Obowiązkowe szczepienia na Łotwie. Jak patrzą na to Polacy?

W polskiej szkole w Dyneburgu zaszczepionych jest ok. 80 proc. nauczycieli
| Fot. Facebook

Według oficjalnych danych do tej pory w pełni zaszczepiła się jedna trzecia mieszkańców Łotwy, a tempo szczepień wyraźnie spada.
Łotewski rząd zdecydował, że ograniczenie się do przekonywania i zachęcania to zbyt mało. Od 15 września osoby bez certyfikatu covidowego będzie można zwolnić z pracy.

Certyfikat covidowy będzie konieczny

Ubiegłego lata Łotwa była krajem, gdzie ograniczeń związanych z pandemią było stosunkowo mało. Nie trzeba było nosić masek, nie odczuwało się napięcia związanego z Covid-19. W tym roku jest inaczej – nie tylko nie zrobimy zakupów bez maski, ale nawet nie zjemy wewnątrz restauracji, gdyż usługi gastronomiczne świadczone są tylko na zewnątrz lub na wynos. Łotewskie państwo na poważnie wzięło się za walkę z pandemią. Nie jest to łatwe, bo Łotysze nie spieszą się ze szczepieniami.

Aby przyspieszyć tempo szczepień, łotewski rząd zdecydował, że obowiązek szczepienia lub udokumentowane poświadczenie przebycia Covid-19 będzie obowiązkowe dla przedstawicieli zawodów, w których kontakty bezpośrednie są szczególnie ważne, m.in. dla lekarzy, pracowników społecznych i nauczycieli.

Na przyjęcie szczepionki i uzyskanie certyfikatu pracownicy będą mieli czas do 15 września. Do 14 lipca poprawki do ustawy w tej sprawie mają opracować odpowiednie resorty. Możliwość zwolnienia z pracy to jednak nie wszystko. Osoby bez certyfikatu, będą mogły osobiście skorzystać z niektórych usług tylko w przypadku, gdy te będą świadczone zdalnie.

– Na razie nie mamy dokumentu, w którym byłoby jednoznacznie stwierdzone, że osoby niezaszczepione nie mogą pracować w szkole. Czekamy jednak, jak rozwinie się sytuacja – mówi Halina Smulko, dyrektorka Państwowego Gimnazjum Polskiego im. J. Piłsudskiego w Dyneburgu.

Czytaj więcej: Litwa i Łotwa wspólnie widzą zagrożenie ze strony elektrowni atomowej w Ostrowcu. Łotwa nie chce białoruskiej energii

W polskiej szkole nauczyciele chcą się szczepić

Jak wyjaśnia, w prowadzonej przez nią placówce zaszczepionych jest w tej chwili ok. 80 proc. nauczycieli.
– To dosyć dużo i mam nadzieję, że do 15 września ta liczba jeszcze się zwiększy. W naszej szkole grono pedagogiczne dosyć dobrze rozumie zasadność szczepień, po prostu wszyscy chcemy wrócić do nauczania kontaktowego – wyjaśnia.

Dyrektorka, choć jest przekonana o konieczności szczepień nauczycieli, nie uważa, że dobrym pomysłem jest uzależnianie zatrudnienia w szkole od certyfikatu covidowego.

– Na pewno nie chciałabym być zmuszona do zwolnienia nauczyciela, który nie chce się szczepić. Niezależnie od przepisów, takie wydarzenie bardzo obciążyłoby moje relacje jako dyrektorki z pracownikami i mam nadzieję, że takie sytuacje nie będą miały miejsca – zauważa Smulko.

O ile w polskiej szkole w Dyneburgu statystyki szczepień wyglądają nieźle, o tyle w całym kraju chętnych do zaszczepienia jest znacznie mniej. Czy jest szansa, że wprowadzenie obowiązku szczepień sprawi, że ich tempo znacznie wzrośnie?

– Wydaje mi się, że w tej chwili raczej trudno liczyć na wzrost liczby szczepień ze względu na upały. Osoby, które do tej pory się nie zaszczepiły, najczęściej obawiają się złego samopoczucia i skutków ubocznych. Teraz, ze względu na pogodę bardzo wiele osób czuje się gorzej niż zwykle, ludzie są bardziej rozdrażnieni i nie sądzę, by samo mówienie o obowiązku szczepień szybko wpłynęło na wzrost liczby chętnych – podkreśla rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Czytaj więcej: Doroczna konferencja prezydenta — ocenił relacje polsko-litewskie i szczepienia

Na razie nie mamy dokumentu, w którym byłoby jednoznacznie stwierdzone, że osoby niezaszczepione nie mogą pracować w szkole – mówi Halina Smulko
| Fot. Facebook

Szczepienia tak, ale raczej z własnej woli

Jak zauważa dyrektor szkoły, o wiele bardziej skuteczniejsze niż obowiązkowe szczepienia jest edukowanie ludzi i wyjaśnianie im potrzeby szczepionki. Dyrektorka nie próbuje zmuszać swoich pracowników do szczepień, ale tłumaczy, że po prostu są one potrzebne.  

– Myślę, że mam prawo o tym mówić, bo jesienią przeszłam covid, nie bez komplikacji, a teraz już jestem zaszczepiona. Doskonale wiem, że złe samopoczucie po szczepionce jest bez porównania mniej uciążliwe niż kilkutygodniowa choroba. Rozumiem jednak ludzi, którzy z uzasadnionych powodów odkładają szczepienia – wyjaśnia Halina Smulko. – Wśród moich znajomych jest jedna z nauczycielek, która odkładała szczepienie ze względu na leczenie choroby nowotworowej i ta decyzja była konsultowana z lekarzem. Myślę, że państwo, wydając zarządzenia o konieczności szczepionki powinno każdy przypadek traktować indywidualnie – podkreśla dyrektorka.

Rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego” bardzo sceptycznie odnosi się do propozycji zachęcania do szczepień za pomocą różnego rodzaju korzyści, jak np. loterii.
– Myślę, że do zwiększenia chętnych do szczepionki o wiele bardziej przyczynia się sama dostępność szczepień. Niedawno taki punkt szczepień został otwarty np. na targowisku w Dyneburgu i bardzo wiele osób z niego korzysta. Nie tyko mieszkańcy miasta, ale także osoby przyjeżdżające z rejonu. Nie sądzę, że wielu z nich planuje szczepienie, raczej robią to przy okazji – opowiada Smulko.

Kolejną ważną sprawą według naszej rozmówczyni jest dostępność opieki lekarskiej po szczepieniu.
– Myślę, że właśnie obserwacja lekarska i możliwość szybkiego uzyskania pomocy w przypadku komplikacji jest tym, co najbardziej może przekonać o tym, że szczepienia są bezpieczne i że nie ma powodów do obaw – podkreśla dyrektorka.

Niestety, covid jest wszędzie…

Jakie nastroje wobec szczepionki panują wśród innych polskich środowisk na Łotwie? Ryszard Stankiewicz, przewodniczący Związków Polaków na Łotwie uważa, że są one bardzo zróżnicowane.
– Jest wiele osób, które już się zaszczepiły, ale nie brakuje takich, które nie zamierzają się szczepić. Nie wyróżniamy się pod tym względem od innych narodowości – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”.

Jak informuje Stankiewicz, temat szczepień pojawia się także w rozmowach członków ZPŁ.
– Wszędzie podkreślam, że się zaczepiłem i przede wszystkim przekonuję własnym przykładem. Nie wszyscy widzą jednak zasadność szczepionki. Przede wszystkim odczuwane jest to na wsi, gdzie nie ma wielkich skupisk ludzi i gdzie mieszkańcy po prostu nie widzą zagrożenia. Ale warto wiedzieć, że to tylko pozory. W kwietniu miałem okazję się o tym przekonać, gdy w ramach naszych działań objechałem tak właśnie maleńkie, spokojne miejscowości. Okazało się, że i tam ludzie chorowali. Sam byłem zaskoczony, jak to możliwe, okazało się, że kogoś córka odwiedziła, kogoś syn… Widać, że zarazić można się wszędzie – podkreśla przewodniczący ZPŁ.