Cichociemni – legenda polskich sił zbrojnych

W nocy z 26 na 27 grudnia 1944 r. odbył się ostatni zrzut cichociemnych. Stanowili elitę polskiego wojska. Dodatkowo byli świetnie wyszkoleni w bazach na terenie Wielkiej Brytanii i Włoch, a przerzucani drogą lotniczą do okupowanego kraju, stanowili ogromne wsparcie dla Armii Krajowej.

Znak Spadochronowy AK przyznany po wojnie 316 cichociemnym
| Fot. wikipedia

„Nazywamy ich cichociemnymi. Nazwa niejednemu wyda się może dziwaczna, ale spróbujcie znaleźć lepszą na określenie takiego charakternika, który potrafi zjawić się niespostrzeżony tam, gdzie się go najmniej spodziewają i pożądają, cicho a sprawnie narobić nieprzyjacielowi bigosu i wsiąknąć niedostrzegalnie w ciemność, w noc – skąd przyszedł” – tak pochodzenie nazwy wyjaśnione zostało w „Drogach cichociemnych”.

Skrupulatnie wybranych 2 413 kandydatów przeszło wymagające szkolenie w najlepszych brytyjskich ośrodkach przygotowujących żołnierzy do służby w specjalnych formacjach wojskowych. Pełne szkolenie ukończyło jedynie 606 osób, z czego 579 uznano za gotowych do przerzutu na tereny okupowanej Polski celem prowadzenia szeroko pojętej dywersji i walki z niemieckim najeźdźcą. Nie sposób przecenić roli, jaką odegrali cichociemni w walce z okupantem. Z rąk Niemców zginęło 84 skoczków. Po zakończeniu II wojny światowej, w komunistycznej Polsce, w sfingowanych procesach oskarżono i skazano na śmierć 9 skoczków, wielu innych i ich rodziny prześladowano i represjonowano. Do sowieckich łagrów zesłano aż 95 cichociemnych, aż dziesięciu skazano dwukrotnie.

Od lewej: kpt. cc Jan Górski ps. Chomik oraz kpt. cc Maciej Kalenkiewicz ps. Kotwicz – współtwórcy cichociemnych
| Fot. wikipedia

Mottem jednostki było „Wywalcz wolność lub zgiń”. Słowa te pochodzą z „Piosenki Wileńskiej Więźniów na Łukiszkach”, którą latem 1940 r. przywiózł do Anglii późniejszy cichociemny, kpt. Florian Adrian. Są to słowa przedostatniej zwrotki, które kpt. Adrian umieścił na mapie II Rzeczypospolitej, w sali wykładowej w ośrodku szkoleniowym w Audley End.

Wśród cichociemnych związanych z Wileńszczyzną najbardziej znaną postacią jest zapewne Maciej Kalenkiewicz ps. „Kotwicz”. To właśnie on, wspólnie z kpt. Janem Górskim ps. „Chomik” byli propagatorami idei desantów polskich żołnierzy na tereny okupowane. W marcu 1941 przygotowali wspólnie referat „Uderzenie powierzchniowe jako nowa forma walki zaczepnej”, rozwijający wcześniejsze koncepcje. Miało ono polegać na jednoczesnej i skoordynowanej akcji złożonej z desantów morskich i powietrznych, bombardowań, ataków lądowych oraz działań powstańczych i sabotażowo-dywersyjnych na tyłach nieprzyjaciela.

Sam Kalenkiewicz do Polski wyleciał niefortunnym lotem nr 2 o kryptonimie „Jacket”, 27 grudnia 1941, wspólnie z por. Marianem Jureckim, por. Alfredem Paczkowskim, por. Andrzejem Świątkowskim i kurierami politycznymi: pchor. Tadeuszem Chciukiem i kpr. Witoldem Strzeleckim. Niestety, lądowanie odbyło się pomyłkowo na terenie włączonym do Rzeszy, w okolicy miejscowości Kiernozia, niedaleko granicy z Generalnym Gubernatorstwem. Kalenkiewicz, wraz z trzema innymi skoczkami, został aresztowany przez straż graniczną i od razu mieli okazję pokazać, jak dobrze zostali wyszkoleni. Na posterunku Polacy zaczęli strzelać i po wybiciu niemieckiej załogi odzyskali wolność.

W historii Wileńszczyzny „Kotwicz” zapisał się przede wszystkim jako współinicjator operacji „Ostra Brama”. W walkach nie wziął jednak udziału – był wówczas świeżo po operacji amputacji prawej ręki, która okazała się konieczna ze względu na gangrenę, jaka wdała się w ranę odniesioną w walce. Nie było go także podczas narady w Boguszach, dzięki czemu uniknął aresztowania. Po rozpoczęciu sowieckich represji reprezentował pogląd, że należy kontynuować działalność partyzancką i konspiracyjną na terenach wschodnich. Był przekonany, że nie należy się przedostawać na Zachód, gdyż pozostanie oddziałów Armii Krajowej na terenach zajętych przez sowietów konieczne jest zarówno ze względów propagandowych, jak i w celu podbudowania morale i ochrony ludności.

Czytaj więcej: Cichociemni – wciąż nieznana elita polskiego wojska

Do historii elitarnych żołnierzy czasów wojny nawiązuje Jednostka Wojskowa GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej – jednostka wojskowa Wojsk Specjalnych, sformowana 13 lipca 1990 r. w odpowiedzi na postrzelenie przez terrorystów 30 marca 1990 r. w Bejrucie dwojga Polaków w odwecie za pomoc polskiego rządu w emigracji Żydów z ZSRR do Izraela. Siedem lat temu Aleksander Tarnawski, ostatni z żyjących cichociemnych, wykonał skok w tandemie spadochronowym właśnie z żołnierzami jednostki GROM. Miał wówczas 93 lata.

Załadowany do lotu ze zrzutem Halifax z 148 Dyonu na lotnisku Campo Cassale – 1944
| Fot. wikipedia

Pomimo to historia cichociemnych nadal nie jest dobrze znana. Ich losy są niezwykle trudne do poznania, nie tylko ze względu na długi okres komunistyczny, w którym nie było dla nich miejsca w historii, ale także ze względu na konspirację jednostki. Była ona tak silna, że cichociemni często nie znali się nawet nawzajem.

Czytaj więcej: Ta wojna zaczęła się w Wilnie

Mieszkańcy Wilna mieli okazję bliżej poznać ich ponad trzy lata temu, w czasie wystawy „Cichociemni zesłani na Wschód”, w której wzięli udział prezes Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, dr Bogdan Rowiński i prof. Krzysztof Heyke.

„Ci, którym proponowano wejście do formacji, byli ochotnikami. Mieli tylko chwilę na zastanowienie. Jeżeli ktoś zdecydował się na bycie cichociemnym, znikał nie tylko ze swojej jednostki, ale także musiał zerwać kontakty z bliskimi. Jeśli ktoś odmawiał, musiał zapomnieć o rozmowie na ten temat. Powstała formacja, która nie miała munduru ani sztandaru. Nie istniała. Jedynym znakiem był orzeł spadający z góry ze spadochronem i znakiem Polski Walczącej” – mówił wówczas „Kurierowi Wileńskiemu” dr Bogdan Rowiński.