Ochotnicy saksońscy uratowali Litwę przed bolszewikami

Relacje Litwy z Niemcami w czasie I wojny światowej i tuż po niej były skomplikowane. Niemniej to dzięki pomocy niemieckiej Litwie udało się zachować niepodległość mimo nacierających bolszewików.

Powitanie na dworcu Białorusko-Bałtyckim w Moskwie premiera Litwy Mykolasa Sleževičiusa (pierwszy z prawej) przez Gieorgija Cziczerina (z laską), ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS, październik 1926 r. W Kownie w 1919 r., pod osłoną Niemców broniących ziem litewskich przed bolszewikami, rząd mógł zacząć właściwie od początku budować państwo litewskie
| Fot. NAC

W dniach 18–22 września 1917 r. odbyła się w Wilnie konferencja, na którą przybyli przedstawiciele różnych partii litewskiego ruchu narodowowyzwoleńczego. Na konferencji postanowiono, że ostatecznym celem stanie się niepodległa Litwa. Została wybrana Taryba, czyli namiastka litewskiego rządu. Władze Niemiec faktycznie od razu uznały Tarybę, niemniej nie pozwalały Litwinom ani tworzyć własnej administracji, ani tym bardziej struktur wojskowych.

Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec jesieni 1918 r., kiedy 11 listopada podpisano rozejm między Niemcami a ententą.

Chaos w armii

Dzięki przegranej Niemiec Litwa otrzymała szansę stworzenia własnego państwa. Powstał jednak inny problem, mianowicie z Moskwy nacierała Armia Czerwona…

– Była to bardzo interesująca sytuacja. Niemieccy żołnierze byli absolutnie niezainteresowani dalszą walką. Pod presją ententy oraz z powodu rewolucji w kraju niemieckie wojsko rozpoczęło opuszczanie frontu wschodniego. Wycofywanie się było stopniowe i powolne. Dowództwo wojskowe kontrolowało sytuację, ale powstawały administracyjne struktury wojskowe, które działały równolegle z centralnym dowództwem wojskowym. To był m.in. Centralny Komitet Żołnierzy Niemieckich, który działał w Kownie. Powstawały też probolszewickie rady żołnierskie. Jedna z takich rad działała w Wilnie. Tak naprawdę w tamtym momencie wojsko niemieckie nie było w stanie walczyć z nadchodzącymi bolszewikami, dlatego została podjęta decyzja o opuszczeniu Wilna. Duch żołnierski był bardzo słaby. Dowódca frontu wysyłał telegramy do Berlina, że nie jest w stanie walczyć z taką armią, ponieważ „wojsko stało się stadem baranów”. Niemniej Niemcy wycofywali się dosyć zorganizowanie. Żołnierze nie oddawali broni – dzieli się wiedzą z „Kurierem Wileńskim” historyk Tomas Balkelis z Litewskiego Instytutu Historii.

Historyk z Uniwersytetu w Białymstoku Krzysztof Buchowski również jest przekonany, że bolszewicy na przełomie 1918 i 1919 r. byli największym zagrożeniem dla młodej litewskiej niepodległości. – Niemcy odeszli z tych terenów gdzieś w sierpniu 1919 r., czyli ta ich obecność była dosyć długa. Jednak listopad i grudzień 1918 r. to był taki okres, kiedy wydawało się, że władza niemiecka wisiała na włosku. Niby wojska było sporo, niby oficerowie jeszcze wydawali rozkazy, ale już mało kto tych rozkazów słuchał. Wojsko niemieckie się rozchodziło. Trwała rewolucja. Czyn rewolucyjny z Berlina był bardzo słyszalny. Powstawały rady żołnierskie – przypomina historyk.

Czytaj więcej: O trudnej historii w popularnej formie. „Podziemie łączy / Pogrindis jungia”

Presja ententy

Po podpisaniu zawieszenia broni 11 listopada ententa praktycznie od samego początku wywierała presję na rząd w Berlinie, aby nie wycofywał się ze Wschodu.

– Dlaczego? Bo niemiecka armia była jedyną siłą mogącą powstrzymać bolszewików. Ani wojsko litewskie, ani polskie nie były w stanie tego samodzielnie dokonać. Niemcy zatrzymali się mniej więcej w połowie drogi między Wilnem a Kownem. Kiedy Niemcy stanęli na tej linii, to została podjęta decyzja, aby przeciwstawić się bolszewikom. Wtedy też zaczęła się wielka reorganizacja wojska niemieckiego. Ci weterani wojenni, którzy nie chcieli walczyć, po prostu byli wysyłani do domu. Zezwolono na ich demobilizację. Równolegle w tym samym czasie w Niemczech, m.in. w Berlinie, Dreźnie, Lipsku, odbywał się masowy pobór ochotników, którzy chcieli walczyć na Wschodzie z bolszewikami, by w ten sposób bronić honoru Niemiec. W tym czasie na Litwę przybyło ok. 4 tys. niemieckich ochotników, zwanych potocznie ochotnikami saksońskimi, ponieważ większość z nich pochodziła z Saksonii. Ci ludzie już są absolutnie inni: gotowi do walki, zmotywowani. Nienawidzili bolszewików. Nie chcieli powrócić do Niemiec. Warto jednak odnotować, że byli dosyć brutalni względem miejscowej ludności – tłumaczy zawiłą sytuację Balkelis.

Podobnego zdania jest Buchowski. – Niemcy decyzję, aby zostać, przegrupować wojsko, cześć odwołać i wprowadzić w ich miejsce nowe oddziały, podjęli w styczniu 1919 r., chociaż Wilno zostało opuszczone i Polacy na bardzo krótko przyjęli władzę w mieście. Jednak parędziesiąt kilometrów dalej Niemcy się zatrzymali i nie opuścili tych terenów praktycznie do końca sierpnia 1919 r., w dużej mierze osłaniając wysiłki litewskie – zaznacza polski historyk.

Decyzja Niemiec w sprawie odparcia natarcia bolszewickiego w dużym stopniu uratowała sytuację. – Wraz z ostatnim transportem niemieckim Wilno opuścił rząd Mykolasa Sleževičiusa. W Kownie rząd się przegrupował. Mówiąc wprost, złapał oddech. Bo pod osłoną Niemców mógł zacząć właściwie od początku budować państwo litewskie. Ten projekt wileński był bardzo ważny pod względem psychologicznym, emocjonalnym i historycznym. Jednak te rzeczywiste zręby władzy zaczęły powstawać dopiero w Kownie. Właściwie tylko niemiecka pożyczka dla Litwy na cele wojskowe umożliwiła okrzepnięcie władzy litewskiej – dodaje Buchowski.

Czytaj więcej: Litwa i Polska za dalszymi sankcjami wobec Białorusi

Polska i Litwa sojusznikami?

Tomas Balkelis sądzi, że na początku 1919 r. Litwa i Polska w zasadzie były sojusznikami, chociaż nie było podpisanych odpowiednich dokumentów.

– Można założyć, że w tym czasie [początek 1919 r. – przyp. red.] wojsko polskie Piłsudskiego, wojsko litewskie oraz ochotnicy niemieccy działali wspólnie. W zasadzie byli sojusznikami walczącymi z bolszewikami. Ta walka okazała się korzystna dla Polaków, Litwinów oraz Niemców. Właśnie dzięki temu Polakom na wiosnę 1919 r. udało się zająć Wilno – podkreśla litewski historyk.

Relacje między wojskiem niemieckim stacjonującym na Litwie a władzą w Kownie generalnie układały się dobrze. – Powstały bardzo ciekawe relacje między wojskiem litewskim, państwem litewskim a nową władzą Niemiec. Bo jak wiemy, w Niemczech nie było już cesarza. Niemcy stały się krajem demokratycznym. W styczniu 1919 r. premier Litwy Mykolas Sleževičius udał się do Berlina, gdzie została podpisana umowa, w ramach której rząd Niemiec zobowiązał się wspierać wojsko litewskie w walkach z bolszewikami. Zobowiązał się też przekazać dużo broni. Od tego czasu wojsko litewskie oraz niemieckie oddziały działały wspólnie. Były bardzo bliskimi sojusznikami. W niektórych bitwach żołnierze litewscy i niemieccy walczyli ramię w ramię. Warto podkreślić, że gdyby nie żołnierze niemieccy, to zimą i wczesną wiosną 1919 r. armia litewska nie miałaby żadnych szans na powstrzymanie Armii Czerwonej – podkreśla Tomas Balkelis.

W ciągu kilku miesięcy Litwie udało się stworzyć własną armię i gdzieś na przełomie czerwca i lipca 1919 r. oddziały ochotnicze z Niemiec zostały wycofane z linii frontu. Przez pewien czas stacjonowały jeszcze w zachodniej Litwie, ale wkrótce ostatecznie opuściły Litwę.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 1(3)08/01-14/01/2022