Czy nowa reforma szkolnictwa uderzy w polską oświatę?

Resort oświaty szykuje kolejną reformę dotyczącą sieci szkół na Litwie. Jednym z jej podstawowych celów jest likwidacja klas łączonych. Zmiany dotyczą również szkół polskich na Litwie. Józef Kwiatkowski dostrzega pozytywny aspekt proponowanego projektu, ale obawia się, że może dojść do nadużyć szkodzących polskim szkołom na Litwie.

Resort oświaty szykuje kolejną reformę dotyczącą sieci szkół na Litwie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu przygotowało plan stopniowej likwidacji klas łączonych i wyrównania poziomu nauczania między szkołami z dużych miast i na prowincji. „Prezentujemy dzisiaj projekt zmian dotyczący kształtowania sieci szkół realizujących formalne programy nauczania. Za tym biurokratycznym sformułowaniem kryje się los wielu dzieci, ich możliwość pobierania nauki w mocnych szkołach, ich przyszłość, perspektywy. Nasze propozycje mają polepszyć warunki nauczania i stworzyć takie same warunki niezależnie od tego, do jakiej szkoły uczęszcza dziecko – w stolicy, miasteczku czy na wsi” – podkreśliła na wstępie minister oświaty Jurgita Šiugždinienė podczas konferencji prasowej, która odbyła się w środę 17 listopada.

Niski poziom

W trakcie konferencji resort oświaty przedstawił następujące dane. W 50 jednostkach samorządowych istnieją klasy łączone. W takich klasach uczy się ponad 3 700 uczniów, w tym w klasach 1–4 to 2 442 uczniów, a w klasach 5–8 to 1 263 uczniów. Najwięcej klas łączonych, 5–8, jest w rejonach: birżańskim – 16 proc. ogółu klas, kupiskim – 12 proc., olickim – 10 proc., kalwaryjskim – 8 proc. W rejonie wileńskim i solecznickim klasy łączone stanowią 3 proc. ogółu klas. Poza tym, jak twierdzi resort, wyniki szkół w Wilnie oraz dużych miastach znacznie różnią się od wyników szkół wiejskich i małomiasteczkowych. Szkoły w mniejszych miejscowościach nie są w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu nauczania z powodu elementarnego braku kadry pedagogicznej. Dlatego od 2022 r. państwo nie chce finansować klas liczących mniej niż 8 osób.

Na pytania „Kuriera Wileńskiego”, czy reforma nie zlikwiduje szkół mniejszości narodowych w mniejszych miejscowościach i czy były przeprowadzone odpowiednie konsultacje ze społecznościami, wiceminister oświaty Ramūnas Skaudžius odpowiedział w konkretny sposób.

Czytaj więcej: Polska szkoła w Pakienie będzie miała nową salę sportową. Sponsorem zostanie PKN Orlen

Józef Kwiatkowski dostrzega pozytywny aspekt proponowanego projektu, ale obawia się nadużyć
| Fot. Marian Paluszkiewicz

– Kilkakrotnie osobiście spotkałem się z przedstawicielami samorządów rejonów wileńskiego i solecznickiego. Spotykałem się z ambasadorem Polski, z Polskim Klubem Dyskusyjnym oraz innymi instytucjami, dlatego były wprowadzone określone wyjątki dla szkół mniejszości narodowych. Jeśli już od 2022 r. żadna ze szkół nie będzie mogła kształtować małych klas, to dla szkół mniejszości narodowych będzie można jeszcze kształtować takie klasy w latach 2022–2023, w latach 2023–2024 w takich szkołach będzie możliwość kształtowania klas liczących 5-7 osób. Klasy, gdzie będzie mniej niż 5 osób, nie będą finansowane – tłumaczy wiceminister, podkreślając, że na „dzisiaj, niestety, wyniki szkół mniejszości narodowych, zarówno polskich i rosyjskich, są gorsze”.

„Rozumiemy, jakie wyzwanie stoi przed nami, dlatego zostawiliśmy te wyjątki, ponieważ chcemy, aby wyniki się polepszały” – dodała minister Jurgita Šiugždinienė.

Proponowane zmiany

Zgodnie z planem, w latach 2022–2023 w klasach 1–4 będzie można łączyć tylko 2 klasy na zasadzie: 1. z 2. klasą i 3. z 4. W klasach 5–8 i w dwóch pierwszych latach nauczania gimnazjalnego klasy nie mogą być łączone. Klasy gimnazjalne nie mogą liczyć mniej niż 8 uczniów. Wyjątek dotyczy szkół mniejszości narodowych i szkół państwowych w rejonach solecznickim i wileńskim, gdzie klasy liczące mniej niż 5 uczniów otrzymają tylko 50 proc. państwowego finansowania. Ostatecznym celem jest, aby w latach 2026–2027 w trzeciej klasie gimnazjalnej na jednym roku było nie mniej niż 31 uczniów. Mniejsze klasy będzie można kształtować tylko w szkołach mniejszości narodowych oraz szkołach rządowych, a także w przypadku, jeśli w jednej miejscowości działają 2 lub 3 szkoły z różnym językiem nauczania lub jest to jedyne gimnazjum w samorządzie. Ministerstwo zapowiedziało, że szkoły nie będą łączone, jeśli do najbliższej szkoły dzieci będą musiały pokonać ponad 30 km. W ciągu najbliższych tygodni projekt trafi pod obrady rządu. Zatwierdzenie planu nie wymaga aprobaty sejmu.

Na wprowadzenie odpowiednich zmian resort oświaty w ciągu trzech lat ma zamiar przeznaczyć ok. 49 mln euro, z których 26 mln euro ma pójść na zakup autobusów. Na rekompensatę nauczycielom opuszczającym szkołę oraz na zatrudnienie nowych nauczycieli planuje się przeznaczyć 8 mln euro.

Czytaj więcej: Rozśpiewane i roztańczone przedszkole na scenie DKP

Stanowisko Macierzy Szkolnej

Prezesa Macierzy Szkolnej dziwi zbytni pośpiech w realizacji reformy. Zdaniem Józefa Kwiatkowskiego resort oświaty musiałby dać więcej czasu na zapoznanie się z projektem, aby można było zgłosić uwagi oraz poprawki. Na razie, jego zdaniem, w proponowanym projekcie reformy jest sporo pytań oraz niewiadomych.

Klasy łączone z pewnością nie sprzyjają polepszeniu poziomu nauczania. Klasy nie muszą być łączone, o ile istnieje taka możliwość. Jestem za tym, aby nie wozić trzech dzieci 30 km. Moim zdaniem, lepiej byłoby, aby te maluśkie szkoły niemające określonej liczby dzieci – teraz mówi się o 60 uczniach, jednak dla mniejszości narodowych i szkół ministerialnych jeszcze nie ustalono limitu – stały się filiami szkoły-gimnazjum. Moim zdaniem, to mniej zaszkodziłoby dzieciom, rodzicom i nastrojom w tej miejscowości lub osiedlu – informuje „Kurier Wileński” Kwiatkowski, który ma nadzieję, że konkretne decyzje dotyczące konkretnych szkół zostaną podjęte na szczeblu samorządowym, a nie w ministerstwie.

Ponadto, jego zdaniem, dowożenie kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów do szkoły uczniów klas początkowych nie zawsze jest korzystne dla dziecka.
– Na sam dojazd dziecko traci czas. Poza tym w dużym pomieszczeniu gimnazjalnym takie dziecko może zwyczajnie się pogubić – podkreśla prezes Macierzy Szkolnej, dodając, że zawsze, kiedy w reformie mówi się „o człowieku”, to zazwyczaj chodzi o zmniejszenie wydatków, chociaż nie mówi się o tym głośno, jak podkreśla przedstawiciel polskiej organizacji na Litwie.

Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu przygotowało plan stopniowej likwidacji klas łączonych
| Fot. Antoni Radczenko

Samorządowe kontra rządowe

Prezes Macierzy Szkolnej dostrzega jeszcze jedno zagrożenie. Mianowicie – zgodnie z obecnym ustawodawstwem, jeśli w miejscowości istnieją obok siebie szkoła z językiem litewskim wykładowym oraz szkoła mniejszości narodowych, to w przypadku niedostatecznej liczby uczniów, w pierwszej kolejności ma zostać zamknięta szkoła mniejszości narodowych.

– Z tego, co wiem, na razie takie rozwiązanie nigdzie nie zostało zastosowane. Jednak powstają pytania. Ważne, aby nie doszło do takiej sytuacji – podkreśla Kwiatkowski.

Macierz Szkolna nie jest przeciwnikiem samej reformy, ale boi się, że może dojść do nadużyć.
– Jest pewny niepokój. Zawsze w takim układzie cierpi słabszy. Stawiane cele są wzniosłe i dobre, jednak te cele trzeba dostosować do odpowiednich warunków. Bo w pewnych warunkach te cele mogą przynieść wynik negatywny, a nie pozytywny – zaznacza Józef Kwiatkowski.

Obecnie na Litwie działa ok. 70 polskich szkół, z których 36 stanowią gimnazja.

W ciągu ostatnich 20 lat liczba uczniów spadła prawie o połowę. W 2000 r. na terenie całego kraju do szkół uczęszczało ponad 600 tys. uczniów i działało 2 300 placówek, w 2020 r. – było 324 tys. uczniów oraz 997 placówek. W roku obecnym liczba uczniów wzrosła o trzy tysiące, jednak to dotyczy przede wszystkim Wilna.