Spotkanie rodzinne — most pokoleń. „O tym, co naprawdę ma znaczenie…”

Za oknem słońce świeciło najjaśniej, gdy 19 sierpnia na podwórku rodzinnego domu Haliny (z d. Pawiłowicz) i Zbigniewa Ingielewiczów w Skirlanach (gmina Sużany) zaczęły pojawiać się pierwsze samochody.

Czytaj również...

Był to dzień długo wyczekiwany przez całą rodzinę Pawiłowiczów i Piotrowskich (z domu Reginy i Mieczysława Pawiłowiczów z parafii Suderwa oraz Janiny i Mieczysława Piotrowskich z Mejszagoły i okolic) — spotkanie, które miało zgromadzić krewnych z różnych zakątków kraju. Uczestniczyło w nim około 30 osób w wieku od zaledwie roku życia aż po 70 lat.

Warto tu wspomnieć, że liczne pokolenia z wymienionych rodzin Chrzest św., Komunię św., sakrament małżeństwa otrzymały w kościele w Mejszagole z rąk śp. księdza prałata Józefa Obrembskiego, a w kościele w Suderwie z rąk śp. księdza Adolfa Trusewicza. Część rodziny Piotrowskich wyjechała do Polski po II wojnie światowej, a mianowicie Irena Jankowska (z d. Piotrowska, siostra Reginy, Mieczysława i Jana Piotrowskich), która to właśnie w wieku 100 lat odeszła do Pana, w ubiegłym roku. Innych braci i siostry Bóg nieco wcześniej zaprosił do siebie.

Czytaj więcej: W Mejszagole uczczono pamięć księdza prałata Józefa Obrembskiego

Cieszy to, że kontakt z rodziną Ireny zostaje do dziś, a jeszcze do niedawna pamiętam, jak mój ojciec Romuald pisał listy do cioci Ireny, swojej mamy chrzestnej. Ile to było radości, gdy w skrzynce na listy pojawiały się listy z Polski (z Mrągowa), gdzie większość Kresowiaków osiedliło się w latach 50. ubiegłego stulecia.

Co do brata Reginy, Ireny, Mieczysława Piotrowskich — Jana Piotrowskiego — to właśnie podczas II wojny światowej w nieznanych nam okolicznościach trafił do łagru w Niemczech, gdzie później założył rodzinę i już w strony rodzinne nigdy nie powrócił.

To sierpniowe spotkanie rodzinne było wyjątkowe. Maluszki bawiły się w piaskownicy, młodzież szkolna grała w piłkę nożną, podczas gdy ich rodzice i dziadkowie dzielili się nowościami i opowieściami o ostatnich wydarzeniach w ich życiu. Starsi członkowie rodziny, zasiadając wygodnie przy suto zastawionym stole, snuli opowieści z przeszłości, niosąc ze sobą mądrość i historię rodziny.

Jedna z takich historii, którą opowiedział mój ojciec Romuald, zabrzmiała szczególnie: „Adam Piotrowski, mój dziadek ze strony mamy Reginy, był w spowiedzi w kościele w Mejszagole. Ksiądz mu zadał pokutę — położyć się krzyżem w kościele, na co dziadek powiedział, że nie będzie tego robił, ponieważ przez cztery lata leżał w okopach podczas I wojny światowej. Ksiądz nie udzielił mu rozgrzeszenia, a dziadek, odszedłszy od spowiednicy, uklęknął przed ołtarzem i zaczął odmawiać różaniec. W pewnej chwili ksiądz podszedł jednak do parafianina i zaprosił go, aby dokończył spowiedź świętą, po której otrzymał rozgrzeszenie”.

Obecny na spotkaniu Mieczysław Piotrowski z Mejszagoły (syn Janiny i Mieczysława Piotrowskich) podzielił się kolejną opowieścią z rodziny Piotrowskich. Marcin Piotrowski (ojciec Adama) pracował u Houwaltów. Jak wiadomo, majątek w Mejszagole Houwaltowie nabyli w końcu XVIII w., w dworze mieszkali do wybuchu II wojny światowej. Ostatnim właścicielem był Jerzy Houwalt, uczestnik wojny bolszewickiej i walk z sowietami we wrześniu 1939 r., major AK w powstaniu warszawskim. Marcin był stolarzem w majątku Houwaltów. Ze słów Mieczysława Piotrowskiego oraz kopii dowodu wyroku sądu wynika, że w 1933 r. tenże Marcin sądził się o ziemię (ponad 3 ha), a gdy procesu nie wygrał, musiał za proces sądowy zapłacić 116 zł. Udało mu się jednak uniknąć zapłaty tej ogromnej sumy na tamte czasy, ponieważ miał przyznany status ubogiego. Warto podkreślić, że rodzina Piotrowskich była wybitnie zdolna, w szczególności w stolarstwie. Rodzina Pawiłowicz miała około 9 ha ziemi. Byli pracowici i los się tak potoczył, że Mieczysław Pawiłowicz już od 12. roku życia pracował przy orce ziemi; tą pracowitość odziedziczyły dzieci i wnukowie.

Czytaj więcej: Koncert Jubileuszowy z okazji 25-lecia „Mejszagolanki” w Dworze Houwaltów

Te historie pokazują, że w rodzinie mieliśmy swoich bohaterów, którzy doceniali swoje życiowe doświadczenia i nie poddawali się losowi oraz zachowywali swoją patriotyczną i społeczną postawę.

Pomiędzy smakowitymi kiełbaskami, sałatkami i innymi potrawami toczyły się rozmowy o życiu, marzeniach, wyzwaniach i sukcesach. Wiele opowieści było śmiesznych, niektóre wzruszające, ale każda z nich była ważna dla rodzinnej mozaiki. Podczas spotkania jedną z głównych atrakcji był kulinarny majstersztyk — uzbecki pilaw przygotowany przez młodego Mirka, narzeczonego Anny Ingielewicz (córki Haliny Ingielewicz z d. Pawiłowicz). Pilaw bardzo smakował i młodemu, i starszemu pokoleniu. Podczas spotkania widać było, jak starsi członkowie rodziny z entuzjazmem dzielili się radami i doświadczeniem z młodszymi. Nie zapomniano o muzyce. Od tradycyjnych polskich piosenek, przez hity lat 80. i 90., aż po najnowsze kawałki — wszystkie pokolenia miały okazję zaśpiewać czy też zatańczyć. Głównym didżejem była Katarzyna Stefanowicz (córka Łucji Tunkiewicz z d. Pawiłowicz).

Spotkanie rodziny to nie tylko okazja do zabawy, ale przede wszystkim to czas nawiązania i umocnienia więzi rodzinnych. Dzień ten był świadectwem tego, jak ważne są tradycje, wspomnienia i miłość, które łączą wszystkie pokolenia. W świecie, który tak często zmienia się w zastraszającym tempie, takie chwile przypominają o tym, co naprawdę ma znaczenie.


Anna Pawiłowicz-Janczys,
córka Marii i Romualda Pawiłowiczów

Afisze

Więcej od autora

Podróż „Grzybków” do świata jogi

10 kwietnia 2026 r. w Żłobku–Przedszkolu w Niemieżu odbyły się wyjątkowe zajęcia jogi, które dostarczyły dzieciom nie tylko radości, ale także wielu wartościowych doświadczeń rozwojowych. Spotkanie poprowadziła pani Renata — mama Arijana, której serdecznie dziękujemy za zaangażowanie i wprowadzenie dzieci w świat jogi w tak ciekawy i przystępny sposób.

Turniej TOP 8. Tenisistki stołowe z rejonu wileńskiego stanęły na podium

W zawodach wzięło udział po 8 najwyżej sklasyfikowanych w rankingu dziewcząt i chłopców.Wszyscy tenisiści stołowi grali w systemie każdy z każdym, rozgrywając po 7 meczów.Szkołę Sportową w Niemenczynie reprezentowały...

Wybitny Wilniuk. Prof. Romuald Brazis o Zbigniewie Olewiczu na PUTW w Wilnie

Rektor Polskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Wilnie (d. PUTW w Wilnie) prof. Ryszard Kuźmo zaprosił prof. dra hab. Romualda Brazisa, aby zapoznał nas z Wilniukiem, uczonym światowej sławy, który kochał Wileńszczyznę.