Jurkiewicz: Żołnierzom NATO tłumaczymy, czym była Rzeczpospolita Obojga Narodów

„Amerykanie wspólnie z nami chodzili po domach w Miednikach rozdając paczki” – opowiada w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Cezary Andrzej Jurkiewicz, członek zarządu Polskiej Fundacji Narodowej, który w miniony weekend wraz z żołnierzami NATO przybył z wizytą na Wileńszczyznę.

Na zaproszenie Polskiej Fundacji Narodowej żołnierze NATO odwiedzili kaplicę powstańców na Rossie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Cel Pańskiej wizyty na Litwie?

Udało nam się połączyć dwa projekty. Ściągnęliśmy żołnierzy sił NATO z Grupy Bojowej NATO w Bemowie Piskim, gdzie stacjonują żołnierze sił amerykańskich, brytyjskich, chorwackich, rumuńskich. Na Litwę przede wszystkim przyjechali Amerykanie oraz jedna pani oficer armii rumuńskiej. Będąc z nami podczas jednego z wyjazdów edukacyjnych w ramach projektu „Zwiastun” w Polsce – który był poświęcony temu, czym była Rzeczypospolita Obojga Narodów – ich dowódca spytał wprost: co robimy na święta? Odpowiedziałem, że na święta zawsze uczestniczymy w akcji „Paczka na Kresy” organizowanej przez Fundację „Kresy w potrzebie – Polacy Polakom”. Jako Polska Fundacja Narodowa wspieramy tą akcję poprzez obecność wolontariuszy, czyli ich dojazd i wyżywienie. Uważamy, że jest to nasza rola. Jeśli są osoby, które są gotowe przyjeżdżać na Wileńszczyznę i spotykać się z ludźmi, to nasza fundacja powinna tylko się cieszyć.  Kiedy o tym opowiedzieliśmy żołnierzom, to oni zgodzili się pojechać z nami.

Cezary Jurkiewicz, członek zarządu Polskiej Fundacji Narodowej
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Co żołnierze NATO robili na Litwie?

Wczoraj byli razem z nami w Miednikach. Amerykanie wspólnie z nami chodzili po domach w Miednikach – z powodu pandemii nie wchodziliśmy do domów, tylko stawaliśmy paczki na progu i składaliśmy życzenia. To był niesamowity obrazek. Bardzo się cieszę z akcji „Paczka na Kresy” z racji możliwości spotkania człowieka z człowiekiem. Jestem 14. raz przed Bożym Narodzeniem na Wschodzie. W tamtym tygodniu byłem na Ukrainie, w miejscowości, gdzie nigdy nie było Polaków od 1939 r. Na Litwie wszystko udało się nam organizować dzięki współpracy z o. Markiem Adamem Dettlaffem. Mogę powiedzieć, że przyjaźnimy się z franciszkanami od kilku lat i mogę stwierdzić, że przekazane przez fundację środki franciszkanie wykorzystują niezwykle mądrze i celnie. Wspieramy od 2018 r. ich projekty, które zostały wybrane i zatwierdzone przez zarząd Polskiej Fundacji Narodowej. Teraz widzimy owoce tej pracy. Chociażby tę instalację narodowo-patriotyczno-religijną (szopka u franciszkanów – przyp. red.) w kościele ojców franciszkanów, którą oglądają zarówno dzieciaki ze szkół polskich, jak i litewskich. Poza tym już jest wykonany projekt Instytutu Polskiego Dziedzictwa Narodowego na Litwie.

Plus Muzeum Chrztu Litwy.

Tak, Muzeum Chrztu Litwy jest również naszą pracą. Teraz też trwa remont barokowych organów, które dadzą możliwość przywrócenia festiwali muzyki barokowej w kościele. Tutaj pracuje nie tylko nasza fundacja, ale też Instytut Polonika, są pieniądze z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego kierowanego przez premiera Piotra Glińskiego.

Czytaj więcej: NATO odpowiada na prośbę Litwy o pomoc. Powoła grupę przeciwdziałania zagrożeniom hybrydowym

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czym jest Polska Fundacja Narodowa? Jakie są jej cele? Gdy spojrzałem na stronę fundacji, to wachlarz działalności jest bardzo szeroki: od spraw biznesowych po kulturę oraz dziedzictwo narodowe…

Fundacja została powołana w 2016 r. przez 17 spółek Skarbu Państwa. Będąc fundacją, mamy to szczęście, że możemy działać łatwiej, niż gdybyśmy byli stricte podmiotem państwowym. Ilość projektów, które realizujemy, czasami powala. Tak samo jest z ilością wykonanej pracy. Jesteśmy pod bardzo mocną presją mediów. Oczekiwania wobec nas są bardzo wielkie. Od początku zastanawialiśmy się nad dużą produkcją filmową związaną z historią rotmistrza Pileckiego, na podstawie którego można pokazać historię Polski w pigułce. Taki film jest produkowany w Polsce i będzie to film angielskojęzyczny. Ciągle podkreślamy, że jest tego za mało. Ostatnio naszą produkcją był film „Śmierć Zygielbojma” (biografia członka Rządu RP na uchodźctwie, Szmula Mordechaja Zygielbojma – przyp. red.), który opowiada historię osoby absolutnie zapomnianej. Jest to jednak tylko wycinek.

Oprócz projektów „Paczka na Kresy”, który jest projektem powtarzalnym, oraz „Zwiastuna” polegającego na współpracy z żołnierzami sił NATO, cieszę się ogromnie z dwóch projektów. Przypomnę tylko, że od 2017 r. żołnierze NATO stacjonują w Bemowie Piskim i rotują co 6 lub 9 miesięcy. Za każdym razem więc mamy nowego człowieka. Wozimy go po Polsce. Tłumaczymy mu historię Polski. Tłumaczymy złożoność procesów, które dzieją się również teraz.

Wypuszczamy stąd do swoich krajów ambasadorów Polski. To jest coś niesamowitego. Na przykład, kpt. Adams, który jest teraz z nami na Litwie, oświadczył: „Wyjeżdżam w lutym, ale wracam tutaj w lipcu”. Powiedział mi, że jest zakochany w Wilnie. To jest właśnie cel fundacji – zmazywanie stereotypów o Polsce. Wyjeżdżają z wiedzą, że Polska jest wielokulturowa, wielowyznaniowa, wielonarodowa. Wiedzą, jaka była historia Rzeczypospolitej oraz jakie są nasze losy. Rozumieją, dlaczego straciliśmy część kraju i dlaczego funkcjonujemy w takim obrębie, w jakim funkcjonujemy. Wiedzą, czym był antykomunizm i na czym polegał przełom Solidarności. Wiedzą, na czym polega nasze istnienie w państwie w tej chwili. Myślę, że to jest cudne. W momentach najbardziej wrażliwych potrafią włączyć swoje telefony, aby pokazać, gdzie są i opowiedzieć związaną z tym historię. Po drugiej stronie są ich rodziny. Tego absolutnie się nie spodziewałem, że ten projekt będzie tak ewaluował. Po raz pierwszy w historii, bo nic takiego nie pamiętam, żołnierze amerykańscy rozdawali paczki komukolwiek poza Ameryką. To była ich wola. Przyjąłem to z dużą radością. W dobie kryzysu, który mamy na granicy łotewsko-litewsko-polsko-białoruskiej, to jest wielki znak. Na tym właśnie polega projekt „Zwiastun”.

Powracając do projektów, z których bardzo się cieszę. Po pierwsze, to budowa Muzeum Ofiar Komunizmu w Waszyngtonie. To jest bardzo mocny projekt, gdzie będzie widoczna narracja związana z Polską i tzw. krajami demokracji ludowej. Projekt jest bardzo kosztowny, ale czymś ważnym jest, aby takie miejsce było w Waszyngtonie. Po drugie, jestem wdzięczny wszystkim badaczom i historykom, którzy przygotowują raport o stanie państwa odnośnie reparacji. To my jesteśmy tą fundacją, która poświęciła swoje pieniądze na zespół ludzi przygotowujący 800-stronicowy dokument związany ze stratami Polski. Są wyliczone co do złotówki, jeżeli chodzi o kwestie tego, czego trzeba żądać od Niemiec jako reparacje.

Czytaj więcej: Nausėda na szczycie NATO w Brukseli. Pierwszy udział prezydenta USA Joe Bidena