Ilona Lewandowska: Życie Wandy Kiałki obejmuje niemal cały dramatyczny XX w. Które wydarzenia z jej biografii najlepiej pokazują drogę, jaką przeszła, i pozwalają zrozumieć, kim była?
Magda Wysocka: W życiu Wandy Kiałki jak w soczewce skupiły się dramatyczne losy Polski XX w. Była świadkiem wybuchu wojny i kolejnych okupacji Wileńszczyzny, gdzie władza przechodziła z rąk do rąk. Doświadczyła represji sowieckich i niemieckich, deportacji, wywózek na roboty przymusowe oraz nieustannego zagrożenia aresztowaniem. Później przyszły więzienia, śledztwo i łagry. Tragiczne dla Polski postanowienia konferencji jałtańskiej dopełniły tej historii. Wanda Kiałka nie była jedynie świadkiem tych wydarzeń — przeżyła je osobiście i boleśnie doświadczyła ich konsekwencji.
Co sprawiało, że młode kobiety, takie jak ona, decydowały się na służbę w konspiracji, mimo ogromnego ryzyka?
Pokolenie, do którego należała Wanda Kiałka — pokolenie Kolumbów — cechował wyjątkowy patriotyzm. Trzeba też podkreślić, że mieszkańców Kresów wyróżniało szczególne przywiązanie do Polski. Urodzili się i wychowali w niepodległym państwie, a pamięć o ponad stuletniej niewoli była wciąż żywa. Niepodległość odzyskano zaledwie dwadzieścia lat wcześniej i nikt nie godził się z kolejną okupacją. Na ich oczach kolejni okupanci stawali się śmiertelnymi wrogami.
Swój sprzeciw wobec zniewolenia wyrażali poprzez walkę z bronią w ręku albo — jak Wanda Kiałka i wiele innych młodych kobiet — służbę jako łączniczki czy sanitariuszki, przenosząc meldunki, rozkazy i udzielając pomocy rannym. Dlatego wstąpienie do konspiracji było dla wielu Polaków czymś naturalnym i oczywistym.

Jaką rolę odgrywały kobiety w strukturach Armii Krajowej na Wileńszczyźnie? Na tym tle czym wyróżniała się Wanda Kiałka?
Kobiety w szeregach Armii Krajowej działały właściwie na wszystkich polach. Były łączniczkami, kurierkami i sanitariuszkami, kolportowały prasę oraz prowadziły tajne nauczanie. Chciałabym zatrzymać się przy pracy łączniczek, ponieważ właśnie temu tematowi poświęciłam ostatnie lata swojej działalności edukacyjnej.
Łączniczki były cichymi bohaterkami polskiego podziemia niepodległościowego. Pozostawały w cieniu, często anonimowe i zapomniane. To one niezawodnie dostarczały meldunki, rozkazy, informacje i grypsy. Wyszukiwały także lokale na spotkania konspiracyjne, organizowały żywność dla więźniów i partyzantów oraz znajdowały bezpieczne kryjówki dla osób ukrywających się. Podczas operacji „Ostra Brama” pełniły również służbę sanitariuszek.
Symbolem takiej postawy była niewątpliwie Wanda Kiałka. Już jako nastolatka należała do Przysposobienia Wojskowego Kobiet, gdzie ukończyła szkolenie sanitarne i strzeleckie. To właśnie przedwojenne przygotowanie stało się przepustką do późniejszej działalności konspiracyjnej.
Pochodziła ze skromnej rodziny. Była zwyczajną, nikomu nieznaną dziewczyną, bez wpływowych znajomości. Chciała jednak być potrzebna i zrobić wszystko, co mogło pomóc w obronie ojczyzny. Jak wspominała, nie było to łatwe. Musiała ukrywać się przed łapankami, co często przerywało kontakt z konspiracją. Mimo długiego oczekiwania na kolejne zadania nigdy nie zrezygnowała ze służby.

Po wojnie Wanda Kiałka trafiła do łagrów a po odzyskaniu wolności wyjechała w okolice Wrocławia. Jak odnalazła się w nowej rzeczywistości po doświadczeniach wojny, więzienia i łagrów?
Ludność polska wygnana z Kresów Wschodnich oraz powracająca z łagrów trafiała do różnych miejsc w kraju. Po powrocie do powojennej Polski Wanda Kiałka przez krótki czas mieszkała w Bydgoszczy i Głuchołazach. Ostatecznie swoją przystań odnalazła we Wrocławiu — mieście również naznaczonym wojną, ale dającym nadzieję na nowy początek i odbudowę życia. W osiedleniu się pomógł jej Stanisław Kiałka, legendarny konspirator wileński, który po powrocie z Workuty zamieszkał we Wrocławiu. Otoczył ją opieką, zadbał o jej codzienne życie, a piękna przyjaźń z czasem przerodziła się w małżeństwo.
Los Wandy Kiałki nie był odosobniony. Jak potoczyły się powojenne losy innych kobiet służących w wileńskiej Armii Krajowej?
Każda żołnierka, łączniczka czy sanitariuszka Armii Krajowej, wstępując do podziemnego wojska, marzyła o zwycięstwie. Marzyły o wolnej Polsce, w której będą mogły się uczyć, pracować, zakładać rodziny i po prostu normalnie żyć. Wydawało się, że wraz z końcem okupacji nadejdzie kres wojennej tragedii.
Finał walk o Wilno w lipcu 1944 r. okazał się jednak zupełnie inny. Sowieci kontynuowali represje — wywózki w głąb Związku Sowieckiego, więzienia i egzekucje stały się codziennością.
Losy tych bohaterek potoczyły się różnie. Te, którym udało się uniknąć aresztowania, przedostały się na zachodnie ziemie Polski. Był to czas nieustannej tułaczki. Prześladowane przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa często zmieniały miejsce zamieszkania. Zatrzymywały się u rodziny, znajomych, a niekiedy także u zupełnie obcych ludzi. Gdy wreszcie odnajdywały swoje miejsce w powojennej Polsce, podejmowały studia — najczęściej humanistyczne — pracowały jako nauczycielki i angażowały się w działalność kombatancką.
Jakie miejsce zajmuje dziś Wanda Kiałka w historii Wilna i Wrocławia? Co po sobie pozostawiła?
Wanda Kiałka była — jak często mówiono — „prawdziwą perełką wśród kombatantów”. Mimo sędziwego wieku regularnie spotykała się z młodzieżą we Wrocławiu, opowiadając o II wojnie światowej, Wileńszczyźnie oraz własnych doświadczeniach. Udzieliła wielu wywiadów i relacji, które dziś znajdują się w archiwach różnych instytucji oraz są dostępne w internecie. Brała udział w najważniejszych uroczystościach patriotycznych. W maju 2024 r. odsłoniła we Wrocławiu monument poświęcony Żołnierzom Niezłomnym pierwszej i drugiej konspiracji. Wystąpiła także w filmie dokumentalnym „Fakir — W imieniu Rzeczypospolitej”, poświęconym Sergiuszowi Kościałkowskiemu „Fakirowi”, egzekutorowi Kedywu i dowódcy oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, który zmarł na jej rękach. Wcześniej była jedną z bohaterek filmu dokumentalnego „Kadry z Workuty” w reżyserii Jarosława Krychowiaka i Witolda Pelczarskiego. Wraz ze Stanisławem Kiałką przez lata gromadziła dokumenty i pamiątki dotyczące historii Wileńszczyzny. Znaczna część tej spuścizny trafiła do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. W latach dziewięćdziesiątych pracowała również w Polskim Czerwonym Krzyżu.
Warto przypomnieć mniej znany epizod z jej biografii — działalność w Fundacji na rzecz Ochrony Kultury Polskiej na Wileńszczyźnie im. Adama Mickiewicza, założonej przez Donatę Nowak. Przez sześć lat wspólnie przewoziły do Wilna książki, lekarstwa i inne potrzebne dary. Angażowały się także w renowację Cmentarza na Rossie. Jak wspominała: „Zaangażowane byłyśmy także w »górkę literacką«, gdzie znani, wielcy Wilnianie zostali pochowani. I odnowiłyśmy za nasze skromne pieniądze, wystane na cmentarzach, 48 pomników. Mam to wszystko udokumentowane. Sześć lat stałyśmy na cmentarzach, dalej już nie mogłyśmy, bo mi zdrowie nie pozwoliło. I tak się nasza fundacja skończyła. Teraz nikt w Wilnie o naszej fundacji już nie powie”.
Nigdy nie zapomniała o przyjaciołach z Wileńszczyzny. od lat osiemdziesiątych pielęgnowała pamięć o Sergiuszu Kościałkowskim i jego żołnierzach. Każdego 4 lutego, w rocznicę potyczki pod Raubiszkami, zamawiała mszę świętą w ich intencji w parafii Chrystusa Króla we Wrocławiu.
Jestem przekonana, że Wanda Kiałka zasługuje na trwałe upamiętnienie — zarówno we Wrocławiu, jak i w Wilnie, choćby w formie tablicy pamiątkowej lub pomnika.
Wrocław od dziesięcioleci jest miastem wielu kresowiaków. W jaki sposób pielęgnowana jest tam pamięć o żołnierzach wileńskiej Armii Krajowej i jej łączniczkach?
Wrocław stał się nowym domem dla wielu mieszkańców Wileńszczyzny. Liczna grupa żołnierzy Armii Krajowej z Okręgu Wileńskiego włączyła się po wojnie w odbudowę Dolnego Śląska. Dla wielu z nich drogowskazem pozostały słowa ostatniego rozkazu gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”: „Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa… Każde z Was musi być dla siebie dowódcą… Zostańcie zawsze wierni Polsce”.
Niech te słowa pozostaną inspiracją również dla kolejnych pokoleń Polaków.

Od lat popularyzuje Pani historię łączniczek wileńskiej Armii Krajowej. Dlaczego właśnie ich losy są dziś tak ważne?
Od kilku lat przedmiotem moich zainteresowań są kobiety z Kresów — zarówno te, które pozostały na Wileńszczyźnie i nadal pielęgnują polskość, jak i te, które po Jałcie wyjechały do Polski.
Zrealizowałam projekt „Kobiety z Cienia”, którego wernisaż odbył się w polskiej szkole w Wilnie w grudniu 2023 r. Następnie przygotowałam projekt edukacyjny „Łączniczki wileńskiej Armii Krajowej”, poświęcony kobietom pełniącym funkcję łączniczek w Okręgu Wileńskim AK. Jego głównym celem jest pokazanie odwagi kobiet wykonujących niezwykle odpowiedzialną i ryzykowną misję.
W ramach projektu powstały krótkie filmy dostępne na kanale YouTube, wystawa oraz broszura edukacyjna pod tym samym tytułem. Przeprowadziłam również wiele prelekcji. Wystawa była prezentowana m.in. w Centralnym Przystanku Historia IPN im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Warszawie oraz w Przystanku Historia IPN im. Kornela Morawieckiego we Wrocławiu.
To kobiety, które poświęciły się niezwykle niebezpiecznej służbie w podziemiu niepodległościowym. Wojna odebrała im młodość — czas, którego nigdy już nie odzyskały. Ich świat został całkowicie wywrócony do góry nogami. Nie czekały na nie awanse ani zaszczyty. Mimo to w każde zadanie wkładały ogromne zaangażowanie i entuzjazm, jakby walczyły o olimpijskie złoto. O tych Polkach wciąż mówi się zdecydowanie za mało.







