Mistrz słowa pisanego. Życie Juliana Tuwima

Wszyscy go znamy przede wszystkim z wierszyków dla dzieci, jak: „Lokomotywa”, „Ptasie radio” czy „Abecadło”. Ale poeta Julian Tuwim pisał też teksty, które zupełnie nie nadawały się dla najmłodszych…

Julian Tuwim
| Fot. NAC

Julian Tuwim (ur. 13 września 1894 r. w Łodzi, zm. 27 grudnia 1953 r. w Zakopanem) miał cięty język, używał dosadnych, ostrych i często niecenzuralnych określeń. Gdyby w swoich czasach do dyspozycji miał internet, stałby się hejterem numer jeden i celebrytą w jednym.

Od Juliana Tuwima obrywało się narodowcom, Polakom, Żydom (którym sam był), zbyt frywolnym jego zdaniem kobietom, miastu Łodzi, gdzie się urodził i przez lata mieszkał. Praktycznie wszystkim miał coś do zarzucenia i piętnował to w wierszach. Tej twórczości nie poznaliśmy w szkolnych ławkach, nie znalazła się też na kartach ówcześnie wydawanych książek.

Tymczasem ten spory kawał ironicznej twórczości nadal jest aktualny, a czytając go, dochodzi się do wniosku, że praktycznie niewiele się zmieniło w obecnych czasach. Te treści są nadal aktualne.

Twarda szkoła literata

Julian Tuwim nie miał łatwego życia ze względu na swoje żydowskie korzenie. Międzywojnie to na świecie czas nasilenia się nastrojów antysemickich, a w Polsce jedną z głównych sił politycznych była endecja, która posługiwała się hasłami antysemickimi. Skrajna prawica nazywała Tuwima obraźliwie „gudłajskim Mickiewiczem” („gudłaj” to pogardliwie o Żydzie), zarzucano mu „zażydzanie” polskiej literatury.

Mariusz Urbanek, pisarz, publicysta, autor poczytnych literackich biografii, w tym „Tuwim. Wylękniony bluźnierca” (Iskry, 2013), twierdzi, że powinno się Tuwimowi nawet wybaczyć bałwochwalcze uwielbienie dla Armii Czerwonej i Stalina, gdyż był on wyjątkowo źle traktowany przez endecką prasę. W czasopiśmie „Prosto z Mostu” w 1930 r. odnotowano: „Tuwim nie pisze po polsku, lecz tylko w polskim języku”. Później „Jojne Tuwima” odsyłano do getta, gdzie ma założyć chałat i jarmułkę, zapuścić pejsy i pisać w jidysz, którego zresztą nie znał. Wtedy dopiero – twierdziły endeckie gazety – byłby na swoim miejscu.

Po takiej twardej szkole, jaką przeszedł w przedwojennej Polsce, kiedy znalazł się w USA (mieszkał tam w latach 1942–1946), z przerażeniem zobaczył, że mimo iż na terenie Polski działają stworzone przez niemieckich okupantów getta i trwa Zagłada, to w prasie emigracyjnej tryskają wciąż te same antysemickie soki co przed wojną. A i później stało się dla niego jasne, że komunizm nie jest wcale lepszy.

Z drugiej strony Tuwim, choć nie przeczył swojemu pochodzeniu, czuł się Polakiem i przez to też był krytykowany przez Żydów. Znienawidzony przez „prawdziwych Polaków” i „prawdziwych Żydów”, niemogący się nigdzie odnaleźć, mający wielu wrogów i fałszywych przyjaciół, w końcu sam znienawidził niemal wszystkich. Choć bardziej pod względem satyrycznym, czego dawał upust w swoich wierszach.

Czytaj więcej: Ulicy JulianaTuwima na razie nie będzie

Pióro ostre jak brzytwa

Jak pisał Czesław Miłosz, w katastroficznym poemacie „Bal w operze” możemy zobaczyć Tuwima – zrozpaczonego zezwierzęceniem świata. Poeta napisał go latem 1936 r., gdy wybuchła wojna domowa w Hiszpanii, był też wstrząśnięty tym, co się dzieje w Polsce. Pełnym gniewu, ciętym językiem pokazuje w nim, jak się bawią elity, a styl czasem przywodzi na myśl jego „Lokomotywę”.

  • Dzisiaj wielki bal w Operze.
  • Sam Potężny Archikrator
  • Dał najwyższy protektorat,
  • Wszelka dziwka majtki pierze
  • I na kredyt kiecki bierze,
  • Na ulicach ścisk i zator,
  • Ustawili się żołnierze,
  • Blyszczą kaski kirasjerskie,
  • Błyszczą buty oficerskie,
  • Konie pienią się i rżą,
  • Ryczą auta, tłumy prą,
  • W kordegardzie wojska mrowie,
  • Wszędzie ostre pogotowie,
  • Niecierpliwe wina wrą (…)
Portrety Juliana Tuwima i Stefanii Tuwimowej (oba z 1929 r.) autorstwa Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego)
| Fot. wikipedia

„Bal w operze”, choć napisany w 1936 r., wydany został dopiero po II wojnie światowej. Tekst ten ma wymowę wyraźnie katastroficzną. Tuwim w poemacie dokonuje krytyki autorytarnych rządów. Wytknął w nim najniższe ludzkie instynkty rządzące światem, jak chuć i chciwość. Niestety, życie każdych „elit” wygląda podobnie – niezależnie od czasów…

W satyrycznych utworach Tuwima jest wiele poetyckiej żółci i nienawiści. Jednak jak uważają krytycy literaccy, nie była to nienawiść dla samej nienawiści, ale wynikająca z jego osobistych doświadczeń. Tuwim to osoba bardzo skomplikowana, niejednoznaczna. Był kontrowersyjny i „nieznośny”. Prowokował i sam się wystawiał na ataki, bo lubił wbijać szpile narodowcom. Przykładem tego jest fraszka, w której pozwolę sobie ukryć niecenzuralne słowo:

Próżnoś repliki się spodziewał.
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet pies cię j…,
bo to mezalians byłby dla psa.

Za swoją postawę wyrażaną w języku poezji był przez jednych znienawidzony, przez drugich – uwielbiany. Niewielu jednak dziś wie, że to za sprawą Tuwima i dzięki jego interwencji u Bolesława Bieruta ułaskawiono skazanych w 1946 r. na śmierć żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, organizacji, która w czasie wojny formowała się z członków obozu narodowego.

Poeta nie pozostawał dłużny słowem także ortodoksyjnym Żydom. Ich też krytykował. Wypowiedział się kiedyś w wywiadzie: „Daleki oczywiście od antysemityzmu, zawsze byłem, jestem i będę przeciwnikiem umundurowanych brodaczy i ich hebrajsko-niemieckiego bigosu oraz tradycyjnego kaleczenia mowy polskiej. Najwyższy czas, panowie, obciąć długopołe kaftany i kręcone pejsy, a także nauczyć się szacunku dla języka narodu, wśród którego mieszkacie”.

Napisał też niezbyt pochlebnie o swoich ziomkach w wierszu „Żydzi”. Gorszył, był złośliwy, niewybredny, sarkastyczny.

Bal środowiska literackiego w Warszawie, luty 1927 r. Widoczni m.in.: poeta Julian Tuwim (stoi z prawej z papierosem w dłoni), ppłk Józef Beck, późniejszy minister spraw zagranicznych (w pierwszym rzędzie), powieściopisarz i podróżnik Antoni Ferdynand Ossendowski (drugi z lewej w drugim rzędzie), poeta i skamandryta Kazimierz Wierzyński (czwarty z lewej w drugim rzędzie), lekkoatletka i olimpijka, a także poetka Halina Konopacka-Matuszewska (z kwiatami w dłoni), poeta Jan Lechoń i skamandryta (na górze z lewej, w okularach), publicysta Andrzej Strug (w środku z siwymi włosami)
| Fot. NAC

Tuwim zakochany

Jednak dla rzesz Tuwim to inny Tuwim: liryczny i romantyczny. Przypomnijmy, że utwór „Miłość ci wszystko wybaczy”, wykonywany brawurowo przez Hankę Ordonównę, jest do słów wiersza Juliana Tuwima.

Miłość w jego życiu była ważna. Sam kochał do szaleństwa swoją Stefeczkę przepiękną, Stefulinkę, Fifunię – tak się zwracał do swej wybranki serca Stefanii Marchew, jego jedynej żony.

Stefania była podobno skończoną pięknością. O tym też świadczą zachowane zdjęcia. Tuwim mawiał, że Afrodyta mogłaby jej wiązać sznurowadła u bucików. To była pierwsza miłość poety. Miał zaledwie 17 lat, gdy ją pierwszy raz zobaczył, i od razu stracił dla niej głowę. Pobrali się dopiero po siedmiu latach od ich pierwszego spotkania, w tym czasie pisał do niej namiętne listy i dedykował wiersze. Stefania była „niemiłosiernie jedyna” (to cytat z jednego z jego wierszy).

Nie wszyscy jednak podzielali zachwyt nad Stefanią. Złośliwa z natury ówczesna skandalistka Magdalena Samozwaniec twierdziła, że oczy jej są zbyt lalkowate; a słynna z uszczypliwości Irena Krzywicka określała ją jako zimną, wiecznie znudzoną, zajętą swoją urodą. Panowie zapewne byli innego zdania. Zachwycony jej wdziękiem i urodą był sam Stanisław Ignacy Witkiewicz, słynny Witkacy, malując jej portret.

Ślub Stefanii Marchwiówny i Juliana Tuwima odbył się 30 sierpnia 1919 r. Gościem weselnym był m.in. Leopold Staff, który nazwał pannę młodą „królewną z bajki” i był niezmiernie dumny, że go posadzono obok niej (tak wspominał inny pisarz, Jarosław Iwaszkiewicz). Stefania do końca życia pozostała muzą i wielką miłością Juliana, inspiracją do jego wierszy. Przeżyła go o 38 lat.

Czytaj więcej: Czesław Miłosz – poeta i prawnik, czyli o zapomnianej tożsamości noblisty

Smutek poety

Wiersze Tuwima wpadały i wpadają w ucho, są piękne. Do dziś słuchamy interpretacji muzycznej jego „Grande Valse Brillant” w wykonaniu Ewy Demarczyk. To piosenka dziś kultowa, mierzą się z nią także współczesne artystki poezji śpiewanej.

Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca,
Panną, madonną, legendą tych lat?
Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca,
Świat, co w ramiona ci wpadł? (…)

A ze szkolnej ławki pozostaną nam w pamięci „Kwiaty polskie”. Ten wielki poemat Julian Tuwim zaczął pisać w 1940 r. na emigracji, dokąd udał się po najeździe III Rzeszy na Polskę – najpierw w Brazylii, potem od 1942 r. w USA, gdzie przebywał wraz z żoną, kontynuował zaś po powrocie do kraju w 1946 r. „Kwiaty polskie” pisał aż do śmierci (zmarł 27 grudnia 1953 r. w zakopiańskim pensjonacie na atak serca). Utworu nie ukończył.

Dzieło chętnie czytane było podczas okupacji, m.in. fragment znany pod tytułem „Modlitwa”:

Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych, win przeklętych. (…)

Tuwim dzieciom

Inny Tuwim to ten piszący dla dzieci, specjalnie dla nich. Po dziś dzień jego utwory śmieszą, wzruszają, a także uczą. Niektórzy do teraz recytują z pamięci jego wiersze. Znamy: „Lokomotywę”, „Abecadło”, „Słonia Trąbalskiego”, „Zosię Samosię”, „Murzynka Bambo” czy „Ptasie radio”.

Ta poezja dla dzieci jest bardzo cenna. Wierszyki uczą tolerancji, szacunku, wychowują, ośmieszają przywary. Pisząc dla dzieci, poeta bardzo poważnie traktował małego odbiorcę. Doceniał wrażliwość i inteligencję dziecka. Kochał dzieci. Sami z żoną, nie mając potomstwa, adoptowali córkę Ewę, która wspominała ich jako wspaniałych rodziców.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 2(6) 15-21/01/2022