnego. Jeżeli przemilczymy tę datę, rzeczywiście może ona stracić swoje znaczenie. Warto podkreślać, że jest to święto narodowe, nie tylko państwowe, więc nie ma znaczenia, na terenie jakiego państwa mieszkamy. To dzień, w którym świętujemy wysiłek całego naszego narodu w odzyskaniu niepodległości. Łączy nas język, barwy narodowe i to one najbardziej pokazują, że to nasze święto. Najważniejsza jest tu szkoła, bo to właśnie w niej najłatwiej przekazać tego rodzaju treści. Rodzina zawsze również była strażnikiem patriotycznych wartości, ale nie oszukujmy się, dziś większość rodziców jest zbytnio zabieganych, by rozmawiać z dziećmi na takie tematy. Bardzo duży ciężar odpowiedzialności spoczywa więc na szkole i polskich organizacjach, ale także na mediach, bo obecność w mediach tematów związanych z historią czy obchodami podkreśla, że to jest nasze święto.

Czy łatwo jest to pogodzić ze szkolnym programem?

Jest bardzo wiele tematów, które bezpośrednio wiążą się z odzyskaniem niepodległości. Nie chodzi tylko o początek XX wieku, ale o cały proces, który zmierzał do odzyskania wolności, i który jest opisany także w naszych podręcznikach. Bardzo ważnym momentem jest Konstytucja 3 maja, zresztą przez bardzo długi okres, zanim zaczęliśmy świętować 11 listopada, to właśnie 3 maja był dniem największego polskiego święta narodowego. Bardzo ważne są także powstania narodowe, które pokazują ciągłość dążeń w walce o niepodległość. I oczywiście XX w. W naszym szkolnym programie na Litwie data 11 listopada nie jest powiązana z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, ale z zakończeniem I wojny światowej, które nastąpiło dokładnie w tym samym dniu. O odzyskaniu niepodległości przez Polskę można opowiedzieć więcej, omawiając odbudowę państw narodowych w tym okresie, można opowiedzieć o tym, że czynem zbrojnym Polacy dążyli do odzyskania wolności już od 1914 r. Nie jest to więc trudne, jeśli się chce. Nie uważam, że trzeba mówić bardzo dużo. Chodzi raczej o umiejętność poruszenia uczniów, zaciekawienia. Czasem dobrze jest więc przynieść szablę na lekcję, żeby zwrócić większą uwagę, przygotować jakieś uroczystości. Na stulecie niepodległości w mojej szkole przygotowaliśmy inscenizację ukazującą, dlaczego Polacy świętują właśnie 11 listopada i myślę, że uczniowie bardzo dobrze to przyjęli.

Czytaj więcej: Szełkowski: Marzy mi się, by Polacy i Litwini lepiej zrozumieli, co nimi kierowało w przeszłości

Wileńszczyzna jest bardzo różnorodna pod względem narodowościowym. Czy młodzi ludzie, obywatele Litwy, którzy czasem pochodzą z rodzin mieszanych, nie mają problemów z identyfikacją z polskimi barwami narodowymi, historią?

Dla nas, na Litwie, polskie barwy narodowe znaczą bardzo wiele. Do tego wychowuje się od bardzo wczesnych lat i to dobrze, bo inaczej nie da się przekazać takich wartości. To nie zawsze jest proste, często, zwłaszcza w młodszych klasach, mamy sporo uczniów, dla których identyfikacja z polskością nie jest oczywista, bo np. pochodzą z mieszanych rodzin, czasem w domu rozmawiają też po rosyjsku. Potem, w starszych klasach staje się to prostsze. Po moich uczniach widzę, że np. na przerwach mówią po polsku, że nie mają problemu z określeniem swojego stosunku do polskiej kultury. Tu nie są potrzebne wielkie działania, ale drobne, stałe znaki, że polska flaga, język i święta narodowe są dla nas ważne. Przypięcie biało-czerwonych wstążek czy akademia z okazji święta, udział w obchodach poza szkołą, to wszystko pokazuje, że te sprawy są ważne i należy je szanować.

Bardzo dobrze pamiętam jeden z naszych szkolnych projektów, realizowany kilkanaście lat temu, na temat Armii Krajowej. Razem z uczniami i nieżyjącym już Władysławem Korkuciem, żołnierzem AK i działaczem społecznym, odwiedzaliśmy groby polskich żołnierzy na Wileńszczyźnie. To byli uczniowie starszych klas, nie byłem do końca pewny, ile oni z tego wszystkiego rozumieją, ile zapamiętają. Władysław Korkuć powtarzał natomiast przysłowie: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Nie chodzi tylko o wiedzę, bardziej o przebywanie w patriotycznej atmosferze, którą potem, wraz ze zwiększającą się wiedzą, wypełnia się treściami. W mojej praktyce nauczycielskiej to się sprawdza, bo udało mi się wychować kilku pasjonatów historii, którzy bardzo dobrze rozumieją, co oznacza być Polakiem na Litwie.

Czytaj więcej: „Historia pierwszej w Europie Konstytucji”. „Garnizon Nowa Wilejka” tworzy film edukacyjny

Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego przy grobach żołnierzy AK
| Fot. archiwum prywatne W. Szełkowskiego

Jak to jest z nauczycielami? Czy nauczyciele na Litwie mają odpowiednie możliwości, by uczyć polskiej historii? Czy mają możliwości dokształcania się i potrzebne materiały?

To bardzo trudno powiedzieć. Ja zauważam problem na kilku płaszczyznach. Niekoniecznie musi chodzić o brak wiedzy, materiałów czy czasu. Niekiedy spotykam się z przekonaniem, że o sprawach narodowych, patriotyzmie nie trzeba aż tak dużo mówić. Czasem ktoś uważa, że to spawa prywatna, że nie powinniśmy się z tym obnosić, że podkreślanie własnej tożsamości narodowej może prowadzić do konfliktów. I nie chodzi tylko o nauczycieli na Litwie, czasem taki pogląd wyrażają również nauczyciele z Polski. Ja, podobnie jak kilku innych historyków skupionych wokół Garnizonu patrzymy na historię przez pryzmat czynu zbrojnego, a w tej perspektywie wychowanie patriotyczne jest niezwykle istotne. Wielu nauczycieli patrzy z punktu widzenia historii kultury czy gospodarki, podchodząc nieufnie do kwestii narodowych jako do źródła konfliktów zbrojnych w XX w. Ja co prawda nie zgadzam się z takimi poglądami – wojny są znacznie starszym zjawiskiem niż nacjonalizm – jednak warto je jednak usłyszeć i zastanowić się nad nimi. Po prostu, wychowując do patriotyzmu, musimy jasno odgraniczać go od nacjonalizmu i szowinizmu. Patriotyzm zakłada szacunek, przywiązanie do własnych tradycji, języka ojczystego, szanując innych. Nie może być zagrożeniem, ale takim zagrożeniem może być nacjonalizm, a już na pewno szowinizm. Uczeń nie może tych pojęć nie rozmieć, to jest zadanie nauczyciela, żeby je jasno określić. Oczywiście, w warunkach Wileńszczyzny chodzi również o to, by po prostu nie wstydzić się polskości. Myślę, że każdy potrzebuje swojej własnej drogi do tego, by odkryć, że jest to powód do dumy, że jako mniejszość narodowa nie jesteśmy kimś uboższym. Ja nie wstydzę się polskości i myślę, że dlatego udaje mi się przekazać to uczniom.