Z Głębokiego na szczyt. Rozmowa o Dołędze-Mostowiczu i o tożsamości WXL

Dołęga Mostowicz miał silną tożsamość Litwina

Tadeusz Dołęga-Mostowicz miał silną tożsamość Litwina, człowieka pochodzącego z Wielkiego Księstwa. Przed wojną był wielką gwiazdą, ale i dzisiaj wciąż jest popularny — mówi Jarosław Górski, autor biografii twórcy „Kariery Nikodema Dyzmy”, „Znachora” czy „Pamiętnika pani Hanki”.


Dlaczego biografii Tadeusza Dołęgi-Mostowicza nadał Pan tytuł „Parweniusz z rodowodem”?

Mostowicz jest wspominany jako parweniusz, który dzięki jakiemuś nieprawdopodobnemu zbiegowi okoliczności stał się najpopularniejszym pisarzem dwudziestolecia międzywojennego. To bardzo niesprawiedliwa opinia. Nie zbieg okoliczności zaprowadził go na szczyt, tylko gigantyczna pracowitość i talent. Świadomy wybór drogi, trafne rozpoznawanie odbiorcy. Oczywiście, był parweniuszem, bo pozycji finansowej dorobił się sam, własną pracą. Nie odziedziczył majątku, ale do elity nie trafił ze społecznych dołów. Pochodził z ziemiańskiej rodziny.

Wychował się w bardzo zamożnym domu, dużym, z olbrzymim parkiem. Jego ojciec w pierwszym dziesięcioleciu XX w. miał samochód. W Głębokiem, maleńkim polsko-żydowskim miasteczku na najgłębszej prowincji dawnej białoruskiej Wileńszczyzny! W rodzinie pielęgnującej wspomnienia o jeszcze większej zamożności.

Ta rodzina doświadczyła ogromnej degradacji. Głębokie podczas I wojny światowej znalazło się na linii frontu, było odbijane, bombardowane i kompletnie zrujnowane. A tragedii dopełniła wojna z bolszewikami. Ci zmusili rodzinę Mostowiczów do ucieczki z domu, który został zdewastowany. Nawet parkiet zerwano z podłóg, ukradziono klamki. Gdy wrócili byli nędzarzami. Tadeusz głodu w życiu też doświadczył.

„Parweniusz z rodowodem”

Pańska książka to w zasadzie pierwsza poważna biografia pisarza. Czemu tak długo musiał na nią czekać?

Jest bardzo mało źródeł dotyczących tej postaci, a biografowie nie lubią takich sytuacji. Łatwiej pisać, gdy bohater zostawił pamiętniki, listy, jest chętnie wspominany.

O Mostowiczu było wiadomo niewiele, a krążące potoczne wiadomości pochodziły ze strzępków wspomnień raptem kilku osób, przede wszystkim bliskiego kolegi, Janusza Minkiewicza czy Witolda Gombrowicza. Nadto Mostowicz miał reputację pisarza drugiej kategorii, a za takich biografowie zbyt chętnie się nie biorą. Choćby ze względów prestiżowych.

Czas weryfikuje twórczość. Ta Mostowicza faktycznie była „kategorii B” czy może z perspektywy kilkudziesięciu lat zaryzykowalibyśmy tezę, że był największym powieściopisarzem II Rzeczypospolitej?

Aż tak to chyba nie, choć wszystko zależy od kryteriów, które przyjmiemy. Dołęga-Mostowicz był bardzo porządnym pisarzem. Pisał dobrze skrojone powieści, wiedział, na czym mu zależy, i co bardzo ważne – umiał poruszyć publiczność. Był także twórcą eksperymentującym z formą, bawił się konwencją, oczywiście w ramach powieści popularnej. Inaczej niż twórcy schematyczni rozwiązywał swoje zagadki już na początku.

Od razu wiemy, że znachor to dawny profesor medycyny czy że w „Trzech sercach” niemowlęta zostały zamienione. Używał potocznego, swobodnego, prostego języka, który miał trafiać do mniej wykształconej publiczności. Jeżeli przyjrzymy się szacownym gremiom literackim dwudziestolecia i zobaczymy, kogo wtedy uważano za wybitnego twórcę, to widzimy, że dzisiaj są to pisarze zapomniani, a czytać ich się nie da. Ale trudno powiedzieć, by twórczość Dołęgi-Mostowicza posunęła literaturę do przodu.

W tym sensie, że wyszedł do szerokiej publiczności, też nie?

W tym tak. Wiedział, że chce trafić do szerokiej publiczności, i w tym dążeniu był bardzo konsekwentny. Jego poczytność w dwudziestoleciu była czymś podejrzanym. Pisarzom bardzo zależało na poczytności, ale chcieli trafiać przede wszystkim do elit. Ich uznanie dawało prestiż, co widać choćby po przyznawaniu nagród literackich, które przed wojną dostawali pisarze szerokiej publiczności po prostu nieznani.

Ale za to Dołędze-Mostowiczowi twórczość przyniosła pieniądze, i to chyba niemałe.

Ogromne. I ogromną sławę. Jak się pojechało do małego miasteczka w Polsce, to mało kto wiedział, kto to jest Kazimierz Wierzyński czy Julian Tuwim, nikt nie wiedział, kto to jest Witkacy czy Bruno Schulz, ale każdy wiedział, kto to jest Dołęga-Mostowicz. My sobie w ogóle dzisiaj rzadko zdajemy sprawę, że w dwudziestoleciu obieg literatury był zupełnie inny. Ten elitarny był zupełnie nieznany szerokiej publiczności, która w gazetach czytała powieści w odcinkach. Nie było jej najczęściej stać na książki. Popularni pisarze to byli: Dołęga-Mostowicz, Irena Zarzycka, Antoni Marczyński.

Te nazwiska się znało, ale dzisiaj, poza Dołęgą, one niewiele nam mówią. Tylko on przetrwał w świadomości czytelniczej, jego książki ciągle są wznawiane i obecne na rynku. Żyje też dzięki filmom, serialom telewizyjnym, słuchowiskom radiowym. Książki Mostowicza to jest kopalnia tematów i fabuł, które jeszcze można wykorzystać. Wydaje mi się, że będą jeszcze kręcone filmy i seriale na podstawie jego twórczości a jego wpływ na kulturę popularną będzie jeszcze większy niż jest.

Czytaj więcej: Czego może nas nauczyć historia polskich Kresów

Jak wielka była popularność Mostowicza przed wojną?

Był gwiazdą. Idąc w Warszawie Nowym Światem czy Krakowskim Przedmieściem, był ciągle zaczepiany, ludzie podchodzili, okazywali mu sympatię. Dostawał tysiące listów, rozdawał setki fotografii. To był bardzo uprzejmy człowiek, dbał o status gwiazdy, składał autografy, szepnął zawsze kilka miłych słów. Dzisiejsze gwiazdy to wiedzą, ale w tamtych czasach to nie było oczywiste. A on doskonale wiedział, co robić, by zwiększać swoją popularność.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że znachor, bohater powieści Mostowicza, był bohaterem narodowej wyobraźni. A to czasem nie sam Mostowicz nim był?

Trochę był, ale także jako twórca „Znachora”. „Znachor” trafił bardzo mocno w oczekiwania ludzi steranych biedą, nędzą i obojętnością elit. Profesor Wilczur to odwrotność tych elit, które Mostowicz pokazuje w „Karierze Nikodema Dyzmy” czy „Pamiętniku Pani Hanki”. To jest wybitny lekarz, który na skutek niefortunnego zbiegu zdarzeń spada na samo dno i zdaje sobie sprawę, że na dnie nie mieszkają ludzie gorsi, mniej empatyczni, i zaczyna dla nich działać. W tamtym czasie przeciętny człowiek na polskiej wsi czy w miasteczku u lekarza na dzień dobry dostawał raczej reprymendę.

Ta publiczność marzyła o kimś takim jak profesor Wilczur. To była postać może niezbyt realistyczna, ale z marzeń, oczekiwań ludzi. Sam Dołęga też był bohaterem masowej wyobraźni, choć trudno to porównać do sytuacji z dzisiejszymi celebrytami. On był dość dyskretny, jeśli chodzi o prywatność. Lubił robić wrażenie mężczyzny, za którym szaleją kobiety, ale nigdy nie wymieniał żadnych nazwisk, co było wtedy powszechne. Panowie chwalili się podbojami, Mostowicz nigdy.

Korzystał z tej popularności?

Miał gigantyczne powodzenie wśród czytelniczek. W książce jest cały rozdział o relacjach z nimi. Bardzo chętnie korespondował, odpisywał tonem flirtu, prosił o zdjęcia. Większość jego czytelniczek to były mieszkanki małych miasteczek, kobiety o niskim poczuciu wartości. Miał nad nimi gigantyczną przewagę. Umawiał się z nimi, zapraszał do mieszkania, a tego, co działo się za progiem, nie sposób dowieść.

Nie stworzył trwałego związku.

Zakochał się w Kasi Piwnickiej, młodej arystokratce mieszkającej w Sikorzu, dokąd jeździł na wakacje. Oświadczył się rodzicom, jak przystało na dżentelmena tamtych czasów. Kasia była niepełnoletnia, młodsza o ponad 20 lat. Na oficjalne zaręczymy czekali do jej 18. urodzin, a te przypadały w listopadzie 1939 r.

Tadeusz Dołęga-Mostowicz (pierwszy z lewej) był najpopularniejszym pisarzem dwudziestolecia międzywojennego

Jest coś paradoksalnego w tym, że dwa najważniejsze wydarzenia w życiu Mostowicza, które miały go zniszczyć, okazały się trampoliną w górę. Najpierw pobicie w 1927 r. za działalność dziennikarską, które miało go złamać, a później „Kariera Nikodema Dyzmy”, która mogła ściągnąć na niego gniew władz.

Rzeczywiście, po pobiciu stał się człowiekiem znanym w całej Polsce. Zanim napisał „Dyzmę”, wszyscy w środowisku wiedzieli, kto to jest Mostowicz pobity przez tajemniczą grupę policjantów i bandytów.

Jego felietony zaczęły być o wiele chętniej czytane. Moment, gdy cenzura skonfiskowała jeden odcinek ukazującej się w dzienniku „ABC” powieści „Kariera Nikodema Dyzmy”, także był przełomowy. Zrobiła się wielka sensacja, bo cenzurze nie zdarzyło się wcześniej skonfiskować literatury pięknej. „Kariera…”, która już wcześniej była zauważona przez publiczność, teraz stała się powieścią, którą każdy powinien przeczytać.

Wilno było ważnym miejscem w życiu Mostowicza.

Tak, chodził do wileńskiego gimnazjum męskiego, do którego trafił w wieku około 10 lat, a z którego wyleciał z wilczym biletem w roku 1914. To sprawa troszkę tajemnicza. Sam wspominał o jakiejś działalności niepodległościowej, ale być może tylko w kółkach samokształceniowych, jakie wśród polskich uczniów wtedy istniały. W swoich wczesnych dziennikarskich tekstach wspominał nauczycieli rusyfikatorów, ale to jedynie strzępy informacji.

Podejrzewamy, że może wynikł z nimi jakiś konflikt na tle narodowościowym. Natomiast jego siostra Jadwiga wspomina, że Tadeusz był po prostu krnąbrny i jedno z drugim mogło się sprzęgnąć. Wilno zawsze było na szlaku Mostowicza. Jego starsza siostra pracowała tu jako nauczycielka. W Wilnie przesiadał się, jeżdżąc z Warszawy do Głębokiego odwiedzić ojca. W okolicach Głębokiego umieścił też akcję „Znachora”. W ogóle Dołęga-Mostowicz miał bardzo silną tożsamość Litwina, człowieka pochodzącego z Wielkiego Księstwa. Przodkowie ze strony ojca najprawdopodobniej wywodzili się z bojarów litewskich. Herb „Dołęga” dostali po unii w Krewie. On był do niego bardzo przywiązany.

Jak faktycznie zginął Tadeusz Dołęga-Mostowicz?

Pogrzeb Mostowicza

Wersja, którą podaję w książce, jest najbardziej prawdopodobna, bo ma najwięcej bezpośrednich świadków, czyli mieszkańców Kut, którzy albo sami widzieli, albo usłyszeli historię tuż po wydarzeniu. Dołęga był jednym z żołnierzy, którzy we wrześniu 1939 r. nie przeszli przez most graniczny do Rumunii. Zostali po polskiej stronie na prośbę mieszkańców obawiających się band ukraińskich nacjonalistów.

Dnia 20 września przyjechał po chleb dla wojska do piekarni w Kutach. Gdy go ładował, wjechały sowieckie czołgi witane entuzjastycznie przez ukraińskich i żydowskich mieszkańców. Ktoś wskazał polski samochód, czołgista puścił serię z ckm, kilka kul trafiło Mostowicza. Głupia śmierć, przedziwny przypadek.

Był jedyną ofiarą wojny w Kutach, przez które przeszło kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy, cały rząd polski, naczelne dowództwo, a ani Rosjanie, ani Niemcy, choć wiedzieli, że tu się ewakuują do Rumunii, nie zbombardowali miasteczka pozbawionego obrony przeciwlotniczej. Śmierć w Kutach to jeszcze jeden dowód jego wielkiej popularności. W małym, zapyziałym miasteczku wszyscy wiedzieli, kto to jest Dołęga-Mostowicz. Całe miasto przyszło na pogrzeb. To była wielka sensacja.

Czytaj więcej: Bóg przygarnia tych, którzy zginęli za wolność. Rocznica zbrodni katyńskiej i katastrofy smoleńskiej

W 1939 r. Mostowicz był w kwiecie wieku, wojna zniweczyła jego plany.

W sierpniu ukazały się informacje, że do druku idzie jego najnowsza powieść. Nic się z niej nie zachowało, nie wiemy, co to było. Jeszcze we wrześniu kończył film „Testament profesora Wilczura”, z którym wiązał ogromne nadzieje i na który miał bardzo duży wpływ. Ze wspomnień wynika, że był bardzo ciekawy, ale film też się nie zachował. Mówił dużo różnych rzeczy o planach, choćby o dziewięciotomowej książce historycznej z czasów Bolesława Chrobrego.

Wydaje się to przesadzone, nie miał temperamentu nad czymś takim ślęczeć. Pisano, że sprzedał scenariusze do Hollywood, ale też bym to włożył między bajki. Nie napisał dobrego scenariusza, który byłby zrealizowany w Polsce, więc skąd zainteresowanie Hollywood? Mostowicz lubił się czasem zgrywać z reporterów.


Jarosław Górski (ur. 1970) — polonista, nauczyciel, animator kultury, dziennikarz. Popularyzator literatury, kultury i historii. Napisał kilkaset artykułów publicystycznych, wydał ponad 30 książek dla dorosłych, dzieci i młodzieży.

Właśnie ukazała się jego najnowsza pozycja — „Parweniusz z rodowodem. Biografia Tadeusza Dołęgi-Mostowicza”.


FOT. WYD. ISKRY

FOT. ARCHIWUM EMILII MOSTOWICZ


Rozmawiał
Jarosław Tomczyk