Wiceminister obrony narodowej RP Cezary Tomczyk w ubiegłym tygodniu poinformował, że mniej więcej w ciągu ośmiu miesięcy amerykańscy żołnierze powrócą do Polski. „Dla nas najważniejszy jest kierunek, czyli że wracają żołnierze amerykańscy. To zostało potwierdzone. To jest wielka sprawa dla Polski, bo nie tylko wrócą żołnierze, ale przechodzimy do tego kolejnego kroku, czyli stacjonowania wojsk amerykańskich na stałe” — podkreślił polityk.
Pozytywne decyzje
Tomczyk oświadczył, że w trakcie ostatniego szczytu NATO w Turcji minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz omówił kwestię współpracy wojskowej z sekretarzem obrony USA Petem Hegsethem. Zapewnił on, że przegląd sił amerykańskich w Europie nie wpłynie negatywnie na Polskę. Tymczasem litewski minister ochrony kraju Robertas Kaunas sądzi, że zgoda Białego Domu na stałą obecność wojsk USA w Polsce to jest również pozytywny sygnał w sprawie rozmieszczenia amerykańskich żołnierzy na Litwie. „Jeżeli zapadają pozytywne decyzje dotyczące Polski, to naturalnie można wyciągnąć wniosek, że pozytywne decyzje zapadną również w sprawie Litwy” — oświadczył w rozmowie z LRT litewski polityk.
Egidijus Papečkys twierdzi, że na NATO trzeba patrzeć jak na pewną całość.
— Cały nasz region, cała wschodnia flanka NATO, czyli trzy kraje bałtyckie, Polska oraz Finlandia, posiadają bezpośrednią granicę z Rosją. Wszystkie te kraje są forpostem NATO na wschodzie. Wszystko, co się dzieje w tym regionie, jest ważne. Wszyscy musimy być zainteresowani tym, aby w regionie było jak najwięcej żołnierzy naszych sojuszników. Trzeba też rozumieć, że USA i Niemcy nie graniczą bezpośrednio z Rosją, czyli Rosja nie zagraża im bezpośrednio, dlatego jest czymś naturalnym, że oni swoje siły zbrojne wysuwają bliżej źródła zagrożenia. Obrona sojuszu jest sprawą wszystkich państw członkowskich. Oni bronią nas, a Litwa broni Niemiec — komentuje sytuację ekspert ds. wojskowości w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Ewentualna prowokacja
Minister Kaunas poinformował, że obecnie trwa przegląd rotacji wojsk USA w Europie. Proces zbliża się do końca, dlatego w najbliższym czasie spodziewane są konkretne informacje dotyczące terminów i dat. Minister zapewnił również, że rozmawiał na ten temat z dowódcą sił NATO w Europie, gen. Alexusem Grynkewichem, a także z przedstawicielami amerykańskiej administracji politycznej i usłyszał z ich strony pozytywne sygnały. Potwierdziła to również doradczyni prezydenta ds. bezpieczeństwa Asta Skaisgirytė. Jej zdaniem Amerykanie powinni podjąć ostateczną decyzję dotyczącą przyszłości rotacyjnej obecności swoich wojsk na Litwie w ciągu kilku tygodni.
Rozmówca naszego dziennika wskazuje również na inny ważny aspekt przebywania sił sojuszniczych w regionie.
— Rosji o wiele łatwiej przygotować prowokację przeciwko Litwie lub Polsce. Jesteśmy obok. Jesteśmy mimo wszystko mniejszymi państwami. Natomiast, jeśli dojdzie do tego, że coś staje się złego z żołnierzem amerykańskim lub niemieckim, wówczas Niemcy i Stany Zjednoczone zareagują na prowokację z całą swą mocą polityczną i ekonomiczną. Wówczas pozostałe kraje NATO włączą się o wiele szybciej w proces. Musimy zrozumieć, że USA dzisiaj są supermocarstwem pod względem politycznym, ekonomicznym, socjalnym i wojskowym. Prowokowanie supermocarstwa jest o wiele bardziej niebezpieczne dla Rosji niż Litwy lub Polski — tłumaczy Papečkys.
Ekspert uważa, że taka sytuacja jest czymś naturalnym.
— Nie możemy tego ignorować, że jest tzw. stara Europa i „nowa” Europa. „Nowa” Europa po II wojnie światowej albo była okupowana przez ZSRS jak Litwa, albo to były państwa satelickie jak Polska. Po wyzwoleniu się spod dyktatu rosyjskiego w 1990 r. jest naturalne, że pod pewnymi względami jesteśmy w tyle za „starą” Europą. W ciągu 45 lat po II wojnie światowej nawet połowicznie suwerenna Polska nie miała takich stosunków z krajami zachodnimi, jakie ma teraz. Nasze relacje z zachodnimi sojusznikami są zupełnie inne niż dawniej. Litwa z Polską są sąsiadami. To naturalne, że sąsiedzi bardziej się rozumieją, niż państwa leżące daleko od Rosji. Moim zdaniem to nie jest problem. NATO to nie rodzina, tylko sojusz suwerennych państw mających względem siebie pewne zobowiązania. Musimy tylko cieszyć się, że te zobowiązania są realizowane — mówi Papečkys.
Litwa jest gotowa przyjąć do 1,5 tys. żołnierzy
Obecność amerykańskich w żołnierzy, jak podkreśla rozmówca, jest bardzo ważna dla Litwy.
— Po rozpoczęciu wojny w Ukrainie część amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce zostało przerzuconych na Litwę, natomiast do Polski przybyły nowe oddziały. Tak właśnie działa NATO, kiedy na którymś odcinku zwiększa się niebezpieczeństwo, to wówczas jest wzmacniany ten odcinek. Dlatego w razie niebezpieczeństwa będzie łatwiej przerzucić amerykańskich żołnierzy z Polski na Litwę niż z innego kraju, z którym nie mamy granicy. Poza tym, kiedy na danym terenie przebywają nawet nieduże oddziały sojusznicze, to od razu są nawiązywane kontakty z lokalną wspólnotą, z lokalnymi oddziałami wojskowymi. To wszystko wzmacnia wzajemne relacje i współpracę — analizuje Egidijus Papečkys.
Latem ponad tysiąc amerykańskich żołnierzy zakończyło swoją rotację na Litwie. Opuścili kraj w związku z prowadzonym przez Waszyngton przeglądem rozmieszczenia sił zbrojnych USA w Europie. Amerykanie regularnie rozmieszczali na Litwie swych żołnierzy od 2019 r. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę Waszyngton zmienił status swojej obecności wojskowej na Litwie na nieprzerwaną rotacyjną obecność. Wzmocnione bataliony liczyły zazwyczaj około tysiąca lub więcej żołnierzy oraz były wyposażone w różnorodny sprzęt bojowy. Litwa zadeklarowała, że jest gotowa przyjąć do 1,5 tys. amerykańskich żołnierzy.



