Do rozpadu ZSRS, w roku 1991, na terenie obwodu królewieckiego stacjonowały wojskowe jednostki lądowe. W Bałtijsku swoją bazę ulokowała sowiecka Flota Bałtycka. Jeszcze w roku 1991 stacjonowało w obwodzie 69 tys. żołnierzy. W 1992 r. liczba ta podniosła się do nawet ok. 300 tys. Po roku 1993 część zdemobilizowano, a część przebazowano w głąb Rosji. W 1998 r. w eksklawie stacjonowało ok. 60 tys. żołnierzy. W 2000 r. ta liczba zmniejszyła się do 25 tys. Teraz jest ich jeszcze mniej.
Tajna jednostka nuklearna
Na bazie Floty Bałtyckiej utworzono, jeszcze w latach 90., strukturę wojskową, w której skład wchodziły zarówno siły morskie, jak i wojska lądowej obrony wybrzeża oraz siły obrony powietrznej. Dowódca Floty był jednocześnie komendantem Kaliningradzkiego Specjalnego Rejonu Obronnego.
W 2005 r. w obwodzie królewieckim stacjonowała większość sił Floty Bałtyckiej. W jej skład wchodziły: brygady okrętów nawodnych, kutrów rakietowych, okrętów desantowych i okrętów ochrony rejonu wodnego. Siły obrony wybrzeża składały się z: brygad piechoty morskiej, zmotoryzowanej, rakietowej, artylerii i brzegowego pułku rakietowego. Lotnictwo reprezentowane było przez: pułki lotnictwa bombowego, lotnictwa myśliwskiego i śmigłowców. W skład obrony powietrznej wchodziły dwie brygady rakiet przeciwlotniczych. Jako jednostkę, wspierającą sprzętowo zaplecze morskie, uważa się królewiecką stocznię „Jantar”. To jedna z największych rosyjskich stoczni; jej historia sięga 1828 r. Stocznia zajmuje się m.in. budową i remontami statków wojennych.
W 2010 r. rozformowano bazy sprzętu i uzbrojenia, pozostawiając jedynie bazę uzbrojenia i zapasów wojennych. Szacuje się, że w 2012 r. liczebność jednostek stacjonujących w obwodzie wynosiła około 20 tys. żołnierzy.
Rosja rozbudowuje w obwodzie królewieckim tajną jednostkę nuklearną. Stacjonuje ona nieopodal wsi Aleksejewka – to rejon nadmorskiego Zielonogradska. Na terenie bazy powstają (co widać na zdjęciach satelitarnych) nowe posterunki strażnicze. Wzmacniane są ogrodzenia, budowane drogi, modyfikowane są stare budowle. Baza ma też wielowarstwowe ogrodzenie. To typowe rozwiązanie, jeśli chodzi o składowiska broni atomowej Rosji. Wedle NATO-wskich analityków Rosja ma kulejącą logistykę i dlatego gromadzi zasoby na wypadek nowej agresji.

Szkoła sabotażystów
We wsi Parusnoje, kilka kilometrów od bazy morskiej w Bałtijsku, działa specjalna jednostka wywiadowcza rosyjskiego GRU. W ostatniej dekadzie powstał tam nowy budynek szkoleniowy, lądowisko dla helikopterów i basen do treningu podwodnego.
Ośrodek szkoli sabotażystów. W bazie pracuje do 120 wojskowych – to komandosi, eksperci od działań podwodnych, morskich, lądowych i powietrzno-desantowych. Gdy we wrześniu 2022 r. eksplodowały nitki Nord Stream na dnie Bałtyku, o zamach podejrzewano właśnie nurków z Parusnoje.
Selekcja do specjalnej jednostki odbywa się wśród żołnierzy kontraktowych i tak zwanej aktywnej rezerwy (wyklucza żołnierzy z poboru), wyłącznie wśród mężczyzn. Każdy kandydat do tej służby musi mieć co najmniej 172 cm wzrostu, brak klaustrofobii, wyjątkową sprawność fizyczną. Dodatkowym atutem jest znajomość języków. Sabotażyści trenują ataki na cele strategiczne m.in. w Litwie i Polsce.
Rosyjskie ministerstwo obrony pochwaliło się ćwiczeniami jednostki, w których wzięło udział 70 osób. Nurkowie trenowali skoki z helikoptera ze spadochronem do morza. Grupa płetwonurków z Parusnoje trenuje w rosyjskiej części Mierzei Kurońskiej (w miejscowościach Lesnoje, Rosity, a także w Morskoje, pod granicą z Litwą). Ludzie z jednostki GRU są szkoleni do pracy na terytorium wroga – muszą umieć identyfikować punkty, które umożliwią sabotaż, monitorować logistykę i łańcuchy dostaw NATO.
W 2015 r. w Juodkrantė (po litewskiej stronie Mierzei Kurońskiej) mogli niezauważenie wylądować sabotażyści ze wsi Parusnoje. Nieopodal znajdują się wszak port w Kłajpedzie i strategiczne obiekty na wybrzeżu Bałtyku. Morski specnaz z Parusnoje w teorii jest w stanie wtargnąć na terytorium Litwy i np. wysadzić infrastrukturę portową. Wykorzystując okręty podwodne, grupa dywersantów może niezauważona wylądować na obrzeżach portu i przejąć nad nim kontrolę. Grupa GRU z Parusnoje jest uważana dziś przez ekspertów za jedną z najbardziej niebezpiecznych jednostek Rosji w pobliżu granic z NATO.
Iskandery w gotowości
Królewiec to nie tylko gniazdo sabotażu, lecz także baza Iskanderów – rakiet krótkiego zasięgu, które Rosjanie zainstalowali po raz pierwszy przy granicy z Polską w 2016 r.
Wedle słów wicepremiera i ministra spraw zagranicznych RP Radosława Sikorskiego Federacja Rosyjska może przechowywać ok. 100 głowic nuklearnych w rejonie Królewca. W ostatnich latach w portach obwodu królewieckiego znajdowało się około dziesięciu okrętów zdolnych do przenoszenia pocisków Kalibr-NK z głowicą jądrową. Ich zasięg to 2 500 km. W system rakietowy Iskander została wyposażona m.in. brygada w Czerniachowsku. Dysponuje ona dwunastoma wyrzutniami, które w zależności od rodzaju rakiety mogą przenosić głowice na ok. 500–2500 km. Brygada w Czerniachowsku składa się z trzech batalionów (mają 48 pocisków).
Stacjonujące również w Czerniachowsku bombowce Su-24M zostały niedawno zastąpione nowoczesnymi samolotami wielozadaniowymi Su-30SM, mogącymi przenosić broń jądrową.
Zdjęcia satelitarne pokazują, że baza lotnicza jest otoczona przez dwie jednostki obrony przeciwrakietowej. W bazie stacjonuje 13 myśliwców Su-24M. Pięć kilometrów na południe od bazy mogą być rozmieszczone systemy radarowe. Trwają tam prace nad rozbudową infrastruktury. Rosjanie przygotowują prawdopodobnie miejsce dla stacji radarowej o nazwie „kontener 29B6”, która może wykrywać cele odległe o 3 tys. km.
Rosja prawdopodobnie buduje radary, aby lepiej śledzić ruch lotniczy w Europie. Rosyjskie zapowiedzi dotyczące Iskanderów to element wojny psychologicznej. Rakiety te były bowiem w Królewcu na długo przed pełnoskalowym atakiem Rosji na Ukrainę.
GPS i propaganda putinowska
Częścią wojny hybrydowej ze strony Rosji są coraz częstsze zakłócenia sygnału GPS. Ich źródłem jest obwód królewiecki. To albo rezultat ćwiczeń i testów systemów zagłuszania GPS, żeby np. zakłócać drony, albo forma wojny hybrydowej, albo zwyczajna prowokacja. Jest to bardzo trudne do wykrycia. Tylko wnikliwi obserwatorzy zdjęć satelitarnych dostrzegą nowe anteny tychże urządzeń.
Kreml próbuje także tworzyć w Królewcu centrum operacji wpływu. Tu miałaby powstać jednostka zajmująca się krajami bałtyckimi, Polską i Niemcami.
Zadaniem takiego ośrodka byłoby rozpowszechnianie rosyjskich narracji, wpływanie na decyzje polityczne i gospodarcze, na procesy wyborcze, tworzenie sieci zwolenników oraz systemu promowania rosyjskiej agendy w mediach i sieciach społecznościowych.
Zapleczem sprzętowym dla tego typu działań jest m.in. firma „Technopolis” funkcjonująca w Gusiewie, tuż przy zbiegu granic Polski i Litwy. To jeden z najważniejszych w Rosji zakładów zajmujących się elektroniką użytkową.
Firma ta na rynku jest obecna od roku 1991. Główna siedziba przedsiębiorstwa (pod nazwą „General Satellite”) znajduje się w Petersburgu. Wedle słów rzecznik prasowej Renaty Maklakowej w wywiadzie dla tamtejszych mediów firma w Gusiewie produkuje oficjalnie dekodery do telewizji satelitarnej oraz wgrywa do nich oprogramowanie własnego autorstwa.
Nieoficjalnie urządzenia te są także wyposażeniem rosyjskich sił zajmujących się „walką elektroniczną”. Nawet do 85 proc. elektroniki używanej w Rosji ma komponenty produkowane w Gusiewie. Tamtejszy zakład wytwórczy powstał w roku 2009. Firma składa się z pięciu segmentów funkcjonujących w przemysłowej strefie, pod samym miastem. Oprócz strefy przemysłowej ma jeszcze powstać centrum naukowe, opracowujące kolejne warianty oprogramowania.
Obecnie firma składa się z pięciu podstawowych wydziałów. Każdy produkuje coś innego. Najważniejsza jest elektronika (karty pamięci, procesory) i nanotechnologia. „General Satellite”, specjalnie pod kątem stawiania domków jednorodzinnych, wykupił od miasta tereny (tuż obok obiektów fabrycznych), gdzie powstało całe ich osiedle. Mieszkają tam najważniejsi inżynierowie i menedżerowie przedsiębiorstwa. Obecnie w „Technopolis” pracuje około 2 tys. osób. W planach jest powiększenie zatrudnienia do 5 tys. osób. Zarząd to osoby głównie z Petersburga i Moskwy.

Czy Rosjanie będą chcieli „bronić” Rosjan?
Obwód królewiecki ma kluczowe znaczenie w razie ataku Rosji na kraje bałtyckie. Propagandyści z putinowskich telewizji grożą Litwie, Łotwie i Estonii inwazją pod pretekstem obrony mniejszości rosyjskiej. A Putin zapowiada, że Rosja musi zapewnić „brak barier” w przemieszczaniu się między Rosją kontynentalną a obwodem królewieckim. W przypadku konfliktu przesmyk suwalski będzie w zasięgu rosyjskiego ognia ze strony Białorusi i z obwodu królewieckiego. Ten nastrój niewątpliwej grozy chyba obecnie jednak jest przedwczesny – większość uformowanych sił lądowych z obwodu wyjechała na front.
Tekst powstał na podstawie ogólnodostępnych publikacji powstałych m.in. w ramach projektu „Eyes on Russia”, finansowanego przez grant Investigative Journalism For EU (IJ4EU). Ponadto przydatne były publikacje „Rochan Consulting”, Front Story i Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie oraz własne obserwacje i rozmowy autora podczas wyjazdów służbowych do Królewca.
Krzysztof Szczepanik jest dziennikarzem portalu wnp.pl.
Krzysztof Szczepanik, wnp.pl
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 28 (80) 18-24/07/2026






