Więcej

    Marek Pszczołowski: „Szkoła musi łączyć konserwatyzm i innowacje”

    Czytaj również...

    Zdaniem dyrektora i nauczyciela historii i wychowania fizycznego Gimnazjum w Zujunach Marka Pszczołowskiego współczesna szkoła jako miejsce, gdzie młodzi ludzie uczą się tego, jak poradzić sobie w dużym świecie, musiałaby zachować równowagę pomiędzy konserwatyzmem a zmianami, jakie zachodzą w społeczeństwie. Z Markiem Pszczołowskim rozmawia Witold Janczys.

    Witold Janczys: Co Pana przekonało do wyboru zawodu pedagoga?

    Marek Pszczołowski: Przypadek. Miałem wybór pomiędzy Wileńskim Uniwersytetem Pedagogicznym a Uniwersytetem Wileńskim. I jak pan myśli, na jaką uczelnię się dostałem? Na Wileński Uniwersytet, no, nie chciało mi się być pedagogiem, ale chyba od pewnych rzeczy nie da się uciec. Szukałem pracy i spotkałem dyrektora szkoły w Rostynianach, otrzymałem propozycję pracy, zgodziłem się… i ku własnemu zdumieniu ta praca mi się spodobała. Zostałem więc nauczycielem.

    Reklama

    W jaki sposób rodzice i koledzy odebrali to, że nieoczekiwanie dla wszystkich został Pan nauczycielem? Nie było tak, że chwytali się za głowę i mówili: „Co ten Marek robi”?

    Raczej nie. Rodzice odebrali to pozytywnie. Z kolei najbliżsi koledzy już podjęli pracę w szkolnictwie, więc byli zadowoleni, że jeszcze jeden z nas został pedagogiem.

    Pamięta Pan pierwszą lekcję, którą samodzielnie poprowadził jako nauczyciel?

    Pamiętam i to bardzo dobrze. Tak naprawdę, dotychczas nie wiem, kto był więcej zestresowany: ja czy uczniowie. Na szczęście, bardzo szybko doszliśmy do porozumienia i już było po stresie.

    Nie miał Pan przez te wszystkie lata ochoty, żeby pożegnać się ze szkolnictwem?

    Jestem przekonany, że praca musi dawać satysfakcję z tego, że ją się wykonuje. Lubię to, co robię, lubię uczyć, więc wybieram pracę w szkole.

    Jakiego przedmiotu Pan naucza?

    Na początku uczyłem historii, języka polskiego, ostatecznie skończyło się na tym, że jestem nauczycielem wychowania fizycznego.

    Zawód nauczyciela ostatnio nie cieszy się zbyt dużą popularnością, co Pana zdaniem trzeba zrobić, aby to się zmieniło?

    Mimo wszystko, wydaje mi się, że pogląd na zawód nauczyciela się zmienia w lepszą stronę, rosną też wynagrodzenia, powoli, ale rosną. Namawiałbym młodzież na wstąpienie na te studia, które w przyszłości dają szansę zmienić kwalifikacje na nauczyciela. Powiem też, że zawód nauczyciela nigdy nie da ci możliwości wpadnięcia w rutynę: zawsze trzeba się uczyć, dokształcać, ciągle być na topie tak, aby zrozumieć młodzież.

    Był Pan nauczycielem, został dyrektorem. Jak dochodzą do porozumienia dyrektor i nauczyciel?

    Zdaje się, że na początku dyrektor i nauczyciel się absolutnie nie zgadzali (uśmiech). Praca dyrektora i praca nauczyciela zupełnie się różnią. Będąc dyrektorem, chciałem być nauczycielem, będąc nauczycielem chciało mi się być dyrektorem. Ostatecznie po latach dyrektor i nauczyciel potrafili się pogodzić.

    Jak się zmieniła szkoła od chwili, gdy został Pan nauczycielem?

    Szkoła nie może się zamknąć i stać w miejscu. Musi iść z duchem czasu, nowe technologie, nowe metody nauczania, oczywiście są jak najbardziej pożądane w szkole. Zmieniają się też nauczyciele. Dwadzieścia lat temu, gdy zaczynałem pracę, przeważająca większość pedagogów to byli ludzie, którzy otrzymali wykształcenie w czasach sowieckich. Współcześnie nauczyciele starają się stosować zupełnie inne metody, są bardziej postępowi. Musi być równowaga pomiędzy nowym a starym, ważne też jest, aby uczeń, gdy już opuści ściany szkoły, nie zagubił się w świecie technologii, dlatego też musi umieć korzystać nie tylko z gadżetów, ale logicznie myśleć, umieć i wiedzieć, jak wykorzystać to, czego się nauczył za pomocą starych, sprawdzonych metod. Dlatego też rola nauczyciela polega również na tym, żeby pomóc uczniowi znaleźć swoją drogę. Praca nauczyciela jest czasami żmudna, ale niezbędna.

    A jak się Pan zmienił?

    Przede wszystkim jestem starszy o dwadzieścia lat. Chciałbym wiedzieć i umieć wtedy to, czego nauczyłem się podczas pracy w szkole.

    Czytaj więcej: Bożena Czenko: Szkoła nie może wszystkiego, trzeba współpracy rodziców

    Nauczyciele i młodzież szkolna
    | Fot. prywatne archiwum Marka Pszczołowskiego

    Skoro rozmawiamy o zmianach, to czy muszą zmienić się nauczyciele – stosować w pracy więcej gadżetów, multimediów, o których przed chwilą rozmawialiśmy – czy żeby nauczyć ucznia, wystarczą, jak kiedyś, tablica, kreda?

    Powtórzę się – musi być równowaga pomiędzy starym a nowym. Nie możemy zupełnie zrezygnować z dorobku szkoły jako instytucji na rzecz technologii i innowacji, nie możemy też jednak pozwolić, żeby szkoła stała się konserwatywną, skostniałą instytucją, w której nie ma miejsca dla niczego nowego. Najlepiej będzie, jeżeli w szkole uda się połączyć i konserwatyzm, i wierność zasadom, i innowacyjne metody nauczania. Nie wolno zrezygnować z uczenia uczniów tego, że świat jest dynamiczny, szybki, zbudowany na technologiach i zmianach w społeczeństwie, ale nie wolno też zapomnieć o zasadach, na jakich jest zbudowana nasza cywilizacja. Nie może tak być, że dziecko opuści szkołę, będąc nieprzystosowanym do życia we współczesnym świecie. Ważna też jest współpraca pomiędzy nauczycielami i rodzicami, ale i tu nie może dochodzić do czegoś takiego, że rodzic przychodzi do szkoły i domaga się od pedagoga, wręcz zmusza tego nauczyciela do tego, aby dziecko było nauczane tak, jak rodzicowi najlepiej się podoba.

    Czytaj więcej: Anna Tondrik: Bez technologii nauczyciel staje się nudny dla dziecka

    | Fot. prywatne archiwum Marka Pszczołowskiego

    Czego potrzeba, aby zachęcić młodzież do podjęcia studiów pedagogicznych?

    Młodzi ludzie, zresztą nie tylko oni, ale wszyscy, którzy chcą zostać nauczycielami, powinni pamiętać, że praca nauczyciela to przede wszystkim wysiłek – psychiczny, intelektualny i nawet fizyczny. Więc nie tylko chodzi o atrakcyjne wynagrodzenie. Nawet najlepsze wynagrodzenie nie uratuje sytuacji, gdy człowiek nie poradzi sobie z pracą.

    I znowu o zmianach. Jaki wpływ miała i ma pandemia koronawirusa na działalność szkoły jako instytucji?

    Olbrzymi. Z pozytywnych rzeczy chciałbym wymienić, że zmienił się pogląd rodziców i uczniów na szkołę i pracę nauczyciela. Rodzice i uczniowie zaczęli bardziej cenić pracę nauczyciela, rodzice zrozumieli, ile wysiłku i pracy potrzeba, żeby pracować z dzieckiem. Zdalne nauczanie oznaczało też, że każdy nauczyciel musiał nauczyć się, jak korzystać z różnych programów komputerowych do nauczania zdalnego. Z kolei do ujemnych rzeczy zaliczyłbym brak socjalizacji, uczniowie byli w domach, w pewny sposób została mocno nadwyrężona więź pomiędzy szkołą, uczniami i rodzicami.

    Jaki jest, Pana zdaniem, największy problem, z którym zmaga się szkolnictwo na Litwie?

    Ciągłe reformy szkolnictwa, niekończące się zmiany skutecznie utrudniają szkołom proces nauczania uczniów.




    Reklama

    Afisze

    Więcej od autora

    Solecznicki Polak w litewskim wojsku: „W razie konieczności poprowadzę ludzi do walki”

    Witold Janczys: Na czym dokładnie skupia się twój kierunek studiów? Daniel Kumidor: Łączy obronę cywilną i wojskowość. Uczymy się tego, jak na przykład zorganizować obronę cywilną, jak pracować z cywilami. Uczymy się też dowodzenia plutonem, czyli oddziałem złożonym mniej więcej...

    Niemenczyńska Polka w litewskim wojsku: „Całym sercem z Ukrainą”

    W litewskim wojsku Katarzyna ma stopień starszego szeregowego, kieruje transporterem opancerzonym M-113 — pełni służbę w kompanii piechoty zmotoryzowanej w Centrum Szkolenia Bojowego im. gen. Adolfasa Ramanauskasa. Do wojska, jak sama opowiada, trafiła trochę przez przypadek, trochę przez miłość...

    Ukraiński żołnierz dla „Kuriera”: „Przyszli mordować nasze dzieci, kobiety i starców. Nie żałuję ich, jestem żołnierzem”

    Anton ma 28 lat, urodził się w Mukaczewie, w obwodzie zakarpackim na Ukrainie. Brał udział w wydarzeniach na Majdanie. Po tym, gdy w 2014 r. wspierani przez Rosję separatyści opanowali część miast w obwodach donieckim i ługańskim, zgłosił się...

    Jesteśmy źli na to piekło, które Rosja urządziła na Ukrainie

    „Kurier Wileński” rozmawia z Andriusem Tapinasem, litewskim dziennikarzem i działaczem społecznym, który ostatnio uruchomił społeczną zbiórkę na zakup dla walczącej z rosyjską napaścią Ukrainy nowoczesnego drona Bayraktar TB2. Skąd się u Pana pojawił pomysł zorganizowania społecznej zbiórki na dużego drona...