Litewski historyk o zdradzie jałtańskiej i sytuacji we współczesnej Europie

W dniach 4-11 lutego 1945 r. w Jałcie odbyła się konferencja z udziałem Stalina, Churchilla i Roosevelta, gdzie został faktycznie ukształtowany powojenny ład. W Polsce w odniesieniu do tego wydarzenia często mówi się o „zdradzie jałtańskiej”. Historyk Algimantas Kasparavičius sądzi, że sytuacja była bardziej skomplikowana.

W lutym 1945 r. Stalin, Roosevelt i Churchill zadecydowali m.in. o dalszych losach Polski
| Fot. wikipedia

Konferencja trzech głównych graczy koalicji antyhitlerowskiej odbyła się w pałacu cesarskim w Liwadii. Stalin, Roosevelt oraz Churchill zadecydowali o przyszłości Niemiec po osiągnięciu pełnego zwycięstwa. Podjęto też decyzje w sprawie przyszłego kształtu i ustroju Polski. Polska miała zostać krajem niepodległym i demokratycznym. Premier Wielkiej Brytanii zabiegał o to, by w Polsce odbyły się demokratyczne wybory. Sowieci zgodzili się na propozycję aliantów, ale w praktyce zrobili z Polski, podobnie jak z innymi państwami w regionie, kraj komunistyczny.

Deklaracja Reagana

Duży wpływ na losy Europy Środkowo-Wschodniej miała postawa USA.
– Po pierwsze, trzeba pamiętać, że w 1945 r. kraje Europy Wschodniej nie były sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Teraz jesteśmy, a wcześniej nie byliśmy. Więc mówić o jakiejś zdradzie jest trochę nie na miejscu. Po drugie (jeśli weźmiemy wszystkie trzy konferencje, w Teheranie, Jałcie i Poczdamie), prezydent Ronald Reagan w 1985 r., z okazji jubileuszu zakończenia II wojny światowej wydał oświadczenie, gdzie po raz pierwszy w imieniu Białego Domu potępił zawartą wówczas umowę. Powiedział mniej więcej w ten sposób, że wówczas popełniono błąd, to było działanie niehonorowe i złożył swoiste życzenie, aby w przyszłości duże kraje tego typu błędów nie popełniały – tłumaczy w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” historyk Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy.

Naukowiec podkreślił, że w dużym stopniu oświadczenie Reagana było spowodowane wpływem wieloletniej pracy resztek niezależnej dyplomacji Litwy, Łotwy i Estonii, które funkcjonowały na Zachodzie po zakończeniu II wojny światowej. Poza tym to wpisywało się „w walkę z komunizmem” samego prezydenta USA. To oficjalne oświadczenie prezydenta Ameryki nigdy nie zostało odwołane lub cofnięte przez następców Reagana, czyli można założyć, że do dzisiaj jest to oficjalne stanowisko Waszyngtonu.

Nie warto jednak automatycznie przekładać oświadczenia z drugiej połowy lat 80. XX wieku, jak uważa historyk, na obecne relacje USA z Rosją.
– Zazwyczaj tego typu oświadczenia są robione z uwzględnieniem pewnych obliczeń. Funkcjonują w pewnych określonych okolicznościach. Od tego oświadczenia minęło ponad 30 lat. Sytuacja w Europie i na świecie mocno się zmieniła. Jednak na pewno ludzie stojący u steru Stanów Zjednoczonych znają swoją historię. Wydaje mi się, że Ameryka nie chce ponownie znaleźć się w sytuacji, jaka zaistniała po II wojnie światowej, kiedy powstały dwa supermocarstwa. Tak naprawdę, w latach 50. lub 60. ubiegłego wieku nikt nie mógł odpowiedzieć, która ze stron wygra. To dla Ameryki były czasy mające egzystencjalny charakter. Dopiero pod koniec lat 80. i na początku 90. powstało takie szczęśliwe zakończenie tej rywalizacji, gdzie zwycięzcą okazała się cywilizacja zachodnia. Sądzę, że administracja amerykańska nie chce powtórki z tego, co musiała przeżyć po wojnie we Wietnamie czy przed podpisaniem aktu w Helsinkach (Akt końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie z 1975 r. – przyp. red.), kiedy Ameryka Łacińska, Afryka czy Azja przechylały się w stronę ZSRS. Wydaje się, że wówczas Ameryka zdała sobie sprawę, że tego typu transakcja z systemem totalitarnym, zaprowadzi ją w bardzo skomplikowaną sytuację. Ze względu na wiele czynników, których nikt nie mógł przewidzieć, udało się wygrać zimną wojnę. Podsumowałbym sytuację następująco – Stany Zjednoczone rozumieją, że samo w sobie postawienie się w takiej sytuacji, kiedy nie wiesz, czy wygrasz, jest błędem. W przypadku dzisiejszej sytuacji na Ukrainie to w pierwszej kolejności Stany nie myślą o integralności terytorialnej tego kraju. Bo takie rzeczy w dużej polityce – jeszcze od czasów rzymskich i nieważne, czy to komuś podoba się lub nie – są drugorzędne. Dlatego USA przede wszystkim myślą o własnej egzystencji i swoim miejscu na świecie. Stany nie chcą po raz drugi znaleźć się w epicentrum zimnej wojny, dlatego cały ich wysiłek jest skierowany na to, aby utrzymać kontrolę nad sytuacją, m.in. również poprzez obronę suwerenności Ukrainy – zaznacza Kasparavičius.

Czytaj więcej:Jałta: Stalin chciał, by Polacy zrozumieli, że to koniec

Stany Zjednoczone wyciągnęły wnioski z II wojny światowej – uważa Algimantas Kasparavičius
| Fot. wikipedia

Interesy narodowe

W trakcie II wojny światowej większość krajów Europy Środkowej (Węgry, Rumunia, Bułgaria) były sprzymierzone z III Rzeszą, dlatego ich los zbytnio nie obchodził krajów zachodnich. Sytuacja z Polską była inna. Polska była pierwszą ofiarą wojenną. Jednak w tym przypadku zwyciężył również pogląd Stanów Zjednoczonych, które wówczas nie były zainteresowane tym regionem. Właśnie trafienie do strefy wpływu sowietów było nazywane przez polskie środowiska emigracyjne „zdradą jałtańską”.

– Z punktu widzenia formalnego Stany Zjednoczone nie miały żadnych zobowiązań względem Polski, bo Polska de facto utraciła państwowość zanim Ameryka oficjalnie stała się uczestnikiem wojny z Niemcami. Oczywiście, można mówić o pewnych zobowiązaniach cywilizacyjnych lub moralnych, ale formalno-prawnych żadnych zobowiązań w tej kwestii nie było. Inna sytuacja była z Francją i Wielką Brytanią. Tutaj faktycznie były odpowiednie umowy o wzajemnej pomocy, które, co prawda, w 1939 r. nie zostały zastosowane – podkreśla historyk.

Nasz rozmówca podkreślił, że los krajów mniejszych i średnich w dużym stopniu zależy od interesów narodowych państw dużych, co niekoniecznie jest zbieżne.
– Przede wszystkim liczą się interesy narodowe konkretnych państw. Elity amerykańskie bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, jakie to są interesy. Wszystkie działania są spowodowane tymi interesami narodowymi. Na podstawie nich działają również w Europie Wschodniej. Na danym etapie nasz pogląd na sytuację i pogląd Amerykanów jest tożsamy. Chociaż, oczywiście, nie we wszystkim. Kryzys na Ukrainie jeszcze nie zakończył się i na razie nie widzę żadnych podstaw do mówienia, że szybko się zakończy. Tym bardziej, że niektóre kraje NATO prowadzą własną grę, jak widać na przykładzie Turcji. Nie ma też jedności w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Polityka względem Rosji na Węgrzech lub Czechach jest inna niż w Polsce i na Litwie. Administracja USA widzi całą tę mapę emocji i interesów w Europie. Tę mapę ma też Putin. Nasza sytuacja w dużym stopniu zależy od relacji tych dwóch sił. Sytuacja nasza jest bardzo skomplikowana, ponieważ nadal jest sporo niewiadomych – dodaje rozmówca.

Czytaj więcej: W Wilnie Trójkąt Lubelski stał się czworokątem