Za niecały rok na Litwie odbędą się wybory samorządowe. Po raz drugi w historii kraju mieszkańcy będą bezpośrednio wybierali mera miasta lub rejonu.
Przed kilkoma dniami radny Rady Miasta Wilna Aleksandras Nemunaitis poinformował, że zamierza ubiegać się o stanowisko mera Wilna w nadchodzących wyborach samorządowych. „Kandyduję dlatego, że Wilno potrzebuje zmian – więcej porządku, przejrzystości, odpowiedzialności i szacunku dla mieszkańców. W ostatnich latach wiele mówiłem o niegospodarnych decyzjach, marnowanych szansach, zamkniętym sposobie zarządzania miastem i problemach, za które ostatecznie płacą Wilnianie” – napisał na Facebooku polityk.
Dodał, że podczas kampanii wyborczej nie zamierza skupić się tylko na krytyce obecnej władzy, ale chce zaprezentować konkretny plan, jak można zarządzać Wilnem inaczej.
Mitalas, Sinica, Zuokas
Wcześniej część partii politycznych ogłosiła swoich kandydatów na stanowisko mera Wilna. Ruch Liberałów wystawił kandydaturę Simonasa Gentvilasa, Partia Wolności – obecnego wicemera stolicy i przewodniczącego ugrupowania Vytautasa Mitalasa, natomiast Zjednoczenie Narodowe – lidera tej formacji Vytautasa Sinicę. O zamiarze kandydowania na stanowisko mera Wilna poinformował również jako kandydat niezależny Artūras Zuokas. W tym celu zamierza utworzyć nowy komitet wyborczy pod nazwą „Wilno może”.
Obecny mer Wilna, konserwatysta Valdas Benkunskas, jak dotąd nie ujawnił, czy będzie ubiegał się o reelekcję i kolejną kadencję. Większość politologów i komentatorów życia politycznego sądzi, że obecny mer ma duże szanse na reelekcję. Benkunskas rządzi miastem od 2023 roku. Wcześniej dwukrotnie był wicemerem.
– Żeby opisać wybory samorządowe w Wilnie, zresztą to dotyczy całej litewskiej polityki, można użyć sformułowania: panuje duża polaryzacja – komentuje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Andrzej Pukszto, politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego. – Z pewnością Valdas Benkunskas ma sporą liczbę zwolenników. Ma też niemało przeciwników. Sądzę, że nadal pozostaje główna linia podziału, która była obecna podczas wcześniejszych wyborów, czyli Benkunskas–Zuokas. To są główni konkurenci. Jeden i drugi prowadzą za sobą bardzo oddanych wyborców. Ale oni nie są w stanie wypełnić całej przestrzeni politycznej w stolicy – mówi Andrzej Pukszto.
Zdaniem politologa wybory samorządowe oraz wybory mera mają odrębną specyfikę od tych ogólnokrajowych. Ludzie głosują nie na polityka z konkretnej partii, tylko na osobowość. – Bardzo dobrze pokazało Kowno. Ludzie na czele miasta chcą widzieć nie polityka, lecz administratora. Niewykluczone, że w Wilnie może być podobnie – dodaje Pukszto.
Migranci i język rosyjski
Ostatnio mer Wilna zasłynął z wypowiedzi i pomysłów dotyczących nielegalnej migracji. Benkunskas wielokrotnie podkreślał, że Wilno korzysta z napływu pracowników i specjalistów z zagranicy, jednak uważa, że duża liczba cudzoziemców wymaga skuteczniejszej integracji.
Zaproponował, aby obywatele państw spoza UE, którzy chcą mieszkać na Litwie dłużej niż trzy lata, musieli wykazać się znajomością języka litewskiego na poziomie co najmniej A2 przy przedłużaniu pozwolenia na pobyt. Argumentował, że obecne przepisy nie dają wystarczającej motywacji do nauki języka i utrudniają integrację.
Obecny mer jest też za ograniczeniem stosowania języka rosyjskiego w przestrzeni publicznej. Samorząd zdecydował o ograniczeniu używania języka rosyjskiego przy świadczeniu usług. Benkunskas kategorycznie zaprzeczył, że te inicjatywy mają coś wspólnego z przyszłorocznymi wyborami.
„Wszystko, co teraz robię, jest w jakiś sposób wiązane z wyborami. Ja po prostu wykonuję swoją pracę i robię to konsekwentnie. Kiedy ogłosiliśmy inicjatywy dotyczące cudzoziemców przybywających z państw trzecich, w pierwszej kolejności chodziło o to, aby ich dzieci nie miały możliwości nauki w rosyjskojęzycznych szkołach – był to jeden komunikat. Następnie ogłosiliśmy nasze plany dotyczące nauki języka litewskiego i zapewnienia cudzoziemcom możliwości nauki litewskiego, jeśli chcą pozostać tutaj i mieszkać przez dłuższy czas. To była druga inicjatywa. A trzecią inicjatywą, którą teraz konsekwentnie realizujemy, jest ograniczanie dostępności języka rosyjskiego w zakresie korzystania z usług publicznych” – tłumaczył dziennikarzom mer Wilna.
Andrzej Pukszto sądzi, że obrana przez mera stratega jest błędna. – Taką strategię można stosować na wyborach parlamentarnych. Wybory samorządowe to są dziury w drogach, wywóz śmieci, brak parkingów pod blokiem, brak miejsc w przedszkolu. To jest smród odpadów, jaki unosi się obecnie w Nowej Wilejce. Mi się wydaje, że Valdas Benkunskas zaczął naśladować przewodniczącego swojej partii Laurynasa Kasčiūnasa. W tym kontekście wydaje się, że rosną szanse Mitalasa. Jako wicemer walczy o podobny elektorat co Benkunskas. Ale w odróżnieniu od dzisiejszego mera on nie wyjeżdża z nacjonalizmami i patriotyzmami. Nie wykluczam, że Benkunskas zmieni retorykę, bo ten pakiet narodowo-patriotyczny nie nadaje się na wybory samorządowe – skomentował sytuację w stolicy politolog.
Sinica jak Benkunskas
Zbliżoną retorykę do Benkunskasa stosuje Vytautas Sinica. Pukszto nie sądzi, aby lider Zjednoczenia Narodowego przekonał Wilnian do swojej osoby. – Nie wiemy nic o tym, jak chce rozwiązywać problem z przedszkolami, czy wyremontuje bloki z lat 70. i 80., w jaki sposób chce polepszyć stan dróg. Jeśli ten pakiet będzie górował nad pakietem narodowo-patriotyczny, to wówczas można mówić o pewnych szansach – zaznacza Pukszto.
Zdaniem naszego rozmówcy litewscy politycy wciąż nie rozumieją specyfiki wyborów samorządowych. – To zrozumiał mer Kowna Visvaldas Matijošaitis. On w ogóle, albo bardzo rzadko, komentuje politykę ogólnokrajową. Sądzę, że powinniśmy mówić o fenomenie Matijošaitisa, ponieważ on pokazuje skalę problem samorządności na Litwie. On faktycznie wyparł konserwatystów z polityki samorządowej. Przed 20 laty to było nie do pomyślenia. Teraz konserwatyści praktycznie nie mają w Kownie żadnych szans wygrania w okręgach jednomandatowych w wyborach sejmowych – podkreśla politolog.
Fenomen Matijošaitisa
Visvaldas Matijošaitis to znany litewski przedsiębiorca i polityk samorządowy. Do rady Samorządu Miasta Kowna pierwszy raz trafił w 2011 r. Rok wcześniej powołał komitet wyborczy „Zjednoczone Kowno”, na czele którego stoi do dnia dzisiejszego. Merem Kowna po raz pierwszy został w 2015 r. Później mieszkańcy jeszcze dwukrotnie wybierali go na to stanowisko. W 2020 r. został uznany za najbogatszego polityka w kraju.
Z pewnością część polityków traktuje wybory mera Wilna jako rozgrzewkę przed wyborami sejmowymi, które odbędą się w 2028 r. Chociaż wybory mają charakter lokalny, to sytuacja w stolicy państwa zawsze przyciąga wzrok z innych zakątków Litwy.
Pukszto nie sądzi, że to jest dobra strategia. – W 2023 r. wynik socjaldemokratów w Wilnie był bardzo skromny. Ale to im absolutnie nie przeszkodziło rok później zebrać najwięcej głosów podczas wyborów sejmowych. Nie łączyłbym polityki samorządowej z polityką ogólnopaństwową – podsumowuje politolog.
Wybory do rad samorządowych oraz wybory merów na Litwie odbędą się wiosną 2027 r.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 32 (92) 15-21/08/2026




