Niech się święci 8 marca!

Komunizm szczęśliwie się skończył, ale miła strona tradycji święta 8 marca przetrwała. I to dobrze, bo przecież w obdarowywaniu pań przez panów nie ma niczego złego – mówi z uśmiechem prof. Małgorzata Dajnowicz, historyk z Uniwersytetu w Białymstoku, badaczka dziejów kobiet. 

PROF. Małgorzata Dajnowicz (ur. w 1969 r. w Dąbrowie Białostockiej), historyk, badaczka dziejów elit politycznych, dziejów kobiet, historii Polski i powszechnej XIX i XX w. Kierownik Katedry Historii Kultury i Pracowni Historii Kobiet na Uniwersytecie w Białymstoku; prezes Instytutu Studiów Kobiecych. Opublikowała jako autor, współautor i redaktor ponad 150 prac naukowych z zakresu historii społecznej i politycznej, dziejów prasy, ruchów społecznych, myśli politycznej, tematyki kobiecej. Od 2018 r. pełni też funkcję podlaskiej wojewódzkiej konserwator zabytków
| Fot. archiwum

8 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet. Jaka jest geneza tego święta?

Święto związane jest z aktywnością socjalistek na Zachodzie w początkach XX w. Zresztą w tym okresie różne środowiska kobiece zaczęły upominać się o swoje prawa. Nie tylko domowe, ale i publiczne, związane z aktywnością zawodową i polityczną, prawami wyborczymi. Dzień Kobiet, w którym można było te prawa zaakcentować, ustanowiono oficjalnie w 1910 r., choć już w 1908 r., ale w lutym, obchodzono to święto w Ameryce. Początkowo Dzień Kobiet był obchodzony w różnych terminach w różnych krajach. Także i dzisiaj święto kobiet w niektórych krajach jest obchodzone w innych dniach niż 8 marca, czasem wiąże się z dniem matki czy macierzyństwa.

Skąd zatem wzięła się data 8 marca?

Tego dnia odbyły się protesty kobiet w Nowym Jorku. W nawiązaniu do nich w 1910 r. międzynarodówka socjalistyczna ustanowiła w Kopenhadze Międzynarodowy Dzień Kobiet, który miał akcentować głównie ideę praw kobiet. Data ta została jednak ugruntowana stosunkowo późno i wiąże się z rewolucją październikową, po której w Związku Sowieckim zaczęto obchodzić to święto, z czasem coraz bardziej patetycznie. Obecnie Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzony jest w kilkudziesięciu krajach świata.

Czyli słusznie w powszechnej świadomości przypisuje mu się komunistyczny rodowód?

Jak najbardziej, bo bez wątpienia 8 marca dużą promocję uzyskał w związku z podkreślaniem roli kobiet przez środowiska komunistyczne i był bardzo aktywnie obchodzony jako Międzynarodowy Dzień Kobiet w krajach komunistycznych. Ten symboliczny dzień miał podkreślać znaczenie kobiet czy to w polityce, czy w pracy zawodowej i na wszelkich innych polach.

Jak świętowano w okresie Polski Ludowej?

W PRL ten dzień był obchodzony w sposób szczególny. Było to święto bardzo popularne, aczkolwiek kobiety normalnie szły tego dnia do pracy. Inaczej niż w Związku Sowieckim i w kilku innych krajach, gdzie był to dzień wolny od pracy. Kobiety otrzymywały drobne, właściwie symbolicznie upominki. W latach 60., 70. kobiety zaczęły być obdarowywane w zakładach pracy. Goździki, rajstopy – to był taki podstawowy zestaw. O tyle to było miłe, że rajstop na rynku brakowało, więc panie naprawdę mogły być zadowolone, gdy otrzymywały taki prezent. Później goździki przestały być w modzie, zastąpiły je tulipany.

Bardzo uroczyście świętowano 8 marca zwłaszcza za dekady Edwarda Gierka, który publicznie często pokazywał się w towarzystwie kobiet. Z okazji 8 marca pojawiały się artykuły w prasie podkreślające znaczenie tego dnia. Była to też okazja do upominania się o prawa kobiet w pracy zawodowej, polityce, świecie publicznym, ale także o szeroko rozumiane równouprawnienie w rodzinie. Podnosiła to szczególnie prasa dla kobiet, tytuły takie jak: „Przyjaciółka”, „Kobieta i Życie”, „Zwierciadło”.

Czytaj więcej: 8 marca minęło, długi pozostały…

W tamtej epoce 8 marca święto miały kobiety, ale świętowali, i to często bardzo hucznie, także mężczyźni.

Było coś na rzeczy. Mężczyźni tego dnia bardzo chętnie składali życzenia kobietom, a te w ramach podziękowań i dobrych relacji częstowały ich kawą, herbatą, a i czasem czymś dodatkowym i była to na pewno okazja do szeroko rozumianego świętowania również w środowiskach męskich.

Komunizm się skończył, ale Dzień Kobiet przetrwał i mam wrażenie, że przeżywa pewien renesans.

Czy to modne aktualnie święto, to trudno mi znaleźć na to dowody, natomiast w latach 90. traciło na popularności, co obserwowałam choćby na podstawie analiz prasowych. A to dlatego, że było kojarzone z okresem socjalizmu i było oceniane czy wręcz komentowane trochę prześmiewczo. Słusznie było wiązane z prymitywną propagandą komunistyczną, bo tak naprawdę głównie w tym dniu władze komunistyczne przypominały sobie o kobietach i ich prawach, gdy na co dzień wyglądało to bardzo różnie i nie zawsze te prawa były przestrzegane. Kiedy PRL nam się szczęśliwie skończył, to ta tradycja – jednak miła, bo przecież w obdarowywaniu kobiet nie ma niczego złego – jest utrzymywana. Kobiety otrzymują upominki, choć już pewnie nie goździki i rajstopy, bo to jest zamierzchła przeszłość, ale samo pamiętanie o paniach jest miłe i z tego względu dobrze, że ta tradycja przetrwała.

Czym zajmuje się Instytut Studiów Kobiecych, na którego czele Pani stoi?

Instytut Studiów Kobiecych jest stowarzyszeniem, które powołaliśmy w 2011 r., organizacją powstałą przy Wydziale Historii i Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie w Białymstoku, z którym jestem związana od ponad 20 lat. Głównie zajmujemy się opisywaniem historii kobiet, upowszechnianiem badań z tego zakresu, wydajemy też założone w 2016 r. czasopismo naukowe „Studia Kobiece”. Na jego łamach publikowane są głównie artykuły naukowe z zakresu historii kobiet. Chętnie zapraszamy do publikowania uczonych, którzy zajmują się problematyką historii kobiet, aczkolwiek jesteśmy też otwarci na teksty z innych dziedzin, np. artykuły prawnicze, kulturoznawcze. Publikują u nas także socjolodzy, politolodzy czy prasoznawcy.

W 2019 r. powołaliście także Ośrodek Badań Historii Kobiet, jako projekt finansowany ze środków Ministerstwa Edukacji i Nauki.

Cały czas go rozwijamy: uczeni z Polski przyjeżdżają do Białegostoku, organizujemy konferencje, wydajemy publikacje, zajmujemy się historią kobiet. Prowadzimy badania z zakresu głównie XIX i XX w., a więc tego czasu, gdy kobiety mogły już korzystać z praw publicznych, z różnych przestrzeni aktywności. Odkrywamy zapomniane źródła historyczne, różnego rodzaju dokumenty z życia kobiet, jest to bardzo ciekawe. Dużo mamy jeszcze do odkrycia i zbadania. Historia kobiet jest częścią historii społecznej. Przed nami jest niemało białych plam do zapełnienia w przyszłości.

Czy prezentowaliście może wyniki swoich badań także na Litwie?

| Fot. adobe stock

Nie, ale były na naszych konferencjach wystąpienia dotyczące inteligentek wileńskich. Zajmuje nas głównie szeroko rozumiana historia kobiet polskich, ale otwarci jesteśmy na różne perspektywy badania historii Polek. Nie tylko z terenu Polski, lecz także z terenów dawnej Rzeczypospolitej, leżących dzisiaj w krajach ościennych, jak właśnie choćby z Wileńszczyzny czy Grodzieńszczyzny. Bardzo dużo dyskutowaliśmy ostatnio o reprezentantce tej ostatniej, Elizie Orzeszkowej. Podejmujemy również tematykę dotyczącą kobiet na emigracji londyńskiej.

Czytaj więcej: Tulipany na Dzień Kobiet nadal najmilej widziane

Zgodzi się Pani z dość popularną tezą, że wiek XXI będzie wiekiem kobiet?

Myślę, że wiek XXI to wiek kobiet i mężczyzn. Natomiast jak analizuję historię kobiet od wielu lat, bo mniej więcej od 2005 r., to wydaje mi się, że do kobiet należał wiek XX. Głównie dlatego, że był wiekiem przełomowym. Kobiety uzyskiwały bardzo często podwójną wolność, w przestrzeni publicznej i domowej. Wiek XX otworzył kobietom bardzo szeroką perspektywę na edukację, życie publiczne, zawodowe, polityczne. Kobiety mogły podejmować świadomie decyzję czy pozostawać w domu, zajmować się przestrzenią rodzinną czy też wybierać życie publiczne albo próbować godzić obie te przestrzenie. Uzyskały w wieku XX w pełni świadomie prawo wyboru i decydowania o własnym życiu. Uzyskały wolność w rodzinie, również niezależność finansową, ponieważ mogły zacząć aktywnie podejmować pracę zawodową, co wpływało na ich pozycję ekonomiczną. Mówimy szeroko o kobietach z różnych środowisk i stanów, o masowych możliwościach, które stworzył wiek XX w Polsce i na świecie, bo oczywiście kobiety z elit tę wolność miały znacznie wcześniej. Polkom wiek XX przyniósł też niepodległość ojczyzny w 1918 r., za czym niemal natychmiast przyszło uzyskanie przez nie praw wyborczych.

Z jakimi problemami kobiety zmagają się obecnie?

Myślę, że bardzo podobnymi jak w drugiej połowie XX w. Typowymi dla życia człowieka, czyli ekonomicznymi, potrzebą utrzymania pewnego poziomu życia rodzinnego. Przestrzeń domowa jest niezmiernie ważna w życiu kobiety, dopiero w momencie, gdy jest dobrze zabezpieczona, wówczas pojawia się myśl o innych przestrzeniach, jakiejś karierze naukowej, zawodowej, publicznej. Podstawą jest jednak dom. Te problemy są problemami dnia codziennego, aczkolwiek – wyprzedzając może pańskie pytanie – powiem, że nie widzę jakichś pól wyraźnej dyskryminacji kobiet, co czasem podkreślają różne środowiska. Dzisiaj kobiety mają równe szanse z mężczyznami, na wielu polach. Cieszymy się i z tego, że bardzo często mężczyźni wkraczają w te role domowe, w które wcześniej nie wkraczali, i świetnie sobie w nich radzą, wspierając kobiety.

Na świecie są jednak obszary, gdzie prawa kobiet mają się o wiele gorzej niż w Polsce, na Litwie czy – ogólnie rzecz ujmując – w naszym obszarze cywilizacyjnym, i gdzie wciąż kobiety muszą walczyć o swoje prawa.

Zgadzam się, ale to raczej obraz pewnych różnic cywilizacyjnych. W tzw. cywilizacji zachodniej kobiety mają bardzo dobrą pozycję, jeśli chodzi o szeroko rozumiane prawa kobiet, natomiast w innych cywilizacjach, gdzie pozycja kobiety od zawsze była pozycją wycofaną czy nawet dyskryminowaną w kulturze, te różnice oczywiście są zauważalne. Kolokwialnie rzecz ujmując, w cywilizacji zachodniej kobiety oczywiście mają się najlepiej.

Gdybyśmy pobawili się w gdybanie i spróbowali zobaczyć świat tak zdominowany przez kobiety, jak kiedyś był zdominowany przez mężczyzn, którym były przypisane pewne role, to zdaniem Pani Profesor ten świat byłby bardziej pokojowo urządzony?

Myślę, że nie. Jestem kategoryczną zwolenniczką równości na różnych polach. Dyskryminacja jednej grupy przez drugą nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Czasem jestem pytana przez studentów podczas wykładów, kto powinien pełnić władzę: kobiety czy mężczyźni? Zawsze odpowiadam, że są środowiska predysponowane do sprawowania funkcji, ale jest to kwestia przygotowania merytorycznego, a nie płci.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 9(27) 05-11/03/2022