To nie wina uczniów, tylko brak metodyki

Są miejsca w różnych częściach kraju, gdzie dzieci i młodzież praktycznie nie słyszą języka litewskiego poza szkołą
| Fot. marian Paluszkiewicz

Tegoroczne wyniki egzaminu maturalnego z języka państwowego w szkołach mniejszości narodowych znów są gorsze niż w szkołach z litewskim językiem wykładania. W środowisku naukowym pojawia się zrozumienie, że ujednolicony egzamin z języka litewskiego przy braku odpowiedniej metodyki nauczania zmniejsza szanse dzieci z polskich szkół na studia wyższe w kraju.

Przed kilkoma tygodniami Departament Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL zorganizował konferencję pt. „Aspekty integracji dzieci i młodzieży mniejszości narodowych w kontekście osiągnięć”, podczas której omówiono wyniki egzaminów maturalnych i wskaźnik podjęcia studiów wyższych absolwentów szkół mniejszości narodowych.

– Obserwując i analizując sytuację oświatową mniejszości narodowych, widzimy, że różne grupy społeczne w różny sposób rozumieją i odbierają poziom oświaty mniejszości narodowych i znajomość języka litewskiego. To, co jest dobrze znane nam i ekspertom od oświaty mniejszości narodowych, nie jest znane społeczeństwu. Czasami nawet ludzie ściśle pracujący z tematyką mniejszości narodowych, widząc statystykę, zaczynają inaczej interpretować sytuację. Natomiast naukowcy, widząc wyniki egzaminów, rozumieją, że trzeba zmieniać metodykę nauczania. W naszej konferencji uczestniczyły osoby, które po raz pierwszy zapoznały się ze słabym wynikiem egzaminu w szkołach mniejszości narodowych. To jest bardzo smutna sytuacja, ponieważ pokazuje wieloletni brak chęci zapoznania się z problemami w naszym systemie oświaty. Jesteśmy przekonani, że to nie jest problem uczniów, ale braku metodyki. I to pokazuje ogólne tendencje, które nie zmieniają się przez wiele lat – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” szefowa departamentu Vida Montvydaitė.

Niezmiennie gorsze wyniki

W teorii program nauczania języka litewskiego został ujednolicony dla wszystkich szkół na Litwie w 2011 r. Po raz pierwszy uczniowie ze szkół mniejszości narodowych zdawali ujednolicony egzamin dwa lata później. Do 2019 r. działał okres przejściowy, gdy uczniowie mieli ulgi na egzaminie. Zresztą ulgi są stosowane nawet teraz. Jednak, jak wskazują wyniki z egzaminu maturalnego, odsetek uczniów, którzy nie zdają egzaminu w szkołach mniejszości, jest dwukrotnie większy niż w szkołach litewskich.
W tym roku różnica między szkołami mniejszości narodowych z litewskim językiem nauczania się zmniejszyła, ale nadal pozostaje znacząca. O ile w roku 2018 egzaminu z języka litewskiego w szkołach mniejszości nie zdało 24,5 proc., a w szkołach litewskich – 6,5 proc., o tyle w roku bieżącym stosunek wygląda następująco: 19,7 proc. w szkołach mniejszości, 9,2 proc. w szkołach litewskojęzycznych. Pod względem punktów egzaminacyjnych różnica w roku minionym wynosiła 19 pkt, a teraz – 15 pkt.
Artur Ludkowski, dyrektor Domu Kultury Polskiej i doradca odchodzącego premiera Sauliusa Skvernelisa, cieszy się, że tego typu konferencje są organizowane. – Każda tego typu inicjatywa jest dobra. Moim zdaniem strona litewska zaczyna rozumieć, że problem istnieje. Myślałem, że wyniki w tym roku będą lepsze, ale tak się nie stało. Są tragiczne i to jest problem. To ma bezpośredni wpływ na to, że dzieci po polskich szkołach mają gorsze szanse na wstąpienie na studia wyższe. To dotyczy nie tylko polskich szkół, lecz także rosyjskich, np. w Wisagini czy Kownie – tłumaczy w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Fala społecznego niezadowolenia

Vida Montvydaitė podkreśla, że nadal pokutuje opinia, iż przedstawiciele mniejszości narodowych powinni się tłumaczyć ze złych wyników oraz z ulg egzaminacyjnych. – Departament Mniejszości Narodowych zgodnie ze swoją specyfiką nie jest tą instytucją, która może wprowadzić zmiany w systemie oświaty, ale mamy wszelkie możliwości naświetlenia tych kwestii. Taka jest nasza misja, aby zmieniać pogląd, by nie dochodziło do sytuacji, że gdy słyszy się wyrażenia „mniejszość narodowa” i „znajomość języka litewskiego”, od razu powstaje fala niezadowolenia, jakoby mniejszości nie chciały się uczyć języka państwowego – podkreśla dyrektorka departamentu.
Montvydaitė zaznacza, że nadal sporo osób na Litwie, mających bezpośredni wpływ na system oświaty, nie rozumie, że są miejsca, gdzie dzieci i młodzież praktycznie nie słyszą języka litewskiego poza szkołą. Nie wszyscy też rozumieją prostego faktu, że dzieci z rodzin polskich, rosyjskich lub białoruskich rozmawiają ze sobą w języku ojczystym. – Dlatego chcemy zwrócić uwagę specjalistów oraz osób przygotowujących programy, że nauka języka nieojczystego powinna się odbywać inaczej niż języka ojczystego. Musimy zrozumieć, że dla dzieci z Wisagini, Solecznik lub Kłajpedy powinno się stworzyć inną metodykę nauczania, aby wyjaśnić specyfikę języka litewskiego. Przykładowo, co znaczą litery „y” lub „ė”, których nie ma w ich językach ojczystych. Warto też pamiętać, że to są małe dzieci, które dopiero zaczynają uczyć się języka litewskiego – zaznacza szefowa departamentu.

Czytaj więcej: Kwarantanna w placówkach oświatowych: co trzeba wiedzieć?

To nie dzieci z Algierii i Maroka

Artur Ludkowski dodaje, że nadal część ekspertów nie odróżnia dzieci emigrantów od dzieci mniejszości narodowych. – Pamiętam, jak kiedyś pewna pani, chyba z Narodowego Centrum Egzaminacyjnego, powiedziała, że we Francji każdego roku języka państwowego nie zdaje 30 proc. Wówczas zaoponowałem, że nie wolno porównywać dzieci emigrantów z Algierii i Maroka do dzieci mniejszości narodowych. Bo tak naprawdę znajomość języka litewskiego wśród polskich dzieci z każdym rokiem jest lepsza, ale nie przekłada się to na wyniki z egzaminu. Nie jestem specjalistą, ale moim zdaniem jest problem systemowy. To oznacza, że obowiązuje zła metodyka nauczania i kryteria egzaminu są nieodpowiednie. Sądzę, że tutaj trzeba byłoby doszukiwać się sedna problemu – stwierdza Ludkowski.  

Zgodnie z danymi Departamentu Statystyki w roku szkolnym 2019/2020 liczba uczniów we wszystkich szkołach wynosiła 325 677 osób. Do szkół litewskich uczęszczało 298 040 uczniów, rosyjskich – 15 079, polskich – 11 177, innych 1381. W porównaniu z sytuacją w latach 2009/2010 ogólna liczba uczniów spadła o 12 tys. osób, a w szkołach polskich – nawet o 3 tys. 

Warto przypomnieć, że po 1944 r. Litwa była jedyną republiką związkową, w której funkcjonowało polskie szkolnictwo. W 1947 r. działało tu 225 szkół polskich, do których uczęszczało ponad 25 tys. uczniów, co stanowiło 7 proc. ogółu uczniów republiki. Jednak po pierwszej fali repatriacji władze LSRS zaczęły zamykać polskie szkoły. W 1949 r. na Litwie działało zaledwie kilka placówek oświatowych z polskim językiem nauczania.
Dopiero na początku lat 50., po interwencji Moskwy, ponownie uruchomiono na Litwie sieć polskich szkół w miejscowościach, gdzie przeważała ludność polska. W latach 1950–1952 w 297 szkołach wprowadzono język polski jako język nauczania, natomiast w 33 szkołach z litewskim i rosyjskim językiem nauczania powołano klasy polskojęzyczne dla uczniów narodowości polskiej. Na skutek polityki rusyfikacji do końca lat 80. liczba polskich uczniów notorycznie spadała. Najniższy poziom polskie szkolnictwo osiągnęło w 1988 r., kiedy do polskich szkół uczęszczało tylko 9995 osób, czyli 2,7 razy mniej niż w latach 50. Na fali odrodzenia narodowego rodzice znów zaczęli oddawać dzieci do polskich placówek.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 47(136) 21-27/11/2020