Jazz za każdym razem brzmi inaczej

Rafał Jackiewicz (na zdj. z lewej) – – saksofonista, producent muzyczny, kompozytor. W 2019 r. z wyróżnieniem uzyskał stopień magistra Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie saksofonu dr. hab. Macieja Sikały oraz dyrygentury jazzowej prof. Andrzeja Zubka. Jest zwycięzcą wielu krajowych oraz międzynarodowych konkursów: Gnesin Jazz w Moskwie (II miejsce), School & Jazz Festival w Lubaczowie (Nagroda Główna), Padova International Music Competition (I miejsce) i in. W 2012 r. za osiągnięcia muzyczne otrzymał list gratulacyjny od prezydent Dalii Grybauskaitė. Prowadzi własne projekty oraz współpracuje z wieloma zespołami, z którymi grał w wielu krajach Europy oraz USA
| Fot.. mat. pras.

Człowiek, który wybiera się na koncert jazzowy, wie, co to za muzyka i czego można od niej oczekiwać. Nie ma większej różnicy między odbiorcami na Litwie i w Polsce – mówi Rafał Jackiewicz, znany muzyk jazzowy z Wileńszczyzny, którego zespół – Rafał Jackiewicz Quartet – wydał debiutancką płytę „Sometimes”.


Czego słuchacz może oczekiwać po płycie „Sometimes”?

Płyta zawiera siedem kompozycji mojego autorstwa. Są to utwory instrumentalne na saksofon, gitarę basową, perkusję i fortepian. W dwóch utworach gościnnie wystąpił też puzonista. Płyta jest utrzymana w stylistyce jazzu europejskiego. Całość została nagrana w gdańskim Custom34 Studio, jednego z najlepszych studiów nagraniowych w Polsce. W trakcie nagrywania używaliśmy starych technik. Na przykład nie nagrywaliśmy komputerowo, tylko na wielościeżkową taśmę. Dzięki temu w wersji analogowej jest lepsza jakość dźwięku. Dźwięk jest żywszy, czyli maksymalnie zbliżony do brzmienia koncertowego. Każdy instrument był odseparowany, co pozwoliło nagrywać całym zespołem od razu. Płytę nagraliśmy w ciągu dwóch dni. Patronat nad płytą objęły największe czasopisma jazzowe w Europie, m.in. „Jazz Forum” i „Jazz Press”.

Kiedy skomponowałeś te utwory?

Wszystkie utwory powstały mniej więcej w ciągu ostatnich trzech lat. Niektóre powstały przed kilkoma laty, inne są jednak bardzo świeże, np. sprzed miesiąca.

Jak wygląda proces komponowania utworów jazzowych? Skąd czerpiesz inspiracje?

Nie ma jakiejś zasady. Zazwyczaj odbywa się to podczas ćwiczeń, gry na pianinie. Chociaż jestem saksofonistą, to do komponowania używam pianina. Czasami sobie gram i przychodzi do głowy jakiś pomysł, temat lub harmonia, więc nagrywam to na dyktafon. Czasami nagranie leży na półce nawet pół roku albo i rok. W pewnym momencie do niego wracam. Zaczynam nad nim pracować i je rozwijać. Zdarza się, że przychodzi pomysł i od razu powstaje utwór. Można powiedzieć, że komponowanie składa się z dwóch etapów. Pierwszy to natchnienie, a później konieczna jest zwyczajna praca. Trzeba utwór rozpisywać, rozwijać, kombinować, w którą stronę podążać.

Czytaj więcej: Ewa Szturo o muzyce, tożsamości i szkołach. „Taki sposób promowania Wileńszczyzny jest dobry”

Zajmujesz się nie tylko graniem i komponowaniem muzyki, lecz także pracą menedżerską i administracyjną. Na przykład organizujesz koncerty. Byłeś współorganizatorem cyklu koncertów „Narodzony na sianie”. Czy taka praca Cię nie nuży?

To jest jeden z trzech filarów mojej pracy. Pierwszy filar to gra na instrumencie. Drugi to komponowanie, a trzeci to produkcja muzyczna. Tak zrobiliśmy koncerty „Narodzony na sianie”. Organizowaliśmy koncerty poświęcone twórczości Zbigniewa Wodeckiego. W ubiegłym roku był koncert online poświęcony stuleciu urodzin papieża Jana Pawła II.

Obecnie dzielisz swoje życie na dwa kraje, Polskę i Litwę. Czy publiczność w obu tych krajach się różni?

Generalnie na nasze koncerty nie chodzą przypadkowe osoby, tylko miłośnicy danego gatunku muzycznego. Człowiek, który wybiera się na koncert jazzowy, wie, co to za muzyka i czego można od niej oczekiwać. Uważam więc, że nie ma większej różnicy między odbiorcami na Litwie i w Polsce.

Koncertujesz od wielu lat, i to w różnych krajach. Czy jest jakiś występ, który zapamiętałeś najbardziej?

Wspominam koncert w Luksemburgu, gdzie grałem na talerzach orkiestrowych z orkiestrą Uniwersytetu Wileńskiego. Zespół występował w okrojonym składzie wspólnie z chórem akademickim. To był absolutny przypadek. Po prostu zawieźli mnie do Poznania, gdzie miałem pewne sprawy do załatwienia. Na miejscu zorientowałem się, że plany się zmieniły, dlatego pojechałem z zespołem dalej. Przyszedł dyrygent i zakomunikował, że brakuje im jednego perkusisty, zapytał, czy nie wsparłbym orkiestry. Zgodziłem się. Pierwsza część koncertu składała się z hymnu narodowego, litewskich pieśni patriotycznych i tradycyjnych. Właśnie w tej części brakowało im silnego uderzenia talerzami (śmiech).

Czytaj więcej: Metal śpiewają czystym dziewczęcym wokalem

| Fot.. mat. pras

Zawsze podkreślasz, że jesteś muzykiem jazzowym. Dlaczego wybrałeś właśnie ten gatunek muzyczny?

Jazz od zawsze mnie inspirował. Muzyka jazzowa polega na improwizacji, co bardzo lubię. To jest tak, że jest kompozycja, która jest swoistym fundamentem lub punktem wyjścia. Reszta to improwizacja, czyli za każdym razem utwór brzmi trochę inaczej. To jest naprawdę sztuka wymagająca od muzyków dużej umiejętności i profesjonalizmu. Poza tym udzielam się jako muzyk sesyjny w innych zespołach.

Co do improwizacji – jeśli dobrze rozumiem, człowiek, który odsłuchał płytę, na koncercie usłyszy coś innego?

Tak. Podstawa melodyczna będzie ta sama, ale część improwizacyjna za każdym razem będzie zagrana inaczej.

Czyli muzycy, z którymi grasz, muszą bardzo dobrze rozumieć się nawzajem. Czy miałeś takie doświadczenia, że jakiś muzyk po prostu nie pasował?

Oczywiście. Na wstępie dobierasz muzyków, którzy pasują do danej muzyki, do danej stylistyki. Ktoś może świetnie grać hard bop, ale absolutnie nie odnajduje się w jazzie skandynawskim. Tak więc jeśli wiesz, w którą stronę chcesz prowadzić zespół, to na tej podstawie dobierasz wykonawców. Tak jest nie tylko w muzyce, ale w każdym rodzaju sztuki, np. w malarstwie. Każdy malarz ma własne spojrzenie, indywidualne podejście, po swojemu dobiera kolory. Przykładowo, każdy malarz kolor czerwony widzi inaczej. Tak samo jest w muzyce. Mogą być superprofesjonalni muzycy, ale nie każdy musi pasować do konkretnego projektu.

Czy skład zespołu jest ciągle ten sam, czy jego członkowie się zmieniają?

Staramy się grać w tym samym składzie, ale wszyscy członkowie grają też w innych zespołach lub udzielają się w różnych projektach. Czasami ich daty kolidują się ze sobą, więc niekiedy dochodzi do chwilowej zamiany w zespole.


Płyta „Sometimes” powstała dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, Ambasady RP na Litwie, Litewskiej Rady Kultury oraz litewskiej organizacji AGATA sprawującej pieczę nad prawami autorskimi wykonawców. Oficjalna premiera: 10 sierpnia. 16 września zespół przedstawi płytę wileńskiej publiczności, grając koncert w wileńskim Ratuszu. Płyta jest do nabycia w Empiku oraz w księgarni Elephas.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 31(88) 31/07-06/08/2021