– Po tej zimie wiele osób sądziło, że będzie ich mniej. Nic z tego. Zima nie miała praktycznie żadnego wpływu na ich liczebność — mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” przyrodnik Selemonas Paltanavičius.
Przyjechały z zagranicy razem z sadzonkami
Jak wyjaśnia specjalista, inwazyjne ślimaki nie są rodzimym gatunkiem. Na Litwę zostały sprowadzone nieświadomie przez ludzi.
– Przywieźliśmy je sami. Trafiły do nas wraz z roślinami, sadzonkami i kwiatami importowanymi z innych krajów. Ich jaja znajdowały się w doniczkach i bryłach korzeniowych. Rośliny trafiały do sklepów i centrów ogrodniczych, a później ludzie kupowali je do swoich ogrodów i w ten sposób ślimaki rozprzestrzeniły się po całej Litwie — tłumaczy.
Łatwo je rozpoznać
Ślimaki osiągają nawet 10-12 cm długości. Najczęściej są pomarańczowe lub rdzawobrązowe i znacznie większe od większości rodzimych gatunków.
– Nie należy ich mylić z naszymi rodzimymi ślimakami. Na Litwie występuje między innymi ślimak leopardzi, ale jest mniejszy i wygląda zupełnie inaczej — podkreśla Selemonas Paltanavičius.
Na Litwie mają idealne warunki do życia
Wilgoć, cień i obfitość roślin sprawiają, że ślimaki doskonale odnajdują się w litewskich ogrodach. Żywią się liśćmi, warzywami, kwiatami i innymi roślinami. Największym problemem jest jednak brak naturalnych wrogów.
– W naszej przyrodzie praktycznie nic ich nie zjada. Nie mają żadnego naturalnego regulatora liczebności. Dlatego ich sukces był właściwie przesądzony, bez przeszkód rozmnażają się i zajmują kolejne tereny — mówi specjalista.
Niszczą ogrody i mogą zagrażać rodzimym gatunkom
Inwazyjne ślimaki powodują znaczne szkody w ogrodach i na działkach. Zjadają warzywa, kwiaty oraz rośliny ozdobne, a ich obecność staje się coraz bardziej uciążliwa.
– Jest ich tak dużo, że leżą na ścieżkach i chodnikach. To nie tylko nieprzyjemny widok — na ich śluzie można się nawet poślizgnąć — zauważa przyrodnik Selemonas Paltanavičius.
Jego zdaniem znacznie poważniejsze są jednak skutki ekologiczne.
– To gatunek inwazyjny. Jest obecny na Litwie od około 20 lat i nadal nie wiemy, jakie będą wszystkie konsekwencje jego ekspansji. Może stanowić bardzo poważne zagrożenie dla naszych rodzimych gatunków — ostrzega.
Walczyć trzeba wspólnie
Ekspert przekonuje, że ograniczenie liczebności ślimaków jest możliwe, ale wymaga współpracy mieszkańców. W sklepach ogrodniczych dostępne są preparaty przeznaczone do zwalczania mięczaków w postaci granulek. Należy rozsypywać je w miejscach, gdzie ślimaki pojawiają się najczęściej.
– Nie trzeba wysypywać ich bardzo dużo. Granulki zawierają substancje, które przyciągają ślimaki. Najważniejsze jest jednak to, aby działania prowadzić wspólnie. Jeśli preparaty zastosuje tylko jeden właściciel ogrodu, ślimaki szybko napłyną z sąsiednich działek. Tylko wspólne działania całego osiedla czy ogrodów działkowych mogą przynieść efekty — podkreśla.
Dla przyrody nie mają żadnej wartości
Ekspert nie ma wątpliwości, że inwazyjne ślimaki nie przynoszą litewskiej przyrodzie żadnych korzyści.
– Nie są elementem naszego naturalnego łańcucha pokarmowego, nie pełnią żadnej pożytecznej funkcji i nie wspierają ekosystemu. To właśnie dlatego są uznawane za gatunek inwazyjny. Im szybciej ograniczymy ich rozprzestrzenianie się, tym lepiej dla naszej rodzimej przyrody — podsumowuje przyrodnik Selemonas Paltanavičius.



