Smartfon w szkole. Zakazać czy nauczyć mądrze korzystać?

Smartfon w szkole przestał być drobiazgiem schowanym w plecaku. Dla jednych uczniów jest oknem na świat, dla innych – źródłem nieustannego rozproszenia. Dla rodziców bywa gwarancją kontaktu z dzieckiem, dla nauczycieli coraz częściej staje się konkurencją wobec lekcji, rozmowy i skupienia.

Czytaj również...

Na łamach magazynu „Kuriera Wileńskiego” niejednokrotnie pisałam już o tym, że sam zakaz rzadko rozwiązuje problem wychowawczy. Zakaz budzi opór, prowokuje do obchodzenia zasad i często przenosi problem w mniej widoczne miejsca. Dobrze przemyślane zasady działają inaczej: porządkują codzienność, dają dzieciom jasne granice i pomagają dorosłym reagować spokojnie, konsekwentnie i sprawiedliwie.

Dlatego pytanie nie brzmi już: czy uczniowie mają telefony? Mają. Pytanie brzmi: co szkoła ma z tym zrobić?

W Europie coraz częściej mówi się o ograniczaniu smartfonów w szkołach. Analizy wskazują, że telefony wpływają na koncentrację, relacje społeczne, dobrostan i bezpieczeństwo cyfrowe uczniów. W raporcie European School Education Platform 2026 aż 71 proc. respondentów uznało, że korzystanie z telefonów pogarsza zdolność skupienia się uczniów. Jednocześnie raport ENESET, czyli europejskiej sieci ekspertów zajmującej się społecznym i ekonomicznym wymiarem edukacji, pokazuje, że państwa europejskie nie wybierają jednego modelu: jedne wprowadzają zakazy całodniowe, inne ograniczenia tylko podczas lekcji, jeszcze inne pozostawiają decyzje szkołom.

Szkoła na Litwie też musi ustalić zasady

Na Litwie temat ten stał się już nie tylko kwestią wychowawczą, lecz także organizacyjną. 23 kwietnia 2026 r. Sejm przyjął poprawki do Ustawy o oświacie, które zobowiązują szkoły do przygotowania własnych zasad korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń mobilnych. Szkoły mają przygotować takie zasady do 1 września 2026 r., uwzględniając propozycje rad szkół oraz krajowe rekomendacje.

To ważne, bo ustawodawca nie mówi po prostu: wszędzie zakazać. Raczej wskazuje: każda szkoła ma uporządkować sytuację. W zasadach mogą się znaleźć różne rozwiązania: zostawianie telefonów w wyznaczonym miejscu, przechowywanie ich wyłączonych w plecaku, ograniczenie używania podczas przerw czy możliwość czasowego odebrania telefonu, jeśli uczeń łamie ustalone reguły. Rekomendacje przewidują też wyjątki, np. wtedy, gdy telefon jest potrzebny ze względów zdrowotnych, edukacyjnych lub w szczególnych okolicznościach.

I właśnie w tych wyjątkach kryje się sedno mądrej szkolnej polityki.

Nie każdy telefon jest problemem

Najłatwiej byłoby powiedzieć: zabierzmy telefony i problem zniknie. Ale szkoła nie jest miejscem łatwych odpowiedzi. Telefon może przeszkadzać, ale może też pomagać.

Uczeń słabowidzący może za pomocą aparatu powiększyć tekst z tablicy, podręcznika albo karty pracy. Uczeń z dysleksją może skorzystać z funkcji odczytywania tekstu na głos. Uczeń z ADHD może używać czasomierza, który pomaga mu kontrolować czas pracy, robić krótkie przerwy i wracać do zadania. Uczeń z trudnościami językowymi może potrzebować słownika, tłumacza albo nagrania instrukcji. Dla ucznia z trudnościami w komunikacji smartfon bywa narzędziem porozumiewania się.

W edukacji włączającej nie chodzi o to, by wszyscy mieli identycznie. Chodzi o to, by każdy miał dostęp do nauki. Dla jednego dziecka telefon będzie rozpraszaczem. Dla drugiego – lupą, lektorem, organizerem, planerem albo wsparciem w samoregulacji. Dlatego szkolne zasady powinny odróżniać prywatne korzystanie z telefonu od korzystania z technologii jako pomocy edukacyjnej.

Dzieci i nastolatki potrzebują granic. To nie jest brak zaufania, ale element wychowania. Smartfon został zaprojektowany tak, by przyciągać uwagę. Powiadomienia, wiadomości, krótkie filmiki, gry i media społecznościowe są dla mózgu ucznia znacznie bardziej kuszące niż polecenie z matematyki czy analiza tekstu.

Dlatego szkoła ma prawo powiedzieć: podczas lekcji telefon nie służy do prywatnych rozmów, przeglądania internetu ani sprawdzania mediów społecznościowych. Ma prawo ograniczyć używanie telefonów na przerwach, jeśli widzi, że uczniowie przestają rozmawiać, odpoczywać, ruszać się i budować relacje.

Ale granica powinna być jasna i spokojna. Nie może zależeć od nastroju dorosłego. Uczniowie powinni wiedzieć: kiedy telefon jest schowany, kiedy można go użyć, kto może wyrazić zgodę, jakie są wyjątki i co się dzieje, gdy ktoś łamie zasady.

Najgorsza jest szkoła niekonsekwentna: u jednego nauczyciela wolno, u drugiego nie; na jednej przerwie można, na drugiej nie; raz telefon jest „narzędziem”, a raz „wrogiem”. Wtedy regulamin nie wychowuje, tylko prowokuje konflikt.

Rodzice też są częścią tej układanki

Warto powiedzieć to uczciwie: czasem to nie dzieci, lecz dorośli wzmacniają problem. Rodzice piszą do dziecka w czasie lekcji, oczekują natychmiastowej odpowiedzi, dzwonią w drobnych sprawach, pytają: czemu nie odpisujesz?

Jeśli szkoła ogranicza telefony, musi równocześnie uspokoić rodziców. W sytuacji pilnej kontakt z dzieckiem powinien być możliwy przez sekretariat, wychowawcę albo ustalony kanał. Ale dziecko nie musi być dostępne przez cały dzień. Ma prawo być uczniem, a nie małym dyspozytorem rodzinnych spraw.

To także ważna lekcja dla dorosłych: zaufanie do szkoły oznacza zgodę na to, że przez kilka godzin dziecko uczy się, bawi, rozmawia i odpoczywa bez ciągłego sprawdzania ekranu.

Ograniczenie telefonów nie zadziała, jeśli szkoła nie zaproponuje nic w zamian. Dzieci przyzwyczajone do ekranu mogą początkowo nie wiedzieć, co zrobić z przerwą. To nie dowód, że ograniczenia są złe. To dowód, że trzeba odbudować kulturę bycia razem.

Szkoła może stworzyć miejsca do rozmowy, strefy ciszy, kąciki z grami planszowymi, przestrzeń do ruchu, krótkie aktywności prowadzone przez starszych uczniów. Nauczyciel dyżurujący nie powinien być wyłącznie strażnikiem zakazu, ale dorosłym, który pomaga uczniom wrócić do prostych rzeczy: rozmowy, żartu, ruchu, odpoczynku, kontaktu twarzą w twarz.

Mniej hałasu, więcej sensu

Smartfon w szkole nie jest ani potworem, ani cudownym narzędziem edukacyjnym. Jest urządzeniem, które może rozpraszać, ale może też wspierać. Najlepsza odpowiedź nie brzmi: „zabronić wszystkim i na zawsze” ani „pozwolić wszystkim na wszystko”.

Najlepsza odpowiedź brzmi: ograniczać mądrze. Ograniczać prywatne używanie, które zabiera uwagę, relacje i spokój. Pozwalać na użycie wtedy, gdy telefon rzeczywiście pomaga się uczyć, kompensuje trudność, wspiera komunikację albo samodzielność ucznia.

Dobra szkoła nie prowadzi wojny z technologią. Dobra szkoła uczy, że technologia ma służyć człowiekowi, a nie nim rządzić. Dlatego smartfony warto w szkole ograniczać – nie przeciwko dzieciom, lecz dla nich. Nie po to, by zamknąć drzwi przed cyfrowym światem, ale po to, by oddzielić cyfrowy hałas od cyfrowego wsparcia.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 20 (56) 23-29/05/2026

Afisze

Więcej od autora