Daniel Naumovas: „Biobankowanie przyszłością medycyny”

Trzeba uczciwie przyznać, że niewiele wiemy o biobankowaniu. Tymczasem w przyszłości może ono pomóc w zwalczaniu wielu chorób, tworzeniu nowych technologii, powstawaniu nowych metod terapii czy leków.

Czym są biobanki? Czy, jak sugerowałaby nazwa, są to instytucje pożyczające fundusze na badania naukowe? O tym rozmawiam z Danielem Naumovasem, starszym biologiem medycznym, kierownikiem Biobanku Szpitala Santaros Klinikos.

Daniel Naumovas.
Daniel Naumovas
| Fot. Bartosz Frątczak

Brenda Mazur: Zanim odpowie pan na moje pytanie, proszę powiedzieć, jak się zaczęła pana historia z biobankiem. Myślę, że od zamiłowania do biologii i chemii, które wyniósł pan z Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie, do którego pan uczęszczał…

Nie do końca. Muszę uczciwie przyznać, że nie pałałem wielką miłością do chemii i nie myślałem w tamtym czasie wiązać swojego życia z tą dziedziną nauki ani z biologią. Ale po czasie zainteresowałem się tym wszystkim, o czym się mówi w kontekście zagrożeń dla ludzkości, o globalnym ociepleniu, o ekologii, o wciąż powstających chorobach cywilizacyjnych. I wtedy spojrzałem na te zjawiska innymi oczami. Stwierdziłem, że trzeba się przyłożyć do nich szczególnie. To było w 11. klasie i wtedy stało się to dla mnie ciekawe. Nawet udało mi się zdać chemię na maturze z najlepszym wynikiem. Zacząłem też bardziej interesować się ekologią.

Po maturze wybrałem Wileński Uniwersytet Techniczny im. Giedymina, studiowałem na kierunku bioinżynieria na dziale biotechnologii. Magisterkę robiłem z nanobiotechnologii. Jest to, mówiąc przystępniej, ogólna nazwa całego procesu różnorodnych technik, których celem jest wytworzenie struktur nanometrycznych, czyli bazujących na poziomie cząsteczek i pojedynczych atomów.

Odgrywa ona bardzo ważną rolę w różnych dziedzinach życia, między innymi w medycynie. Dostrzega się również w nanobiotechnologii nadzieję dla onkologii. Specjalne nanoroboty miałyby stać się narzędziem w walce z rakiem poprzez błyskawiczne wykrywanie i eliminowanie komórek nowotworowych. Dlatego w czasie studiów zacząłem pracować, a właściwie odbywać praktyki, w Narodowym Instytucie Raka. Praca nad komórkami rakowymi była ciekawa i nawet pasjonująca, ale w trakcie myślałem o zmianie. Stwierdziłem z ubolewaniem, że naukowcy na Litwie nie zarabiają zbyt wiele i chciałem spróbować czegoś innego w dziedzinie biotechnologii.

Taką prężną firmą w tej branży, o zasięgu globalnym, jest Thermo Fisher Scientific. To jedna z największych na świecie korporacji działających na rynku szeroko pojętej analityki chemicznej i biotechnologii. Ma ona swe przedstawicielstwo również na Litwie —Thermo Fisher Scientific Baltic. Pracowałem tam przez parę lat i byłem odpowiedzialny za wytwarzanie nowych PCR-testów. Opracowaliśmy rzeczywiście nowy test, który teraz jest w sprzedaży, a ja sam zostałem zauważony i zaproszony (dla mnie nieoczekiwanie) do Kliniki Santaros. To była ciekawa propozycja, bo zaproponowano mi otwarcie Biobanku, nowego oddziału przyklinicznego. Zacząłem pracę jako biolog medyczny, a po roku zostałem kierownikiem.

Czytaj więcej: Rak na Litwie coraz mniej groźny, ale wciąż jesteśmy w tyle za Unią Europejską

Zgromadzony w Biobanku materiał biologiczny w przyszłości będzie wykorzystany w badaniach nad różnymi schorzeniami rzadkimi lub cywilizacyjnymi
| Fot. Jurgita Kunigstytė

Kierowanie takim laboratorium musi być bardzo nobilitujące. Ilu pracowników ma pan w zespole?

Jest nas w sumie szesnaście osób, w tym sześciu etatowych naukowców, ale Biobank się stale rozwija, bo i lekarze chcą uczestniczyć w badaniach, i inni naukowcy też.

To teraz zasadnicze pytanie: czym zajmuje się Biobank?

Już sama nazwa wskazuje: Bio to życie, a bank to miejsce, w którym gromadzi się różnego rodzaju informacje i materiały. Biobank jest to miejsce, w którym chronione są materiały biologiczne. Jest takim miejscem, gdzie oddziały szpitalne, kliniki i przychodnie lekarskie, jak i pacjenci szpitali cierpiący na konkretne jednostki chorobowe, mogą oddać materiał biologiczny dla przyszłych badań naukowych. Obecnie Biobank gromadzi różne próbki materiałów pacjentów z chorobami hematologicznymi, onkologicznymi, infekcyjnymi, genetycznymi, rzadkimi i przewlekłymi chorobami. Gromadzone są: krew, mocz, szpik kostny, płyn mózgowo-rdzeniowy, zeskroby i różne części ciała (jak włosy, paznokcie, ślina). Przechowywany jest materiał biologiczny z guzów, wycinków tkanki zdrowej. Również chroniona jest informacja o zdrowiu pacjenta.

Jak przechowywane są takie próbki materiałów?

Sposób przechowywania zależy od rodzaju materiału biologicznego. Poszczególne frakcje krwi, czyli osocze i surowica, ale także mocz, są przechowywane w specjalnie przeznaczonych do tego zamrażarkach w dwóch temperaturach: -80 stopni C oraz -150 stopni C. Z kolei materiał genetyczny, RNA i DNA, jest przechowywany w temperaturze -80 stopni C. Każde urządzenie, w którym przechowujemy materiał biologiczny, podłączone jest do specjalnej aparatury monitorującej, która w razie potrzeby alarmuje o zmianach temperatury, gdy ta przekroczy ustalone normy. System ten działa przez 24 godziny na dobę, zatem w razie wystąpienia jakichkolwiek awarii jesteśmy informowani o tym na bieżąco.

A cel jest oczywisty: aby pomóc medycynie przyszłości…

Tak. Wszystko trzymamy po to, aby zgromadzić jak największą pulę materiału biologicznego, która w przyszłości będzie wykorzystana przez naukowców prowadzących badania nad nowymi biomarkerami schorzeń rzadkich bądź też chorób cywilizacyjnych. Im większa ilość zgromadzonego w biobanku materiału biologicznego, tym lepsza jakość prowadzonych badań naukowych.

Jakie to mogą być badania?

One mogą być przeróżne. Służą po to, aby np.: wynaleźć nowy lek, nowy test, rozpracować molekularne mechanizmy choroby. To jest ważne też dla przyszłych badań. Świat się rozwija, mówi się, że już teraz dysponuje wieloma nowoczesnymi technologiami, ale za parę lat technologia będzie jeszcze wyższa i to, co dzisiaj przechowujemy, może służyć nowym wynalazkom w dziedzinach różnych nauk. Jest to też bardzo ważne dla chorób tzw. rzadkich, które są ciągłą niewiadomą i zagadką dla współczesnej medycyny, a na przestrzeni lat mogą zostać rozpracowane.

Co się dzieje z tym materiałem, który znajduje się w waszym Biobanku? Czy on jest jeszcze gdzieś szczegółowiej badany, przesyłany gdzieś dalej?

Te próbki i informacje o zdrowiu mogą otrzymać naukowcy z innych krajów na całym świecie, ale nie każda osoba, tylko ta, która otrzyma pozwolenie Komitetu Bioetyki. Podam może taki przykład: zgłasza się do nas naukowiec, powiedzmy z Polski, badający raka krwi i prosi o 100 próbek krwi i szpiku kostnego. Musi on przedstawić nam zgodę na badania i pozwolenie komitetu etyki. I wówczas może przystąpić do badań.

Jak wyglądają takie badania?

To może być tzw. sekwencjonowanie, czyli skanowanie informacji genetycznej. To może być badanie białka czy inne badania mówiące o tym, czy może być w leczeniu zastosowana radioterapia, chemioterapia i inne.

Takie próbki materiału nie są anonimowe. Jak wygląda ochrona danych pacjenta?

To jest ścisła procedura. My, jako Biobank, mamy próbki spersonalizowane, ale jeśli są one przesyłane dalej, czy to dla naukowców/ badaczy, czy nawet dla naszych lekarzy, to są one już anonimowe.

Ale w niektórych przypadkach możemy odkodować je, np. jeśli naukowiec znajdzie informację ważną dla zdrowia i życia konkretnej osoby, to w takim przypadku to robimy, za zgodą tej osoby.

Badania służą temu, aby np.: wynaleźć nowy lek, nowy test, rozpracować molekularne mechanizmy choroby
| Fot. Jurgita Kunigstytė

To przejdźmy teraz do tego, co nas obecnie dotyka: do koronawirusa. Czy trafiają do was też próbki testów PCR?

W pierwszej kolejności trafiają do nas testy pacjentów Kliniki Santaros. Jeśli lekarze decydują, że choroba przebiega w sposób nietypowy i pacjent wyraża zgodę na przechowanie próbek do badania, to przejmujemy taki materiał. Robimy sekwencjonowanie materiału, badamy go pod kątem szczepu, tzn. czy to jest Omikron, czy Delta. Ale otrzymujemy też materiały z całej Litwy, aby mieć obraz porównawczy. Co najmniej 5 proc. pozytywnych przypadków z różnych miast Litwy wybiera się losowo każdego dnia, aby móc zaobserwować, w których powiatach dominuje jaka odmiana.

Sytuacja pandemiczna wydaje się wyciszać, aczkolwiek do niedawna jeszcze byliśmy świadkami dość szybkiej mutacji wirusów. Jeden szczep wirusa wypychał drugi. Czy możemy się spodziewać jeszcze nowych odmian? Czy pana zdaniem ta pandemia pomału wygasa?

Ja bym ujął to tak: Jak każdy organizm żywy, tak i wirus ewoluuje. To znaczy nowe szczepy koronawirusa będą się pojawiać, ale już staje się faktem, że ten wirus słabnie. Widać to po objawach, które są łagodniejsze, a śmiertelność mniejsza. Potwierdzają to już pierwsze artykuły naukowe na świecie i prawdopodobnie tak będzie.

Słyszy się też takie głosy naukowców, że uodparniamy się na koronawirusa. Jak pan myśli: czy osiągniemy odporność populacyjną?

Na pewno. Ogromna ilość zakażeń szczepem Omikron powoduje to, że osiągamy odporność populacyjną. Czy ta odporność będzie skuteczna przez długie lata — nie wiadomo. Należy tylko mieć nadzieję, że wirus, który nas męczy przez ostatnie lata, nie będzie już ewoluował w złym kierunku i nie będzie dla nas niebezpieczny.

Jak pokazuje historia, tak było w przypadku dawnych pandemii. Pandemia grypy zwanej hiszpanką uśmierciła po I wojnie światowej około 100 mln ludzi, a potem łagodniała i kilkadziesiąt lat później przeszła w mniej groźną grypę sezonową. Podobnie było z dżumą (czarną śmiercią), która w średniowieczu dziesiątkowała ludność naszego kontynentu, a w czasach współczesnych jest znacznie mniej śmiertelna i występuje rzadko, w kilku rejonach endemicznych w Azji i Afryce. Miejmy nadzieję, że i tym razem ten wirus pójdzie tą drogą.