Przez kilka dni w roku niewielkie pomorskie miasteczko przestaje żyć rytmem XXI w. Nad Dziwną znów rozbrzmiewają rogi bojowe, z kuźni dobiega stukot młotów, na nabrzeżu kołyszą się repliki wikińskich łodzi, a pomiędzy drewnianymi chatami przechadzają się wojowie, kupcy i rzemieślnicy. Nie są aktorami. To rekonstruktorzy, którzy z niezwykłą pieczołowitością odtwarzają świat sprzed tysiąca lat.

XXXI Festiwal Słowian i Wikingów…
…po raz kolejny zamienił Wolin w największą żywą lekcję historii nad Bałtykiem. Ponad dwa tysiące rekonstruktorów z wielu krajów Europy stworzyło niezwykłą osadę, w której każdy szczegół — od stroju po gliniane naczynie — podporządkowany jest historycznej prawdzie. Tysiące odwiedzających przyjeżdżają tu nie tylko po to, by oglądać widowiskowe bitwy. Chcą dotknąć historii, poczuć jej zapach, usłyszeć jej dźwięki i zrozumieć świat ludzi, którzy przed wiekami uczynili Wolin jednym z najważniejszych portów Europy.
Nieprzypadkowo właśnie tutaj, od ponad trzydziestu już lat, odbywa się największy festiwal poświęcony Słowianom i Wikingom. We wczesnym średniowieczu Wolin był prawdziwą metropolią północnej Europy. Do jego portu przypływały statki ze Skandynawii, Fryzji, Rusi i południowych wybrzeży Bałtyku. Handlowano bursztynem, futrami, miodem, solą, żelazem i drogocennymi tkaninami. Spotykali się tu kupcy, wojownicy i podróżnicy różnych kultur, języków i religii. To właśnie ta różnorodność uczyniła Wolin miejscem wyjątkowym — miastem, które łączyło świat słowiański z nordyckim.
Od wieków nad miastem unosi się również cień jednej z największych zagadek średniowiecznej Europy — legendy o Jomsborgu. XIII-wieczna „Saga o Jomswikingach” opowiada o potężnej twierdzy wojowników, którzy słynęli z odwagi, żelaznej dyscypliny i bezwzględnej lojalności wobec swojej drużyny. Według tradycji założył ją duński król Harald Sinozęby — ten sam władca, który zjednoczył Danię i rozpoczął jej chrystianizację.

Czy Jomsborg rzeczywiście znajdował się na Wolinie?
Odpowiedzi archeolodzy szukają do dziś. W ostatnich latach polscy i duńscy badacze prowadzą zakrojone na szeroką skalę wykopaliska, odsłaniając kolejne fragmenty dawnego portu, umocnień i zabudowy. Każdy odnaleziony przedmiot — fragment ceramiki, grot włóczni, moneta czy element nabrzeża — potwierdza, że przed tysiącem lat tętniło tu życie jednego z najważniejszych centrów handlowych nad Bałtykiem. Dla Duńczyków miejsce to ma znaczenie szczególne. Według części źródeł właśnie tutaj zmarł Harald Sinozęby, a jego los do dziś pozostaje jedną z najbardziej fascynujących tajemnic skandynawskiej historii.
To właśnie fascynacja historią i legendą sprawiła, że w 1993 r. narodził się Festiwal Słowian i Wikingów. Początkowo był spotkaniem niewielkiej grupy pasjonatów z Polski i Danii. Dzisiaj jest wydarzeniem o międzynarodowej renomie, przyciągającym rekonstruktorów z niemal całej Europy. Obok Polaków spotkać można drużyny z: Danii, Szwecji, Norwegii, Niemiec, Czech, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Wielkiej Brytanii i Ukrainy. Każda z nich przywozi własną historię, własne doświadczenia i własny sposób odtwarzania życia sprzed tysiąca lat.
Po przekroczeniu bramy skansenu wszyscy stają się mieszkańcami jednej osady. Nie ma znaczenia, jakim językiem mówią na co dzień. Tutaj porozumiewają się wspólną pasją do historii. Śpią w namiotach i drewnianych chatach, gotują nad ogniskami, pracują dawnymi narzędziami i przez kilka dni żyją dokładnie tak, jak mogli żyć ich odlegli przodkowie. To nie spektakl przygotowany dla turystów. To sposób na ocalenie pamięci o świecie, którego już nie ma, ale którego ślady wciąż kryje ziemia Wolina. A kiedy nad obozowiskiem rozlega się przeciągły dźwięk rogu bojowego, wiadomo, że za chwilę rozpocznie się wydarzenie, na które czekają wszyscy — wielka bitwa Słowian i Wikingów.
Przeciągły dźwięk rogu niesie się daleko ponad wodami Dziwny. Rozmowy cichną, a tysiące widzów kierują wzrok ku rozległej łące u stóp wałów grodu. Po obu stronach pola pojawiają się wojownicy. Słychać zgrzyt mieczy wsuwanych do pochew, brzęk kolczug i rytmiczne uderzenia włóczni o drewniane tarcze. Dowódcy wydają ostatnie rozkazy. Za chwilę rozpocznie się największe widowisko XXXI Festiwalu Słowian i Wikingów.
Kiedy oba szyki ruszają naprzeciw siebie, trudno oprzeć się wrażeniu, że czas naprawdę cofnął się o tysiąc lat. W powietrzu pojawia się kurz, zderzają się tarcze, błyskają miecze i topory, a nad polem walki niesie się okrzyk wojowników. Widowisko jest niezwykle dynamiczne, ale nie ma w nim miejsca na przypadek. Każdy ruch został wyćwiczony, a każda broń wykonana zgodnie z odkryciami archeologicznymi. Rekonstruktorzy nie odgrywają scen z filmu. Starają się jak najwierniej pokazać sposób walki, uzbrojenie i taktykę ludzi żyjących we wczesnym średniowieczu.

W bitwach uczestniczą drużyny z wielu krajów Europy
Obok Polaków walczą: Duńczycy, Szwedzi, Norwegowie, Niemcy, Czesi, Litwini, Łotysze, Estończycy, Finowie, Brytyjczycy i Ukraińcy. Każda grupa przywozi własne doświadczenia i własną tradycję rekonstrukcji historycznej. Dla wielu z nich Wolin jest najważniejszym miejscem spotkań w całym sezonie — wydarzeniem, na które czeka się przez cały rok.
Zanim jednak wojownicy wyjdą na pole bitwy, ich dzień wygląda zupełnie inaczej. O świcie w obozowisku rozpalane są ogniska. Nad żelaznymi kociołkami unosi się zapach gotowanych potraw, pieczonego mięsa i świeżego chleba. Kobiety przygotowują posiłki według dawnych receptur, wojowie naprawiają uzbrojenie, a rzemieślnicy od pierwszych godzin prezentują swoje umiejętności. Wszystko odbywa się tak, jak mogło wyglądać przed tysiącem lat.
Spacer pomiędzy chatami przypomina wędrówkę po tętniącym życiem średniowiecznym mieście. W kuźni kowal z niezwykłą precyzją wykuwa grot włóczni. Obok bursztynnik poleruje paciorki, które już za chwilę zamienią się w naszyjniki. Garncarz obraca koło, z mokrej gliny rodzą się misy i dzbany, a tkaczka cierpliwie prowadzi lniane nici przez ciężki warsztat. Kilka kroków dalej rogownik wykonuje grzebień z jeleniego poroża, snycerz ozdabia drewnianą skrzynię motywami znanymi z wikińskich znalezisk, a płatnerz splata tysiące stalowych kółek, z których powstanie kolczuga.
Największą wartością festiwalu jest jednak to, że między rekonstruktorami a odwiedzającymi nie istnieje żadna bariera. Każdy może usiąść przy warsztacie, zapytać o sposób wykonania miecza, spróbować swoich sił przy kole garncarskim czy nauczyć się tkania. Dzieci z zachwytem strzelają z łuku, rzucają oszczepem, lepią gliniane naczynia i odkrywają, że historia nie jest tylko zbiorem dat, lecz także opowieścią o zwykłych ludziach.

Nie brakuje również muzyki
W różnych częściach grodu słychać dźwięki lir, fletów, bębnów i rogów. Zespoły wykonujące muzykę dawną przywołują melodie inspirowane kulturą Słowian i Skandynawów. Wieczorem, kiedy nad osadą zapada zmrok, wokół ognisk rozpoczynają się wspólne śpiewy i tańce. W blasku pochodni rekonstruktorzy i turyści tworzą niezwykłą wspólnotę, jakby granice czasu i państw przestały istnieć.
W programie festiwalu nie brakuje także konkursów i zabaw. Najmłodsi uczą się dawnych gier, starsi próbują swoich sił w historycznych konkurencjach sprawnościowych, a dorośli z zainteresowaniem śledzą pokazy dawnych rzemiosł. Wszystko to sprawia, że Wolin nie jest jedynie miejscem oglądania historii. Tutaj można jej dotknąć, posłuchać i stać się jej uczestnikiem.
W tym roku organizatorzy postanowili jednak przypomnieć, że życie dawnych mieszkańców tych ziem nie składało się wyłącznie z walki i codziennej pracy. Równie ważny był świat wierzeń, obrzędów i symboli, który przez stulecia kształtował wyobraźnię Słowian. To właśnie on stał się motywem przewodnim XXXI Festiwalu Słowian i Wikingów.

„Wierzenia Słowian” — hasło tegorocznego festiwalu
Okazało się czymś znacznie więcej niż tylko motywem przewodnim programu. Pozwoliło spojrzeć na mieszkańców dawnego Wolina z innej perspektywy. Nie tylko jako na wojowników, kupców i żeglarzy, lecz przede wszystkim jako na ludzi, których życie wyznaczał rytm przyrody, zmieniających się pór roku i głęboko zakorzenionych obrzędów.
Wieczorem, gdy cichną odgłosy bitew, a z kuźni przestaje dobiegać dźwięk młotów, uwagę uczestników przyciąga święty ogień. W jego blasku odbywają się rekonstrukcje dawnych słowiańskich obrzędów. Nie są one teatralnym widowiskiem ani próbą odtwarzania religii sprzed tysiąca lat. To raczej opowieść o świecie, w którym człowiek żył w harmonii z naturą, szanował las, wodę i ogień, wierząc, że każda z tych sił posiada własnego ducha i własną moc.
Żercy (kapłani w religii słowiańskiej) opowiadają o dawnych bóstwach, o świętych gajach, o obrzędach związanych z narodzinami, śmiercią, żniwami i przesileniem letnim. Wokół płonącego ognia rozbrzmiewają pieśni inspirowane tradycją słowiańską, a widzowie w ciszy obserwują widowisko, które bardziej skłania do refleksji niż do zachwytu. Właśnie w takich chwilach łatwo zrozumieć, że historia nie składa się wyłącznie z bitew i zwycięstw. Równie ważne są codzienne wierzenia, obyczaje i wartości, które przez pokolenia budowały tożsamość dawnych społeczności.
Kilkadziesiąt kroków dalej rekonstruktorzy prezentują świat nordyckich wierzeń. Pojawiają się opowieści o Odynie, Thorze i Frei, o Walhalli oraz o wyprawach, które dla Wikingów były nie tylko drogą do bogactwa, lecz także próbą odwagi i honoru. Oba światy — słowiański i skandynawski — spotykają się podczas festiwalu tak samo, jak przed tysiącem lat spotykały się w porcie Wolina.
Ta symboliczna wspólnota ma dziś szczególne znaczenie. W czasach, gdy Europa często poszukuje tego, co ją łączy, Wolin przypomina, że Morze Bałtyckie od wieków było przestrzenią spotkania kultur. Kupcy wymieniali towary, wojownicy zawierali sojusze, rzemieślnicy przekazywali sobie umiejętności, a razem z nimi wędrowały wierzenia, opowieści i zwyczaje. Festiwal nie opowiada więc wyłącznie historii Polski czy Skandynawii. Jest opowieścią o wspólnym dziedzictwie narodów północnej Europy.

Wydarzeniu towarzyszą wykłady archeologów i historyków
Nieprzypadkowo Wolin nadal pozostaje jednym z najważniejszych stanowisk archeologicznych nad Bałtykiem. od kilku lat polscy i duńscy badacze prowadzą wspólne wykopaliska, odsłaniając kolejne fragmenty dawnego portu. Każda belka nabrzeża, każdy fragment ceramiki czy element uzbrojenia przybliża odpowiedź na pytanie, gdzie znajdował się legendarny Jomsborg i jak naprawdę wyglądało życie mieszkańców tego niezwykłego miasta.
Być może właśnie ta nierozwiązana zagadka sprawia, że Wolin nie przestaje fascynować. Tutaj legenda i nauka nie konkurują ze sobą, lecz wzajemnie się uzupełniają. Saga o Jomswikingach rozpala wyobraźnię, a archeologia krok po kroku oddziela legendę od faktów. Dzięki temu każda kolejna edycja festiwalu przynosi nowe pytania i nowe odkrycia.
Kiedy ostatniego dnia milkną rogi bojowe, wojownicy zdejmują hełmy, a nad obozowiskiem zaczynają gasnąć ogniska, trudno oprzeć się wrażeniu, że kończy się coś więcej niż tylko historyczna impreza. Przez kilka dni Wolin staje się bowiem miejscem niezwykłego spotkania ludzi z różnych krajów, języków i kultur. Łączy ich przekonanie, że historia jest wspólnym dziedzictwem i najlepiej poznawać ją nie z podręczników, lecz poprzez doświadczenie.
Opuszczając skansen, jeszcze raz spoglądam na drewniane wały grodu. Nad Dziwną zapada cisza, lecz łatwo uwierzyć, że gdzieś pomiędzy mgłą unoszącą się nad wodą a cieniem dawnych umocnień wciąż obecny jest duch starego Wolina — miasta, które przed tysiącem lat było bramą między światem Słowian i Skandynawów.
Może właśnie dlatego Festiwal Słowian i Wikingów od ponad trzech dekad nie traci swojej siły. Nie jest jedynie widowiskiem ani rekonstrukcją dawnych bitew. Jest żywą opowieścią o ludziach, którzy budowali historię tej części Europy, o ich odwadze, codziennej pracy, wierzeniach i marzeniach. A przede wszystkim przypomina, że przeszłość nie odchodzi bezpowrotnie –w miejscach takich jak Wolin nadal żyje: w odkryciach archeologów, w pasji rekonstruktorów i w zachwycie każdego, kto choć raz usłyszy nad Dziwną dźwięk wikińskiego rogu.
Wolin — przybrzeżna wyspa należąca do Polski (powiat kamieński oraz świnoujski), stanowiąca południowy brzeg Zatoki Pomorskiej. od stałego lądu oddzielona jest cieśniną Dziwną i Zalewem Szczecińskim, a od wyspy Uznam cieśniną Świną. Ludność zajmuje się rolnictwem, rybołówstwem oraz czerpie dochody z turystyki. Wolin jest największą wyspą Polski w całości leżącą na terytorium Polski. Większą powierzchnię ma wyspa Uznam, jednak znajduje się na terytorium Polski i Niemiec.










