Oba święta obchodzone są 2 maja. Dzień Polonii i Polaków za Granicą w 2002 r. został ustanowiony przez Sejm RP z inicjatywy Senatu RP jako wyraz uznania dla dorobku Polonii oraz Polaków mieszkających poza granicami kraju. Dzień Flagi RP został ustanowiony w 2004 r.
„Pokazać, ilu nas tu jest”
— Dla mnie to bardzo ważne święto. Obchodzimy je co roku razem z rodziną i zawsze staramy się spędzić ten dzień uczestnicząc w uroczystym pochodzie. 2 maja, w Dzień Polonii i Polaków za Granicą, idziemy wspólnie na pochód. To już nasza tradycja i nie wyobrażam sobie, żeby mogło nas tam zabraknąć. Spotykamy tam znajomych, sąsiadów, innych Polaków i naprawdę czuć, że jesteśmy jedną wspólnotą. To dla mnie ważne, żeby pokazać, ilu nas tu mieszka i że nadal pielęgnujemy swoją kulturę i język — podzieliła się refleksją z „Kurierem Wileńskim” pani Grażyna, która akurat w Domu Kultury Polskiej w Wilnie kupowała polską książeczkę dla wnuczki. Jak dodała, miłość do polskości stara się przekazywać także swoim wnukom.
Dla niej także bardzo ważnym świętem jest Dzień Flagi RP. W tym dniu stara się w prosty, ale symboliczny sposób podkreślić swoją pamięć i szacunek.
— Polska flaga, tak samo jak litewska, ma dla mnie duże znaczenie — obie są częścią mojego życia. Przypominają mi o tym, skąd pochodzę i gdzie mieszkam. Mieszkam w bloku, więc nie mogę wywiesić flagi na zewnątrz, ale w domu zawsze ją wystawiam, żeby zaznaczyć ten dzień. To taki prosty gest, ale dla mnie bardzo ważny — powiedziała pani Grażyna.

Młodzi: tradycja wyniesiona z domu i szkoły
To święto jest również ważne dla młodego pokolenia. Młodzi ludzie podkreślają, że przywiązanie do takich dni jak Dzień Polonii i Polaków za Granicą czy Dzień Flagi RP wynieśli przede wszystkim z domu i ze szkoły. To tam uczą się szacunku do tradycji, języka i symboli narodowych, a później sami chcą to pielęgnować i przekazywać dalej.
— Uczyłam się w Gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Wilnie i tam co roku obchodzono zarówno Dzień Polonii i Polaków za Granicą, jak i Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Szkoła bardzo dbała o takie tradycje uczestniczyliśmy w pochodach, przygotowywaliśmy występy, rozmawialiśmy o historii i o tym, co to znaczy być Polakiem poza granicami kraju — mówi dziś 20-letnia Marzena.
W tym roku Marzena jest już studentką, ale mimo że szkołę ma za sobą, ważny zwyczaj w niej pozostał. Razem z dawnymi kolegami z klasy, jak co roku, planują wziąć udział w pochodzie. To dla nich nie tylko tradycja, ale też okazja do spotkania i powrotu do wspólnych wspomnień.
Podkreśla, że nie uważa się za zagorzałą patriotkę, jednak szacunek do tradycji i potrzeba uczestniczenia w takich wydarzeniach wyniosła ze szkoły. Dziś traktuje to jako coś naturalnego, jako część wychowania, którą po prostu kontynuuje w dorosłym życiu.
„Biało-czerwone barwy łączą”
Tymczasem Kazimierz Liplański powiedział nam, że dla niego to święto jest przypomnieniem, że polskość nie zawsze oznacza pochodzenie z Polski.
— Ja żyję tu, na Wileńszczyźnie, z dziada pradziada, a polskość jest dla mnie częścią domu, języka, wiary, tradycji i codziennej pamięci. Święto Flagi przypomina mi, że biało-czerwone barwy łączą ludzi także poza granicami Polski i zobowiązują do tego, by tę tożsamość mądrze przekazywać dalej — powiedział Kazimierz.
Razem, bez względu na narodowość
Spotkaliśmy też osoby, które tradycyjnie biorą udział w pochodzie z kolegami z pracy, wśród których są także Litwini. Pokazuje to, że te relacje są zupełnie normalne i codzienne. W pracy współpracują ze sobą bez względu na narodowość, a potem wspólnie idą na pochód, traktując to po prostu jako wspólne wyjście i element świętowania.
— Pracuję jako kontroler w autobusach miejskich i już trzeci rok z rzędu cała nasza grupa idzie razem na pochód. Dla nas to po prostu stało się czymś normalnym: spotykamy się na co dzień w pracy, współpracujemy ze sobą bez względu na to, skąd kto pochodzi i potem razem idziemy świętować. Wśród nas są też Litwini. Idą z nami tak samo jak wszyscy, a w rękach trzymają małe flagi: jedną biało-czerwoną, drugą litewską. Traktujemy to po prostu jako wspólne wyjście po pracy i sposób na spędzenie tego dnia razem. I właśnie to jest w tym najważniejsze, że to nas łączy, a nie dzieli — powiedziała nam wilnianka Iwona Zabłocka.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 17 (47) 30/04-08/05/2026




