Rozmowa z kierownictwem Europejskiego Centrum Solidarności – dyrektorką Magdaleną Mistat oraz zastępcami Patrycją Medowską i Przemysławem Ruchlewskim – pokazuje, jak przekazywać tę ideę młodym ludziom i dlaczego ECS jest miejscem upamiętnienia także litewskiej drogi do wolności.
Zaczęło się banalnie – od podwyżki cen mięsa. Właśnie dlatego latem 1980 r. wybuchły pierwsze, lokalne strajki. Punktem zwrotnym stał się 14 sierpnia, gdy w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się strajk w obronie zwolnionej Anny Walentynowicz, który przerodził się w strajk solidarnościowy. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy pod wodzą Lecha Wałęsy sformułował 21 postulatów. 30–31 sierpnia podpisano porozumienia w Szczecinie i Gdańsku – strajkowało wtedy ok. 700 tys. osób. W efekcie do Solidarności wstąpiło 9–10 mln Polaków.

Rocznice, które zobowiązują do działania
– Co roku, organizując obchody podpisania Porozumień Sierpniowych, myślimy przede wszystkim o naszych odbiorcach. Zastanawiamy się, dla kogo to robimy i jak opowiadać historię zrywu, który dotknął całą Polskę – mówi Magdalena Mistat, dyrektorka ECS.
Jak zauważa, organizację wydarzeń rocznicowych planuje się w perspektywie całego roku, a do ważnych jubileuszy Centrum przygotowuje się latami. – Równie ważny jak 31 sierpnia jest dla nas 16 grudnia, rocznica odsłonięcia Pomnika Poległych Stoczniowców. Nie byłoby sierpnia, gdybyśmy nie upominali się o pamięć Grudnia 70 – dodaje dyrektorka. Tegoroczne obchody trwają kilkanaście dni, łącząc pamięć sierpnia z 1 września – wojny i pokoju – i obejmują też wydarzenia poświęcone porozumieniom podpisanym poza Gdańskiem: w Szczecinie, Krakowie i we Wrocławiu. Już dziś Centrum przygotowuje się do 50. rocznicy powstania Solidarności – wyjaśnia Mistat.
Sierpień 80 był jednym z najbardziej spektakularnych sukcesów polskiego społeczeństwa w walce o demokrację, jednak radość z wywalczonych zdobyczy nie trwała długo – już wkrótce władze odpowiedziały na dążenia do zmian represjami stanu wojennego. Dyrektorka ECS podkreśla jednak, że stan wojenny nie przekreślił nadziei i starań Polaków o wolność.
– Nie zgodziłabym się, że udało się tylko na krótko – zastrzega Magdalena Mistat. – Cała sytuacja geopolityczna i upór działaczy Solidarności, którzy działali w podziemiu opozycji demokratycznej, doprowadziły ostatecznie do pierwszych, częściowo wolnych wyborów demokratycznych w 1989 r. Dla nas to jednak jest historia zwycięstwa, choć długotrwałego.
To przekonanie o ostatecznym zwycięstwie Centrum inscenizuje dosłownie: od chwili otwarcia swojej siedziby przy Placu Solidarności 1 co roku powtarza z gośćmi symboliczny gest otwarcia Bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej – tej samej, przez którą po zakończeniu strajku wyszedł na spotkanie z czekającym tłumem Lech Wałęsa.
– Ten moment zrywu, radości, nadziei, siły i odwagi – opisuje dyrektorka ECS. Dodaje, że nawet trzy lata zawieszenia działalności związku w stanie wojennym nie zdławiły tego ducha do końca: Solidarność zeszła wtedy do podziemia, a kultura i sztuka – Mistat wspomina tu grafiki Jacka Fedorowicza – dawały odpór władzy.
– To były trzy lata wielkiej próby, ale równocześnie wielkiego przygotowywania sił i środków, kształcenia ludzi w umiejętnościach, budowania relacji społecznych. Ten czas Solidarność wykorzystała przede wszystkim, żeby się w całej Polsce organizować.
Idea ważniejsza niż data
Jeśli szukać jednego zdania, które streszcza dzisiejszą misję Europejskiego Centrum Solidarności, wypowiada je zastępca dyrektorki, Przemysław Ruchlewski. – Solidarność to nie jest tylko historia ruchu związkowego, ale to też jest historia idei. A ta idea solidarności jest ponadczasowa, dlatego ją zawsze można komuś opowiedzieć, pokazać – i to nie tylko przez pryzmat kwestii historycznej, ale pomagania sobie nawzajem, budowania silnego społeczeństwa obywatelskiego.
To rozróżnienie – między historią jako zbiorem dat a ideą jako czymś żywym – jest, jak przyznaje Ruchlewski, świadomą strategią edukacyjną Centrum. – Młodych ludzi oczywiście interesuje historia i trzeba mówić o tej nowszej, choć trudnej historii, ale ta idea zawsze ich porusza, bo to jest pomoc drugiemu, pomoc słabszemu, pomoc komuś w potrzebie – zaznacza.
Dla pokolenia, dla którego wydarzenia lat 80. są, jak sam to ujmuje, „prahistorią” równie odległą jak II wojna światowa dla niego samego, to właśnie idea, a nie fakt historyczny, staje się punktem zaczepienia. Praktyczny wymiar tej idei widać dziś w pomocy, jaką Centrum organizuje dla uchodźców z Ukrainy i Białorusi – gromadzi się u niego obie diaspory – oraz w codziennej pracy z lokalnymi społecznościami.

Czterolatkowie i „Kuronie” XXI w.
Docieranie do najmłodszych odbiorców, jak podkreśla dyrektorka ECS, wcale nie zaczyna się od szkoły średniej. – Docieramy, i myślę, że mamy tutaj dużo sukcesów, do najmłodszych, to znaczy do takich bardzo nieświadomych młodych obywateli, obywateli-czterolatków, którymi bawimy się, ucząc współpracy, ucząc tego, że opierając się na wartościach solidarności, z tego, że razem jest łatwiej – mówi zastępczyni dyrektorki Patrycja Medowska.
Podobny cel przyświeca drugiej już książce dla dzieci, przygotowywanej z Gdańskim Teatrem Miniatura – w tym roku będą to „Dżinsy na parapecie” Sylwii Chutnik, o wartości równości. – Trzeba się trochę napracować, szukając odpowiedniego języka by dotrzeć do dzieci i młodziezy, ale nam się to udaje – przyznaje z uśmiechem Medowska.
Do starszej młodzieży ECS trafia z kolei metodą, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Wiosną, w ramach 50. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników, Centrum zorganizowało wspólnie z wydawnictwem Agora i dystrybutorem Next Film ogólnopolski konkurs „Znajdź swojego Kuronia”, w którym młodzi ludzie mieli wskazać osoby ze swojego otoczenia angażujące się dziś w pomoc słabszym.
– Nasze oczekiwania przerosły najśmielsze nadzieje – mówi dyrektorka ECS. – Dotarło do nas kilkaset zgłoszeń przeróżnych akcji społecznych na terenie całej Polski, od nauczycieli, przez osoby, które dbają o parki, po osoby, które dbają o pomniki. To był materiał pokazywany i kręcony przez 16- i 17-latków z liceów.
Efekt jest wprost sprzeczny ze stereotypem o zobojętniałej młodzieży. – W młodym pokoleniu wciąż są obecne te wszystkie wartości społeczne. Szczera opowieść o konkretnych ludzkich przeżyciach daje największy odzew i najbardziej porusza młodego człowieka – podsumowuje Mistat.
Niewątpliwie siłą ECS jest współpraca z działaczami opozycji antykomunistycznej, którzy chętnie przekazują swoje doświadczenie młodzieży. Ci opozycjoniści – jak podkreśla Ruchlewski – to dziś wciąż żyjący ludzie, a nie wyłącznie postaci z podręcznika, choć ich liczba z roku na rok maleje.
– To są bohaterowie, którzy angażowali się na całego, którzy ryzykowali swoim życiem, zdrowiem, brakiem czasu dla rodzin. Teraz są schorowani, i musimy o nich dbać, żeby łączyć ich z najmłodszymi, bo młodzi ludzie chcą słuchać tych świadectw – mówi.
Ten bezpośredni kontakt bywa zaskakująco naturalny. – Widzą np. Lecha Wałęsę, który czasem odwiedza widownię, to się naprawdę zdarza. On lubi spotykać się z młodymi ludźmi i opowiadać im swoją historię – dodaje.

Wystawa jako maszyna do wzruszeń
Sercem ECS – i głównym narzędziem tej edukacyjnej strategii – pozostaje wystawa stała: blisko 3 tys. mkw., siedem sal, prawie 1800 obiektów, od tablic „21 Postulatów”, wpisanych na listę UNESCO „Pamięć Świata”, przez przestrzeloną kurtkę ofiary Grudnia 70, po zrekonstruowaną Bramę nr 2 rozjechaną gąsienicami czołgów.
– Myślę, że młodzi ludzie są w stanie to zrozumieć, bo mamy cudowne narzędzie, czyli naszą wystawę stałą, która bardzo silnie działa na emocje – mówi Patrycja Medowska. – Dużo się tam dzieje, jest dużo dźwięków, sporo artefaktów, jest też elektronika, i to wszystko opowiada historię bardzo – nie chcę powiedzieć, że prostą, ale przystępną.
Wystawa pokazuje też, jak dawne doświadczenie Polski przekłada się na dzisiejszą solidarność z Ukrainą. – Pokazujemy pomoc, jaką Polska otrzymywała z całego świata w latach 80., kiedy my jako dzieci dostawaliśmy paczki z Zachodu – wspomina dyrektorka ECS. – Pokazujemy młodym ludziom, że to, iż dziś wspierają Ukrainę, jest podobne do sytuacji, w jakiej Polska sama się znalazła – nie wojny, ale stanu wojennego, biedy, ubóstwa gospodarczego.

Sala, w której Litwa odnajduje samą siebie
Wystawa ECS nie jest jednak wystawą wyłącznie polską. Jedna z sal na drugim piętrze poświęcona jest w całości pokojowej drodze do demokracji w całym bloku wschodnim – i to właśnie ona sprawia, że Centrum od lat przyciąga coraz liczniejszych gości z Litwy, kraju, który czerpał bezpośrednią inspirację z polskiej Solidarności.
– Mamy całą salę, która mówi o pokojowej drodze do demokracji, i ona nie mówi tylko o historii Polski, bo to wystawa nie tylko naszego kraju, ale też innych krajów bloku wschodniego – wylicza Przemysław Ruchlewski. – Jest tam więc też historia litewska, historia litewskiego oporu – od Leśnych Braci po łańcuch ponad tysiąc kilometrów. To też wydarzenia tragiczne z roku 91 – atak na wieżę telewizyjną przez wojska sowieckie.
Dla Ruchlewskiego to nie jeden z wielu równorzędnych wątków, lecz sedno tego, czym Centrum chce być. – To jest siła naszej wystawy, że nie jest ona tylko wystawą polską, ale jest ponad to – podkreśla. – Ktoś, kto przyjeżdża do nas, odnajdzie w niej też historię swojego kraju, swoją drogę do niepodległości. Właśnie dlatego turyści z Litwy, których w ECS jest z roku na rok coraz więcej, nie oglądają tu cudzej pamięci – oglądają fragment własnej.
Ta sama logika każe Centrum nie poprzestawać na przeszłości, ale aktywnie wspierać dziś Białoruś i Ukrainę – nie jako gest symboliczny, lecz jako bezpośrednią kontynuację idei sprzed 46 lat.
– Uznajemy niepodległość Białorusi, mając na względzie przede wszystkim falę protestów, i upamiętniamy 9 sierpnia, dzień protestów przeciwko sfałszowanym wyborom – mówi Przemysław Ruchlewski. – Do naszego Centrum przyjeżdża białoruska opozycja, ale obserwujemy, jak z roku na rok maleje liczba Białorusinów odważających się przyjechać, z obawy przed represjami. Wykorzystujemy nasze kontakty i relacje międzynarodowe, chociażby z Parlamentem Europejskim, żeby stale wspierać Białorusinów, tak samo jak dziś Ukraińców.
Internet: sojusznik i wróg tej samej idei
Rozmowa z zespołem ECS nieuchronnie prowadzi do pytania, które nasuwa się każdemu, kto ogląda archiwalne zdjęcia stoczniowców zbierających się przy Bramie nr 2 bez telefonów w kieszeni: jak to możliwe, że ludzie w 1980 r. potrafili się zjednoczyć bez internetu – i czy potrafiliby zrobić to samo dziś, w epoce mediów społecznościowych i narastającej polaryzacji?
Dyrektorka ECS widzi w internecie narzędzie o dwóch twarzach. – To wspaniałe, bliższe nam oblicze – umiejętność łączenia ludzi ponad granicami i jednoczenia wokół ważnej sprawy. I to gorsze, ciemne oblicze, które obserwujemy chociażby w przededniu rocznicy niepodległości Ukrainy, kiedy wylewa się nienawiść i propaganda rosyjskich trolli – mówi Magdalena Mistat.
Zwraca jednak uwagę, że bez globalnego zasięgu sieci wiele dzisiejszych ruchów obywatelskich miałoby dużo mniejszą siłę oddziaływania.
Wiąże się to bezpośrednio z misją, jaką dziś pełni instytucja kultury. – Stoimy przede wszystkim na straży rzetelnej informacji – zaznacza Mistat. – Cieszę się, że rząd Polski coraz bardziej inwestuje w programy dbające o cyberbezpieczeństwo, że powstają firmy, instytucje, organizacje społeczne zajmujące się dezinformacją. Korzystamy z przywilejów internetu, będąc bardzo czujnymi na treści hejterskie, które również można w nim znaleźć.

Nie muzeum – warsztat idei
Czy da się w kilku zdaniach streścić, po co dziś istnieje instytucja upamiętniająca wydarzenia sprzed 46 lat? Zespół ECS odpowiada zgodnie: nie po to, żeby zamknąć Sierpień 80 w gablocie, lecz po to, żeby pokazać, że mechanizm, który wtedy zadziałał – ludzie łączący się wokół wspólnej sprawy, mimo strachu i ograniczeń – wciąż jest dostępny.
Kolejna rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych przypada w cieniu wojny w Ukrainie, represji na Białorusi i niepewnej przyszłości europejskiego bezpieczeństwa. W takim kontekście przesłanie płynące z placu Solidarności 1 w Gdańsku nabiera dodatkowej wagi: Solidarność nigdy nie była wyłącznie wydarzeniem z przeszłości.
Jak podsumowuje dyrektorka ECS Magdalena Mistat – z wdzięcznością myślimy o tamtych ludziach, nie tracąc nadziei, że międzyludzka solidarność i dziś może zmieniać świat na lepsze.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 34 (98) 29/08-04/09/2026









