Pięć lat walczył o drogę, która już była

We wsi Zagłobie w samorządzie mariampolskim w rejonie wileńskim mieszka Katarzyna Swatkowska, osiemdziesięciodwulatka. Jest obłożnie chora. Nie może się poruszać o własnych siłach. Wymaga stałej, codziennej opieki.
Opiekuje się nią córka, przychodzi też pielęgniarka oraz dojeżdżający codziennie syn. Dla rodziny problemem jest droga dojazdowa do domu, a właściwie jej brak. Jak myśli rodzina Swatkowskich, dzieje się tak z powodu niedoinformowania urzędów.

„To wielkie utrudnienie, z którym borykamy się od wielu lat, ponieważ przez pięć lat zgłaszamy się do różnych urzędów z prośbą, żeby rozwiązano ten problem“ – mówi Swatkowski
| Fot. Darius Jančiauskas

Droga w okropnym stanie

– Droga jest okropna, a w dodatku możemy po niej jeździć tylko z uprzejmości gospodarza, ponieważ prawnie jej nie ma. A więc, jeżeli gospodarz tego pola nie pozwoli nam po niej jeździć, to w ogóle nie będziemy mieli możliwości dojścia do domu. Tak naprawdę, jest jeszcze jedno miejsce na drogę, tam ona zawsze była, ale przez wiele lat, ponieważ nikt z niej nie korzystał, to zarosła. Myślę, że tam można byłoby ją zrobić i nikomu już nie przeszkadzać – ocenia Józef Swatkowski.

Status drogi jest nieuregulowany prawnie. Część drogi, której właścicielem jest lokalny samorząd, w ubiegłym roku została naprawiona. Druga część znajduje się w fatalnym stanie, ponieważ tej drogi według prawa nie ma i starosta nie może jej naprawić.

Problemy z dotarciem karetki

– Dla nas to ogromny problem, zwłaszcza teraz, gdy mama jest obłożnie chora. Miała trzy wylewy, jest obłożnie chora. Siostra mieszka z nią, a ja codziennie dojeżdżam. Zdarzają się przypadki, zwłaszcza jesienią lub wiosną, że samochód zostawiam w pół drogi i idę na piechotę. Największym problemem jest pogotowie czy zwykła wizyta pielęgniarki. Lekarz rodzinny przed wizytą zawsze dzwoni i pyta, czy jest możliwość dojechania, jeżeli nie ma, wizytę odkładają. Czasami mama czuje się gorzej i potrzebuje wizyty pogotowia, ale to nie zawsze jest możliwe, żeby pogotowie do nas dojechało ze względu na zły stan drogi – mówi Józef.

Brak drogi przez wiele lat

Jak mówi Józef Swatkowski, brak drogi to jest ogromne utrudnienie, z którym rodzina boryka się od wielu lat. Przez pięć lat zgłaszali się do różnych urzędów z prośbą, żeby rozwiązano ich problem.

– Ja już nie wiem, co mamy robić, dokąd się zgłaszać. To jest znęcanie się nad zwykłym czlowiekiem. Wyobraźcie sobie, że nawet śmieci nie mogą zabrać, ponieważ droga jest nieprzejezdna. Więc biorę ten pojemnik, wstawiam do samochodu i wiozę tam , gdzie droga jest naprawiona. Samochód już tak zniszczyłem, że pracuję tylko na jego remonty – zaznacza Swatkowski.

Obłożnie chora matka

Pielęgniarka, która opiekuje się panią Katarzyną, potwierdza, że stan kobiety jest bardzo ciężki i że potrzebuje stałej opieki medycznej. Niestety, z powodu złego stanu drogi tej opieki zapewnić jej nie można, bo ani lekarz, ani karetka pogotowia po tej drodze dojechać do chorej nie mogą.

– To jest leżąca kobieta, sama nie może wstać, chodzić, dlatego lekarz powinien taką osobę odwiedzać w domu, żeby sprawdzić ciśnienie, tętno, wszystko to, co przepisze lekarz rodzinny. Z powodu złego stanu drogi nie zawsze możemy to zrobić. Przed wizytą zawsze dzwonimy do syna i pytamy, jaki jest stan drogi, czy możemy dojechać – mówi Valentina Saviskaja, pielęgniarka.

Starosta wie o problemie

Starosta Mariampola, Andrej Żabelowicz, także wie o problemie rodziny Swatkowskich i jak mówi, jeżeli tylko prawnie wszystko zostanie uregulowane, to on obiecuje, że na wiosnę naprawi drugą część drogi.

– Jest w Mariampolu dużo takich dróg, gdy człowiek nie może dojechać do swojego domu, gdyż prawnie drogi nie ma, a korzysta tylko z uprzejmości gospodarza. A więc my takiej drogi też naprawić nie możemy, ponieważ to jest ziemia prywatna. Koło zamknięte. Dzisiaj to bardzo wielki problem – mówi urzędnik.

W samorządzie rejonu wileńskiego uzyskaliśmy informację, że drogi zbudować ani wyremontować dla rodziny Swatkowskich się nie da, bo jest to ziemia prywatna, niepodlegająca jurysdykcji samorządu.

„Droga, o której jest mowa, nie spełnia kryteriów określonych w opisie zarządzania wykazem dróg i ulic o znaczeniu lokalnym samorządu rejonu wileńskiego. Ponadto, obecny odcinek drogi znajduje się na działkach prywatnych i w związku z tym musi być zarządzany i utrzymywany przez użytkowników dróg. Działki są tworzone i zwracane jako własność przez Krajową Służbę Ziemi podlegającą Ministerstwu Rolnictwa“ – napisano w mailu nadesłanym przez samorząd rejonu wileńskiego.

Czytaj więcej: Sezon grzewczy. Samorząd Rejonu Wileńskiego radzi, jak zaoszczędzić

Dla rodziny problemem jest droga dojazdowa do domu, a właściwie jej brak
| Fot. Darius Jančiauskas

Prawnik radzi

Postanowiliśmy zapytać prawników, jakie możliwości ma pan Józef oraz inni ludzie w podobnej sytuacji w walce o drogę; czy można im w jakikolwiek sposób pomóc.

– Jeżeli drogi dojazdowej nie ma do działki, to jedyną możliwością jest ustanowienie serwitutu przez sąsiednią działkę, uwzględniając to, że należy ten serwitut tak zaprojektować, żeby był jak najmniej niewygodny dla gospodarza tej działki, na której będzie ustanowiony serwitut. Jeżeli gospodarz działki, na której ma być robiony serwitut, nie zgadza się, to należy też udowodnić w sądzie, że rzeczywiście nie ma innego dojazdu. Oczywiście jest kwestia odpłatności za taki ustawiony serwitut – tłumaczy Grzegorz Sakson, prezes Związku Prawników Polaków na Litwie.

Droga jest, ale informacji nie było

Tymczasem Ruslanas Golubovas, rzecznik prasowy Państwowej Służby Ziemi, podlegającej Ministerstwu Rolnictwa Litwy, w rozmowie z nami był zdziwiony, że człowiek przez pięć lat walczy o drogę.

– Nie rozumiem, dlaczego temu człowiekowi nikt nie wytłumaczył, że droga jest. Na podstawie tej informacji, jaką posiadam, widzimy, że aż do gospodarstwa tego człowieka utworzono drogę według serwitutu. To jest droga zgodnie z prawem. Tak, ta droga idzie między cudzymi działkami, przez cudze terytoria. Ale za to istnieje serwitut, to znaczy, że nikt nie ma prawa zabronić korzystania z tej drogi. W tym przypadku więc ten człowiek naprawdę nie powinien się bać i śmiało może zacząć naprawiać drogę i z niej korzystać. Tej drogi nikt nie ma prawa zaorać, zabronić z niej korzystać, jak się ten pan obawia. Jeżeli tylko ktoś spróbuje przeszkodzić w korzystaniu z niej, ten pan od razu może zwracać się do Państwowej Służby Ziemi i na policję – zapewnia Ruslanas Golubovas. 

Czytaj więcej: W rejonie wileńskim rodzi się coraz więcej chłopców