Witamy w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Wilno, Wileńszczyzna, Litwa – to pierwsza destynacja Andrzeja Poczobuta, pierwsza wizyta zagraniczna na historycznych ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Była wizyta w Strasburgu, ale wiemy, że prawdziwe wizyty mają miejsce tutaj. Niedaleko od granicy z Białorusią. Właściwie możemy powiedzieć: witamy w domu – tymi słowami, wypowiedzianymi przez historyczkę z Uniwersytetu Łódzkiego dr Barbarę Jundo-Kaliszewską, rozpoczęło się spotkanie z Andrzejem Poczobutem w Wilnie.

Nie ugiął się, nie zamilkł
Spotkanie odbyło się 22 lipca w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Laudację na cześć wieloletniego więźnia reżimu Łukaszenki wygłosił sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy Czesław Okińczyc.
– Są ludzie, których wielkość mierzy się nie zajmowanymi stanowiskami, lecz ceną, jaką byli gotowi zapłacić za wierność swoim przekonaniom. Do takich ludzi należy Andrzej Poczobut. Spotykamy się dziś z człowiekiem, który za wolność słowa i wierność własnemu sumieniu zapłacił latami więzienia. Nie ugiął się. Nie zamilkł. Nie wyrzekł się swoich wartości – powiedział Okińczyc.
Dodał, że spotkanie w Wilnie nie jest przypadkowe, ponieważ to miasto od wieków łączy tradycje polskie, litewskie i białoruskie: „Jest symbolem wspólnego dziedzictwa narodów”.
Związany z Grodnem Andrzej Poczobut oświadczył na wstępie, że Wileńszczyzna i Grodzieńszczyzna, mimo podzielenia przez granice państwowe, stanowią jeden region. – Te więzi łączą Grodzieńszczyznę z Wileńszczyzną. Zwłaszcza jej północną część, gdzie zawsze było bliżej do Wilna niż do Grodna lub Mińska. Jestem niemal u siebie. Po raz pierwszy od wielu lat zobaczyłem Niemen. Jestem bardzo zadowolony i szczęśliwy, ponieważ tylu ludzi interesuje się tym, co mam do powiedzenia – ucieszył się gość specjalny.
Działalność Związku Polaków na Białorusi
Andrzej Poczobut zaznaczył, że obecnie faktycznie jest na emigracji, a przed tym przez pięć lat siedział w więzieniu, więc trudno mu mówić o teraźniejszej sytuacji na Białorusi.
– We wrześniu tam pojadę, to wówczas będę mógł odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli chodzi o Związek Polaków na Białorusi, to Związek istnieje. Jego działalność jest maksymalnie ograniczona. Nie da się porównać działalności, którą prowadzi dzisiaj, z działalnością, którą prowadził przed 2021 r. Z drugiej strony nie było ani jednego dnia, aby ta działalność była wstrzymana – zadeklarował polski działacz z Białorusi.
Dlaczego władze godzą się na działalność ZPB, jak podkreślił Poczobut, trudno powiedzieć jednoznacznie. – Pamiętam taki moment, kiedy latem 2024 r. przeprowadzono mnie z karceru do „otriadu”. Tam był obowiązek oglądania telewizji, programu informacyjnego, czyli czołowego programu propagandowego. Alaksandr Łukaszenka przebywał właśnie na terenie obwodu grodzieńskiego. Cytuję z pamięci. On powiedział, że „podcięliśmy skrzydła Polakom”, ale teraz nie możemy przesadzić. Odniosłem wówczas wrażenie, że władze doszły do dna, jeśli chodzi o działalność ZPB. Teraz gorzej już nie będzie. Faktycznie się nie pomyliłem. To był moment, kiedy aktywna faza represji się zatrzymała. Pole działalności Związku jest zakreślone czerwonymi liniami. Niemniej 3800 dzieci wciąż uczy się języka polskiego w szkołach społecznych, które prowadzi Związek Polaków na Białorusi – opowiadał Poczobut.
Oficjalnie na Białorusi polską narodowość deklaruje 287 tys. osób. Niezależni badacze szacują, że realna liczba może być znacznie większa, nawet do miliona osób. Andrzej Poczobut przyznał, że liczba 3800 dzieci uczących się języka polskiego nie jest oszałamiająca, ale w dużym stopniu wynika to z okoliczności historycznych. Polacy na Litwie w czasach sowieckich mieli polskie szkoły, zespoły oraz media; Polacy na Białorusi czegoś takiego nie mieli.

Konsekwencje rozpadu ZSRS
Komentując obecną sytuację na Białorusi, Andrzej Poczobut określił ją słowami: „totalitaryzm bez pięciu minut”. Zdaniem wileńskiego gościa po rozpadzie ZSRS każda z 15 republik wybrała własną drogę rozwoju. Symptomatyczne są przykłady z Azji Środkowej, gdzie część państw niemal od razu przeszła na totalitaryzm. Najlepszymi przykładami są Turkmenistan oraz Uzbekistan za czasów Isloma Karimova.
Niemniej obok był Kazachstan, gdzie również od początku zapanował autorytaryzm, ale władza mimo wszystko zostawiła społeczeństwu pewien zakres wolności. Zrobiono to przede wszystkim ze względu na relacje z Zachodem.
– Kiedy obserwujemy politykę Łukaszenki względem Zachodu, to widzimy pewną cykliczność. On nie jest zainteresowany relacjami z Zachodem, kiedy czuje zagrożenie dla własnej władzy. Dziś swoją władzę utwierdza, zagrożenie minęło. Owszem, musi utrzymywać strach w społeczeństwie. Sądzę, że trauma z 2020 r. jest bardzo mocna wewnątrz reżimu. Jest jednak ta cykliczność. Mam wrażenie, że teraz jesteśmy na początku jakiegoś ocieplenia – analizował Andrzej Poczobut.
Ocieplenie relacji Białorusi z Zachodem nie oznacza wcale wprowadzenia swobód demokratycznych. Alaksandr Łukaszenka przede wszystkim jest zainteresowany poprawą relacji gospodarczych, które potrzebne mu są do utrzymania władzy.
– Mi jako Polakowi z Białorusi chodzi o to, aby możliwości działania Związku Polaków na Białorusi i innych organizacji społecznych poszerzały się. Tak by z tych „pięciu minut” zrobić „piętnaście minut”. Moim zdaniem jest to realistyczny scenariusz – oświadczył Andrzej Poczobut.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 29 (83) 25-31/07/2026






