Nadzieję widzę w młodym pokoleniu Polaków na Łotwie

Polskość nie była wyborem... Ona po prostu we mnie była – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Rita Rozentāle, prezes Stowarzyszenia Polaków Lipawy (Łotwa).

Czytaj również...

Leszek Wątróbski: Pani Rito, kim Pani jest, gdyby miała się Pani przedstawić nie metryką, lecz pamięcią?

Rita Rozentāle: Jestem Ritą. Córką Romana i Marii. Ojciec spod Krakowa. Mama z Nowego Świerżnia, dziś to Białoruś, kiedyś to była Polska. To wszystko noszę w sobie jak stare fotografie, trochę wyblakłe, ale prawdziwe. I zawsze wiedziałam, że jestem inna. Nawet wtedy, gdy jeszcze nie umiałam tego nazwać.

Inna, czyli jaka?

Polska. Choć to słowo długo nie było łatwe. W dzieciństwie się o tym nie myśli, po prostu się jest. Ale kiedy przyjechałam do Lipawy, do Szkoły Sztuki Użytkowej, zobaczyłam, że każdy próbuje się czymś wyróżnić. I wtedy zrozumiałam, że moja polskość jest właśnie tym znakiem rozpoznawczym. Czasem była dumą, czasem ciężarem. Każdy medal ma dwie strony.

Pamięta Pani moment, gdy ta „druga strona” była szczególnie dotkliwa?

Pamiętam bardzo dobrze. Poszłyśmy z koleżanką do katedry. Były takie czasy, że chodzenie do kościoła nie było mile widziane. Następnego dnia nauczycielka najpierw uderzyła moją koleżankę. Mnie tylko powiedziała: „To nie twoje miejsce”. Takie były czasy. I wie pan, dziś też czasem nie wiadomo, co można powiedzieć, komu i gdzie.

Polskość jednak przetrwała. Skąd ta siła?

Ona była we mnie. Spała gdzieś głęboko. Czytałam polskie gazety, „Kobietę i Życie”, „Szpilki”. Wydawało mi się, że wszystko rozumiem. Język był we mnie, choć nikt mnie go formalnie nie uczył. A potem przyszły lata 90.

Lipawa-2026-06-13-2-PORTAL
Członkowie Stowarzyszenia Polaków Lipawy „Wanda” podczas tegorocznego Marszu Polonii (Dyneburg, 2 maja) | Fot. Leszek Wątróbski

I wtedy zaczęło się wszystko naprawdę?

Tak. Byłam na pierwszym spotkaniu, kiedy do Lipawy przyjechała Ita Kozakiewicz. Sala była pełna. To ona nas zbierała, łączyła. Powstało stowarzyszenie, ponad sto osób. Nie lubię słowa „osoby”. Ja wolę „ludzie”. Albo jeszcze lepiej: „człowiek”. Ja jestem Rita. Człowiek.

Z tamtych lat pochodzi Stowarzyszenie Polaków Lipawy „Wanda”?

Oficjalnie zarejestrowane pod koniec 1988 r., ale pracować zaczęliśmy wcześniej. Te same panie, te same. W końcu połączyliśmy siły. W Kurlandii jesteśmy jedyni. Poza Rygą tylko my.

Jak pokazujecie dziś swoją polskość?

Przez nasze występy. Przez zespół „Bursztynki”. Kiedy śpiewamy, słychać język polski, jego melodię, jego radość. Śpiewamy pieśni ludowe, religijne. Panie są starsze, po osiemdziesiątce, mają 90 lat. Konserwatywne? Tak. Ale piękne w tym, co robią.

Lipawa-2026-06-13-3-PORTAL
„Bursztynki” – zespół Stowarzyszenia Polaków Lipawy | Fot. Facebook, Stow. „Wanda

A publiczność?

Gdzie nas zaproszą. Czasem robimy własne koncerty, czasem występujemy razem z innymi mniejszościami. W Lipawie jest ich siedem. Współpracujemy, choć nie zawsze jest łatwo. Każdy niesie swoją historię, swoje lęki.

W 2023 r. zorganizowaliście Festiwal Polskiej Kultury.

Tak. Jednodniowy, od rana do wieczora. Wszystkie mniejszości śpiewały polskie pieśni po polsku. To było wzruszające. Polaków w Lipawie jest niewielu, może tysiąc. Wielu wyjechało, wielu się nie przyznaje. Dziś nikt nie pyta, kim jesteś. To ty sam musisz to wiedzieć.

Ma Pani poczucie misji?

Tak. To dobre słowo. Misja. Bo to już nie jest tylko dla nas. To dla pamięci. Dla tych, którzy byli przed nami. I dla tych, którzy przyjdą po nas.

Lipawa-2026-06-13-4-PORTAL
W biurze Stowarzyszenia Polaków Lipawy „Wanda” w Lipawie | Fot. Leszek Wątróbski

Myśli Pani o przekazaniu tej pracy komuś młodszemu?

Muszę. Mam już ponad 70 lat. Ale wie pan, przyszły do nas młodsze kobiety, z polskich rodzin. Jedna ma małe dziecko, druga uczy się języka. Widzę w nich nadzieję. Może komuś oddam to wszystko spokojnie.

Czym dziś jest polskość w Lipawie?

To nie jest wielkie słowo. To jest śpiew, rozmowa, wspomnienie. To jest „paszka”, o której marzymy. Ona jest żywa. Dopóki ktoś ją niesie w sobie, dopóty jesteśmy.


Rita Rozentāle

Działaczka polonijna na Łotwie, prezes Stowarzyszenia Polaków Lipawy. Córka Polaka spod Krakowa i Polki z dawnych Kresów Rzeczypospolitej. Od końca lat 80. aktywnie zaangażowana w odbudowę i podtrzymywanie życia polskiego w Lipawie i Kurlandii. Współtwórczyni i wieloletnia animatorka inicjatyw kulturalnych, edukacyjnych i integracyjnych miejscowej Polonii. Strażniczka pamięci o polskiej obecności w Lipawie, inicjatorka koncertów, spotkań i Festiwalu Polskiej Kultury. Związana z zespołem śpiewaczym „Bursztynki”. Autorka tekstów i wierszy, aktywna animatorka kultury, dla której polskość jest codzienną praktyką pamięci i wspólnoty.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 23 (65) 13-19/06/2026

Afisze

Więcej od autora

Aleś Zarembiuk: „Jestem przekonany, że Białoruś może być państwem demokratycznym, europejskim i niezależnym”

Leszek Wątróbski: Dom Białoruski w Warszawie jest dziś jednym z najważniejszych miejsc pomocy dla Białorusinów, którzy z powodu represji politycznych musieli opuścić swój kraj. Trafiają tu byli więźniowie polityczni,...

Medyczna Polonia w sercu Gruzji: medycyna jest służbą, niezależnie od granic

Rozmowa z Tatianą Kurczewską, prezes Związku Polonii Medycznej w Gruzji.

20 lat wspólnej drogi. Myślibórz — miejscem, w którym spotykają się Polska i Litwa…

XXV sesja Rady Miejskiej w Myśliborzu rozpoczęła się od niezwykłego akcentu. Zanim radni przystąpili do spraw dotyczących funkcjonowania gminy, w sali konferencyjnej zabrzmiały słowa o przyjaźni, pamięci, wspólnym dziedzictwie i dwóch dekadach budowania polsko-litewskich więzi. Myślibórz, 27 sierpnia 2026 r. Kilka minut po godzinie 13 rozpoczęła się XXV sesja Rady Miejskiej. Przy stole zasiedli radni, obecny był burmistrz Piotr Sobolewski wraz ze współpracownikami. Tym razem jednak pierwsza część obrad miała charakter szczególny. Wśród zaproszonych gości znalazł się Wiesław Wierzchoś — konsul honorowy Litwy w Szczecinie, a od niedawna również Honorowy Obywatel Miasta i Gminy Myślibórz.