Ragucka-Pileckienė — kobieta po drugiej stronie lustra

Jaka jest kobieta XXI wieku? Pytam o to Justynę Ragucką-Pileckiene – kobietę pracującą, matkę, żonę, piosenkarkę.

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Po drugiej stronie lustra” – to tytuł drugiej części sagi o najsłynniejszej Alicji na świecie, książki napisanej przez Lewisa Carrolla. To książka o spełnianiu marzeń. Autor chciał pokazać światu, jak silne są młode kobiety, dzielne, ciekawe świata, wyjątkowe, niebojące się wyzwań, pewne swego, wierzące, że wszystko może się udać.

Książkowa/filmowa Alicja (na podstawie książki powstały cztery adaptacje filmowe) wyrusza w wielką podróż po drugiej stronie lustra, by poznać siebie i spełniać marzenia. To oczywiście fikcyjna bohaterka, wręcz bajeczna, ale z tej lektury wypływa wiele prawd na miarę ówczesnej kobiety.

Co Justyna znalazła po drugiej stronie lustra? Czy, tak jak Alicja, realizuje swoje marzenia?

Uwielbiam pierwszą książkę z tej sagi. Myślę, że „Alicja w krainie czarów” jest jedną z najcenniejszych książek, jakie powstały, ze względu na ilość mądrości życiowych, które doskonale mogą zastąpić poradniki dla dorosłych. Podam jeden z cytatów: „Czy nie mógłby mnie pan poinformować, którędy powinnam pójść?”. Wiele razy zadawałam sobie to pytanie i, w sensie ogólnym, do dzisiaj nie mam na nie dokładnej odpowiedzi. Wierzę, że każdy z nas ma swoje przeznaczenie, swoje koleje losu, dlatego najczęściej wszystko w moim życiu dzieje się naturalnie i najpiękniejsze rzeczy stają się nieoczekiwanie. Z drugiej strony, jeśli w życiu jeszcze nie osiągnęłaś wszystkiego, czego pragniesz – wszystko jest jeszcze przed tobą; wystarczy przejść na drugą stronę lustra.

Najważniejsze, aby mieć pasje i marzenia, bo one wpływają pozytywnie na nasze życie. Wyobrażając sobie bieg przyszłych zdarzeń, czujemy się szczęśliwi. Marzymy przecież o rzeczach dla nas przyjemnych, a wtedy wzmaga się produkcja endorfin, zwanych hormonem szczęścia. Dlatego marząc, od razu poprawiamy sobie nastrój. A gdy udaje nam się realizować swoje pasje, spełniamy się. Twoją pasją jest śpiew?

Tak, śpiew to jest jedna z moich największych pasji z dzieciństwa i cieszę się, że do dzisiaj mam możliwość śpiewać dla innych ludzi, gdyż muzyka jest jedną z najpiękniejszych form komunikacji i wyrażania uczuć oraz emocji.

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Ale sięgnijmy do czasów małej Justyny. Jakie było twoje dzieciństwo, czas dorastania, kształtowania osobowości, czas wyborów życiowych?

Pochodzę ze zwyczajnej rodziny, w której ciągle słyszałam, że jeśli chcę coś osiągnąć, muszę dużo pracować. O ile pamiętam, zawsze byłam aktywną i twórczą dziewczynką. Mój dziadek mnie nazywał słowikiem, gdyż ciągle nuciłam jakieś melodie. Ale to mama zauważyła moje zamiłowanie do muzyki i dzięki niej zaczęłam uczęszczać na lekcje baletu oraz gry na fortepianie. Jednak moim marzeniem było śpiewanie. Uczyłam się więc śpiewu samodzielnie, słuchałam różnorodnych wykonawców i próbowałam ich naśladować. Kluczowym momentem w moim dzieciństwie, kiedy śpiew przerodził się w coś bardziej znaczącego, był konkurs Piosenki Polskiej „Znad Wilii”, w którym niespodziewanie wygrałam Grand Prix i otrzymałam główną nagrodę – warsztaty muzyczne w Polsce. Miałam okazję uczyć się tam prawidłowej techniki śpiewu i poznałam wielu znakomitych muzyków z całej Polski. Również na warsztatach dostałam rekomendacje, u kogo mogłabym dalej edukować się muzycznie.

Moja mama zapisała mnie na lekcje wokalu u wokalistki jazzowej Nijole Maceikaite, która nauczyła mnie podstaw w zakresie śpiewu. Również dzięki niej spotkałam wiele wspaniałych osób ze świata muzyki, z którymi mamy wspólne projekty i współpracujemy do dzisiaj.

Kiedy skończyłam szkołę, mój tato namówił mnie na studia niezwiązane z muzyką, sądził, że powinnam mieć bardziej „przyziemną profesję”. I chociaż teraz jest dumny, że jego córka śpiewa, wtedy chciał, żebym zdobyła wykształcenie, jego zdaniem, solidniejsze. Ukończyłam więc studia z nauk społecznych oraz administracji publicznej na Uniwersytetach Pedagogicznym oraz Michała Romera w Wilnie. Ale muzyka była moim zamiłowaniem i tak jest do dzisiaj, chociaż pracuję w całkowicie innej sferze. Jednak bardzo lubię ten balans, gdyż praca daje stabilność, a muzyka dostarcza przyjemności, która jest odskocznią od tego, co robię na co dzień.

Po studiach podjęłaś pracę w międzynarodowej korporacji Western Union, oddział w Wilnie, i jesteś z nią cały czas związana. Na czym polega twoja praca? Czy ją lubisz? Jak godzisz pracę z wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu?

Western Union powstała w USA, jest jedną z największych na świecie firm zajmujących się pośrednictwem w płatnościach. Zainteresowałam się tą firmą, gdy usłyszałam, iż jako pierwsza zaczęła oferować usługi „śpiewających telegramów”. Polegało to na tym, że treść – zazwyczaj życzenia – była wyśpiewywana przez posłańca. Takie telegramy stały się bardzo popularne w amerykańskiej kulturze i wiele osób marzyło o ich otrzymaniu, jak np. pewna kobieta, która według anegdoty, zobaczywszy w drzwiach posłańca, tak długo go męczyła, by jej zaśpiewał treść, że ten – mimo wyjaśnień, iż to normalny telegram – w końcu uległ i zaintonował: „Your sister Rose is dead” [Twoja siostra Rose zmarła…]. A więc i tu zainspirowała mnie muzyka. Pomyślałam, że ciekawie byłoby pracować w takiej firmie, która zaczęła swoją działalność tak oryginalnie (śmiech). Już od 10 lat w niej pracuję i w tym momencie jestem starszą specjalistką oceny pracy oraz szkolenia personelu działu. Mówiąc w skrócie, moja praca polega na dostarczaniu programów szkolenia dla nowych i obecnych pracowników oraz realizacji danego programu, wraz z przeprowadzaniem oceny jakości ich pracy.

Oczywiście, z uwagi na pandemię pracuję teraz z domu, co z jednej strony ma swoje plusy, gdyż nie muszę tracić czasu na dojazdy, ale z drugiej – szczególnie gdy dzieci są chore, praca zdalna staje się problematyczna. Dzieciom jest trudno wyjaśnić, że mama teraz nie może się z nimi bawić, gdyż musi pracować. Jednak myślę, że do wszystkiego można się przystosować.

Czytaj więcej: Reprezentantka Litwy na Eurowizji, Monika Liu: „W którą stronę wieje wiatr, w tę tego dnia idę”

Jesteś żoną i matką. Jak się sprawdzasz w tej roli? Czy na tym polu jesteś kobietą spełnioną?

Bycie żoną i matką to jest moja najważniejsza i chyba najtrudniejsza rola. Myślę, że jestem dokładnie taką samą mamą, jaką jest większość mam: bezwarunkowo kochającą swoje dzieci, ale też często zmęczoną, niewyspaną i z brakiem czasu dla siebie. I jak większość młodych matek po urodzeniu dzieci poczułam pełnię życia, ale tym samym i olbrzymi lęk, czy będę dobrą mamą i co mogę im dać, aby zawsze czuły moją miłość i wsparcie w każdej chwili.

Każda kobieta chce być szczęśliwa. A jeśli tak ogólnie mówić o szczęściu, myślę, że z czasem najbardziej zaczynasz cieszyć się z tych prostych, małych rzeczy, które dostajesz na co dzień: tą chwilą, kiedy dziecko przychodzi do ciebie się przytulić, kiedy masz wolne 10 minut, aby w spokoju wypić poranną kawę, kiedy spadnie pierwszy śnieg lub czujesz na twarzy wczesny wiosenny promyk słońca. Myślę, że powinniśmy cieszyć po prostu z samego życia, przecież samo ono przynosi nam największą satysfakcję i radość.

A jak znajdujesz czas na to wszystko, co jest związane ze śpiewem, czyli ćwiczenie głosu, próby, koncertowanie?

Oczywiście, czasami jest naprawdę trudno ze wszystkim zdążyć, często kończę jedną pracę i biegnę od razu na próby, gdy wkrótce np. jest występ. W takich wypadkach konieczne jest zaplanowanie czasu. Jestem bardzo wdzięczna mojemu mężowi i rodzinie, że w takich momentach zawsze mogę na nich liczyć. Mój mąż zawsze mnie wspiera i ciągle powtarza, że muszę mieć czas i dla siebie, gdyż rozumie, że scena zajmuje ważne miejsce w moim życiu.

Niedawno widzieliśmy Cię w spektaklu noworocznym „Wileńskie do siego roku”, który można było oglądać w TVP Wilno i na scenie, i w którym pięknie się zaprezentowałaś. Czy to był twój pierwszy kontakt z Polskim Teatrem „Studio”?

Zamiłowanie do teatru wyniosłam już ze szkoły. Uczyłam się w Gimnazjum im. Szymona Konarskiego w Wilnie i często uczestniczyłam w konkursach recytatorskich poezji polskiej, jednak pierwszy kontakt z Polskim Studiem Teatralnym w Wilnie miałam w czasie studiów, gdy zagrałam w jednym ze spektakli, „Kartotece rozrzuconej” na podstawie dramatu Tadeusza Różewicza. Potem była długa przerwa. I po wielu latach nieoczekiwanie zadzwonił do mnie pan Edward Kiejzik z propozycją wzięcia udziału w „Wileńskim do siego roku”. Bardzo się ucieszyłam. Ogólnie uwielbiam różnorodne projekty i jeśli tylko mam możliwość w nich uczestniczyć, zawsze się zgadzam, gdyż każdy projekt to jest wspaniała możliwość zapoznania się z gronem wspaniałych ludzi, nauczenia się czegoś nowego oraz nabycia dodatkowego doświadczenia.

Premiera na żywo najnowszego przedstawienia Polskiego Studia Teatralnego odbyła się 11 lutego w Teatrze Muzycznym „Klubu Legendos”. Muzyczny spektakl kabaretowy „Wileńskie do siego roku” został zrealizowany we współpracy z TVP Wilno, zarejestrowany i po raz pierwszy wyemitowany w sylwestra, 31 grudnia 2021 r. Jedną z ról zagrała w nim Justyna Ragucka-Pileckiene
| | Fot. Marian Paluszkiewicz

Czytaj więcej: Edward Kiejzik: „Szwejk pokazuje bezsensowność wojny”

Ale z muzyką się nie rozstawałaś, masz swoje prywatne satysfakcje i osiągnięcia.

Bardzo lubię scenę. Wspaniale się czuję w kameralnych występach, dlatego najczęściej śpiewam w restauracjach, kawiarniach lub na imprezach zamkniętych czy okolicznościowych. Najczęściej śpiewam wspólnie ze świetnym saksofonistą Gintarasem Mockusem. Mamy swoje programy muzyczne w stylu pop/soul/jazz, śpiewam też piosenki w różnych językach: francuskim, hiszpańskim czy włoskim. Jeden z ostatnich występów, który miała okazję zobaczyć większa publiczność z Litwy oraz Polski, to wspólny projekt z maestro Zbigniewem Lewickim, „Muzyka filmowa”, zorganizowany w drugą rocznicę działalności TVP Wilno.

Czy chcesz zrobić coś więcej na tym polu?

Mam plany na przyszłość. Różne propozycje muzyczne. Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że wszystko się uda i będę mogła pomyślnie balansować pomiędzy domem, pracą i sceną.

Rola kobiety na przestrzeni lat w sposób zauważalny się zmieniła. Jak uważasz, jakie są dzisiejsze kobiety, twoje rówieśniczki?

Myślę, że największym osiągnięciem kobiet w naszych czasach jest to, że po prostu mogą być sobą. Dzisiejsza kobieta ma wiele możliwości, może robić różne rzeczy, aby być szczęśliwą. Moje rówieśniczki są oczywiście bardzo różne: niektóre pną się po szczeblach kariery lub ciągle szukają nowych wrażeń, podróżują, inne są wspaniałymi gospodyniami domowymi i matkami. Większość z nich pielęgnuje swoje pasje, zdobywa nowe doświadczenia, ma motywację do dalszej edukacji oraz rozwoju osobistego.

A co sądzisz o wzrastającej liczbie singielek, które nie śpieszą się do ułożenia sobie życia w tradycyjnym modelu?

Myślę, że każda kobieta układa swoje życie tak, jak jej się podoba. Przecież żyjemy tylko jeden raz, dlatego nie trzeba słuchać tego, co mówią inni, a najważniejsze, aby wiedzieć, czego sama chcesz. Nigdy nie oceniam innych ludzi za ich wybory, myślę, że każdy musi słuchać swego serca.

Co powiedziałabyś na taką opinię, że „kobiety szukają mężczyzn, którzy jeszcze nie istnieją, a mężczyźni kobiet, które już nie istnieją”?

Myślę, że jeśli byłaby to prawda, to ludzkość wyginęłaby, chociaż szczypta prawdy w tym powiedzeniu jest…

Która z kobiet tych dawnych czy może tych współcześnie żyjących wzbudza w tobie zachwyt i podziw?

Jedną z takich kobiet jest Astrid Lindgren. Była to niewiarygodnie silna, niezależna, odważna i wrażliwa kobieta, jednak jednocześnie wiedziała, co to smutek, samotność i bieda, a mimo wszystko zdołała wszystko pozostać sobą.

A która piosenkarka jest dla Ciebie idolką? Jaki styl muzyki lubisz najbardziej?

Jestem zwolenniczką mieszania różnych stylów muzycznych, a najbardziej lubię słuchać jazzu, bluesa, soulu, rocka, grunge. Imponują mi takie piosenkarki, jak: Janis Joplin, Ella Fitzgerald, Tracy Chapman, ale też panowie – Ray Charles, Czesław Niemen, Ryszard Riedel, Freddie Mercury, Fink oraz wielu innych artystów. Myślę, że mamy bardzo dużo wspaniałej muzyki na świecie, dlatego nieustannie staram się kształtować, szukać nowych wykonawców i tym samym rozwijać swój gust muzyczny.

Co jest ważne dla Ciebie? Jakie masz plany i marzenia?

„Nigdy nie myślę o przyszłości. Przychodzi ona tak wcześnie”. Lubię ten cytat. Oczywiście, ważne jest mieć własne marzenia i plany, ale ostatecznie różnie bywa w życiu, dlatego przede wszystkim staram się cieszyć dniem dzisiejszym i żyć chwilą obecną. W najbliższych moich planach są wakacje. Ostatnie miesiące były bardzo intensywne w moim życiu, dlatego bardzo chciałabym po prostu dobrze się wyspać i odpocząć. A dalej? Jestem pewna, że jeszcze wiele pięknych rzeczy na mnie czeka w przyszłości.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 9(27) 05-11/03/2022