Minister spraw wewnętrznych Łotwy Janis Dombrava wystosował list do hiszpańskiego ministra Fernanda Grande-Marlaska Gomeza, w którym wielokrotnie stawiał swój kraj za wzór skutecznej ochrony granic.
„Kiedy w ciągu jednej doby od 49 do 60 tys. osób przedostaje się na terytorium Unii Europejskiej, unijna polityka migracyjna ulega dyskredytacji” — argumentował Dombrava, powołując się na dane Frontexu.
Wynika z nich, że przez Hiszpanię w ciągu ostatnich pięciu lat do UE przedostało się kilkaset tysięcy nielegalnych migrantów, podczas gdy przez wschodnią granicę lądową — wielokrotnie mniej.
Madryt uznał ton listu za arogancki i atakujący. Na dyplomatyczną wpadkę zareagowały też władze w Rydze: premier Adris Kulbergs i prezydent Edgars Rinkēvičs krytykowali ministra za to, że nie skonsultował zagranicznej korespondencji z MSZ i przypisał sobie prawo do reprezentowania stanowiska całego rządu.
Tymczasem katastrofa w Ceucie okazała się mniej katastrofalna. Rolki pokazywały masy migrantów dosłownie szturmujące eksklawę. Tymczasem zdecydowana większość później Ceutę opuściła, a na kontynent dostało się kilku w ramach ostrej procedury. To dowiedzieliśmy się m.in. dzięki dziennikarzom (np. CBS i „Gazety Wyborczej”), którzy pojechali na miejsce, zamiast polegać tylko na rolkach. Obraz, który się wyłania, jest smutny — najpewniej to akcja Maroka przeciwko Hiszpanii, która ma na celu eskalację konfliktu i możliwie w przyszłości przejęcie eksklawy Ceuty jako „zbyt drogiej” dla Hiszpanii.


