Ilona Lewandowska: Historia na maturze jest egzaminem do wyboru i od lat należy do najchętniej wybieranych przedmiotów. Jak wielu Pana uczniów wybiera ten przedmiot? Co nimi kieruje?
Waldemar Szełkowski: Wśród moich uczniów historię na maturze zdaje co roku całkiem sporo osób — zwykle między 10 a 15 w grupie. To naprawdę dużo, biorąc pod uwagę, że jest to egzamin dodatkowy i jeden z trudniejszych. Rzadko zdarza się, by ktoś wybierał historię tylko dlatego, że ją lubi. Oczywiście są takie przypadki, ale w III i IV klasie gimnazjum młodzież myśli już przede wszystkim o przyszłości. Wybierają przedmioty, które będą im potrzebne na studiach: prawo, administrację, ekonomię, kierunki społeczne, a także zawody mundurowe — jak policja, wojsko, służba celna. Uczniowie mają oczywiście wybór, zamiast historii mogą zdawać choćby geografię. I tu właśnie jest ten moment, kiedy na decyzję wpływają zainteresowania, zdobyta wcześniej wiedza.
Egzamin maturalny i program nauczania uległy w ostatnich latach wielu zmianom. Jak Pan je ocenia?
Bardzo pozytywnie oceniam wprowadzenie pierwszej części egzaminu w III klasie gimnazjum. To zmusza uczniów do systematycznej pracy i często uświadamia im, gdzie mają braki. Część pierwsza jest elektroniczna, trwa 90 min. i daje 40 pkt. Część druga —odbywa się w IV klasie, pozwala zdobyć 60 pkt. Całość jest więc rozłożona na dwa lata, co, moim zdaniem, jest rozsądne.
Jeśli chodzi o zmiany programowe, to największą rewolucją jest odejście od nauczania chronologicznego. Zamiast „od starożytności do współczesności” w dwóch ostatnich latach nauczania pracujemy nad dużymi problemami historycznymi, które analizujemy przez wszystkie epoki. Główne osie tematyczne to: państwowość, kultura oraz relacja człowieka ze środowiskiem.
Choć może to dziwić, dla uczniów najtrudniejsze bywają pytania dotyczące kultury. Maturzysta musi znać nie tylko epoki i style, ale także twórców — architektów, malarzy, reżyserów. Nie tylko ich twórczość, ale także życiorysy, np. ich związki z konkretnymi miejscami. To ogrom materiału, a jednocześnie część egzaminu, która często decyduje o wyniku. Osobiście nie uważam, że tak bardzo rozbudowany zakres materiału w obszarze kultury jest słuszną decyzją. Ta wiedza jest ważna, ale nie zapominajmy, że mamy w szkole ograniczony czas i przekazujemy ją kosztem czegoś innego. Wydaje mi się, w obecnej sytuacji zagadnienia dotyczące geopolityki powinny być bardziej eksponowane.
Wciąż otwartą kwestią pozostaje esej historyczny. Wiemy, że ma zostać wprowadzony w kolejnych latach, prawdopodobnie od 2029 r. Mam co do tego mieszane uczucia. Wiedza historyczna nie zawsze idzie w parze z umiejętnością pisania dłuższych, logicznych tekstów. A esej wymaga nie tylko wiedzy, lecz także warsztatu pisarskiego. Nie chciałbym, by egzamin z historii w praktyce stał się kolejnym egzaminem z litewskiego.
Co Pan radzi swoim uczniom, którzy przygotowują się do egzaminu z historii?
Przede wszystkim — dużo czytać. Historia to przedmiot, którego nie da się wyuczyć w tydzień. Trzeba rozumieć procesy, zależności, przyczyny i skutki. Bardzo ważna jest umiejętność analizy źródeł, bo w części drugiej egzaminu to właśnie ona przynosi najwięcej punktów. Uczniowie muszą nauczyć się oddzielać fakty od interpretacji, porównywać różne perspektywy, wyciągać wnioski. To nie jest łatwe, ale jest kluczowe. Często powtarzam, że analiza źródeł to nie streszczenie — to umiejętność odczytania kontekstu, intencji autora, wiarygodności dokumentu.
Kolejną, bardzo ważną dla mnie sprawą jest praca z mapą. Dobra znajomość mapy jest bardzo pomocna i to kolejna umiejętność, na którą pracuje się przez długi czas. Warto również ćwiczyć swoją orientację w czasie. Daty są konieczne nie po to, by je znać, ale po to, by konkretne wydarzenia, zjawiska czy osoby umieścić w danej epoce, danym kontekście.
Czy znajomość historii Polski pomaga w zdaniu matury na Litwie?
Może pomóc, ale może też przeszkadzać. Pomaga, bo w języku polskim mamy ogromną literaturę historyczną, łatwo znaleźć dodatkowe informacje. Przeszkadzać może natomiast różnica interpretacji. Mówimy o tych samych faktach, ale inaczej je oceniamy. Dotyczy to nie tylko wydarzeń XX w., gdzie ta różnica interpretacji wydaje się oczywista. Klasyczny przykład to umowa kiejdańska — w Polsce często mówi się o „zdradzie”, podczas gdy litewska historiografia widzi w niej próbę ratowania państwowości Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nieporadną wprawdzie, ale próbę. Dlatego uczę młodzież, że fakty są te same, ale interpretacje mogą być różne. I że dojrzałość historyczna polega na umiejętności zrozumienia obu stron.

A nowe technologie? Pomagają czy przeszkadzają w nauce historii?
Technologie są narzędziem — mogą pomóc, ale mogą też zaszkodzić. Sztuczna inteligencja jest świetna do szybkiego zebrania informacji, do powtórek, do porządkowania materiału. Natomiast w przypadku obrazów trzeba być bardzo ostrożnym. Generowane grafiki często zawierają nieścisłości, które mogą wprowadzać w błąd. Dlatego mówię uczniom: w ikonografii lepiej sięgać po sprawdzone źródła, niekoniecznie musi to być podręcznik, ale już np. Wikipedia będzie bardziej wiarygodna niż AI, a baza dostępnych obrazów jest tam naprawdę duża.
Pomimo tak dużego obciążenia programem w Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego stale realizowane są historyczne projekty, które angażują młodzież. Jak udaje się Panu to pogodzić?
Staram się zainteresować historią poprzez takie inicjatywy w młodszych klasach. W takie projekty angażują się przede wszystkim klas 5-8 i I i II klasy gimnazjum. Ostatnio w naszym gimnazjum odbyły się uczniowskie warsztaty filmowe, w których wzięli udział zarówno uczniowie naszej szkoły, jak i goście z Polski — młodzież z Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki. Uczestnicy przygotowywali krótkie filmy o tematyce historycznej. Powstały produkcje poświęcone m.in. walkom z Krzyżakami, powstaniu styczniowemu, Bitwie Warszawskiej, wojnie obronnej 1939 r., działalności Armii Krajowej oraz losom zesłańców. Dobrze im poszło i myślę, że tego rodzaju inicjatywy są świetne dla rozbudzenia zainteresowania historią.
Niestety, w starszych klasach nie ma już na to czasu. Tak naprawdę, już w II klasie gimnazjum poważnie zaczynamy rozmawiać o egzaminie, mierzyć swoje siły w tym obszarze. W III klasie rok szkolny rozpoczynamy od poważnej rozmowy, w której uczniowie deklarują, jakie mają plany i czy chcą zdawać egzamin z historii. Potem, niestety, nie ma już czasu na ciekawe dygresje.
Mówiliśmy już o liczbie wybierających maturę z historii. Czy to zainteresowanie przedmiotem trwa dalej? Jak wielu Pana uczniów zdecydowało się na studia historyczne?
Nie liczyłem, ale wydaje mi się, że około 10 osób. Nie wszyscy po studiach zdecydowali się na pracę jako historycy, ale rzeczywiście dla części moich uczniów zainteresowanie historią jako nauką nie zakończyło się wraz z egzaminem maturalnym, co bardzo mnie cieszy.




