Jak reagować na coraz częstsze alerty o niebezpieczeństwie z powietrza?

Otrzymując sygnał o możliwym zagrożeniu z powietrza — w rozmowie z „KW” przekonują psychologowie Alan Filatov oraz Mykolas Deikus — trzeba zachować realną ocenę sytuacji. Niebezpieczne są zarówno zbędna panika oraz ignorowanie problemu.

Czytaj również...

Głównodowodzący Sił Zbrojnych Litwy Raimundas Vaikšnoras ostatnio oświadczył, że instytucje nie chcą niepotrzebnie straszyć mieszkańców z powodu możliwego zagrożenia z powietrza. „Istnieją bardzo jasno określone procedury. Tak, nikt nie chce bez potrzeby straszyć naszych ludzi, zwłaszcza jeśli dzieje się to w ciągu dnia pracy, ponieważ nie zwiększa to poczucia stabilności, a raczej wywołuje większy niepokój. Dlatego robimy to, co zostało uzgodnione — niezależnie od tego, czy komuś się to podoba, czy nie. Mamy jasno określone procedury, którymi się kierujemy” — oświadczył w ubiegłym tygodniu wojskowy.

Odczuwalne zagrożenie

Nie można powiedzieć, że alerty dotyczące możliwego zagrożenia ze strony dronów, stały się codziennością. Tym niemniej nie są już rzadkością. Jak zatem powiadomienia o zagrożeniu wpływają na samopoczucie psychiczne społeczeństwa?

Psycholog Uniwersytetu Wileńskiego oraz członek Komitetu ds. kryzysów i katastrof Związku Psychologów Litwy Alan Filatov twierdzi, że rozpoznawalne dźwięki pobudzają podstawowe instynkty człowieka i uruchamiają sieć procesów w mózgu, które skłaniają organizm do działania. Przykładowo, gdy człowiek znajduje się w lesie i spotyka agresywnego oraz dużego drapieżnika, otrzymuje fizyczny sygnał od własnego organizmu, aby zareagować w sposób zwiększający szanse na przeżycie. Na podobnej zasadzie działają także sygnały telefoniczne.

— W przypadku sygnałów telefonicznych organizm ocenia informacje widoczne na ekranie, jednak informacje te nie zawsze muszą przekładać się na realne, bezpośrednio odczuwalne zagrożenie. Jeżeli tego rodzaju sygnały powtarzają się często bez odpowiedniego szkolenia z zakresu reagowania lub bez właściwego informowania przez nadawców sygnałów, umysł i ciało zaczynają traktować te informacje jako coś obcego i nierealistycznego. W takich przypadkach pojawia się negatywny efekt: ludzie przestają właściwie oceniać znaczenie sygnałów i z czasem nie widzą potrzeby traktowania ich poważnie — tłumaczy w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” ekspert.

Rozmówca podkreśla, że na powiadomienie trzeba reagować ze zrozumieniem.

— Sam sygnał nie musi mieć negatywnego wpływu na ludzi — jest to sygnał państwowy, na który zaleca się reagować bez zbędnego zadawania pytań, postępując zgodnie z wcześniej wyuczonymi procedurami — dodaje Filatov.

SPOL-alertow-2026-06-23-2
„Na Litwie niestety jest duży brak zaufania wobec władzy i mediów” — mówi Mykolas Deikus | Fot. Ieva Eirošienė, VDU

Niedoskonały system

Teolog oraz psycholog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego Mykolas Deikus podkreśla, że każdy sygnał dotyczący zagrożenia wywołuje reakcję człowieka.

— Przez ostatnie 30 lat żyliśmy w stanie względnego spokoju, więc kiedy teraz człowiek otrzymuje powiadomienie o zagrożeniu, o którym wcześniej nawet nie myślał, to ta informacja wywołuje różnego rodzaju reakcje. To może być szok lub załamanie. Oczywiście człowiek też zwyczajnie może zignorować taki sygnał. Wszystko zależy od samego człowieka. Przecież otrzymujemy sygnały nie tylko związane z dronami, ale również dotyczące zjawisk pogodowych. Takich, jak na przykład burze. Czasami informacja się nie potwierdza. Albo na przykład mieszkam w Kownie i otrzymuję informację o zagrożeniu, gdzieś we wschodniej Litwie. Wówczas automatycznie zaczynam rozważać, że to zagrożenie raczej mnie nie dotyczy. Dlatego czymś bardzo ważnym jest, aby informacja docierała do osób, które są bezpośrednio zagrożone. Nie wiem, czy to jest technicznie możliwe, ale sądzę, że tak. System na pewno nie jest doskonały. To jest zrozumiałe, ponieważ wcześniej nie mieliśmy styczności z takim zjawiskiem. Powinien minąć pewien czas, aby ludzie przyzwyczaili się i zaczęli adekwatnie reagować na problem — oświadcza Mykolas Deikus w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Tymczasem Alan Filatov jest przekonany, że muszą być organizowane okresowe szkolenia dotyczące rozpoznawania sygnałów i właściwego reagowania na nie.

— Innym możliwym negatywnym zjawiskiem, które nie wynika bezpośrednio z samych sygnałów, lecz jest z nimi powiązane, jest współczesna tendencja ludzi do poszukiwania informacji o katastrofie lub zagrożeniu szybciej, niż dbają oni o własne bezpieczeństwo. Osoby, które otrzymały sygnał, nie powinny przede wszystkim analizować jego przyczyn, lecz po prostu działać zgodnie z procedurą. Pytania można zadawać później, jeśli po pewnym czasie zagrożenie nie zostanie potwierdzone. Czujność i adekwatna reakcja powinny być utrzymywane bezpośrednio po otrzymaniu sygnału telefonicznego — zaznacza psycholog.

Brak zaufania do władzy

Mykolas Deikus zaś sądzi, że nie można od ludzi wymagać, aby od razu zaczęli stosować się do wszystkich wskazówek. Dobrym przykładem jest Izrael, gdzie zagrożenie z powietrza stało się integralną częścią życia. Dlatego powiadomienie o zagrożeniu nie wywołuje społecznej paniki.

— Na Litwie niestety jest duży brak zaufania względem władzy i mediów. Kiedy władza o czymś zaczyna informować, to człowiek automatycznie patrzy na to sceptycznie. Myśli, że albo to jest kolejna odsłona przyswajania funduszy, albo kolejny raz dramatyzuje. Takie opinie są rozpowszechniane w internecie i to również ma wpływ na postawę ludzi — podkreśla psycholog i teolog.

Z drugiej strony, zauważa rozmówca, czasami reakcja jest zbyt mocna. To może wynikać z doświadczenia historycznego. Ludzie świadomie lub podświadomie pamiętają, że wiek XX był szczególnie okrutny względem naszego kraju. Dobrą ilustracją może tu być początek pandemii, kiedy ludzie masowo zaczęli skupować produkty o długim terminie ważności.

— Dlatego duża odpowiedzialność spoczywa na instytucjach, które informują o zagrożeniu. To dotyczy instytucji państwowych oraz mediów. Informacja powinna być podawana bez zbędnego dramatyzowania. Prasa ze względu na oglądalność czasami lubi zbytnio dramatyzować. Tu jednak chodzi nie o zwykły proces społeczny lub polityczny, który niekoniecznie może mieć wpływ na życie człowieka, tylko o sytuację, gdzie zagrożenie dla życia i zdrowia jest realne — podkreśla Deikus.

Radzenie ze stresem

Stres i panika, sądzi Alan Filatov, mogą pojawić się nie tylko w wyniku samego sygnału, ale także w przypadku każdej katastrofy lub informacji o zagrożeniu. Zarówno stres, jak i panika, w odpowiednich warunkach mogą motywować do adekwatnego reagowania na sytuację. Wiele zależy od stanu organizmu danej osoby oraz jej zdolności poznawczych do zrozumienia sytuacji.

— Istnieje wiele sposobów radzenia sobie ze stresem i paniką. W dużej mierze zależą one od wypracowanych przez organizm mechanizmów samoobrony i relaksacji oraz od nawyku ich stosowania, jednak powinny być one ćwiczone przede wszystkim w bezpiecznym środowisku. Dlaczego? Przykładowo chirurg nie przeprowadzi skomplikowanej operacji w płonącym budynku. Podobnie jest w sytuacjach zagrożenia — w niebezpiecznym otoczeniu trudniej jest skutecznie korzystać z mechanizmów relaksacyjnych i samoregulacyjnych — podkreśla ekspert.

Rozmówca zaznacza też, że istnieją podstawowe ćwiczenia regulujące pracę mózgu, takie jak techniki oddechowe, ćwiczenia świadomości odczuć, ćwiczenia sensoryczne i inne metody pomagające zmniejszyć poziom stresu.

— Sposoby radzenia sobie ze stresem i paniką mogą być zarówno korzystne, jak i szkodliwe. Jednym z najważniejszych czynników jest realistyczna ocena sytuacji. Jeśli dana osoba nie jest w stanie tego zrobić samodzielnie, powinna poszukać wsparcia w swoim otoczeniu. W ostateczności warto przeczekać w bezpiecznym miejscu tyle czasu, ile organizm potrzebuje do obniżenia poziomu stresu i paniki, które utrudniają podejmowanie realistycznych decyzji i właściwych działań — oświadcza Alan Filatov.


Afisze

Więcej od autora

Konwicki na nasze czasy

Później przyszedł czas na „Sennik współczesny”, „Małą Apokalipsę”, „Czytadło” czy „Rojsty”. Książki te, ze swoją pesymistyczną wizją świata, wyraźnie różniły się od pogodnej, choć podszytej nostalgią narracji „Kroniki...”. O...