Polski wkład w rozwój kultu Miłosierdzia w Wilnie

„Miłosierdzie poszło w świat z Wilna dzięki wyjątkowej siostrze zakonnej, dziś Świętej s. Faustynie Kowalskiej, i dzięki Błogosławionemu ks. Michałowi Sopoćce” – mówi s. Michaela Rak, założycielka i dyrektor Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie.

Czytaj również...

W dniach 7–12 czerwca w Wilnie odbędzie się VI Światowy Apostolski Kongres Miłosierdzia. Jest to jedno z najważniejszych wydarzeń Kościoła katolickiego, którego celem jest szerzenie kultu Bożego Miłosierdzia. Kongres odbędzie się pod hasłem „Razem zbudujmy Miasto Miłosierdzia!”.

Zapowiadając to doniosłe wydarzenie, litewscy duchowni oraz osoby zaangażowane w jego organizację podkreślają, że Wilno jest Miastem Miłosierdzia. W ich narracji często jednak pomijany bywa istotny polski wkład w rozwój kultu miłosierdzia w Wilnie – zarówno poprzez działalność polskich duchownych, jak i obecność oraz misję św. Faustyny Kowalskiej, której objawienia miały kluczowe znaczenie dla ukształtowania tego kultu. Zdarza się, że s. Faustyna wspominana jest jako „pewna zakonnica, która przyjechała do miasta”, ks. Michał Sopoćko jako „pewien duchowny”. Niekiedy w kontekście Wilna jako Miasta Miłosierdzia sylwetki tych osób bywają całkowicie pomijane.

Wileńskie Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki jest miejscem, gdzie szczególnie jest żywa pamięć o św. s. Faustynie Kowalskiej i bł. ks. Michale Sopoćce. Jest tu też pielęgnowany kult Miłosierdzia Bożego.

Wierna kopia prawdziwego oblicza Jezusa

Początki kultu Miłosierdzia Bożego w Wilnie opierały się na mistycznych przeżyciach wiary s. Faustyny. – W 1931 r. w Płocku, s. Faustyna jako siostra zakonna miała wizję – weszła do celi swojej i zobaczyła postać Jezusa. Jezus jej powiedział: „Wymaluj obraz według tego, co widzisz z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«”. Ona nie wiedziała, co ma robić. Przełożone nawet jej farby kupiły i pędzel, ale ona przecież nie malowała. Niedługo s. Faustyna zostaje przekierowana do Wilna. Tu następuje kontynuacja objawień. Nie wiedząc, co to jest, że ona widzi i słyszy Jezusa, spowiada się swemu spowiednikowi, którym był właśnie dziś już bł. ks. Michał Sopoćko – zwykły kapłan, wykładowca, ojciec duchowny, duszpasterz Wojska Polskiego tutaj na Litwie. Ksiądz wsłuchuje się, wysyła nawet s. Faustynę na badania do psychiatry, żeby sprawdzić, czy jest zdrowa psychicznie. Potem mówi: „Niech siostra pisze, to, co siostra widzi i słyszy”. Zrozumiał, że jest to jej bezpośrednia relacja z Bogiem – przybliża przebieg wydarzeń s. Michaela Rak, założycielka i dyrektor Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie.

Dzięki temu powstał „Dzienniczek”, w którym jest opisane wszystko, co dziś nazywamy tą tajemnicą kultu Miłosierdzia, czynami miłosierdzia. – Bo tutaj, w Wilnie właśnie, nastąpiło przekazanie treści Koronki do Miłosierdzia Bożego. Tutaj w Wilnie Jezus mówił, że jest Święto Miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, domagał się, by powstało nowe zgromadzenie, które będzie czciło i niosło miłosierdzie w świat. Mam zaszczyt, że Bóg mnie powołał do tego Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, które powstało w Wilnie w czasie II wojny światowej; i jestem mu wdzięczna. Właśnie w Wilnie ks. Sopoćko zrealizował to pragnienie, które Faustyna otrzymała od Jezusa – żeby ten obraz był jak najszybciej namalowany. I dzięki ks. Sopoćko, który odnalazł malarza, który się wsłuchał w treść tego, co s. Faustyna przekazuje, właśnie tu, w Wilnie, został namalowany obraz Jezusa Miłosiernego. To jest wierna, powiedziałabym, kopia prawdziwego oblicza Jezusa. Taki był Jezus, kiedy chodził po ziemi, którą dziś nazywamy Ziemią Świętą, jako nauczyciel, w którego się wpatrujemy, czytając słowa Pisma Świętego. Obraz ten został namalowany przy ulicy Rossa, obok jest nasze hospicjum. Tutaj ks. Sopoćko posługiwał jako spowiednik sióstr wizytek i tu była pracownia malarza. Ten wierny wizerunek Jezusa został namalowany w Wilnie i później poszedł w świat – kontynuuje s. Michaela Rak.

Przypomina, że pierwsze obrazki Jezusa Miłosiernego ks. Sopoćko drukował w drukarni vis-a-vis budynku, w którym obecnie mieści się Ambasada RP w Wilnie. – Były one pierwszymi obrazami, wiernymi obrazami Jezusa, które poszły w świat. Dlatego Wilno jest nazywane Miastem Miłosierdzia. W hospicjum przechowywane są cenne pamiątki po ks. Sopoćce. Mamy krzyże, które są zrobione z desek podłogowych jego domu rodzinnego, oraz okno, przez które patrzył – opowiada założycielka wileńskiego hospicjum.

Dzieło polskiego malarza

Autorem słynnego obrazu jest polski artysta malarz Eugeniusz Kazimirowski. – Przy budynku hospicjum mieści się klasztor Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, czyli właśnie tego zgromadzenia, o które prosił sam Pan Jezus. Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego powstało w Wilnie i po wielu latach siostry tutaj wróciły, do korzeni, do tego miejsca, gdzie mieszkał ks. Sopoćko i swoją pracownię miał malarz Eugeniusz Kazimirowski. Mniej więcej od stycznia do czerwca 1934 r. s. Faustyna przychodziła z Antokola tutaj, by dawać wskazówki malarzowi, zaś ks. Sopoćko w białej albie pozował do tego obrazu. Z dzienniczka dowiadujemy się, że s. Faustyna się rozpłakała, gdy ujrzała wizerunek Jezusa. Jezus jej powiedział, że piękno jest nie w farbach i pędzlu, ale w łaskach, które udzieli, które spłyną na duszę, że w tym jest moc i siła – opowiada Aneta Górniewicz, wicedyrektorka Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki.

Wiadomo, że pracownia malarza Eugeniusza Kazimierowskiego mieściła się na parterze budynku, w którym obecnie mieści się klasztor Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego.

– Była tu kiedyś cała duża posesja sióstr wizytek, a ks. Michał Sopoćko był ich spowiednikiem i tu mieszkał. Malarz Kazimirowski wynajmował kąt w domku duchownego. Miał tu pracownię. Z „Dzienniczka” s. Faustyny dowiadujemy się, że proces powstawania obrazu był skomplikowany. Malowanie portretu z zasady bywa trudne, a tu przecież chodziło o portret, który powstawał na podstawie słów s. Faustyny. Trzeba było zadbać o każdy szczegół. Czasami mówi się, że ten wileński wizerunek Jezusa jest portretem pamięciowym. Nie wszyscy też wiedzą, że gdy nałoży się Całun Turyński i Chustę z Oviedo na wileński obraz Jezusa Miłosiernego, wszystko się pokrywa jeden do jednego. Układ oczu Jezusa, twarzy – jest to wierny portret samego Jezusa. Były robione badania, które to potwierdzają – wyjaśnia Aneta Górniewicz.

Zaznacza, że w symbolice obrazu niezwykle ważne są promienie wychodzące z serca Jezusa – krew i woda wypływające z serca. Czerwony promień symbolizuje krew przelaną na krzyżu, oznaczającą życie, ofiarę oraz sakrament Eucharystii, który karmi i ożywia dusze. Blady (biały) promień – woda – symbolizuje wodę obmywającą grzechy, odnoszącą się do sakramentu chrztu oraz pokuty i pojednania (spowiedzi).

Michaela-2026-04-25-2-PORTAL
Obecnie obraz „Miłosierdzie Boże” (1934) Eugeniusza Kazimirowskiego jest czczony w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego przy ul. Dominikańskiej 12 | Fot. domena publiczna

Spojrzenie z krzyża

Jezus Faustynie miał powiedzieć, że „spojrzenie z tego obrazu to jest moje spojrzenie z krzyża”. – Jezus patrzy i pod krzyżem widzi matkę, która jest przytłoczona głazem cierpienia, bo widzi umierającego, cierpiącego syna. Pod krzyżem widzi tych, co go do krzyża przybili, widzi kobiety, m.in. Marię Magdalenę, którym pokazał, że nie mogą iść drogą grzechu. One odnalazły prawdę o sobie i ta prawda wyzwoliła je z grzechów. I pod krzyżem nie widzi apostołów, którym dał całego siebie, naukę, którzy widzieli jego cuda, wszystko, co się dokonało w przestrzeni pozaludzkiej, a tutaj ich nie ma. Nie widzi Judasza, który go za pieniądze sprzedał, ale patrzy na wszystkich jednym wzrokiem – tym samym, pełnym miłości… I to jest właśnie miłość miłosierna. I właśnie Jezus na tym obrazie nie stoi w postawie na baczność, bo jest Bogiem, tylko kiedy wpatrzymy się w obraz on jest w ruchu, ma nogę wystawioną do przodu, czyli idzie. I znowu Ewangelia nam mówi, że Jezus wszedł do Wieczernika po swoim Zmartwychwstaniu. A byli tam właśnie apostołowie, którzy mieli wyrzuty sumienia, że nie bronili go, nie stanęli w jego obronie, pouciekali. Piotr trzy razy zaparł się Jezusa. I teraz są oni w tym Wieczerniku zamknięci w poczuciu swojej słabości, swojej, można powiedzieć, grzeszności, bo milczeli… A na zło nie można milczeć, bo kiedy na zło nie reagujemy, a tylko w milczeniu mijamy, to jesteśmy niejako uczestnikami tego zła. Oni mają to w sobie. I Jezus robi pierwszy krok do nich, wchodzi po Zmartwychwstaniu i nie robi im wyrzutów sumienia, tylko patrzy z miłością miłosierną i mówi: „Pokój wam”. I znowu pokazuje, że na zło trzeba odpowiedzieć dobrem. I mało tego, mówi: „Idźcie na cały świat i głoście”, czyli po raz kolejny daje im pakiet zaufania. I to jest właśnie miłosierdzie – temu, kto cię skrzywdził, zdradził, uciekł, nie pomógł zrób pierwszy krok i powiedz: pokój. W tym słowie jest: wybaczam, kocham, będzie dobrze, ufam, idź… I dobro odnowi oblicze ziemi, to też mówił św. Jan Paweł II. I to jest miłosierdzie – zasiewanie dobra tam, gdzie jest zło. I poprzez to zasiewanie powstaje całkiem inny świat – świat dobra. Miłosierdzie poszło w świat z Wilna dzięki właśnie wyjątkowej siostrze zakonnej, dziś Świętej s. Faustynie Kowalskiej i dzięki Błogosławionemu ks. Michałowi Sopoćce – opowiada s. Michaela Rak.

Polskie przekazy związane z narodzinami kultu Miłosierdzia Bożego w Wilnie są widoczne również w późniejszych czasach. To właśnie papież Polak, Jan Paweł II, ogłosił Faustynę Kowalską świętą.

Kanonizacja odbyła się 30 kwietnia 2000 r. w Rzymie. Wcześniej, 18 kwietnia 1993 r., ten sam papież ją beatyfikował. To właśnie Jan Paweł II ustanowił Niedzielę Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła, szerząc orędzie o Bożym Miłosierdziu.

Miłosierdzie poprzez modlitwę, czyn, słowo

Aneta Górniewicz zauważa, że codziennie o godz. 15, czyli w godzinę skonania Jezusa na krzyżu, możemy modlić się Koronką do Bożego Miłosierdzia oraz wypraszać potrzebne łaski, miłosierdzie względem nas, naszych bliskich, osób umierających.

– Możemy pomodlić się w dowolnym miejscu, zrobić krótką przerwę podczas jazdy samochodem czy pracy. Jeżeli chodzi o hospicjum, to jest to miłosierdzie w czynie, czyli pomoc dla najsłabszych, dla osób chorych, zarówno dorosłych, jak i dla dzieci. Jest to nie tylko pomoc medyczna, ale też wsparcie duchowe, socjalne czy psychologiczne, by jak najwięcej tej dobroci było. Miłosierdzie w czynie w hospicjum to coś więcej niż pomoc – to cicha, codzienna obecność przy człowieku w najtrudniejszym momencie jego życia. To nie wielkie gesty, lecz drobne, pełne troski działania, które przywracają godność i poczucie bezpieczeństwa. To także obecność przy rodzinie: rozmowa, wsparcie, ciepłe słowo, które pomaga przejść przez trud rozstania. To szacunek dla życia aż do jego ostatniej chwili – wyjaśnia Aneta Górniewicz.

Dodaje, że w takim miejscu miłosierdzie staje się czynem poprzez empatię, cierpliwość i gotowość do bycia z drugim człowiekiem bez pośpiechu. To przypomnienie, że każdy zasługuje na godne odejście, otoczony życzliwością.

W tradycji chrześcijańskiej, mocno podkreślanej np. przez Jana Pawła II czy s. Faustynę Kowalską, miłosierdzie to nie tylko ogólna życzliwość. – To konkretne działanie wobec czyjejś słabości, błędu albo cierpienia. Bycie dobrym jest fundamentem, ale miłosierdzie zaczyna się tam, gdzie pojawia się trud. Można tu też dodać pewna różnicę, bo bycie dobrym to nie czynić zła, natomiast „bycie miłosiernym” idzie dużo dalej i obejmuje aktywne czynienie dobro tam, gdzie jest zło, słabość lub ból… Święty Jan Paweł II często podkreślał, że miłosierdzie i prawda idą razem – jedno bez drugiego się wypacza. Czasami człowiek zrobi coś dobrego i niczego nie oczekuje w zamian, a czasami popada w pychę. Wiele więc zależy od sytuacji i naszych intencji – podkreśla Aneta Górniewicz.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 16 (45) 25/04-01/05/2026

Afisze

Więcej od autora